ROZWÓJ DUCHOWY A PRZESILENIA NERWOWE
Dr. Roberto Assagioli
Kierownik Instytutu Kultury i Terapji Psychicznej w Rzymie.
(Specjalny przekład autoryzowany dla „Wiedzy Duchowej“ Tomiry Zori.)
Rozwój duchowy człowieka jest wysiłkiem długim i żmudnym, jest podróżą przez krainy dziwne, pełne cudów, trudności i niebezpieczeństw. Wymaga oczyszczenia całkowitego i najistotniejszej przemiany rozwoju całego szeregu zdolności dotąd nieczynnych, wzniesienia świadomości na płaszczyzny dotąd nieprzeczuwane i jej ekspansję wzdłuż nowych, nieznanych wymiarów.
Nie należy się przeto dziwić, że zmiana tak radykalna wywołuje najróżnorodniejsze stany krytyczne, którym towarzyszą nieraz zaburzenia nerwowe, emocjonalne i umysłowe.
I jakkolwiek zaburzenia takie bywają badane w zwykłej, przeciętnej klinice, posiadają znaczenie i wartość całkiem inną, niż zwykle przesilenia nerwowe, i powinne być leczone w sposób swoisty.
W czasach ostatnich choroby nerwowe, wywołane przez przyczyny duchowe, zdarzają się coraz to częściej, zwiększa się bowiem liczba osób świadomie lub nieświadomie oddających się ćwiczeniom duchowym.
W zrastające skomplikowanie psychiczne człowieka nowoczesnego oraz przeszkody, stworzone przez jego umysłowość krytyczną wpływają na to, by rozwój duchowy uczynić procesem wewnętrznym, trudnym i złożonym.
Dlatego więc sądzimy, że pożytecznym będzie analityczny rzut oka na rozmaite zaburzenia nerwowe i psychiczne, towarzyszące nieodzownie rozmaitym etapom rozwoju duchowego, wskazując równocześnie na środki ku ich usunięciu.
W długim procesie doświadczeń duchowych dostrzegamy 5 etapów krytycznych:
1. Przesilenie nerwowe poprzedzające rozwój duchowy;
2. Przesilenie wywołane przez rozwój duchowy;
3. Reakcja towarzysząca rozwojowi duchowemu;
4. Fazy procesu transmutacji;
5. „Ciemne noce“ duszy.
Rozpatrzmy je po kolei.
1. PRZESILENIA POPRZEDZAJĄCE ROZWÓJ DUCHOWY.
W celu zrozumienia głębszego tych doświadczeń dziwnych, które poprzedzają obudzenie się duszy, przypomnijmy sobie parę charakterystycznych cech psychologicznych człowieka przeciętnego. Przedewszystkiem, miast tego, by żyć, pozwala on biernie na przejawianie się życia w sobie. Życie bierze tak, jak ono przychodzi; nie zadaje sobie wcale trudu zbadania jego problemów, jego znaczenia, ceny i celów. Jeśli jest prymitywnym – obchodzi go tylko zadowolenie jego pragnień osobistych: osiągnięcie przyjemności zmysłowych, zdobycie dobrobytu materjalnego, zadowolenie drobnych ambicyjek.
Jeśli ma naturę cokolwiek mniej egoistyczną – wypełnia sumiennie obowiązki rodzinne i społeczne, nie troszcząc się jednak wcale o podstawy tych obowiązków, o wartość i istotność hierarchji społecznej i t. d. Jeśli w dodatku uważa siebie za religijnego i wierzącego – czuje się najzupełniej w porządku, wypełniając przepisy zewnętrzne i asystując przy obrzędach swojego wyznania. W końcu człowiek taki wierzy w absolutną realność życia fizycznego, jest przywiązany namiętnie do wszystkiego co ziemskie, przypisując im wartość najbardziej pozytywną.
Ale stać się może, i staje się w pewnych wypadkach, że życie wewnętrzne takiego człowieka przeciętnego zostaje zachwiane w sposób gwałtowny i nieoczekiwany.
Często bywa to następstwem całego łańcucha rozczarowań, innym zaś razem, jak o skutek utraty osoby ukochanej; niekiedy – bez żadnej przyczyny dostrzegalnej, w epoce szczęścia i uśmiechów losu, nasuwa się jakiś niepokój nieokreślony, uczucie niezadowolenia, braku czegoś; braku nie czegoś konkretnego, lecz raczej rzeczy nieuchwytnych, nie podlegających definicji.
I kropla po kropli sączy się do duszy poczucie nierzeczywistości życia, pustoty codziennych spraw. Wszystkie zainteresowania, które niegdyś tak pochłaniały człowieka, bledną, tracąc swoje znaczenie i swoją wartość. Ukazują się nowe zagadnienia: pragnie się poznać namiętnie „cel życia”, zrozumieć przyczynę tych zjawisk, które dotąd były przyjmowane za naturalne; przyczynę cierpienia własnego i innych; znaleźć wytłumaczenie nierówności losu; genezę życia człowieka i jego cel.
