Psychika układu zwojowego jako źródło zjawisk mediumistycznych i pokrewnych
Przez artykuł dra med. Wildera w lipcowym numerze roku 1896 „Metaphysischen Rundschau“ pod tytułem Psychologia jako nauka zostałem ponownie przypomniany, jak to nasza najnowsza, rzekomo wszechwiedząca epoka, z jej niemalże lawinowo piętrzącymi się teoriami skrajnego materializmu, a przede wszystkim pod wpływem specjalizacji, przekazała zapomnieniu wiele spraw, które zasługiwałyby na największą uwagę i dalsze opracowanie. Dr Wilder, powołując się na Justinusa Kernera i Kiesera oraz na to starsze, duchowe, a zarazem z mesmeryzmem doskonale obeznane pokolenie lekarzy, ponownie podjął kwestię znaczenia układu zwojowego dla sztuki leczenia. Ale dziś można na ten temat powiedzieć nieskończenie więcej.
Wilder zdaje się przede wszystkim nie znać pewnego zapalonego i idealistycznego badacza z początku tego stulecia, z którego pism dopiero Kerner i Kieser czerpali. Mam na myśli dra med. G. H. Schuberta. W swojej książce z roku 1814 „Symbolika snu“ mówi on bowiem o układzie zwojowym, że jest on częścią naszej psychiki zajętą funkcjami wegetatywnymi i zwierzęcymi oraz że „dusza zwojowa“ przejawia swoją działalność w pewnym oddzieleniu od systemu nerwów mózgowych i rdzeniowych, czyli systemu centralnego, który panuje nad świadomością dzienną, zewnętrznym postrzeganiem pięciu zmysłów, ruchami dowolnymi, w ogóle wolą i odczuwaniem. Ów system centralny nie ma ani odczuć dla funkcji psychiki zwojowej (przynajmniej w normalnym stanie ciała), ani władzy nad układem zwojowym – a jeśli już, to bardzo ograniczoną.
Schubert powołuje się zresztą także na fizjologa Reila. Według niego istnieje między układem zwojowym a centralnym – nie jest to oczywiście dziś nieznane – pewne połączenie, „półprzewodnictwo“, w postaci nerwów współczulnych, które biegną wzdłuż obu stron kręgosłupa, tworząc długą elipsę, zamykającą się u góry w mózgu, a u dołu w zwojach miednicy. Z „Archiwum Fizjologii“ przytacza Schubert za Reilem następujące stwierdzenie: „Wszystkie zjawiska snu i stanów z nim spokrewnionych zdają się wychodzić z układu zwojowego, który wówczas dominuje nad systemem centralnym; cała działalność duszy zostaje wtedy uśpiona w materialnej strukturze. W stanie czuwania oba systemy zachowują się izolowanie, jedno ma na drugie tylko pośredni wpływ. Jednakże w pewnych wypadkach ta izolacja zostaje zniesiona: aparat półprzewodnictwa (nerw współczulny) staje się dobrym przewodnikiem i zostaje przywrócone połączenie oraz zależność jednego systemu od drugiego.“
Reil dostrzegał także luźne, lecz stałe połączenie obu systemów w nerwie błędnym, „który prawie całkowicie, także co do swojej struktury i wyglądu, należy do układu zwojowego“. „Razem z tętnicami, z których treści powstają i utrzymują się wszystkie części ciała, nerwy zwojowe rozchodzą się do wszystkich organów i przewodniczą tam procesom wydzielania, materialnego kształtowania i tworzenia.“
W stanach somnambulicznych ujawniają się psychiczne zdolności układu zwojowego, a działalność ta, jak wiadomo, jest pośredniczona przez splot słoneczny. List położony na okolicy żołądka lub dołka sercowego bywa często czytany przez somnambulę, najcichsze, normalnie niesłyszalne słowo bywa stąd słyszane, a nawet przeczucia przyszłości czy tego, co leży daleko poza zasięgiem zwykłego zmysłowego poznania, dokonują się właśnie poprzez okolice dołka sercowego. „Gdy somnambula – mówi Schubert – staje się całkowicie jednością z duszą magnetyzera, tak iż odgaduje i współodczuwa każdą jego myśl, każde uczucie; gdy potrafi rzucić głębokie spojrzenia w wewnętrzną i zewnętrzną, minioną i teraźniejszą historię wszystkich osób, które z nią są w związku; gdy przepowiada sobie (a naturalnie i innym) zdarzenia i wypadki, które absolutnie nie mają żadnego związku z zakresem teraźniejszej wiedzy; gdy nie tylko dokładnie opisuje i podaje środki lecznicze zdolne wyleczyć jej chorobę, lecz nawet wskazuje miejsce, którego nigdy nie odwiedziła, a gdzie rośnie to czy inne zioło lecznicze – zawsze wtedy okolica splotu słonecznego okazuje się organem owego poznania.“
„W somnambulizmie ta izolacja zostaje zniesiona, mózg zostaje złączony z układem zwojowym i uczestniczy w czynnościach duchowych, które przez niego się odbywają. Przebudzenie przywraca izolację i somnambula nie ma wtedy żadnej pamięci o tym, co się z nią działo w innym stanie. Istnieją, jak wiemy, także stany pośrednie, w których zachowuje się mniej lub więcej pamięci; do nich należą sny, ponadto pamięć daje się, jak wiadomo, także zasugerować.“
Podkreślam tu szczególnie wagę tych fizjologicznych podstaw wielu jeszcze niewyjaśnionych zjawisk, ponieważ badania te zostały dziś niesłusznie zaniedbane, a zbyt lekkomyślnie podsuwano w ich miejsce hipotezę spirytystyczną. Równocześnie jednak rzuca się z tego punktu światło i na samą tę hipotezę oraz jej zjawiska, o tyle bowiem, że psychika układu zwojowego zdaje się być zdolna chwilowo wprowadzać swoją materię w odmienne drgania i wytwarzać tzw. „transfiguracje“, jak również – prawdopodobnie – za pomocą fluidum nerwów zwojowych wychodzić na zewnątrz i tworzyć znane, choć naturalnie bardzo ulotne, fantomy.
Z pewnością większości zjawisk podwójnej świadomości – a należą tu: często obserwowana zmiana osobowości u osób histerycznych, u mediów piszących, rysujących, mówiących i wcieleniowych – nie można przypisywać obcemu „transcendentalnemu“ wpływowi.
