por Athena
AS “APARIÇÕES” DE FÁTIMA, 1917 – por Joaquim Fernandes
ENTRE O REAL E O IMAGINÁRIO
Krótki zarys historyczny „mariofanii”
„Pani ubrana na biało” posiada tysiącletnią chronologię, a przed Fátimą i rokiem 1917 odnotowano już kilka tysięcy domniemanych „objawień” maryjnych. Tradycja zachodnia za pierwszą manifestację Dziewicy Maryi z Nazaretu uznaje zdarzenie mające miejsce jeszcze za jej życia, 12 października roku 40 ery chrześcijańskiej, w Saragossie, na północy Hiszpanii, gdzie ukazała się apostołowi Jakubowi, bratu Jana Ewangelisty. W tym przypadku chodziłoby o zjawisko bilokacji (czyli obecność w dwóch miejscach jednocześnie), w którym „Dziewica pojawia się w otoczeniu aniołów, siedząc na tronie ze światła, otoczona przejrzystymi obłokami w chwili, gdy Jakub się modlił”.
Wydarzenie to zapoczątkowało kult Matki Bożej na Kolumnie (Nuestra Señora del Pilar), zgodnie z typową prośbą o wzniesienie świątyni w tym miejscu.
Wiara w „mariofanie” (objawienia Maryi), jak twierdzi francuska historyczka Sylvie Barnay, sięga roku 380 ery chrześcijańskiej i pochodzi głównie z Grecji Wschodniej. Istnieją ku temu mocne podstawy: w pejzażu kulturowym Azji Mniejszej już od dawna istniała tradycja bogiń-matek, będąca echem kultów płodności, która – według teologa Hansa Künga – stanowiła grunt pod rozwój potencjalnej pobożności maryjnej.
„Ojciec Kościoła” Grzegorz z Nyssy (zm. 397) uznawany jest za twórcę tej wiary, wprowadzając pod koniec antyku model narracji, który rozpowszechnił się w licznych hagiografiach i żywotach świętych, a w kolejnych wiekach przeniknął całą zachodnią Europę w średniowieczu. „Wizjonerami” zostają osoby różnego pokroju: mężczyźni i kobiety odznaczający się „świętością i cnotą” w klasztornym odosobnieniu, ale także potężni aroganci, żebracy i chorzy, grzesznicy bez przebaczenia. Wszystkim im Dziewica Maryja ukazuje się jako pośredniczka, zwierciadło samego Boga, odzwierciedlające marzenia i rozpacz każdego widzącego w średniowieczu.
Z orientalnych obszarów, później przejętych przez chrześcijaństwo wschodnie, wiara maryjna dotarła na Zachód dopiero w IX wieku, osiągając swój pierwszy rozkwit w XII wieku dzięki decydującemu wkładowi cystersa Bernarda z Clairvaux. Od tego momentu, jak zauważa Jean Delumeau, pojawiły się teologiczne kontrowersje związane z dogmatem Niepokalanego Poczęcia, którego miejsce w hierarchii niebios zostało nieodwracalnie ustalone decyzjami Soboru Efeskiego w roku 431: Maryja, „ta, która poczęła Boga” (theotokos), przewyższając „tę, która poczęła Chrystusa” (christotokos), dała początek sformułowaniu chrystologicznemu, którego konsekwencje trwają do dziś. Była to definicja służąca interesom Cyrila z Aleksandrii – wielkiego zwycięzcy tego soboru w starciu z przedstawicielami Antiochii. W ten sposób na zawsze zostały ugruntowane korzenie hiperdulii (czyli nadmiernej czci Maryi).
Ryc. 1 – Postać Maryi z Nazaretu została wyniesiona przez Sobór Efeski w 431 r. n.e. do najwyższej rangi – Theotokos (Matki Boga) – otwierając tym samym drogę do hiperdulii (przesadnej czci i honorowania przez wiernych), której inne kościoły chrześcijańskie nie uznają.
Tak zwane „objawienia maryjne”, jako prywatne objawienia i formy kultu, nie stanowią żadnego dogmatu Kościoła katolickiego. Wiara katolicka opiera się na dogmacie Objawienia chrześcijańskiego zawartego w Ewangeliach, jak przypomniał kardynał Josef Ratzinger, papież emeryt Benedykt XVI. Wobec Słowa, będącego przedmiotem wiary boskiej, tzw. „objawienia” mają znaczenie jedynie w zakresie wiary ludzkiej i są dyskusyjnymi przejawami w ramach dogmatyki określonej przez teksty kanoniczne. To wraz z Benedyktem XIV i Soborem Laterańskim V (1515) ustalono racjonalne normy analizy i oceny tych niejednoznacznych zjawisk, a Pius X (1907) nadał im precyzyjne regulacje, umożliwiając uznanie „objawienia” za przedmiot indywidualnego osądu wiernych – bez przymusu przyjęcia go.