I tu właśnie leży początek nieporozumień i pomyłek. Wiele osób nie pojmuje wcale znaczenia tych nowych stanów duszy, uważając je za śmieszne, anormalne mrzonki. Ponieważ stan taki bywa męczący, zwalczają go wszelkimi możliwymi sposobami; lękając się „stracić głowę” usiłują wrócić do trywjalnej rzeczywistości życia, która im się wymyka z rąk. Często, siłą reakcji, grzęzną w życiu fizycznem głębiej jeszcze, namiętnie szukając nowych wrażeń i upojeń, nowych prac i podniet.
Za pomocą tych środków udaje się nieraz zdławić niepokój, nie można go jednak usunąć całkowicie. Tkwi on wciąż na dnie ich istoty, podminowuje ich duszę, i po latach czasami, ukazuje się z większą jeszcze intenzywnością.
Stan poirytowania staje się niezmiernie męczącym, niezadowolenie ze siebie samego akcentuje się dokładniej. Człowiek traci jak gdyby punkt oparcia: wszystko, co tworzyło jego życie wydaje się snem, niknie, jak zjawa; lecz nowe światło nie ukazało się jeszcze. Nie wierzy się zresztą jeszcze w jego istnienie, w możliwość ukazania się.
Często do tej udręki wnętrznej łączy się określone przesilenie nerwowe i moralne; pojęcie etyki budzi się i pogłębia, uczucie żalu i wyrzutów sumienia za popełniane zło odzywa się coraz częściej; czyni się surowy sąd nad sobą i odczuwa się męczącą beznadziejność. W tym właśnie etapie drogi rodzi się chęć samobójstwa. Wierzy się, że jedynie samozniszczenie fizyczne zabije głos sumienia, dokona zmiany wewnętrznej.
Zaznaczyć należy, iż to, co mówię, jest jedynie szematem sumarycznym takich doświadczeń i ich rozwoju. W rzeczywistości istnieje wiele różnic indywidualnych. .Jedne nie sięgają stanu ostatecznego, inne dochodzą doń w krótkiej frakcji czasu. U jednych przeważają poszukiwania i wątpienia natury filozoficznej, u innych kwestja moralności raczej jest na pierwszym planie.
Te przejawy przełomów duchowych w niektórych symptomach przypominają choroby nerwowe, znane pod mianem neurastenji lub psychostenji. Jedną z cech charakterystycznych pierwszej, wedle o kreślenia Pierra Janet – jest „utracenie istotnego ustosunkowania się do rzeczywistości“ ; drugiej zaś – nadwrażliwość osobowości. Analogję podkreśla bardziej jeszcze istnienie pewnych symptomów fizycznych, jak wycieńczenie, ciśnienie nerwowe, bezsenność i najrozmaitsze zaburzenia w funkcjach trawienia i systemie krwionośnym.
2. PRZESILENIA WYWOŁANE PRZEZ ROZWÓJ DUCHOWY.
Nawiązanie kontaktu między osobowością i duszą, fale światła, radości i siły, na osobowość spływające, powodują częstokroć cudowne wyzwolenie się z cierpień poprzedniego etapu. Konflikty wewnętrzne, udręki i zaburzenia nerwowe i fizyczne znikają, niekiedy ze zdumiewającą szybkością, podkreślając fakt, że przyczyna ich nie leżała w świecie materji, lecz była wynikiem bezpośrednim obudzenia się psycho-duchowego. W podobnych wypadkach obudzenie się duchowe jest jedynem i duchowem lekarstwem .
Rozwój duchowy wszakże nie posuwa się stale po linjach tak prostych i normalnych. Może się stać przyczyną komplikacyj, zaburzeń i naruszenia równowagi psychicznej. Ma to miejsce u osób, których umysł nie jest dostatecznie zrównoważony, uczucia zbyt burzliwe i nieopanowane, albo też system nerwowy jest zbyt wrażliwy i delikatny, lub też gdy przypływ energii duchowych jest zbyt silny i druzgoczący w swej intenzywności i napięciu.
Gdy umysł jest zbyt słaby i nieprzygotowany do przyjęcia światła duchowego, lub gdy przeważają skłonności egocentryczne, to doświadczenie wnętrzne może być źle interpretowane. Zachodzi wówczas tak zwane „pomieszanie płaszczyzn“ ; niema jasnego rozpoznawania między absolutnem i względnem, między duchem i osobowością i wówczas to siła duchowa może wytworzyć, by się tak wyrazić, „narost na osobowości“.
Parę lat temu badałem w Ankonie w azylu dla chorych nerwowo wypadek tego rodzaju, bardzo charakterystyczny. Pewien sympatyczny staruszek twierdził spokojnie, lecz uparcie, że jest… Bogiem. Wokół swego przekonania splótł cały wieniec najbardziej fantastycznych pojęć. Pozatem wszakże był istotą łagodną, dobrą i zawsze gotową nieść pomoc chorym i cierpiącym. Umysł jego był tak jasnym a czynnym, tak opanowanym i ścisłym, że uczyniono go asystentem aptekarza azylu i powierzono mu klucze od apteki.