Twierdzi się ponadto, że owe cudowne zdolności psychiki zwojowej, tak wyzwolonej, są nam zarezerwowane w zaświatach, gdzie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość leżeć mają jasno przed naszymi oczyma. Wskazuję jednak, że pozbawione byłoby to wszelkiego uroku! Całe to przypuszczenie jest zresztą całkiem pozbawione sensu, skoro nie znajdowalibyśmy się już w świecie czasu i przestrzeni. Nie możemy więc, co całkiem zrozumiałe, stworzyć sobie żadnego niepodważalnego wyobrażenia o tamtym bycie; rozważania i nawet rzekome relacje duchów na ten temat są jedynie jałowymi igraszkami wyobraźni, choćby wyglądały jakkolwiek. Pozostają tylko mgliste hipotezy, którym jednak zawsze na próżno próbować będziemy nadać kształt i formę.
Czym natomiast jest samo w sobie świadomość i duch – tego także nie możemy wiedzieć, ponieważ brak nam wszelkiego punktu widzenia poza duchem, a ta „dźwignia Archimedesa“ nigdy nie zostanie znaleziona.
Musimy więc zawsze powracać do świata zjawisk z naszym pragnieniem wiedzy; a tutaj człowiek sam pozostaje największym problemem, który w sobie zamyka wszystkie inne problemy poznania. Wydaje się dziwnym kaprysem natury, że tak ogromne zdolności układu zwojowego zostały przykute do budowy zwierzęcej i wegetatywnej, gdzie zdają się wykonywać niemal niewolniczą pracę na rzecz centralnego systemu nerwowego, ograniczonego w swych przejawach do pięciu zmysłów. Sprawa jednak z pewnością tak się nie przedstawia! „Duch“ jest tu i tam ten sam, ukazuje się nam tylko pozornie w dwóch różnych formach, innymi słowy: ma dwa główne magnetyczne bieguny swojej działalności, a te z kolei posiadają liczne pododdziały z ich polarnie działającymi przeciwieństwami, które jako pierwszy szczegółowo badał Carl von Reichenbach („Der sensitive Mensch“, tom II).
Dominujące bieguny znajdują się jednak w układzie nerwowym: układ zwojowy jest magnetycznie dodatni, układ mózgowo-rdzeniowy – ujemny. Czy mówi się o dodatniości, magnetycznej czy elektro-dodatniości, jest – bez umniejszania pojęcia „odu“ Reichenbacha – według mnie obojętne. „Od“ jest bowiem niczym innym jak spotęgowaną formą elektryczności i magnetyzmu, a czym one same są, tego również jeszcze nie wiemy. Reichenbach określa ponadto osoby wrażliwe i somnambuliczne jako przeważnie „od-dodatnio“ usposobione. Wiemy teraz, co to oznacza: psychika układu zwojowego u takich osób i w ich stanach łatwo wchodzi w łączność z psychiką układu mózgowego; mogą oni łatwiej niż inni ludzie przełamać izolację obu systemów, która u większości zostaje zniesiona tylko podczas snu. Sen bowiem jest stanem od-dodatnim, ponieważ ujemny układ nerwowy mózgowo-rdzeniowy odpoczywa.
Przypuszczenie jednak, że w somnambulizmie dochodzi do całkowitego zniesienia obu biegunów, byłoby błędne. Natomiast dodatnie funkcje układu nerwowego mogą częściowo zostać przeniesione na te kompleksy nerwowe, które normalnie funkcjonują ujemnie! Tak dzieje się np. u wszystkich tzw. mediów – przy poruszaniu stolików, automatycznym pisaniu, a także przy mówieniu w transie, które zresztą należy jeszcze bardziej do układu zwojowego, ponieważ nerw czołowy według Reila ma niemal charakter zwojowy. Stąd też niezwykłe zdolności wielu somnambulów w sztukach językowych, stąd również skłonność do tworzenia w danej chwili własnego, dowolnego i nieistniejącego języka. Z tego samego powodu łatwo udziela się mowie w somnambulizmie uniesienie wyższej zdolności, przybierając postać rytmu i wiersza.
Siła wyzwolonego fluidu z układu zwojowego może się tak zagęścić, że – tak jak wewnątrz organizmu wprawia w ruch wszystkie jego organy – tak też porusza stoliki, powoduje aporty, a swobodnie wypływając, rozwija funkcje telepatyczne i telenergetyczne! Oto mamy rozwiązanie długo poszukiwanych zagadek! Może on łączyć się z pewnymi prądami atmosfery lub je zagęszczać; być może częściowo składa się z tych samych substancji albo przyciąga podobne fluidalne substancje z powietrza, formując skupiska według tych samych praw, którym podlega w organizmie. Tak powstają fantomy – ich źródłem, co do materialnego pochodzenia, zawsze pozostaje medium, którego psychika zwojowa je tworzy. Czy zarazem przejawia się w nich psychika zmarłych inteligencji, nie daje się w żadnym razie wywnioskować ani z ich powstania, ani z samej ich egzystencji.
Przenoszenie fluidu zwojowego na nerwy ruchowe dokonuje się, jak wiadomo, bardzo często w postaci automatycznego pisania. Do tego należy również „stawianie kart“, do którego niemal każdy człowiek, a przy pewnej wprawie dosłownie każdy bez wyjątku jest zdolny. W ten sposób otrzymujemy w kartach „drugie widzenie“ jako cudowny przykład mieszanej działalności obu systemów nerwowych. Osoby wrażliwe i silnie od-dodatnie mogą nawet bez większych trudności każdego uczynić zdolnym do niezwykle sensownego własnego wróżenia z kart, choćby nigdy wcześniej się tym nie zajmował.
Wreszcie wszystkie te stany wcale nie są wyjątkowe! Przeciwnie – należy sobie wyobrażać przenikanie się fluidów mózgowego i zwojowego w różnych stopniach; izolacja nie jest u żadnego człowieka absolutna, co zresztą samo się narzuca. To, co u wszystkich daje się codziennie obserwować, klasyfikuje się tu tylko pod nazwą „przypadek“ albo „instynkt“.
W jeszcze mniej wyraźnych formach spotykamy to samo zjawisko.
*) Tak samo powoduje to również dematerializacje. W znanej, dokładnie opisanej w „Studiach Psychicznych“ (1895) sesji w Göteborgu nogi znanego medium panny d’Esperance zostały zdematerializowane. Zjawiska te są poniekąd szczególnymi popisami naszej organicznej siły twórczej, przynajmniej w odniesieniu do panujących na ziemi warunków fizycznych. Ukrywają się tu jedynie siły natury i właściwości materii, których jeszcze nie znamy. Być może wkroczymy kiedyś w czasy, gdy będą one częstsze. Panująca nad nami dusza w tych wytworach wznosi się ponad ograniczenia fizycznych warunków życia dzięki szczególnemu wysiłkowi, jakby chciała nam pokazać, co wszystko jest możliwe.
