Prekognicja i pewna teoria

R. G. Napier

W latach 1927–1932 uczęszczałem do Bedford School, położonej zaledwie około półtorej mili od Cardington, gdzie zbudowano sterowiec R.101. Nic więc dziwnego, że wielu z nas, chłopców, żywo interesowało się nim i jego lotami próbnymi.

Pewnej nocy — w czwartek albo w piątek — przyśniło mi się, że widzę sterowiec leżący na zboczu wzgórza, częściowo spalony, z większością aluminiowego szkieletu odsłoniętą i flagą R.A.F. wciąż powiewającą na rufie statku. Obraz ten ujrzałem we śnie tak wyraźnie, że następnego ranka opowiedziałem o nim innym chłopcom w sypialni i rozważałem z nimi, czy warto byłoby wysłać ostrzeżenie do ludzi od sterowca w Cardington.

Ponieważ byłem wtedy jeszcze młody — miałem piętnaście lat — ostatecznie uznałem, że zainteresowani tylko by mnie wyśmiali, więc nic więcej nie powiedziałem. Mimo to postanowiłem śledzić wszystkie szczegóły jego lotu do Indii tak uważnie, jak tylko mogłem.

Sądzę, że było to w niedzielnym wydaniu „Sunday Graphic” albo „Sketch”, dwa dni później, gdzie ukazała się całostronicowa fotografia wraku — dokładnie taka, jaką wcześniej widziałem we śnie. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie i zachowałem tę gazetę. Znajduje się ona w moim ciężkim bagażu, który obecnie jest w Trynidadzie, w Brytyjskich Indiach Zachodnich.

Niestety, nie pamiętam już nazwisk pozostałych chłopców z sypialni. Gdybym je znał, być może udałoby się uzyskać jakieś potwierdzenie, choć minęło już tyle czasu, że wątpię, czy którykolwiek z nich pamiętałby szczegóły.

Miałem w szkole jeszcze jedno lub dwa inne doświadczenia, które — jak obecnie rozumiem — były prekognicją, ale są one już zbyt mgliste w mojej pamięci, by miały realną wartość. Jedno z nich dotyczyło zaginięcia Amelii Earhart, amerykańskiej lotniczki, którą widziałem we śnie, jak spada do morza. Oficjalnego wyjaśnienia jej zniknięcia nigdy jednak nie podano.

Dopiero później, kiedy w życiu miałem okazję przeczytać książkę Dunne’a „Experiment with Time”, zrozumiałem, jak powszechne są tego rodzaju „prawdziwe” sny. Po lekturze tej książki przez miesiąc lub dwa prowadziłem notatki, aby sprawdzić, czy uda mi się uzyskać podobne rezultaty.

Najbardziej uderzający przypadek polegał na tym, że przyśniło mi się, iż spotkałem rycerza w pełnej zbroi, niosącego wielką tarczę z czerwonym krzyżem na białym tle. W mojej głowie pojawiły się słowa: „Jestem Rycerzem Świętego Jerzego”.

Rano należycie to zanotowałem, ponieważ rzadko śnię w kolorach, choć uważałem za wysoce nieprawdopodobne, aby właśnie ten sen miał się w jakikolwiek sposób spełnić.

Mniej więcej tydzień później czekałem na przyjaciela na stacji metra Bank. Przed bombardowaniem w czasie wojny stacja ta miała galerię biegnącą dookoła oraz grupę budek telefonicznych po wschodniej stronie. Stałem oparty o balustradę galerii i obserwowałem ludzi wchodzących i wychodzących, kiedy podszedł do mnie pewien mężczyzna i zapytał, czy byłbym tak uprzejmy wykręcić za niego numer telefonu, ponieważ nie rozumie systemu tarczowego ani przycisków „A” i „B”.

Zrobiłem to. Gdy skończył rozmowę i zobaczył, że nadal tam czekam, podszedł do mnie ponownie i powiedział:

— Być może zastanawiał się pan, dlaczego nie wiedziałem, jak obsługiwać telefon. Rzecz w tym, że mieszkam na wsi i przyjechałem do miasta tylko na specjalne spotkanie. Jestem Rycerzem Świętego Jerzego.

Po tych słowach odchylił klapę płaszcza i pokazał maleńką białą tarczę z krzyżem świętego Jerzego.

Rozbieżność między rozmiarem tarczy ze snu a tarczą rzeczywistą można, jak sądzę, łatwo wyjaśnić. Znaczek w klapie znajdował się zaledwie kilka cali od moich oczu, kiedy mężczyzna go pokazał, i mógł sprawiać wrażenie znacznie większej tarczy widzianej z dalszej odległości, tak jak we śnie.

Wnioski dotyczące snów prekognicyjnych

Ponieważ później przeczytałem znacznie więcej na ten temat, sądzę, że można już wyciągnąć pewne wnioski dotyczące tego rodzaju snów.

