Problem pewnego wiersza

CZY BYŁ TO EDGAR ALLEN POE?
PROBLEM PEWNEGO WIERSZA
Autor: Hector Waylen

Przeglądając karty starego tomu The Spiritual Magazine (dziś już zapomnianego, choć w połowie XIX wieku, pod redakcją Williama Howitta, odegrał znaczącą rolę), natknąłem się na wiersz, który – jak twierdzono – został przekazany improwizacyjnie za pośrednictwem panny Lizzie Doten, amerykańskiej medium w transie, pod koniec wykładu wygłoszonego w Bostonie (USA) w 1861 roku. Inspiratorem wiersza miał być Edgar Allen Poe, który zmarł w roku 1849, a o samej medium twierdzono, iż nie była zdolna do stworzenia takiej poetyckiej kompozycji samodzielnie. Ktokolwiek napisał te wersy – są one po prostu znakomite. A jako że dziś komunikacja ze sfer duchowych jest szerzej akceptowana niż osiemdziesiąt lat temu, uznałem, że warto je ponownie opublikować.

Ale czy naprawdę pochodziły od Poe? Pseudopoeci, podszywający się pod sławne nazwiska, zmuszali swoje media do przekazywania „poezji” najbardziej rozwodnionej, banalnej i jałowej – co doskonale wiedzą badacze literatury spirytystycznej. Wiadomo również, że pisarze żyjący tu, na ziemi, potrafią tworzyć wyrafinowane imitacje stylu; przykładem mogą być słynne Rejected Addresses. Jak zatem ocenić autentyczność takiego wiersza jak ten, skoro nie mamy żadnych dowodów potwierdzających go z innych źródeł psychicznych? Możemy to uczynić jedynie poprzez ocenę moralnego przesłania tekstu, uwzględniając jego wartość literacką i charakterystyczne zwroty językowe.

Zanim jednak przeczytamy sam wiersz, przypomnijmy pokrótce główne fakty z tragicznego życia Poe – skupiając się głównie na jego relacjach uczuciowych, co będzie istotne w dalszej części.


KARIERA EDGARA ALLENA POE

Edgar Allen Poe urodził się w Bostonie w 1809 roku. Oboje rodzice zmarli, gdy był jeszcze dzieckiem, i został adoptowany przez bogatego plantatora tytoniu z Wirginii. Po raz pierwszy zakochał się jako młody chłopiec w kobiecie trzydziestoletniej, która wkrótce zmarła. Wydarzenie to głęboko nim wstrząsnęło – mawiano, że kładł się na jej grobie, nawet podczas złej pogody.

Następnie jego uczucia skierowały się ku dziewczynie w jego wieku – Sarah Royster – lecz rodzice wydali ją szybko za mąż za kogoś innego. Ostatecznie Poe poślubił swoją trzynastoletnią kuzynkę, Virginię Clemm – piękną, lecz chorowitą, cierpiącą na gruźlicę. Zmarła ona w 1847 roku. (W tekście oryginalnym pojawia się rok 1817 – tutaj logicznie poprawiono na 1847).

Jak wiadomo, Poe popadł w uzależnienie od alkoholu – już w czasach uniwersyteckich wykazywał skłonność do hazardu i picia.

Jego życie mogło być prawdziwie błyskotliwe i służyć ludzkości poprzez mądre wykorzystanie talentu, lecz zostało zmarnowane przez niezdolność do oparcia się pokusom. Pozostawił nam opowieści o mrocznym, niesamowitym charakterze oraz kilka wierszy, które przyniosły mu sławę – choć są one jedynie bladym cieniem tego, co mógłby osiągnąć. Niektórzy surowi krytycy zarzucają mu, że swoim stylem życia przyspieszył śmierć żony – co być może jest prawdą. Jak wyglądało ich małżeństwo „od środka”, nie jesteśmy dziś w stanie w pełni osądzić.

Jego ciotka, pani Clemm, która prowadziła wspólne gospodarstwo, twierdziła, że był zawsze oddanym mężem. Z drugiej strony – po śmierci żony napisał do pani Whitman, że nigdy nie kochał Virginii tak, jak kocha ją. Z tą kobietą poznał się w roku 1845. Trzy lata później zgodziła się go poślubić pod warunkiem całkowitego wyrzeczenia się alkoholu – lecz ponieważ nie dotrzymał obietnicy, do ślubu nie doszło.