W mniemaniu zwyczajnego lekarza staruszek ten byłby uważany za pospolitą ofiarę manji wielkości, wypadek paranoidalny. Są to wszakże proste etykietki naklejane na to, czego medycyna oficjalna nie rozumie i czego nie potrafi wytłumaczyć. Jest rzeczą ciekawą, w jaki sposób zetknięcie się ze sferą Ducha wpływa na nieprzygotowaną psychikę ludzką, budząc poczucie własnej wielkości. W tradycjach religijnych i wszelkich czasów zachowały się liczne wspomnienia i potwierdzenia takich wypadków.
W Piśmie Świętem znajdujemy taki frazes – jasny i określony: „Czyż nie wiecie, że jesteście Bogami?“ Św. Augustyn zaś mówi: „Gdy dusza ukocha rzeczy ziemskie staje się ziemską; lecz jeśli miłuje Boga, czy sama staje się Bogiem?
Bardziej śmiały wyraz tej Jedności ducha ludzkiego z Duchem Najwyższym znajdujemy w centralnej nauce Vedanty: „Tat twam asi“ (Ty jesteś TO) i: „ Aham esam param Brahman“) (zaprawdę jestem Brahmem najwyższym).
W wypadkach takiego kontaktu duchowego należy rozróżnić dokładnie w teorji i praktyce różnicę zasadniczą między duchem indywidualnym, małą zwykłą osobowością, małem „ ja “, którego jesteśmy zwykle świadomi, a Jaźnią Najwyższą – Istotnem Ja człowieka.
Brak rozpoznania tej różnicy przynosi wyniki niebezpieczne i – absurdalne. Jest to kluczem do zrozumienia zaburzeń umysłowych.
Błędem kardynalnym tych, którzy padają ofiarą takich złudzeń jest przypisywanie nie odrodzonemu „ja“ osobowościowemu cech i potęgi Ducha.
Wyrażając rzecz całą w kategorjach filozoficznych mielibyśmy pomieszanie rzeczywistości względnej z Rzeczywistością Absolutną, płaszczyzny osobowej z metafizyczną. W tej interpretacji niektórych form paranoi (manji wielkości) znaleźć można pewne pożyteczne normy leczenia. Wskazywanie choremu na absurdalność jego idej, lub wyśmiewanie go – byłoby tylko źródłem nowych dlań natchnień. Odwrotnie, należy wraz z nim podkreślić element wielkości w nim samym, dopomagając mu do zrozumienia jego genezy i oddziaływania na osobowość.
W innych znowu wypadkach nieoczekiwane obudzenie się duszy powoduje egzaltację uczuć, przejawiającą się w sposób chaotyczny i hałaśliwy przez okrzyki, łzy, śpiew, gesty i t. d.
Ludzie należący do typu czynnego, dynamicznego, wchodzą łatwo w rolę reformatorów czy proroków , zakładając zrzeszenia czy sekty o charakterze wyłącznym i fanatycznym.
W innych znowu duszach szlachetnych, lecz zbyt bezpośrednich i surowych względem siebie to zetknięcie się z boskością we własnej naturze powoduje wymóg natychmiastowego i całkowitego udoskonalenia się. W rzeczywistości wszakże, taka doskonałość osobowości może być tylko wykwitem długiego i stopniowego dzieła przemiany i odrodzenia się osobowości; a więc wymaganie takiej doskonałości od siebie może stać się źródłem destrukcyjnych depresyji rozpaczy. Jest to los, który między innymi spotkał szlachetną i nieszczęśliwą duszę Karola Michelstädtera.
W niektórych osobach, o specjalnej ku temu predyspozycji, rozwojowi wewnętrznemu towarzyszą rozmaitego rodzaju przejawy paranormalne. Osoby te miewają wizje świętych lub aniołów, słyszą głosy, lub czują pociąg niepohamowany do pisma automatycznego. Wartość otrzymanych w ten sposób rewelacyj różni się zależnie od okoliczności. Zachodzi konieczność ciągłego ich badania i przeprowadzania najsurowszej analizy, bez żadnych uprzedzeń, naturalnie – objektywnie i poważnie. Nie należy nigdy ufać pismu automatycznemu, zawierającemu określone jakieś rozkazy z wymaganiem ślepego posłuszeństwa. Prawdziwi mistrzowie duchowi nie uciekają się nigdy do metod podobnych.
Nie dotykając nawet kwestji autentyczności czy wartości tych rewelacyj, twierdzimy, że kryje się w nich niebezpieczeństwo zachwiania równowagi umysłowej i emocjonalnej otrzymujących.