Zjawiska pojawiają się naprzeciw temu, co nazywamy charakterem i indywidualnością, ponieważ każde działanie otrzymuje ostatecznie swoje impulsy i swoje niezliczone odcienie z całej konstytucji człowieka. Pozostaje do zbadania, gdzie zaczyna się tutaj nienormalny stan współdziałania obu systemów nerwowych. Sądzę jednak, że ogólnej normy nie ma i że stany somnambulizmu i mediumizmu, poddane tu analizie fizjologicznej, są jedynie ekstremami. Nawet owe skrajne zjawiska można, ogólnie biorąc, określić jako symptomy chorobowe, chociaż wyraźna skłonność do takich stanów u danej osoby pozwala wnioskować o niedostatecznym związaniu od-dodatniego fluidu nerwowego z przypisanymi mu czynnościami materialnych organów, jak uczą nas liczne przypadki osób histerycznych.
Ponadto chorzy z tego samego powodu są mniej lub bardziej wyraźnie wrażliwi i somnambuliczni; wskazuję też, że już samo odczucie bólu w organach fizjologiczno-wegetatywnych, które zazwyczaj nie docierają do naszej świadomości, jest stanem sensytywnym: izolacja układu zwojowego zostaje tam więc częściowo zniesiona!
Chcę dalej zwrócić uwagę, że to właśnie układ zwojowy w pierwszym rzędzie odbiera wpływy astrologiczne, a nawet ze swej natury pozostaje z nimi w pierwotnym, wrodzonym związku. Jest on twórcą naszego ciała, nosi w sobie od początku również jego przyszłość, a także potrafi tę przyszłość odsłonić przez refleksy na system mózgowy. Że jest on silnie oddziaływany przez ciała niebieskie, dowodzi zgodność astrologii z fizycznymi i psychicznymi znakami dłoni, a astrologiczna podstawa nie tylko sztuki chiromancji, lecz także frenologii i fizjologii jest tak ścisła i tak pewna, jak prawda praw Keplera!
Można to w odniesieniu do chirogonomii nawet dowieść liczbowo, a znaki dłoni są horoskopem, który natura dała nam na drogę życia. Tak samo cała „magia“ liczb opiera się jedynie na podstawie astrologicznej, a nawet astronomicznej.
Nie jest więc mrzonką, gdy astrologowie twierdzą, że prawa strona ciała należy do Słońca, a lewa do Księżyca. Całkowicie odpowiada to bowiem elektropolarnej budowie, gdyż Słońce jest według Reichenbacha głównie od-ujemne, podobnie jak prawa strona ciała; Księżyc zaś silnie dodatni, jak strona lewa. A Księżyc, jako zbieracz wpływów gwiazd (okrąża on bowiem Ziemię w stosunkowo niewielkiej odległości, będąc jej towarzyszem), wywiera największy i najsilniejszy wpływ w ogóle, wskazując nam szczegóły losu najobficiej spośród innych ciał niebieskich.
W układzie zwojowym spotykamy więc, nawet jeśli uznajemy go tylko za ograniczonego do materialnej budowy organizmu, tajemnicę Izydy odsłoniętą: obejmuje on przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a nawet ukazuje nam główne rysy całego życia w liniach dłoni, niczym na tablicy niejako w dwóch wymiarach! – Czyż nie jest ona już cudem widocznym dla każdego, ta psychika układu zwojowego, cudem, który przewyższa wszelką zdolność przewidywania systemu mózgowego? – Dlatego też nie spełnia ona roli niewolnika, lecz stanowi konieczną podstawę i uzupełnienie systemu sensorium i świadomości dziennej; jest nawet ukrytym tyranem i panem tegoż systemu, rządzącym namiętnościami i popędami częściej, niż byłoby to „rozsądne“, nad „przewyższającym“ i rzeczywiście w wielu aspektach wyższym rozumem mózgowym i jego logiką.
Funkcje i zdolności układu zwojowego to również to, co dotąd nazywano duszą; funkcje bardziej aktywnych nerwów mózgowych nazywają się duchem. Miłość, nienawiść i namiętność pochodzą z bardziej popędowej psychiki, poznanie i spekulacja – z „duchowej“ psychiki, choć i tutaj nie istnieje pełna izolacja ani czyste rozgraniczenie.
Schubert omawia w swojej książce także temat obłędu i wyjaśnia, że obłąkany jest jedynie człowiekiem, u którego psychika mózgowa utraciła panowanie nad psychiką układu zwojowego, a psychika wycofała się całkowicie do sfery zwierzęcej. Wiadomo, że obłąkani często jeszcze śnią logicznie i spójnie, a nawet krótko przed śmiercią odzyskują swój rozum.
Pokrewne są zjawiska epilepsji i w ogóle stanów somnambulicznych, które jednak nie są istotowo tożsame z obłędem, występującym przecież w bardzo różnych stopniach. Podobnie także i geniusz wykazuje odległe pokrewieństwo z obłędem, a naturalnie jeszcze bliższe z somnambulizmem. Stwierdzam, że geniusze zawsze należeli do ludzi wrażliwych, bez względu na rodzaj, a człowiek wrażliwy zawsze uchodził za typ „wyższego“ człowieka.
Geniusz wyróżnia się jednak jakąś szczególną siłą systemu mózgowego, jakimś znaczącym technicznym wyszkoleniem – czy to w myśleniu naukowym, czy w sztuce i zręczności. Ten dar harmonizuje następnie z organiczną produktywnością rozciągniętą na rzeczy idealne: organiczna siła twórcza fluidu zwojowego oddziałuje na genialną technikę i artysta, a także naukowy czy filozoficzny geniusz tworzy w stanie istotnie uszlachetnionego somnambulizmu, wręcz wyraźnie „mimowolnie“ (automatycznie). Całe życie może być kierowane przez te wysoce udoskonalone instynkty.
Przypomnijmy sobie, że Kepler przyszedł na świat jako słabe, siedmiomiesięczne dziecko i zawsze pozostawał chorowity; z niemal niesłychanym uporem obliczał przez dziesięciolecia wielki problem praw ruchu planet, których przeczucie podsunęło mu jego przekonanie o „harmonii sfer“. Newton, podobnie jak Kepler, urodził się przedwcześnie; w późniejszych latach zajmował się mistycyzmem. W Tychonie Brahe miłość do astronomii obudziło zaćmienie Słońca, a jak później Kepler, przez całe życie badał psychiczne wpływy ciał niebieskich. Bacon podczas zaćmień Słońca cierpiał na omdlenia. Somnambuliczne stany Galileusza są znane – podczas uwięzienia rozmawiał on z duchem Kopernika. Cezar był epileptykiem, Mahomet również, a Napoleon cierpiał na letargi właśnie w decydujących momentach, jak relacjonuje angielski feldmarszałek Wolseley w swoim dziele o wyprawach zdobywcy. Wówczas mówił niespójnie i urywanie, po czym zapadał w wielogodzinny sen, z którego trudno go było obudzić; jego rysy nosiły wtedy znamię głębokiego przygnębienia i duchowego złamania. Podobno także pod Lipskiem znajdował się w tym stanie, właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowano jego pełnej siły.