W ten sposób Kościół katolicki nie sankcjonuje „widzących”, lecz wierzących; uznaje miejsca pielgrzymek, ale bardzo rzadko wypowiada się co do autentyczności tzw. „objawień”. Zatem żaden katolik nie jest zobowiązany uznawać fenomenu objawień maryjnych za niepodważalny dowód rzeczywistej (fizycznej lub innej) obecności Dziewicy Maryi, która zmarła dwa tysiące lat temu. Ta rezerwa tłumaczy, dlaczego jeden z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie, francuski teolog René Laurentin, używa cudzysłowów w swoim monumentalnym „Słowniku 'Objawień’ Dziewicy Maryi”. Opisuje on w nim około 2500 udokumentowanych przypadków historycznych, z których Fátima zajmuje ósme miejsce na liście 14 uznanych przez katolicką egzegezę. Pozostałe oceniono zdecydowanie negatywnie: non constat supernaturalitas (nadprzyrodzoność nie została potwierdzona).
Tę autorytatywną ostrożność należy mieć na uwadze także w dalszej części tego opracowania.
Od „ładnej pani” do Matki Bożej Fatimskiej
1 – Geneza i matryca „mity w toku”
António da Silva (brat matki Jacinty):
„Jeśli dzieci zobaczyły kobietę ubraną na biało, to kto inny mógłby to być, jeśli nie Matka Boża?!”
13 maja 1917 roku, w odludnym miejscu zwanym Cova da Iria, w portugalskiej prowincji Estremadura, troje dzieci – Lúcia dos Santos oraz rodzeństwo Francisco Marto i Jacinta Marto, mający 9 i 7 lat, kuzyni Lucii – po niedzielnej mszy poprowadziło swoje stado owiec na pastwisko oddalone o 2 kilometry od domu rodziców Lucii, która miała wtedy 10 lat.
Zjadły drugie śniadanie i odmówiły różaniec przed rozpoczęciem zabawy. Nagle eksplozja światła zalała suchy krajobraz. Lúcia obawiała się, że to zapowiedź burzy i przygotowała się do powrotu do domu. Jednak nowy błysk sprawił, że dzieci zauważyły „bardzo ładną kobietkę” stojącą na niewielkiej dębiecce, otoczoną intensywną poświatą.
W ciągu kolejnych sześciu miesięcy przestraszone pastuszki były wzywane przez oślepiającą istotę, aby stawiały się w tym samym miejscu. Po upływie tego czasu tajemnicza postać miała im wyjawić, kim jest i czego od nich chce…
W następnych dniach Lúcia została skonfrontowana przez swoją matkę, Marię Rosę:
– Lúcia, słyszałam, że widziałaś Matkę Bożą w Cova da Iria?
– Lúcia: Kto ci to powiedział?
– Maria Rosa: To była matka Jacinty, której córka o tym opowiedziała. To prawda?
– Lúcia: Ja nigdy nie powiedziałam, że to była Matka Boża, tylko ładna kobietka. I nawet prosiłam Jacintę i Franciszka, żeby nic nie mówili. Ale nie potrafili trzymać języka za zębami!…
– Maria Rosa: Kobietka?
– Lúcia: Tak, mamo.
– Maria Rosa: Więc powiedz, co ta kobietka ci powiedziała…
– Lúcia: Powiedziała mi, że chce, żebyśmy przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia każdego miesiąca, przychodzili w to miejsce, a na końcu powie, kim jest i czego od nas chce.
Ta „rodzaj bardzo ładnej lalki”, jak opisała ją również Lúcia, nie ujawniła swojej tożsamości, ale mała Jacinta uznała, że chodzi o Maryję z Nazaretu, matkę Jezusa Chrystusa. Być może pod wpływem wujka, który twierdził, że domniemana „Pani” mogła być jedynie Matką Bożą, która wstąpiła do nieba prawie dwa tysiące lat temu…
I tak głos ludu podchwycił i rozprzestrzenił tę plotkę. Po objawieniu z 13 lipca lokalna prasa po raz pierwszy zidentyfikowała „kobietę ubraną na biało” jako Matkę Bożą, rozpowszechniając sugestię o „cudzie w Fatimie”. 27 września 1917 roku na scenę wkroczył kanonik Manuel Formigão, pierwszy kronikarz Fatimy. Duchowny, który swoje prace literackie podpisywał pseudonimem „Wicehrabia Montelo”, chciał się dowiedzieć od Lúcii, czy pytała świetlistą postać o jej tożsamość. Lúcia odpowiedziała: „Pytałam, ale powiedziała, że powie to dopiero 13 października”.