3. REAKCJE, BĘDĄCE WYNIKIEM ROZWOJU DUCHOWEGO.
Reakcje takie następują zwykle po upływie pewnego czasu. Jak już zaznaczyłem, harmonijny rozwój duchowy wytwarza uczucia radości i rozjaśnienia umysłu, pozwalającego na zrozumienie celu życia, rozsiewa wiele wątpliwości, rozwiązuje wiele problemów i obdarza uczuciem pewności wnętrznej. Dołącza się tu jeszcze żywe odczucia jedności, piękna i świętości życia i dusza obudzona pogrąża się w fali miłości ku innym duszom i wszystkiemu co żyje.
I naprawdę niema nic bardziej radosnego i krzepiącego niż kontakt z takim „obudzonym “, znajdującym się w „stanie łaski“ . Cala osobowość takiej istoty, ze swemi ostremi kątami i cechami ujemnemi roztapia się w nowej jakgdyby indywidualności pełnej sympatji, – uśmiecha się do nas i do świata całego, cala gorejąca pragnieniem służenia, pragnieniem rozrzutnem podzielenia się swojemi skarbami duchowemi, których nadmiar niepokoi ją.
Ten stan radosny trwa mniej lub więcej długo, musi wszakże przeminąć. Osobowość zwykła, z jej składnikami niższemi, znajdowała się chwilowo w stanie nieczynnym- w stanie uśpienia, nie została jednak ani zabitą, ani przetworzoną. Pozatem przypływ światła i miłości duchowej jest rytmiczny i cykliczny, jak wszystko zresztą we Wszechświecie: przypływ jest poprzedzany odpływem.
Następujące potem doświadczenie jest niezmiernie bolesne i w pewnych wypadkach powoduje reakcje silne i zaburzenia poważne. Porywy niższe budzą się i stawiają swe żądania ze wznowioną silą; wszystkie namiętności, błędy, wady budzą się do życia.
Dusza, której świadomość moralna już się uformowała jako skutek obudzenia się, bardziej wyrafinowana i wymagająca, sądzi siebie z większą surowością, potępia z większą pogardą, i myśli błędnie, że upadla niżej jeszcze. Ten sąd ostry o sobie potęguje się tem jeszcze, iż niektóre tendencje i impulsy, drzemiące potencjonalnie w podświadomości – budzą się i są zasilane mocą silnej reakcji przeciw aspiracjom duchowym, których się lękają i nienawidzą.
Niekiedy reakcja sięga tak daleko, iż człowiek zaczyna wątpić w rzeczywistość swych niedawnych dosiężeń duchowych. Zwątpienie i krytycyzm napełniają jego umysł, ruszony do uważania wszyskiego co było, za złudzenie, za fantazję, za sentymentalną egzaltację. Staje się zgorzkniały i sarkastyczny. Szydzi ze siebie i innych i pragnie zdeptać własne ideały i aspiracje duchowe, lecz jakkolwiek silne są jego usiłowania nie może zatrzeć tego, co było. Dotknął Rzeczywistości, i trwa w nim wizja jej piękna; nie może jej zapomnieć. Nie potrafi zmusić się do życia małem życiem pospolitem; boska nostalgja ogarnia go i nie pozwala na trwanie w spokoju.
Czasami reakcje przyjmują charakter chorobliwy: ukazują się przystępy rozpaczy, marzenia o samobójstwie.
Leczenie tych intensywnych reakcyj polega przedewszystkiem na wytłumaczeniu ich natury i wskazaniu jedynego środka, który dopomoże znieść je spokojnie. Należy im wytłumaczyć, że ,,stan łaski“ nie może trwać wiecznie, że reakcja jest rzeczą naturalną i nieodzowną. Że stan poprzedni był cudownym lotem w błękity – ku Słońcu. Ale każdy lot, wcześniej lub później musi się skończyć. Przychodzi chwila spoczynku na ziemi, a później zwolna, krok po kroku zdobywać należy szlak, wiodący ku szczytom.
Rozpoznanie tego, że tak zwany „upadek“ jest wydarzeniem naturalnem, którem u ulegają wszyscy dążący, staje się pociechą dla pielgrzyma i dodaje mu sił do ponownego wstępowania na szczyty.
4. ETAPY PROCESU PRZEMIANY.
Wzniesienie się, o którem wspominałem, polega w rzeczywistości na całkowitem odrodzeniu i transmutacji osobowości. Jest to proces długi i złożony, składający się z etapów aktywnego oczyszczenia się, w celu usunięcia przeszkód, utrudniających przypływ i działanie sił duchowych w stanie uśpienia, czy bezwładu; fazy, podczas których osobowość musi pozostawać skupioną i posłuszną, pozwalając na pracę ducha w sobie i znosząc odważnie i cierpliwie nieuniknione cierpienia. Jest to okres pełen zmian, pełen kontrastów między światłem i cieniami, radością i bólem.
Cała energja człowieka jest tak zaabsorbowana tą pracą, że częstokroć zapomina o wymogach życia osobowości.
Dla obserwatorów powierzchownych, wydających sąd o nich z punktu widzenia normalności i wyników praktycznych, osoby takie wydają się ulegle zmianie na niekorzyść, mniej wartościowi niż poprzednio.
