REV. W. R. WOOD
WSZECHOGARNIAJĄCY PLAN ISTNIENIA
„Czterech dobrych toporników do narożników” – to był podstawowy wymóg, gdy pionierski dom z bali miał zostać „wzniesiony”. Ich zadaniem było dopasowywanie i kształtowanie końców każdego bala, gdy podawano go do góry, tak aby ściśle pasował do wycięcia w belce poniżej – by narożnik był mocny, pewny i „w pionie”. Każdy element dopasowywano dokładnie do miejsca w szybko rosnącej ścianie z bali. Tak właśnie wydaje mi się, że różne fazy spirytualistycznego światopoglądu „pasują” – jakby kierowane przez Umysł Mistrzowski – do spójnego, wszechogarniającego planu istnienia.
A zatem, gdy ciało fizyczne zawodzi i ulega rozkładowi, istnieje ciało duchowe – z „materii” subtelniejszej i trwalszej – którym duch zostaje „przyodziany” bez żadnego interregnum ani okresu „nagości”. Wyrażając naturę zamieszkującego ducha jeszcze doskonalej, niż czyniło to ciało fizyczne, stanowi ono odpowiedni „dom” dla tego, kto złożył i odłożył swój „namiot”. Przystosowane do życia w sferze duchowej, nie powinno się oczekiwać, że ciało duchowe będzie na ogół widzialne lub uchwytne w świecie, który duch opuścił. Naturalne jest natomiast oczekiwanie, że aby wyrazić się na płaszczyźnie fizycznej, potrzebne będzie jakieś szczególne dostrojenie, narzędzie lub warunek – pewne medium komunikacji. I istotnie znajdujemy takie szczególne dostrojenia, instrumenty i warunki związane z „mediumizmem”. Stopniowo odkrywa się też prawa rządzące tymi warunkami.
Duch ludzki zwykle cofa się przed kataklizmami i katastrofami, a jednak – przez jakąś dziwną przewrotność – okazał się zadziwiająco pomysłowy w ich wymyślaniu oraz w przepowiadaniu ich w swoich wizjach przyszłości. Zbyt powszechne wyobrażenie śmierci było takie, że stanowi ona doświadczenie najwyższego wstrząsu nerwowego, w którym jednostka zostaje nagle „wyrzucona” z codzienności życia na tej planecie w stan niewysłowionej i wiecznej niedoli – albo w stan niewiele mniej przerażającej „chwały” w „bezpośredniej obecności Boga”. Nieporównanie bardziej zgodne z konstytucją natury ludzkiej jest założenie, że następna sfera istnienia będzie w swym charakterze tylko o jeden stopień oddalona od sfery ziemskiej, tak iż jej warunki stanowią całkowicie „naturalny” krok naprzód względem tego, co znamy tutaj.
Jak mogłoby być inaczej, jeśli – jak dano nam wierzyć – to życie jest w pewnym sensie terenem ćwiczeń dla życia przyszłego? Jednostka zabiera ze sobą w ciele duchowym wyćwiczenie wyniesione z życia ziemskiego: pismo odręczne, umiejętności muzyczne lub artystyczne, ton głosu – a nie mniej pewnie także inne cechy: sposób myślenia, zmysł literacki, szczególny talent czy dar, który wyróżniał ją tutaj. A gdy rozwiniemy tę myśl, najbardziej naturalny staje się wniosek, że im pełniej człowiek opanował swoje moce, tym bogatszą osobowość i tym szlachetniejszą sposobność będzie miał, by wkroczyć w proces edukacyjny i ewolucyjny następnego poziomu.
SPIRYTUALIZM A POKÓJ
„Pokój na świecie” – wielki temat – był przedmiotem dyskusji na spotkaniu zorganizowanym przez prywatnych spirytualistów w Caxton Hall w Londynie 22 czerwca. Obradom przewodniczył major Leith-Hay-Clark, a kapitan Thornbery (z League of Nations Union) mówił o humanitarnych działaniach Ligi.
Pan Collen-Smith, który podjął kluczowy temat wieczoru – Spirytualizm i pokój – poświęcił znaczną część swego obszernego czasu na omawianie słabości spirytualizmu oraz jego wewnętrznych sporów. Najlepsze przemówienie wygłosiła holenderska spirytualistka, pani Orton, która, mówiąc o odpowiedzialności jednostki, skierowała do obecnych kobiet poruszający apel. – M.
źródło: THINK IT THROUGH WITH ME; Light on Spiritualism and Psychical Research, June 29, 1934.