Tymczasem pośród tłumu wiernych zgromadzonych 13 października obnośni sprzedawcy już rozprowadzali ulotki z wizerunkiem Matki Bożej jako postaci z widzenia oraz ilustracje z portretami trzech pastuszków i Matki Bożej. Niepowstrzymana fala pogłosek przekroczyła wszelką ostrożność, czyniąc niepotrzebnymi jakiekolwiek dochodzenia ze strony duchowieństwa. Siła ludowej religijności, narodu udręczonego wojną i spragnionego nadprzyrodzoności, stała się niepowstrzymanym trzęsieniem ziemi. Tego samego dnia nieodwołalnie położono fundamenty pod to, co miało się stać jednym z największych sanktuariów maryjnych na świecie.
Kim zatem mogła być ta „ładna kobietka ubrana na biało”? Maryja z Nazaretu we własnej osobie, w ciele fizycznym, tak jak dwa tysiące lat temu? „Widzenie wewnętrzne” Matki Bożej, jak sugeruje papież emeryt Benedykt XVI, Josef Ratzinger? Zaawansowana manifestacja jakiejś nieznanej inteligencji lub rzeczywistości? A może tylko powracająca dziecięca fantazja?
Pewność, jaką żywili wierni co do utożsamienia „kobietki w bieli” z żywą manifestacją Maryi z Nazaretu, pozostawała niekwestionowana i praktycznie niepodważalna aż do roku 1978, kiedy to portugalska historyczka świecka – Fina d’Armada – uzyskała dostęp do archiwów sanktuarium w Fatimie. W sumie przeanalizowano wtedy siedem grup dokumentów, po raz pierwszy przez osoby spoza kręgu duchowieństwa i teologów katolickich.
Rezultaty tych badań opublikowano w 1982 roku w książce „Interwencja pozaziemska w Fatimie”, gdzie przedstawiono nieznane lub pomijane dotąd dane, hipotezy i interpretacje – „szokujące”, bo oparte na ponownej analizie oryginalnych przesłuchań z lat 1917 i 1923, poparte szczegółową i porównawczą lekturą ówczesnej literatury, głównie źródeł pierwotnych i około stu relacji świadków. Do dziś pojęcie „pozaziemski” – odnoszone do zjawisk fatimskich w szerokim zakresie synonimów i możliwości natury fizycznej czy astrofizycznej – bywa tendencyjnie upraszczane do stereotypu „Marsjanina” i „latającego spodka” z wyobraźni lat 50. XX wieku! To anachronizmy, które mają na celu ośmieszenie wysuwanej hipotezy.
Ryc. 2 – Historyczka Fina d’Armada w Fatimie, 1978, przeprowadza wywiad z João Marto, przyjacielem z dzieciństwa Lúcii.
W rzeczywistości dopiero w 1992 roku, pod nadzorem Uniwersytetu Katolickiego, władze Sanktuarium Fatimskiego udostępniły publicznie pierwszy tom dokumentacji dotyczącej „objawień”. Pojawił się pierwszy tom tzw. Krytycznej Dokumentacji Fatimskiej – znacznie bardziej kompletnej niż „krytycznej” – ale mimo to stanowiącej pierwszą podstawę do historycznych, świeckich i interdyscyplinarnych badań.
Dziś każdy publicysta może z łatwością analizować i porównywać różne relacje trojga dzieci z Fatimy, bądź z wcześniejszego okresu z Cova da Iria, wyciągając z tego oczywiste i czytelne sprzeczności i luki w całym procesie rekonstrukcji doktrynalnej wokół „objawień”, które późniejsze „Wspomnienia” Siostry Lúcii wyraźnie ujawniają. Prawdziwą trudnością było natomiast w 1978 roku przełamać bariery atawistycznego katolicyzmu, który gorliwie strzegł głównej bohaterki wydarzeń z 1917 roku, zamkniętej w monastycznych murach i wtedy niedostępnej dla badaczy, kiedy autor tych słów oraz śp. koleżanka Fina d’Armada zdecydowali się zająć tematem dotyczącym sakralnej kobiecości oraz symbolicznej (i nie tylko) roli kobiety w historii Portugalii.