Sędziami tej Syzyfowej pracy wnętrznej bywają najczęściej osoby uprzedzone, nierozumiejące i patrzące wązko z pośród rodziny czy znajomych, nie oszczędzające złośliwych i bolesnych uwag o „pięknych wynikach“ aspiracyj duchowych, i o śmieszności ideałów stosowanych w praktyce. Sędziowie tacy są niekiedy prawdziwą męką dla udręczonej duszy ucznia, który też często upada pod brzemieniem szyderstwa i drobnych zadraśnięć.
Jest to jedna z prób, którym uczeń jest poddawany. Ma na celu opanowanie wrażliwości i systemu nerwowego, zdobycie niezależności sądu i stałości poglądów. Dlatego też próba musi być przyjętą pogodnie, bez uczucia buntu. Jeśli ci, co otaczają ucznia, poddanego próbie, rozumieją i uświadamiają sobie jego stan, mogą mu okazać wiele pomocy w uniknięciu niepotrzebnych cierpień. Zdarza się to wszakże rzadko.
Okres, o którym mówię, jest okresem przejściowym. Wyjście z dawnego stanu świadomości i nieosiągnięcie wyższego, jest to stan podobny do tego, jak i przechodzi gąsienica, mająca przeistoczyć się w motyla: przejść musi przedtem przez stan poczwarki, który jest właściwie stanem rozkładu i bezsilności.
Człowiek nie może przejść przez te wszystkie stany chroniony, jak niektóre gąsienice, w wysłanem watą pudełku.
Pomimo wszystko musi pozostać na swym życiowym posterunku, wypełniając sumiennie i dokładnie wszystkie swe obowiązki, jak gdyby nic się nie stawało. Zawiły problemat, który ma do rozwiązania w sobie, podobny jest do obecnego zadania inżynierów angielskich, mających zadanie rozbudowy i rozszerzenia wielkiego dworca w Londynie, bez naruszenia ruchu nawet na jedną godzinę.
Nie należy się więc dziwić, jeżeli praca tak trudna i skomplikowana staje się częstokroć przyczyną zaburzeń psychicznych i nerwowych: wyczerpania nerwowego, bezsenności, przygnębienia, drażliwości, zbyt ostrych reakcyj. Zaburzenia te, biorąc pod uwagę potężny wpływ stanów psychicznych na ciało, powodują szereg najrozmaitszych symptomów fizycznych.
Leczenie podobnych wypadków wymaga przedewszystkiem dokładnego zrozumienia istoty przyczyny choroby. Najlepsze wyniki daje mądre stosowanie psychoterapji, wszelkie bowiem inne środki medyczne i zabiegi mogą przygłuszyć i wpłynąć na symptomy i zaburzenia fizyczne, w żadnym wypadku wszakże nie oddziałają na duchowo-psychiczne przyczyny choroby.
Zdarza się niekiedy, że zaburzenia te są spowodowane lub zasilone nadmiernemi wysiłkami osobowości, czynionemi przez ucznia w celu przyśpieszenia rozwoju duchowego. Wysiłki te powodują cały szereg represji i transformacje elementów niższych, akcentując napięcie walki między duchem i materją z towarzyszącym jej stanem nadwrażliwości nerwowej i psychicznej. Uczniowie tacy, zbyt żarliwi może, powinni sobie uświadomić, że najważniejsza część dzieła regeneracji wnętrznej jest wysiłkiem ducha i jego energji i że jeśli usiłowali oni przyciągnąć energje te siłą swojego pragnienia, rozmyślaniami, nastawieniem się duchowem; jeśli usiłowali usunąć wszystko to, co jest przeszkodą dla wpływów ducha, powinni już tylko czekać cierpliwie i z wiarą, że duch spontanicznie weźmie w posiadanie ich duszę.
Trudność odrębną, o charakterze raczej wręcz przeciwnym, przedstawiają okresy silnego i obfitego przypływu siły duchowej. Ta siła bezcenna może zostać strwonioną w nadmiernych wybuchach uczuciowych, w działaniu gorączkowem i nieskoordynowanem. W innych znowu wypadkach staje się zbyt ujarzmioną, nie ma żadnego zastosowania w życiu; nagromadzając się w dużych ilościach ciśnieniem zbyt silnem spowodować może zaburzenia wewnętrzne, podobnie ja k prąd elektryczny o zbyt silnem napięciu może stopić druty i wywołać przepalenie lampy.
Konieczną jest więc znajomość mądrego kierowania przypływem energij duchowych, unikając ich rozproszenia i spożytkowując je w szlachetnej i pięknej pracy rozwoju wewnętrznego i pracy dla ludzkości.