Były to patologiczne pozostałości opanowującej go wyrafinowanej epilepsji, dzięki której stał się, podobnie jak Cezar, postrachem i aniołem zagłady świata. Aleksander Wielki należy nie mniej do tej samej kategorii niebezpiecznych, epileptycznych geniuszy władzy, których droga wiodła przez ludy rzeźnicko traktowane jak kurczęta. Wspólną cechą tych Cezarów jest nieograniczona pycha – stan na poły obłędu, mający swoje źródło w nienormalnych, gardzących wszelkimi granicami, namiętnych przejawach psychiki zwojowej*.
W astrologii widzimy, że ci niezwyczajni ludzie wszelkiego rodzaju to zawsze osoby z wyjątkowo silnymi aspektami przeciwcieni lub kwadraturami, tak iż ich znaczące napięcia psychiczne odpowiadają napięciom astrofizyczno-magnetycznym. Dlatego też płacą oni za swoje wielkie znaczenie zazwyczaj tragicznym upadkiem lub końcem, albo też często unoszą się w wielkim niebezpieczeństwie i udręce. Są predysponowanymi nosicielami fatalnego, psychiczno-polarnego napięcia pomiędzy układem zwojowym a mózgowym dla wielkich przewrotów na różnych polach. Zdobywców można by także nazwać mediami strategicznymi, gdyby tylko o strategię chodziło; bowiem należy przede wszystkim uwzględnić ich olbrzymi wpływ, z jakim oddziałują na swoje otoczenie niczym hipnotyzerzy na wielką skalę. Tak też Napoleon był dyplomatą o demonicznej genialności i Cezarem pióra, jak i pola bitwy. To, że działał według planu swojego wrodzonego fatum, dowiedział się od Lenormand, z jej astrologicznych kart**.
Pytanie brzmi teraz: jaki pożytek przynosi nam eksperymentalne badanie układu zwojowego, względnie przejawów jego psychiki? Z pewnością bardzo wielki, jeśli tylko nie pokładamy całkowitej ufności w tych zjawiskach i nie przyjmujemy ich bezkrytycznie jako tego, czym się wydają, o ile wychodzą jako somnambuliczne fenomeny poza sferę zwierzęcą przypisaną psychice zwojowej przez naturę. Że „duchy“ wiele kłamią, było już w starożytności klasyczną prawdą. Trzeba tylko pomyśleć, z jakiej sfery pochodzi psychika zwojowa – ze sfery namiętności i zmysłowej żądzy oraz rozkoszy.
Poza tym polaryzm układu zwojowego jest sam w sobie znowu spolaryzowany, tak że mamy tu przed sobą wraz z mocą twórczą także moc niszczącą, podobnie jak z rozkoszą, wedle swej natury, wiążą się subtelne afekty destrukcyjne, które często ulegają wynaturzeniu. W starożytnej symbolice wąż był zarówno obrazem płodnego życia zmysłowego i poznania, jak też „złego“ pryncypium, a nawet oszustwa. Tak i dziś cały świat łudzi się jeszcze, że przez poznanie, przez badania i wynalazki stanie się szczęśliwszy. Tkwi on tak głęboko w tym błędzie, że nie uznaje nawet postępu duchowego, jeśli nie da się go od razu technicznie wykorzystać, uczynić służebnym wobec spekulacji pieniężnych i zysku w jakiejkolwiek postaci. Znaczące odkrycia bywają lekceważone, jeśli zagrażają gospodarczemu bytowi jakiejś kasty, a brudne fuszerki są wychwalane, jeśli sprzyjają jakimś monopolom. To jest właśnie najgrubsza forma kłamstwa, jaką wąż poznania wnosi.
My zaś mamy tu do czynienia z innym rodzajem przejawów psychicznych. Bo gdy uwalnia się duchy pochodzące z obszaru zmysłowo-organicznego tworzenia i niszczenia, trzeba bardzo uważać, aby demon tej rozpasanej i epileptycznej psychiki, wypuszczonej w wywoływaniu stolików itp., nie doprowadził do najdzikszych wytworów regułom niepodlegającej i bezładnie gospodarującej, a najczęściej wręcz w wielu kręgach wywoływanej i podsycanej fantastyki. Sprawa wygląda tu dokładnie tak jak ze snami, które u większości ludzi „kłamią“ z tych samych powodów.
Ponieważ zaś te złudzenia są w spirytyzmie powszechne, ponieważ prowadzą one do najgorszych złudzeń, nawet obiektywnych i zmaterializowanych, a nadto, ponieważ tu jeszcze dochodzi wyższa, wrażliwa i poetycka inteligencja psychiki uwolnionej z jej więzów zwierzęcych i złudzenia, a nawet złośliwości często ukazują się podniesione do ponadludzkiej wyrafinowanej formy – dlatego już w starożytności uważano, że ten cały spektakl trzeba przypisać ponadludzkim istotom, demonom, które tworzą dla nas niewidzialne królestwo w naturze. Nie wiem, czy takie istoty istnieją, lecz w każdym razie ów sabat czarownic u spirytystów i ich seansów pochodzi z samych ciał, bowiem trudno przypuścić, by za każdym razem, gdy elektro-psychicznie poruszane są stoliki, od razu były przy tym obecne obce chochliki czy duchy z zaświatów.
Wrodzona, twórcza siła psychiki nadużywa raczej tego wyzwolenia często do najdzikszych fantazji; tylko przy wielkiej samodyscyplinie medium i przy takich samych właściwościach ewentualnych uczestników pojawiają się lepsze manifestacje. A jeśli ze strony medium lub współuczestników nie wierzy się w udział obcych inteligencji, przebiega to również bardzo dobrze bez nich, pod warunkiem, że somnambula ma dość „ducha nerwowego“ (fluidu nerwowego) do oddania. Tak jest np. w wybitnym stopniu u Eusapii Paladino.
Jeszcze o wiele za mało zwrócono uwagę na właściwość elektro-psychicznych manifestacji, jaką jest ich wrażliwość na światło. Światło zdaje się najczęściej rozmagnetyzowywać ten nerwowy fluid lub utrudniać jego połączenie z fluidalnymi substancjami atmosfery. Mamy tu najwyraźniej do czynienia z całkiem fizycznym problemem! Nadto zwracam uwagę, że ten nerwowy fluid pochodzi z wnętrza ciała, które dla naszego oka jest pozbawione światła; brak dla nas widzialnych drgań materii jest więc prawdopodobnie warunkiem jego działalności, przynajmniej ogólnie rzecz biorąc.