Po pierwsze, uważam, że Sabine ma całkowitą rację, twierdząc, iż sny te przedstawiają oddziaływanie na śniącego późniejszego aktu otrzymania wiadomości lub dowiedzenia się o niej. W moim przypadku R.101 śniłem o obrazie, który miałem zobaczyć w niedzielnej gazecie, a nie o samym wydarzeniu.

Potwierdza to większość przykładów podawanych przez innych ludzi. Sądzę więc, że z dość dużą pewnością możemy powiedzieć, iż sen ma charakter prekognicyjny wobec sposobu, w jaki wiadomość zostanie później przekazana śniącemu — czy będzie to kino, gazeta, radio, czy cokolwiek innego.

Przynajmniej tak niemal zawsze wydaje się dziać w przypadkach dotyczących osób trzecich, to znaczy wtedy, gdy ludzie, o których śni się w danym zdarzeniu, są śniącemu zupełnie nieznani.

Jeśli to przyjmiemy, możemy wyciągnąć pierwszy ważny wniosek: sny te dotyczą wyłącznie tego, co będzie miało znaczenie dla samego śniącego. Wynika z tego założenie, że możliwe jest śnienie o przyszłości wtedy, gdy dotyczy ona nas samych.

Jeżeli się to uzna — a zgromadzono już z pewnością wystarczająco dużo dowodów, by wskazać, że jest to określony fakt — musi to oznaczać, iż przyszłość jest już wyznaczona dla niektórych, jeśli nie dla wszystkich z nas. W tym właśnie miejscu większość ludzi rezygnuje z dalszych rozważań, ponieważ wielu osobom nie podoba się perspektywa stania się fatalistami.

Teoria wielu możliwych dróg

Mam jednak teorię, która zdaje się omijać powyższe trudności, a zarazem może rzucić nieco światła na inne sny — te, które się nie spełniają i które zazwyczaj odrzuca się jako fantazje.

Teoria ta brzmi następująco:

Każda przyczyna ma swój skutek. Wszystko więc, co czynimy teraz lub w jakimkolwiek danym punkcie czasu, będzie miało określone rezultaty, które nie zaistniałyby, gdybyśmy podjęli inną decyzję lub wykonali inne działanie.

Z tego musi zatem wynikać, że linie życia każdego człowieka przypominają nieco węzeł kolejowy Clapham Junction widziany z powietrza. Innymi słowy, fataliści mają rację o tyle, że całe życie człowieka jest z góry wyznaczone — ale nie jako jedna ścieżka, lecz jako wielość ścieżek.

Od czasu do czasu jesteśmy wolni, by podejmować decyzje. Kiedy postanawiamy zrobić określoną rzecz, oznacza to, że będziemy musieli podążyć, powiedzmy, torem „B” zamiast torem „A”, którym być może musielibyśmy iść, gdybyśmy w punkcie zwrotnym zdecydowali inaczej.

W dowolnym takim „układzie zwrotnic” — jeśli trzymać się analogii kolejowej — możemy stanąć wobec jednej, dwóch albo nawet wielu możliwych decyzji, a więc i wielu torów. Jednak niezależnie od tego, który wybierzemy, prowadzi on nieuchronnie, zgodnie z prawem przyczyny i skutku, do następnego „układu zwrotnic” i tak dalej.

Można więc, jak sądzę, zgodzić się, że życie każdego człowieka jest wyznaczone od początku do końca jako labirynt torów, a rzeczywisty przebieg naszego życia może być stosunkowo prostą linią albo fantastycznym zygzakiem — zależnie od decyzji podejmowanych przy kolejnych „zwrotnicach”.

Podobnie jak Plumbe w „Release from Time”, wierzę, że po śmierci człowiek zostaje uwolniony od zwykłych praw czasu — albo, jeśli kto woli, że czas można wtedy oglądać jak mapę, tak iż widzimy to, co znajduje się przed nami.

Podobnie, kiedy śpimy, również zostajemy uwolnieni z więzów czasu — by użyć określenia Plumbe’a — i także możemy patrzeć naprzód. To, co widzimy przed sobą, jest jednym z torów, którymi możemy podążyć, albo mieszaniną kilku takich torów, pod warunkiem że przy odpowiednich „punktach zwrotnych” zostaną podjęte określone decyzje.

Czasami widzimy rzeczywisty tor, którym pójdziemy — i stąd liczne przypadki prekognicji. Innym razem widzimy tor, czyli zdarzenie na danym torze, który nigdy się nie urzeczywistni, ponieważ zanim do tego dojdzie, docieramy do innego układu zwrotnic i podejmujemy decyzję, która odprowadza nas od linii, o której śniliśmy.

Aforyzm

Aby dostać się do nieba, musimy zabrać je ze sobą.

— Henry Drummond

 

źródło: Precognition and a Theory by R. G. Napier;  Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, May 1953.