V. „CIEMNE NOCE DUSZY”
Gdy proces przemiany osiągnie swój punkt szczytowy, swoje stadium końcowe i decydujące, kojarzy się z niem najczęściej cierpienie intensywne i stan zaciemnienia wnętrznego, przez mistyków chrześcijańskich zwanego „nocą duszy“. Symptomy tego stanu upodabniają go do choroby, którą psychijatrja nazywa „psychozą przygnębienia“, lub melancholją. Symptomy są następujące: stan emocjonalny ulega intensywnej depresji, sięgającej częstokroć desperacji, ostre poczucie własnej „niegodności“ ; silna tendencja do samokrytyki i samopotępienia, w niektórych wypadkach dochodzących do przekonania o własnym upadku i potępieniu; bolesne uświadomienie sobie własnej bezsiły umysłowej; osłabienie woli i panowania nad sobą; niechęć i wielka trudność wykonywania działalności fizycznej.
Niektóre z tych symptomów mogą ukazać się w formie mniej lub więcej intensywnej i podczas etapów poprzedzających, wówczas wszakże nie ma miejsca istotna „noc mistyczna“.
To dziwne i straszliwe przeżycie wewnętrzne nie jest, bez wzglądu na pozory, stanem tylko patologicznym : przyczyna jego leży na płaszczyźnie ducha i posiada również ogromną wartość duchową.
I po tem, co nazwanem zostało „ ukrzyżowaniem mistycznem“ lub „mistyczną śmiercią“, następuje pełne glorji zmartwychwstanie duchowe, koniec czyniące wszelkiemu cierpieniu, wszelkim udrękom, staje się cudowną za nie nagrodą, tworzy pełnię i szczęście życia duchowego.
* * *
Temat mojego artykułu skupił naszą uwagę na stronach raczej bolesnych i przykrych, na stanach odbiegających od normy i będących nieodzownym prawie akompanjamentem rozwoju duchowego. Może to dać błędne pojęcie, że ci wszyscy, którzy wybrali drogę duchową poddają się chorobom nerwowym łatwiej niż inni. Uwypuklijmy więc jasno punkty następujące:
1. W wielu wypadkach rozwój duchowy odbywa się w sposób bardziej stopniowy i harmonijny, niż ten, o którym wspomniałem. Trudności wnętrzne bywają pokonywane łatwiej i rozmaitym etapom rozwoju nie towarzyszą ostre reakcje nerwowe, i charakterystyczne symptomy fizyczne.
2. Zaburzenia nerwowe i umysłowe przeciętnych mężczyzn i kobiet bywają często poważniejsze, trudniejsze do zniesienia i leczenia niż te, których przyczyną jest sfera duchowa. Choroby nerwowe ludzi przeciętnych są najczęściej wywołane silnym konfliktem między ich natmiętnościami, czy też impulsami podświadomemi, ze świadomością osobowości, lub też ich buntem względem warunków czy osób, stojących na drodze ich pragnieniom , ich egoistycznym wymaganiom. Uleczenie ich jest rzeczą o wiele trudniejszą, bowiem strony głębsze ich natury są słabe i nierozwinięte, a odwołanie się do nich w celu poddania się pewnej dyscyplinie – zawodzi. Nie umieją zdobyć tej harmonji, która mogłaby im wrócić zdrowie.
3. Cierpienia i przesilenia nerwowe tych, co dążą ścieżką ducha, jakkolwiek bywają męczące i doniosłe, nie są w rzeczywistości niczem innem, jak reakcją czasową i nieodzownym objawem organicznego procesu wzrostu i regeneracji wnętrznej. Reakcja taka znika natychmiastowo i spontanicznie wraz z rozwiązaniem wywołującego ją problemu, poddając się łatwo stosownej kuracji.
4. Cierpienia wynikające z czasowego odejścia, lub odpływu fali duchowej, bywają wynagradzane sowicie epokami przypływu i wzniesienia się. W samej ich istocie tkwi również głęboka wiara w Wielki Cel tej jedynej w swym rodzaju Przygody.
I ta odległa wizja przyszłych dosiężeń jest natchnieniem, niezawodną pociechą, źródłem nie wyczerpanem siły i odwagi. Wizje takie winniśmy wywoływać – jak najżywsze i jak najczęstsze.
Usiłujmy wyobrażać sobie jasno glorjęi szczęśliwość duszy zwycięzkiej i wyzwolonej, czerpiącej świadomie ze źródeł mądrości, potęgi i miłości boskiej. Wyobraźmy sobie dalej Królestwo Boże urzeczywistnione na ziemi, ludzkość odrodzoną, marzącą radośnie o osiągnięciu doskonałości całkowitej.
Wizje takie porywały wielkich mistyków i świętych; dzięki tym wizjom z uśmiechem znosili oni udręki wewnętrzne i męczeństwo fizyczne. One to były źródłem pięknych słów św. Franciszka:
„Tak wielką jest szczęśliwość, która na mnie czeka, Że umiłowany mi jest wszelki ból.“
Zejdźmy wszakże z tych szczytów i spójrzmy raz jeszcze na pracę dusz w dolinach.