Wiemy jednak od Reichenbacha, że wszędzie jest światło, choćby tylko widzialne dla oczu sensytywnych, a więc również wnętrze naszego ciała przesycone jest subtelnym światłem! Dlatego słabe światło widzialne zazwyczaj nie szkodzi przy zjawiskach psychicznych. Silne media są nawet przez zewnętrzną jasność mało ograniczane.
Już ta właściwość – wrażliwość na światło i inne silne bodźce zewnętrzne – odróżnia fizycznie fluid zwojowy od fluidu mózgowego; ponieważ ten ostatni potrzebuje światła zewnętrznego, głównie światła słonecznego, podczas gdy ciemność działa na niego depresyjnie, a czasem odpoczynku dla układu mózgowego jest noc. Tu ujawnia się odmienny fizyczny polaryzm obu nerwowych fluidów!
Na całkowicie tej samej podstawie wyjaśnia się np. także działanie północnego słońca o północy (słońce w głębi nieba), które przy narodzinach regularnie czyni ludzi szczególnie sensytywnymi, somnambulicznymi i mediumistycznymi. Taka konstelacja wzmacnia psychikę zwojową kosztem mózgowej lub przynajmniej powoduje jej przewagę, nadwyżkę. Z drugiej strony widzimy osoby urodzone przy słońcu w zenicie często korzystnie uwarunkowane cerebralnie; dzięki swej wysokiej inteligencji dochodzą one do honorów i znaczenia – jeśli Merkury stoi przy Słońcu, także do szczególnych osiągnięć. Oczywiście wiele innych wpływów również odgrywa tutaj rolę, lecz ogólnie powyższe znajduje potwierdzenie.
W micie zbawiciele ludów rodzą się zawsze o północy najniższego położenia Słońca: Jupiter, Dionizos, Ozyrys, Chrystus; także nordycki Odyn, wiszący i umierający na Drzewie Wiatru, symbolizujący grudniowe słońce zasłonięte nocą i burzowymi chmurami, przynosi ludowi swoją runiczną mądrość. Zbawiciele są ideałami człowieka sensytywnego, mediumizmu; są też ideałami twórczej zasady psychicznej, która duchowo kształtuje nowe. – W ten sposób dokładne badania psychiczno-fizjologiczne prowadzą nas do wglądu w najgłębsze tajemnice wielkiej symboliki wiecznie prawdziwego mitu.
Należy tu jeszcze poruszyć dziedzinę również należącą do tego kręgu: mesmeryzmu lub magnetyzmu leczniczego. Nie ma wątpliwości, że nie chodzi tu w ścisłym sensie o oddziaływanie mózgowe, lecz o przekaz fluidu zwojowego, który magnetyzer emanuje lub przenosi głównie przez ręce na pacjenta. Jego polaryczno-organiczne zaburzenia oddziałują na magnetyzera wskutek tego połączenia – czasem bardzo nieprzyjemnie, najczęściej jednak mniej wyraźnie albo wcale, i zawsze tylko przejściowo. Ów „rapport“ może jednak trwać dłużej, a jak wiadomo, bywa również działaniem na odległość.
Technika w wynalazku Włocha Marconiego, umożliwiającym telegrafowanie bez drutów i za pomocą prądów elektrostatycznych, czyli tylko przez powietrze lub atmosferę, wyczarowała niedawno bardzo zgrubne odpowiedniki znanych od dawna w wyższej psychologii (okultyzmie) fenomenów oddziaływania na odległość. To bowiem, co nazywamy fluidem nerwowym i co niewątpliwie wcale nie jest prostą „substancją“, ma pokrewieństwo z tym elektrycznym fluidem, który dziś w technice zazwyczaj prowadzony jest metalowymi drutami. Podobne pokrewieństwo istnieje zresztą także z magnetyzmem tellurycznym i jego telepatycznymi zjawiskami. Magnetyzer oddziałuje przecież, jak wiadomo, również polarycznie na organizm swoich pacjentów.
Hipnotyzm i sugestia są oczywiście odróżniane od mesmeryzmu, gdyż skrajne zjawiska hipnotyczne wykazują paraliż systemu mózgowego, co przy mesmeryzmie zwykle w ogóle nie występuje, a także w somnambulizmie nie pojawia się w tak kataleptycznej postaci. Punktem zaczepienia i bazą operacyjną przy hipnotyzmie i sugestii jest więc sfera mózgowa, z której próbuje się następnie oddziaływać na układ zwojowy chorego. Różnica tej metody leczenia od mesmeryzmu ukazuje się więc na podstawie powyższych rozważań wyraźniej i ostrzej niż dotąd: mesmerysta łączy się bezpośrednio fluidycznie z układem zwojowym pacjenta, hipnotyzer zaś pośrednio, gdyż ostatecznie musi to być autosugestia pacjenta, która tłumi symptomy choroby – zazwyczaj, jak wiadomo, tylko przejściowo, choć przyznam, że ta metoda w niektórych przypadkach może mieć także trwalsze skutki.
Hipnotyzer udziela wprawdzie pacjentowi sugestii, że ten ma się czuć zdrowym, ale działa ona w pacjencie samym jako autosugestia, oddziałująca następnie wstecz na układ zwojowy i jego chorobowe zaburzenia. Wiadomo, że także wolą możemy do pewnego stopnia panować nad naszymi fizycznymi dolegliwościami – to stara prawda. Większości jednak w ogóle się to nie udaje i hipnotyzm zaleca się tam jako pomocnicze wsparcie; często wystarczają już sugestie, rozkazy czy dobre słowa udzielone pacjentowi w stanie czuwania. Przewagi mesmeryzmu zdają się jednak w większości chorób trudne do podważenia.
Niemniej jednak wpływ systemu mózgowego na zwojowy jest niewątpliwie także ważnym problemem, nawet bez sztucznego środka pomocniczego, jakim jest hipnoza. Widzimy bowiem, że rozwój wyższych istot żywych idzie ręka w rękę z rozwojem systemu mózgowego i że istoty niższe są więc – jak zawsze powiadano – bardziej jakby uwięzione w stanie „snu“, to znaczy polarna napiętość pomiędzy systemem mózgowym a zwojowym jest u zwierząt znacznie mniejsza niż u człowieka, a przede wszystkim o wiele mniej organicznie zróżnicowana, i „instynkt“ dominuje u nich: nie zostaje on – jak niestety u człowieka często – zabity przez rozumowanie, fałszywe wnioski i jednostronne żądze wprowadzone na manowce przez wolę mózgową.