W jego opowiadaniu Eleonora (1842) można dostrzec zapowiedź duchowego oddzielenia się od Virginii. Poe i Virginia nie mieli dzieci.

W jego ostatnim roku życia – 1849 – bardzo zbliżył się emocjonalnie do Annie Richmond, żony innego mężczyzny. To jej poświęcił słynny poemat For Annie. Rodzina nie wydawała się sprzeciwiać tej przyjaźni. Później spotkał swoją dawną miłość – Sarah, która była już wdową – i planowano ślub. Nie doszło do niego, ponieważ Poe zmarł wskutek zatrucia alkoholem i delirium w szpitalu w Baltimore. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Boże, zmiłuj się nad moją biedną duszą.”


JAK MOŻEMY GO OSĄDZIĆ?

Nie nam osądzać drugiego człowieka – i dobrze, że nie jesteśmy do tego powołani. Możemy jednak, na ile pozwala nasza ograniczona ludzka perspektywa, próbować zrozumieć jego życie.

Poe miał celtyckie korzenie – był emocjonalny i podatny na wpływy duchowe. Jego rodzice pracowali w teatrze, a rodzina zastępcza, która go wychowywała, przesadnie go rozpieszczała, nie będąc moralnym autorytetem. Poe czytał Swedenborga i miał wyraźne skłonności do tematów okultystycznych. Nie był człowiekiem „całkowicie złym”, choć jego wady i nałogi były poważne. Możemy powiedzieć – był duszą „nieodrodzoną”, ale z wielkim potencjałem dobra. Posiadał wrażliwość na piękno, artystyczną intuicję i niezwykłą wyobraźnię. Kobieta była dla niego ideałem – „utkaną z fantazji Lenorą”, która pojawia się nie tylko w Kruk (The Raven), ale też w kilku innych wierszach – była postacią, której w pełni nigdy nie spotkał, i która nigdy nie została rzeczywiście urzeczywistniona w jego życiu.

CO CHCIAŁ POKAZAĆ AUTOR WIERSZA?

Zakładając, że poniższe wersy rzeczywiście pochodzą od Poe (a nie widzę powodu, by z góry to wykluczyć), poeta zdaje się pragnąć pokazać, iż oczyszczona, duchowa miłość stała się dla niego wybawieniem z tych mrocznych obszarów, w których dusze pozostają uwięzione, gdy życie ziemskie zdominowane było przez zmysłowość i namiętności.
Nie mówi wprost, czy tą, która przyniosła mu zbawienie po śmierci, była Virginia.

Według Swedenborga oraz innych nauczycieli duchowych, związki w zaświatach nie muszą być kontynuacją małżeństw ziemskich. Zależy to od tego, czy w relacji istniał „duchowy pierwiastek małżeński” – conjugal principle – czyli jedność dusz, a nie tylko formalna więź czy pociąg cielesny. Możemy przypuszczać, że w przypadku Poe owa zasada, choć nie w pełni urzeczywistniona za życia, miała stać się drogą do jego postępu duchowego.


UWAGI O STYLU POETYCKIM

W Kruk (The Raven), który ten utwór stylem przypomina, znajduje się fragment nieco pretensjonalny: narrator prosi proroczego ptaka – „proroku, czy ptak czy diabeł” – by przysiągł „na Boga, którego obaj czcimy”. To jednak nadużycie, gdyż ani ptaki, ani demony nie mogą świadomie oddawać czci Bogu.

W wierszu „Resurrexi” Poe pisze, że dopiero teraz poznał, co oznacza „kochać i wielbić naprawdę” – i można to interpretować jako świadectwo, że odkrył głębszy, duchowy sens miłości, prowadzący ku Bogu.


INFORMACJE O ŹRÓDLE WIERSZA

Po zakończeniu tego eseju autor dodaje, że wiersz został ponownie opublikowany w zbiorze Poems from the Inner Life autorstwa Lizzie Doten (Boston, 1868). W późniejszym przekazie – The Prophecy of Vala – Poe sam krytycznie odnosi się do wcześniejszego utworu, pisząc:

„Bo dusza, rozwijając się,
Wciąż przemienia myśl i treść,
I w swym wzroście coraz lepiej uczy się –
kochać i wielbić.”

W innym utworze, The Streets of Baltimore, dodaje, że pije teraz „świeżą inspirację u Źródła, które wielbię”.