Rozpatrując raz jeszcze rzecz całą z punktu widzenia ściśle medycznego i psychologicznego, widzimy, że chociaż na pierwszy rzut oka zaburzenia nerwowe, towarzyszące rozwojowi duchowemu, wydać się mogą identycznemi ze zwykłemi chorobam i nerwowemi – źródła ich i znaczenie są całkowicie różne, a nawet wręcz przeciwne. Stosownie też i leczenie musi być odrębne.
Objawy nerwowe w zwyczajnych chorobach noszą charakter wybitnie regresyjny. Chorzy tacy nie są w stanie wydołać tym wymogom wnętrznym, które są podstawą normalnego rozwoju osobowości. Osobniki takie nie są często zdolne do pracy samodzielnej i pragną zawsze, by ktoś ich utrzymywał.
Często również ich niechęć do stawienia czoła trudnościom życia, przyciąga jakgdyby choroby nerwowe, stojące między nimi i obowiązkiem. W innym znowu wypadku chodzi o przesilenie emocjonalne: rozczarowanie lub utrata kogoś kochanego ma często reakcje w formie choroby nerwowej.
W tych wszystkich wypadkach zachodzi konflikt między osobowością świadomą i elementami niższemi natury, działającemi w podświadomości i wygrywającemi walkę.
I odwrotnie – przesilenia nerwowe, towarzyszące rozwojowi duchowemu, odznaczają się charakterem czysto progresywnym . Są przejawem siły wzrastania, dążenia ku szczytom; są wynikiem konfliktów, czasowego zachwiania równowagi między osobowością i spływających z góry energij duchowych.
Wynika więc stąd, że sposób leczenia dwu typów tych zachorzeń nerwowych, winien być różny. Dla grupy pierwszej środki terapeutyczne zawierają się w dopomożeniu choremu osiągnięcia poziomu człowieka normalnego, odsuwając wszelkie represje, lęk, przywidzenia, dopomagając mu do przejścia z wybujałego egocentryzmu, fałszywej waloryzacji zjawisk i zdeformowanych pojęć – do objektywnej i racjonalnej oceny rzeczywistości, do wypełniania swych obowiązków i sprawiedliwego ustosunkowania się do praw innych. Elementy osobowości – niedorozwinięte, nieskoordynowane lub pełne kontrastów winny być zharmonizowane i ujednostajnione za pomocą psychosyntezy osobistej.
Zaś dla chorych drugiej grupy zabieg terapeutyczny stanowi sharmonizowanie i zasymilowanie napływających energij duchowych z poprzednio istniejącemi elementami naturalnemi, zastosowanie psychosyntezy duchowej. Staje się więc jasnem , że sposób leczenia chorych pierwszej grupy jest niedostatecznym, a nawet wręcz szkodliwym dla grupy drugiej. Trudności takich chorych zwiększają się jeszcze, skoro tylko wpadną w ręce lekarza nie rozumiejącego ani linji rozwoju, ani płaszczyzny duchowej pacjenta.
Lekarz taki może wyśmiać niejasne aspiracje duchowe chorego, uważając je za próżne fantazje i interpretując je w sposób materjalistyczny. Przez zastosowanie się do wskazówek lekarza chory – pogarsza jeno swój stan i utrudnia walkę. Natomiast lekarz, który sam szedł ścieżką duchowości i posiada możność zrozumienia i ocenienia rzeczywistości i zdobyczy duchowych, może okazać pomoc najistotniejszą chorym tego rodzaju.
Jeśli, jak to się często zdarza, ten ostatni znajduje się jeszcze w fazie niepokojów, niezadowolenia i aspiracyj podświadomych, jeśli utracił wszelkie zainteresowanie do życia fizycznego, lecz nie miał jeszcze wizji Wielkiej Rzeczywistości; jeśli szuka w najrozmaitszych kierunkach; jeśli błądzi w sieciach złudzenia – wówczas odkrycie mu istotnej przyczyny jego choroby i pomoc w odnalezieniu rozwiązania trudności, przyśpiesza obudzenie się duszy, co będzie najważniejszym momentem kuracji. Jeśli zaś pacjent znajduje się w następnem stadjum , to znaczy, jeśli pije ze źródła szczęśliwości, jeśli wzbija się do wyżyn nadświadomości, dopomóc mu można najistotniej, tłumacząc naturę, miejsce i funkcje jego doświadczeń, uprzedzając, że są one z konieczności czasowemi jeno, i szkicując następne trudności drogi. Osoba więc taka staje się przygotowana na przyjście reakcji. Oszczędza się jej w ten sposób cierpienia, wynikającego z niespodziewanego i nieprzeczuwanego „upadku“ i wynikających stąd zwątpień i rozpaczy.
Gdyby uprzedzenie podobne nie nastąpiło i leczenie rozpoczęło się w trakcie trwania reakcji depresyjnej, chorego można pocieszyć i dopomóc zapewnieniem, popartem przykładami, że przesilenie nerwowe jest czasowe tylko i że przyśpieszenie końca zależy od pacjenta.
W fazie czwartej, w fazie „przygód ascezy“, która bywa długa i wielostronna, sposób leczenia jest bardziej złożony i trudny.