Im wyższy więc poziom rozwoju, tym bardziej zagrożona i sztuczna egzystencja; a jeszcze doskonalsze istoty niż dzisiejszy człowiek podlegałyby błędom i manowcom swojej wzmożonej inteligencji często jeszcze bardziej niż my, musiałyby więc być nieraz jeszcze bardziej nieszczęśliwe, mimo że z drugiej strony duchowo mogłyby dokonać jeszcze więcej. Im więcej światła – tym więcej cienia; z tego dylematu nie potrafi uwolnić istot stworzonych ani ludzi żadna filozofia.
Niemniej jednak stopniowy rozwój zmierza niewątpliwie ku coraz szerszemu panowaniu systemu mózgowego, ponieważ sztuki joginów i fakirów wyprzedzają w tej dziedzinie to, co możliwe i pomyślane, przynajmniej o tyle, o ile zmierzają do czasowego unieruchomienia pewnych organów, nad którymi normalnie nie mamy żadnej władzy. Wspólne wszystkim tym nadzwyczajnym wyczynom jest to, że wtedy uwolniona od swoich funkcji zwierzęcych psychika zwojowa oddaje się somnambulicznym czynnościom, zostaje wyeksterioryzowana jako „ciało astralne“ i podobnym zjawiskom. Z panowaniem sfery mózgowej nad wegetatywną psychika zwojowa osiąga więc w pewnych okolicznościach bardziej swobodne funkcje; rosnąca „inteligencja“ mózgowa warunkuje rosnącą wolność i udoskonalenie psychiki zwojowej, a wraz z tym poznanie świata wykraczające poza zwyczajne pięć zmysłów.
Ten poziom osiągnięto już wysoko w starożytnych Indiach, kolebce także całej naszej filozofii; gdyż wysoki rozwój filozofii i idealnej spekulacji jest koniecznym dopełnieniem i następstwem udoskonalonego somnambulizmu i wyższej wrażliwości. Spekulacja (filozofia, teozofia) funkcjonuje wtedy jako substytut nauki. A ponieważ nauka nigdy nie wyjaśni wszystkich postrzegalnych i obserwowanych zjawisk natury i życia, spekulacja będzie zapewne zawsze znajdować wielu zwolenników.
Uważam, że poprzez te rozważania na problem działającej siły w tak zwanych zjawiskach okultystycznych zostało rzucone nowe światło, tak iż siła ta i jej „cuda” tracą wiele ze swojego zagadkowego charakteru. Ta „psychika” jest więc innym i przeważnie „nieświadomym” połączeniem naszej zwykłej inteligencji z inaczej w nas działającymi siłami i prawami fizjologicznymi, połączeniem, które w normalnych warunkach nie powstaje, a zazwyczaj jedynie w stanach somnambulicznych, czasami także bez nich, gdy nadmiar uwolnionej siły układu zwojowego jest bardzo silny.
Jeśli od „medium” – bez udziału woli mózgowej, a nawet bez możliwości temu zapobieżenia – pochodzi wszelki rodzaj psot i zjawisk spirytystycznych, to oznacza, że istnieje nadmiar elektryczności organicznej, magnetyzmu organicznego albo jakkolwiek chcielibyśmy to nazwać. Niektóre osoby mogą nawet celowo, za pomocą swojej mózgowej woli, dokonywać takich cudownych wytworów. Ich sfera mózgowa ma ogromną, anormalną władzę nad fluidem zwojowym, pozwala mu w pewnych okolicznościach swobodnie wystąpić na zewnątrz i ukazywać sztuczki, które należy pojmować jedynie jako częściowe produkcje z jego wrodzonego zakresu aktywności w zwierzęcym ciele, a których fizyka i prawa nie są nam dotąd bliżej znane.
Na podstawie uniwersalnej i kosmologicznej prawidłowości, tkwiącej w twórczej sile fluidu zwojowego – według której także jednostka przebiega swoją pozornie „przypadkową”, niemal nierozplątywalnie poplątaną drogę, dającą się jednak w zarysach rozpoznać w pewnych znakach fizjologicznych – psychika zwojowa może nam zdradzić wpływy różnego rodzaju, niedostrzegalne dla naszego zmysłami ograniczonego i wyspecjalizowanego dziennego świadomości, a także np. w formie próbek niejako objawieniowo zapowiadać przyszłość.
Transcendentalne inteligencje nie są więc do tego w ogóle konieczne, transcendentalność tych zjawisk leży już w nas samych. Pytanie jednak, co dzieje się z tymi fluidalnymi siłami, które budowały nasze ciało – tzn. czy w jakiejś formie, zawsze fluidyczno-materialnej, trwają one po rozpadzie ciała, i czy duch oraz uczucie w nich wciąż pozostają żywe – to stanowi właściwy problem spirytystyczny.
Bada się go, jak wiadomo, tylko na żyjącym człowieku i za pomocą tzw. mediów. Jak trudno jest jednak tą drogą rozróżnić element animistyczny i „transcendentalny”, czyli ewentualnie pochodzący od zmarłych, to – jak sądzę – wynika z moich dotychczasowych rozważań jaśniej niż kiedykolwiek. Wszelkie wątpliwości rozwiałyby się dopiero wtedy, gdyby można było przedstawić dowody działania niewidzialnych inteligencji na miejscach i rzeczach, z którymi ludzie przez długi czas nie mieli nic wspólnego. Dlaczego duchy nie miałyby móc działać także bez mediów na otaczającą nas naturę? Mogłyby przecież posługiwać się innymi organizmami jako mediami, ponieważ siły organiczne są według swoich zasad w całej naturze jedne i te same. Rzecz sprowadzałaby się więc do tego, by udowodnić istnienie „zjaw” bez obecności ludzi.
To tylko jako wskazówka. Poza tym wierzę całkowicie, że fluidalne wpływy zmarłych mogą przywiązywać się do miejsc, gdzie żyli, a także że takie emanacje mogą wprost lub telenergetycznie przedostać się do sfery drgań lub aury medium, a nawet być przezeń przyciągane – nie można tego odrzucić. W tym sensie można więc pomyśleć o połączeniu z „duszami” bezcielesnych. To, że zdarza się to stosunkowo rzadko, a większość zjawisk znanych jako spirytystyczne ma charakter wyraźnie subiektywny, czyli „animistyczny”, nie dowodzi nic przeciwko spirytyzmowi.
Znamienne jest, że wydają się to być przede wszystkim duchy z wyrzutami sumienia, od których pochodzą rzekomo autentyczne świadectwa, często w powiązaniu z przedmiotami i miejscami ich niegodziwych czynów lub skruchy. (Tak np. wszystkie duchy widzącej z Prevorst). Na „corpus delicti” pozostają więc wpływy. Oczywiście wyrzuty sumienia muszą istnieć; niezliczeni ludzie ich nie mają i umierają bez nich. Cała ta dziedzina pozostaje nadal bardzo problematyczna.
