Opowieść o „Oui-oui”
Autor: kapitan Q. Craufurd
Niektórzy chłopcy przynieśli mi mały mechanizm, który jest niemal bezużyteczny. Za godzinę lub dwie przestanie działać. Z moich książek naukowych wiem, jak i dlaczego powinien działać; to mały drozd i właściwie utracił już życie. Gdy jego serce przestaje bić, potrafię przywrócić mu pozór życia ładunkiem elektrycznym – mniej więcej tak, jak „ożywiam” mój odbiornik radiowy. Jest jednak i inny sposób.
Z jakiejś przyczyny, która nie mieści się jeszcze w „prawach” naszej współczesnej nauki, trzymając go pod płaszczem, mogę tchnąć weń trwalszą postać życia niż ta, jaką dałaby maszyna elektryczna. Wiem to, bo czuję słaby dreszcz, kiedy maleństwo spoczywa w mojej dłoni, choć pozostaje zupełnie nieprzytomne. Pytam siebie: czy warto poświęcić kilka godzin cennego czasu, by przywrócić temu stworzeniu życie? Odpowiedź, rzecz jasna, zależy od tego, co kto ceni najbardziej.
A więc, skoro mój czas „marnuje” jedno z licznych ogrodowych szkodników wykradających owoce, rozważę, jakie bywały wyniki podobnych prób w przeszłości. W końcu pojawi się jakiś porus życia, potem powolne przebudzenie woli – może woli ucieczki i zaszycia się w spokoju, by umrzeć. Potem przyjdzie powolne uświadomienie sobie dyskomfortu, który ja – trzymający go – zinterpretuję jako pragnienie. Z niemałym trudem przekonam go, że to mgliste uczucie to właśnie pragnienie, i bardzo delikatnie wcisnę kroplę lub dwie mleka do dziobka. Powoli zdołam rozbudzić w nim coś, co rozpozna ten świat cielesnych potrzeb, i zacznie połykać chleb z mlekiem, który kładę w otwartym dziobie. „Chcę” – to pierwszy prawdziwy znak powrotu życia.
Od tej chwili narodzi się na świecie zupełnie nowy egzemplarz rodzaju „drozd”. To maleństwo będzie piszczeć z radości, gdy zobaczy mnie zbliżającego się do szklarni, gdzie ma tymczasowy dom.
Jeśli akurat będzie zajęty własnym „zawodem” tropienia jadalnych owadów, mogę go nie dostrzec, ale jeśli uważnie nastawię ucha – usłyszę dwa ciche, zadowolone toniki. Odpowiem mu tym samym dźwiękiem – staną się naszą więzią czułości – i zapewne nadam mu przezwisko „Oui-oui”, choć z owymi dwoma nutkami ma to niewiele wspólnego.
Czasem, niemal na wysokości mojej twarzy, przysunie się na żerdzi, wyszepcze te dwa dźwięki i szeroko rozewrze dziób po jakiś ludzkiego pochodzenia smakołyk; a że życie przerwano mu, nim matka zdążyła nauczyć, jak rozłupywać ślimaka i które części są zjadliwe, będę musiał przejąć rolę nauczyciela – a jeśli tego zaniecham, czyż nie ma Niewidzialnych Nauczycieli, którzy z radością użyczą swego wpływu? Moje książki mówią: nie! Twierdzą, że skłonności te przekazywane są poprzez długi szereg przodków w postaci materialnych ziaren. Lecz w następnym pokoleniu „współczesna nauka” przestanie być współczesna – zapewne wyda się wręcz niedorzeczna.
Prawda jest taka, że ludzie nauki powoli dostrajają się do faktów, póki da się dopasować do nich jakąś zużytą teorię.
A fakty są następujące. Eksperyment dowiódł, że możemy komunikować się ze zmarłymi, a telepatia jest jednym z głównych kanałów takiej łączności. Istnieją też inne metody, z których korzystają osoby o pewnym typie mediumizmu, ale przekaz myśli istniał na długo, zanim człowiek wynalazł przekaz mowy. Tam, gdzie ludzie myślą podobnie, znaki poprzedzają słowa. Skoro więc zdołam dosięgnąć intelektu tego małego drozda znakami, przynajmniej będę wiedział, że w pewnych sprawach myślimy podobnie. Będą zabawy – w „chowanego”, w „kto dotknął ostatni”, w „kto dostanie okulary”, gdy są potrzebne, a leżą poza zasięgiem. A wtedy w tej maszynce, którą trzymam pod płaszczem, zagości mały elf – duch, który nią kieruje – o ile tylko zdołam przywrócić ją do życia.