Lizzie Doten miała zdolności jasnowidzące i inspirowane. Z jej przedmowy oraz sześciu wierszy przypisywanych Poe wynika, że powstały one już z poziomu świadomości wolnego od najcięższych skutków „pośmiertnej udręki”, lecz Poe nadal pozostawał nieco poniżej bram Nieba, związany jeszcze z dawną osobowością.

RESURREXI

Z tronu życia wieczystego,
Z domu światła niebieskiego,
Gdzie anielskie stopy dźwięczą ponad gwiezdnym, jasnym tłem –
Ludzie, idę was przywitać,
Przynieść pokój, słowo czyje,
I opowiedzieć o chwale, którą w duszy noszę swej.

Raz już wcześniej duszę ziemską
Spotkał błysk z bramy niebieskiej,
Gdzie chciał tylko uchwyć echo tego, co otwiera się;
Wtedy porwałem jego życie,
I w wewnętrzne jego widzenie
Wlałem płomień mej natchnionej, ognistej, palącej pieśni.

Dziś powracam bardziej ludzki,
I przez usta kobiece smukłe
Ogień z ołtarza spływa – lecz już nie jak dawniej pali;
W świętej miłości schodzę cicho,
Z jej oczyszczoną, czułą siłą,
Pragnę zalać waszą duszę pieśnią brzegów nieśmiertelnych.

Jak serce ku sercu płynie,
Jak dziecko w matczyne dłonie,
Tak od złocistych wrót Nieba wracam do tej ziemi znów;
Tu piłem gorycz cierpienia,
Tu duszę gryzła udręka,
Gdy gorzkie fale istnienia dusiły mnie coraz znów.

Sępy, harpie i kruki –
Ludzie chciwi, zimni, truci –
Żarli duszę mą i ciało, aż się miotał każdy nerw;
Życie ze mną nie współbrzmiało,
Los przeklęty mi się zdało,
Jak duch gniewny, co bez końca błądzi wzdłuż styksowych stref.

Dręczony tęsknotą srogą,
Co jak mróz i żar jednoczą,
Puls krwi fioletowy płonął w rozpalonych żyłach krwi;
Aż kielich życia rozbity,
W drobny pył i blask rozcięty,
Uwolnił moją ducha, co z więzienia w światłość mknie.

Lecz choć żyjąc, walcząc, ginąc,
Nie przestałem duszą wołać:
„Wy, co losów nici plecie, dajcie, dajcie, błagam was!
Spośród wszystkich ludów świata,
Spośród gwiezdnych, licznych jatak,
Jedną duszę, co mnie kocha – którą mógłbym także ja!”.

Z tej żarliwej prośby płonnej
Przyszło zbawienie upragnione –
Z czarnych krypt spalonej duszy wzniosłem się ku światłom sfer;
I mój ideał upragniony,
Nie zbyt święty – lecz wcielony,
Błysnął jaśniej mi przed oczu niż w marzeniach Lenore mej.

Wśród wzburzonych mórz mnie odnalazła,
Wśród bałwanów mnie przygarnęła –
I mą smętną, tonącą duszę wzięła w swe ramiona tkwe;
Jak wędrowiec znużon w nocy,
W ciemność patrzący bez mocy,
Spocząłem na jej niewinnej, świętej piersi – cichy, lżejszy.

Jak woni kwiatów przenikanie,
Jak świętych modłów wznoszenie,
Jak tęcz siedmiobarwnych blaski – tak się zlewają dusz dwie;
Ziemska żądza mnie zniewoliła,
Lecz miłość boska wybawiła,
I dopiero teraz pojąłem, jak się kochać, wielbić chce.

O śmiertelni bracia moi,
Jedni drugim jesteśmy swoi,
A kto serce daje hojnie, stokroć więcej w sercu ma;
Chcesz ocalić życie – daj je,
Kochaj innych – zwiąż się z rajem,
Taki amulet bezpieczeństwem na wieczność ci gra.

„Jak podano w The Spiritual Magazine (kwiecień 1861), przekaz wspomniany w drugiej zwrotce powyższego wiersza miał zostać opublikowany, lecz oceniono, że nie dorównywał on pod względem jakości obecnemu utworowi.”

źródło: “WAS IT EDGAR ALLEN POE? – THE PROBLEM OF A POEM” autor: Hector Waylen; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; December 26, 1935.