Wielu, bardzo wielu ludzi z natury i z urodzenia często nie jest w ogóle w stanie odróżnić dobra od zła aż po ostrze noża; brak im do tego zdolności, tak jak i same te pojęcia bywają niekiedy trudne do rozgraniczenia. Z drugiej strony istnieją też przestępcy, których „sumienie” jest nawet bardzo silne, lecz ich żądze i skłonności chwilowo zaciemniają im skutki czynu, którego zaraz potem gorzko żałują.
Są ponadto czasy, w których zdolność rozróżniania moralnego – działająca w wielu sprawach wręcz subtelnie estetycznie – ulega złym wpływom, i to powodują konstelacje gwiezdne. Przy Merkurym w ruchu wstecznym nie można np. pracować umysłowo tak dobrze jak zwykle – aby podać tylko jeden przykład. Pijany znajduje usprawiedliwienie przed naszymi sądami: o ileż bardziej należałoby z tych samych powodów brać pod uwagę wpływy gwiazd? – A jak to wygląda w tej mierze z karą i nagrodą w zaświatach? – Pytanie do moralizatorów w spirytyzmie!
Czy jednak chodzi o oddziaływania z zaświatów, czy o te z tego świata w fenomenach mediumistycznych, pozostaję zdania, że najdalej zajdziemy, jeśli temu, co w tych zjawiskach jest z tego świata – a to zapewne dotyczy zdecydowanej większości – będziemy niezmordowanie, psychofizycznie i badawczo krok po kroku się przyglądać. Wówczas i co do tego, co w nich pochodzi z tamtego świata, zostaniemy oświeceni.
Jeszcze kilka ogólnych rozważań jest tu na miejscu. Wspomniałem o instynkcie. Każdy wie, jak wielką rolę odgrywa on zwłaszcza u zwierząt; ich działanie, ich wytwory u niektórych gatunków mają dla nas niemal niepojęte, prorocze piętno przewidywania, sięgającego nierzadko miesięcy naprzód w odniesieniu do warunków natury i pogody. Żyją one jeszcze bardziej, jak to określono, „z naturą”, ponieważ układ zwojowy i mózgowy nie są u nich jeszcze w takim stopniu odseparowane, jak u człowieka.
Osy, mrówki, gąsienice wyczuwają, czy zbliża się sucha letnia pora, czy sroga zima, i stosownie do tego podejmują swoje środki ostrożności; myśliwym wiadomo, że zające są tłustsze, gdy ma nadejść ciężka zima. Podczas gdy w pierwszych przypadkach występuje jeszcze pewna doza namysłu, u zająca zwiększone odkładanie pokarmu w tłuszcz zachodzi całkowicie bez jego świadomości. Także osy, mrówki i gąsienice działają raczej według swego ciemnego odczucia niż na podstawie czystego namysłu i przezorności, ponieważ nigdy – lub tylko bardzo rzadko – się nie mylą; ich życie jest jednak za to relatywnie mniej świadome.
Świadomość jest czymś całkowicie elastycznym, również człowiek działa tylko w ograniczonym stopniu świadomie, gdyż kieruje się wpływami, których nie może bezpośrednio dostrzec, a których w ogóle w dużej mierze jeszcze nie zna. Jeśli unika pewnych grubszych wpływów przyrody dzięki instytucjom kulturowym, to jednak w subtelniejszym stopniu wciąż im podlega, tak iż jego wola i działanie pozostają całkowicie poddane prawom tych subtelnych oddziaływań! Dlatego też tak wiele na świecie dzieje się pozornie wbrew wszelkiej logice i rozumowi, innymi słowy, po ludzku mówiąc – wbrew własnemu interesowi. Można by tu dostrzec różnicę wobec „instynktu”, ale nie znamy skomplikowanej prawidłowości, „rozumności” niewidzialnych wpływów, które nami rządzą, a na mocy których wielu działa wbrew własnemu interesowi, nawet kosztem swojej osobowości. Nie mogą inaczej lub mogą tylko z trudem, a ogromnie skomplikowany „podział pracy” – by użyć współczesnego pojęcia – dokonany przez naturę w królestwie ludzkich indywidualności poświęca jednostki, aby dalej udoskonalać istoty żywe i człowieka, prowadząc świadomość mózgową ku coraz wyższemu rozwojowi.
A zatem to, co nazywamy świadomością, a nawet wolą, podlega wpływom i prawom podobnym do instynktu; różnica nie jest zasadnicza, lecz jedynie stopniowa. Funkcje zwojowe i mózgowe należą do tej samej skali, mimo różnych polaryzacji, jakie ta skala wykazuje na obu znanych nam krańcach. Te krańce lub bieguny są widocznie jeszcze podatne na dalsze rozszerzenie, przy czym w obu kierunkach i na przestrzeni bardzo długich czasów następuje dalszy rozwój i organizacja: mianowicie w systemie wegetatywnym oraz w mózgowym, odpowiednio sensorycznym, poprzez uszlachetnienie organów. Tak właśnie przedstawia się nam obraz rozwoju gatunków. Z udoskonaleniem zmysłów idzie następnie w parze także udoskonalenie świadomości. W niższej sferze wegetatywno-zwierzęcej drzemią jednak boskie iskry wyższego poznania świata i życia.
Pojedyncze, wysoce wrażliwe jednostki ukazują nam zapowiedź takiego udoskonalenia percepcji, choć w sposób anormalny dla obecnych warunków życia na naszej planecie i dlatego niezbyt żywotny – tym mniej, im bardziej anormalne są owe zjawiska. Często zresztą następuje rychłe wyczerpanie tych zdolności. Ponadto owa wrażliwość nie jest zorganizowana, brak jej odpowiednich zewnętrznych, zmaterializowanych organów. Obok tego często towarzyszą jej znane zjawiska spirytystyczne i jasnowidzenia, magnetyczne fenomeny.
Natura dostarcza nam w tej, pozornie sprzecznej z obecnymi prawami pięciozmysłowego świata, odmianie fenomenów niczego innego, jak tylko zapowiedzi tego, co kiedyś będzie całkowicie możliwe dla człowieka zwyczajnym, poniekąd technicznym sposobem. Siły, które umożliwiają dematerializację i materializację, będą wówczas służyć innym celom i w podobnych formach panowania nad przyrodą, choćby miał upłynąć bardzo długi czas i choćbyśmy cel ten osiągali powoli i niedoskonale.