A potem – ?
Zostanę przyjęty – mimo naszych osobliwie różnych cech – jako mniej lub bardziej „szanujący się” drozd-ojciec. I potem…?
Któregoś dnia, gdy będziemy się włóczyć po ogrodzie i rozminiemy się, spotka brata-drozda – i obaj wymienią pewne myśli.
Tego wieczoru, gdy będziemy mówić sobie „dobranoc”, zalegnie na ścieżce cień, wkradnie się nuta podejrzenia i nieśmiałość z jego strony – małego „Oui-oui”.
Przyrodnicy nazwą to „zewem natury”. Ja otworzę Księgę Rodzaju – i gdy trafię na słowa: „Kto ci powiedział, że jesteś nagi?” – zrozumiem.
„Oui-oui” stopniowo porzuci dawne życie: walkę o okulary, smak chleba z mlekiem; stopi się wśród innych ptaków ogrodu i stanie się zwykłym drozdem.
Ale bywają chwile, gdy zajęty naprawą płotu usłyszę tuż obok dwa ledwie dosłyszalne tony – „oui-oui” – z maleńkim znakiem zapytania.
Kątem oka dostrzegę błyszczące oczko i cętkowaną pierś, odpowiem w języku, którego mnie nauczono – lecz będę wiedział, że nie wolno mi okazywać radości: to poufny sekret między człowiekiem a drozdem. To będzie mój mały „Oui-oui”, owszem – ale „Oui-oui” nagi i zawstydzony.
Czego się wstydzi? Otóż są mędrcy – nawet wśród drozdów – którzy utrzymują, że przyjaźń między człowiekiem a ptakiem nie może istnieć. Mają na to swoje „dowody”, a jednak…?
Cóż, może „Oui-oui” jest – po swojemu, w mikroskali – spirytystą. Muszę dochować jego tajemnicy; a tymczasem, jeśli obecny eksperyment się powiedzie, wprowadzę do ogrodu kolejnego małego „Oui-oui” o tej samej nieśmiałej wierze.
Czy to strata czasu?
[Notatka autora:] Tekst ten został napisany ołówkiem, gdy trzymałem ptaszka w jednej ręce; teraz jest bardzo szczęśliwy i pełen życia. – Q.C.
Czy mam winić Mądrość Ojca?
Czy mam siedzieć spowity w mrok,
Skoro wiem, że moja miłość jest szczęśliwa,
Czekając w sąsiednim pokoju?
Na poziomie poniżej Memorial Terrace znajduje się Dahlia Terrace, a trzy niższe tarasy noszą nazwy Coleus, Begonia i Azalea.
Pod smukłymi arkadami trzech wnęk wzdłuż Cathedral Court Wall stoją trzy grupy rzeźbiarskie tworzące Świątynię Miłości, ukazujące, jak potężnym czynnikiem w życiu jest miłość. Są to: „Miłość trwała”, „Miłość rodzinna” i „Miłość ojcowska” dłuta rzeźbiarza Ernesta Gazzeriego.
W Mauzoleum znajduje się wiele krypt, w których umieszcza się urny z prochami. W pierwszej części krypt widnieje brązowa tablica z napisem „Cenotaph” (Cenotaf), ilustrująca częste wykorzystanie krypty wtedy, gdy ciało spoczywa w innym miejscu, a rodzina pragnie mieć miejsce pamięci i wyraz miłości dla zmarłego.
Na terenie kompleksu mieszczą się również okazałe budynki administracyjne i krematorium. Na zadbanych trawnikach nie ma pionowych nagrobków; na życzenie można w gruncie umieścić płaskie płyty kamienne.
źródło: he Story of “Oui-oui”; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; No. 2903. VOL. LVI. (Registered as THURSDAY, AUGUST 27, 1936.