Aspekty główne są:
1. Wyjaśnienie osobie zainteresowanej przyczyny danego stanu i wskazanie, w jaki sposób stan ten może zostać opanowany.
2. Nauczanie, w jak i sposób opanowane być mogą popędy niższe, bez usuwania ich w podświadomość.
3. Wskazanie i dopomożenie w transmutacji energij psychicznych.
4. Dopomożenie do uczynienia należytego użytku z tych energij duchowych, które napływają do świadomości.
5. Pomoc i współpraca w dziale odbudowy osobowości, kierując się psychosyntezą.
W okresach „nocy mistycznych“ jest rzeczą względnie trudną okazanie pomocy, cierpiący bowiem jest otoczony tak gęstą mgłą psychiczną i tak głęboko zanurzony w swem cierpieniu, że żadne światło nie dosięga jego świadomości. Jedynym sposobem udzielenia siły i wytrwania – to zapewnienie, że doświadczenie to jest przejściowem jeno, że nie jest stanem stałym jak w to wierzy ten, kto mu podlega i kto bywa najczęściej blizki rozpaczy. Dobrem jest obudzenie pewności, iż udręka ta, jakkolwiek jest straszliwą, posiada tak wielką wartość duchową i przynieść może tyle dobra, że błogosławić jej tylko można w przyszłości. W ten sposób stan ten może być znoszony spokojnie, z rezygnacją wewnętrzną i pełną siły cierpliwością.
Pragnę zaznaczyć jeszcze, że taka kuracja psychologiczna i duchowa nie odsuwa ani neguje użycia środków fizycznych, któreby mogły usunąć symptomy i przyśpieszyć uzdrowienie. Środki takie powinny przedewszystkiem współpracować z naturą i posługiwać się odpowiednią dietą jarską, całkowitym spoczynkiem mięśni, kontaktem z naturą i określonym rytmem we wszystkich czynnościach psychicznych i fizycznych.
W pewnych wypadkach kuracja bywa trudniejsza i komplikuje się faktem istnienia symptomów progresywnych na równi z regresywnemi.
Zachodzi tu wypadek rozwoju wnętrznego nieprawidłowego i dysharmonijnego. Osoby takie mogą osiągnąć wysokie szczyty duchowe – jakgdyby jedną stronę swej osobowości, z drugiej zaś – pozostają niewolnikami niższych zachcianek, łub pod jarzmem „kompleksów” podświadomości. Należy również zaznaczyć, że po zastosowaniu dokładnej psychoanalizy, w bardzo wielu wypadkach mamy do czynienia z takiemi właśnie aspektami rozwoju duchowego. W większości jednak mamy do czynienia j istnieniem symptomów regresywnych, lub wybitnie progresywnych.
Ta możliwość wszakże, że symptomy obu typów są częstokroć obecne w psychice chorego, powinna być zawsze brana pod uwagę, winna być badana i interpretowana w celu ustanowienia istotnej przyczyny i znalezienia najodpowiedniejszych środków leczenia.
* * *
Ze wszystkiego, co powiedzieliśmy, wynika, iż, by uleczyć w sposób zadawalający i należyty zaburzenia nerwowe i psychiczne, towarzyszące rozwojowi duchowemu, potrzebny jest dwoisty rodzaj wiedzy i jej zastosowania: Wiedza doktora chorób nerwowych i psychoterapji, oraz dokładna znajomość praw ducha i etapów rozwoju duchowego.
Niestety, ta wiedza dwoista tak rzadko znajduje się obecnie połączona w jednej osobie. Ponieważ wszakże tak szybko wzrasta liczba tych, dla których pomoc psychiczna jest koniecznością, wszyscy posiadający odpowiednie kwalifikacje, powinni się poświęcić dopomaganiu tej właśnie formie cierpienia.
Leczenie takie byłoby bardziej jeszcze skuteczne, gdyby lekarze rozporządzali grupą odpowiednio przygotowanych asystentów, umiejących współpracować mądrze, zwłaszcza w detalach kuracji.
Sądziłbym, iż przyniosłoby korzyść szerokie uświadomienie społeczeństwa o zasadniczych wytycznych zachorzeń nerwowo-psychicznych i przesileń wewnętrznych, by rodzina i najbliższe otoczenie mogły stać się pomocą podczas ciężkich przejść chorego, miast komplikowania i zaostrzania tego stanu przez niewiedzę, przesądy lub złośliwość, co się niestety często zdarza.
I gdy spełnione zostanie to potrójne dzieło miłosierdzia, gdy w pracy wezmą udział lekarze, asystenci i najbliższe otoczenie chorego, usunięta zostanie ogromna część cierpień i znużeni wędrowcy osiągną łatwiej i szybciej Cel Wielki, ku któremu dążą: Zjednoczenie się z Jedyną Rzeczywistością.
__________________
źródło: „WIEDZA DUCHOWA” miesięcznik. Wisła 1934. Zeszyty 4-6.