Tragiczne jest przy tym, że temu pogłębieniu w naturę przez poznanie i panowanie nad jej siłami nieuchronnie musi odpowiadać narastające od niej oddalenie – w tym sensie, o jakim wcześniej wspomniałem – że wrażliwość ludzi lub następujących po nich gatunków będzie nieodwołalnie wzrastać. Wraz z tym jednak rośnie także uduchowienie, poszerzają się horyzonty nad światem i życiem, również zdolności sensytywne będą się pogłębiać. Ale jaką ceną? – Tego zagadki Sfinksa zapewne nigdy nie uda się rozwiązać w sposób uznany przez wszystkich.
Prawdziwa magia oznacza tyle, co najwyższą doskonałość naturalnej i stworzonej mądrości oraz najwyższą wiedzę o stosunkach naturalnych rzeczy.
A zatem ten, kto ową najwyższą doskonałość nauk przyrodniczych poświęca dla dobra ludzkości i wprowadza w życie, nazywany jest prawdziwym magiem. –
Kto chce czynić postępy w tajemnych naukach filozoficznych, ten najpierw niech zdobędzie prawdziwą wiedzę fizyczną. Bez niej cała jego praca jest daremna: jego przedsięwzięcie rychło przerodzi się w zabobonne próby, jeśli nie jest fizykiem.
Z właściwym sposobem myślenia i wiedzą fizyczną może jednak zajść bardzo daleko, zwłaszcza jeśli stara się poznać autorów, którzy pisali o przedmiotach tajemnych, o zakrytych filozoficznych sekretach i o magii naturalnej.
Eckartshausen, 1788.
źródło: Die Psyche des Gangliensystems als Quelle der mediumistischen und verwandten Erscheinungen; Neue Metaphysische Rundschau – Oktober und November 1897, Berlin.
Ocena materiału w świetle dzisiejszych badań.
1. Koncepcja „psyche układu zwojowego” (gangliensystem)
Autor traktuje układ nerwowy obwodowy, zwłaszcza autonomiczny (zwojowy), jako odrębną „duszę” (psyche), mającą zdolności parapsychiczne, telepatyczne, mediumiczne.
Stan wiedzy dzisiejszej: Wiemy, że układ autonomiczny odpowiada za funkcje wegetatywne (praca serca, jelit, oddychanie), a nie za świadomość czy „duszę”. Nie ma dowodów na to, że sploty nerwowe (np. splot słoneczny) mogą być źródłem zdolności jasnowidzenia czy prekognicji.
Była to spekulacja epoki romantycznego przyrodoznawstwa, zanim neurologia i neurofizjologia rozwinęły się na gruncie eksperymentalnym.
2. Somnambulizm, mediumizm, hipnoza
Tekst często łączy zjawiska takie jak: lunatykowanie, trans, jasnowidzenie, automatyczne pisanie, mówienie w obcym języku – z rzekomym uwolnieniem „fluidu zwojowego”.
Stan wiedzy: Współczesna psychologia i neurobiologia interpretują te zjawiska jako produkty pracy mózgu (np. hipnoza, dysocjacja, zmiana stanu świadomości). Brak dowodów na istnienie „fluidów nerwowych”.
„Automatyczne pisanie” czy „głosy” dziś wyjaśnia się mechanizmami dysocjacyjnymi, podświadomością, nie paranormalnym transferem energii.
3. Fluida, magnetyzm, mesmerismus
Autor pisze o „fluidum nerwowym”, „magnetyzmie zwierzęcym”, porównuje to do elektryczności i magnetyzmu.
Stan wiedzy: Mesmeryzm (XVIII–XIX w.) był pierwotną teorią, którą później odrzucono jako pseudonaukę. Dziś wiadomo, że efekty mesmeryzmu były w dużej mierze wynikiem sugestii i hipnozy. Nie istnieje żadna mierzalna „energia magnetyczna” emitowana przez człowieka.
Pewne obserwacje (uspokojenie, efekt placebo, oddziaływanie sugestii) są realne, ale ich mechanizm jest psychologiczny i neurobiologiczny, a nie fluidyczny.
4. Astrologia i wpływy gwiezdne
Autor łączy funkcje nerwowe z wpływami astrologicznymi (np. prawa ręka = Słońce, lewa = Księżyc).
Stan wiedzy: Astrologia nie ma podstaw naukowych. Badania wykazują brak związku między pozycją planet a charakterem, zdolnościami czy zdrowiem człowieka. Astrologia jest klasyfikowana jako pseudonauka.
5. Epilepsja, geniusz, choroby psychiczne
Autor często wskazuje na powiązanie między epilepsją, somnambulizmem, szaleństwem i geniuszem (np. Cezar, Napoleon, Kepler, Newton).
Stan wiedzy: Epilepsja to choroba neurologiczna wynikająca z zaburzeń aktywności neuronów. Istnieją przypadki osób wybitnych, które cierpiały na epilepsję, ale nie dowodzi to związku przyczynowego. Choroby psychiczne i „geniusz” bywają korelowane (np. w twórczości artystycznej), lecz to nie są proste związki biologiczne, tylko złożone korelacje.
6. Mediumizm, spirytystyczne „duchy”
Tekst rozważa, czy duchy to rzeczywiste byty, czy tylko produkty psychiki zwojowej.
Stan wiedzy: Badania parapsychologiczne od XIX wieku do dziś nie dostarczyły wiarygodnych dowodów na istnienie zjawisk spirytystycznych (telekineza, materializacje, duchy). Wszystkie opisywane „fenomeny” można wyjaśnić złudzeniami, autosugestią, oszustwem lub błędami poznawczymi.
7. Magia, ezoteryka, filozofia tajemna
Tekst kończy refleksją o „prawdziwej magii” jako najwyższej mądrości naturalnej i zachęca do studiowania przyrody, fizyki i filozofii jako drogi do głębszej wiedzy.
Stan wiedzy: W tej części zawarta jest wartościowa intuicja – że prawdziwe poznanie opiera się na naukach przyrodniczych i filozoficznym myśleniu. To można uznać za „ziarno racjonalności” w całości mocno spekulatywnego tekstu.
Podsumowanie oceny merytorycznej:
Teksty te są historycznym świadectwem myślenia w duchu romantycznej filozofii przyrody, mesmeryzmu i wczesnych prób „nauk o duchu”.
Z dzisiejszej perspektywy większość tez (fluidy, wpływ gwiazd, mediumizm, duchy) klasyfikuje się jako pseudonaukowe.
Jednak pewne obserwacje (rola podświadomości, hipnozy, powiązanie mózgu z emocjami i cielesnością) miały intuicyjny charakter i znalazły potwierdzenie w późniejszej psychologii i neurologii – tylko w zupełnie innym ujęciu teoretycznym.