To właśnie na podstawie tych oryginalnych wywiadów, potencjalnie wolnych od naturalnego wpływu duchownych przesłuchujących dzieci w tamtych czasach, udało nam się odtworzyć „portret” – zawsze subiektywny, warto to podkreślić – tej „Bardzo Pięknej Pani, tak białej, że aż świeciła”. Na podstawie pierwotnych opisów Lúcii i jej kuzynów, zawartych w pierwszym przesłuchaniu przeprowadzonym przez proboszcza Fatimy 29 maja 1917 roku, zrekonstruowaliśmy następujący portret pamięciowy:
Kobieca postać, bardzo piękna, o czarnych oczach, otoczona oślepiającym światłem. Miała około 1 metra i 10 centymetrów wzrostu i wyglądała na 12–15 lat. Nosiła zwężaną spódnicę, białą i złotą, z wąskimi paskami wzdłuż i w poprzek. Płaszcz typu peleryny sięgał do brzegu sukienki, która nie przekraczała kolan. Na głowie miała coś, co zakrywało jej uszy i włosy. Na szyi zawieszony był sznurek z jasną kulą na wysokości pasa. Twarz nie wykonywała żadnych ruchów i nie poruszała ustami podczas „mówienia”, ani nóg, kiedy oddalała się tyłem, unosząc się ku górze…
Z pewnością jest to wizerunek Dziewicy z Nazaretu słabo lub wręcz wcale nie rozpoznawalny w tym opisie, co w kolejnych latach niepokoiło duchownych odpowiedzialnych za widzącą: ortodoksja dotycząca atrybutów i kanonicznego stroju wymusiła nieuniknione poprawki – przede wszystkim długość sukni była stopniowo cenzurowana i korygowana przez różnych duchownych stojących na straży ortodoksji „objawień” z 1917 roku.
Ryc. 3 – Rękopis Lúcii z 1922 roku, gdzie opisuje obecność „kuli” wiszącej na sznurku na szyi „Pani”.
Warto zaznaczyć, że „kula”, o której wspomniała Lúcia w ankiecie dla rzeźbiarza Guilherme Thedima z lat 50., po raz pierwszy została przez nią przemieniona we „Wspomnieniach” z 1941 roku w „serce”, a kilka stron później w pobożne „Niepokalane Serce Maryi”. Z biegiem lat i pod wpływem otoczenia oraz indoktrynacji, narracja obrazowa Lúcii ulegała zmianom – poprzez dodania i pominięcia.
Opis ten, powtarzany przez Lúcię w sześciu parafialnych przesłuchaniach w 1917 roku, budzi poważne wątpliwości co do identyfikacji tej „Pani” ze stereotypowym wizerunkiem Dziewicy Maryi z Nazaretu. Wiadomo, że proboszcz Fatimy, ksiądz Manuel Marques, starał się być skrupulatny w swoim oryginalnym raporcie. Nie oparł się jednak, by wprowadzić określenie „Nasza Pani” już we wstępie do wywiadu z pastuszkami w sierpniu 1917 roku, torując drogę do identyfikacji tej istoty. Prawdą jest, że sam duchowny pozostał na uboczu całego procesu i pojawił się w miejscu „objawień” dopiero ostatniego dnia, 13 października, po licznych namowach. Z kolei wywiady księdza José Ferreiry de Lacerdy z 19 października 1917 roku, opublikowane w gazecie „O Mensageiro” w kolejnym miesiącu, doprowadziły do tego, że wizjonerce zadawano sugestywne pytania, np.: „co robiłaś, gdy zobaczyłaś Matkę Bożą po raz pierwszy?”… Z pewnością duchowny nie był psychologiem i nie znał podstawowych zasad prowadzenia wywiadu mającego na celu szczegółowe poznanie osobowości badanego…
Innymi słowy, przez cały cykl sześciu „widzeń” z 1917 roku nie pojawiła się ani jedna jednoznaczna, niepodważalna autoidentyfikacja „kobietki”, która pojawiała się na szczycie dębu skalnego. Z przesłuchań parafialnych prowadzonych przez księdza Manuela Marquesa wynikały jedynie prośby anonimowej istoty o zbudowanie w tym miejscu świątyni poświęconej Matce Bożej Różańcowej i o modlitwę w tej intencji o zakończenie wojny.
Podsumowując, szkicując genealogię i kluczowe etapy zjawisk z Cova da Iria, otrzymujemy:
-
W nieokreślonych datach w latach 1915 i 1916 Lúcia twierdzi, że miała wizje „anioła” – postaci, którą nazywała „przezroczystą statuą ze śniegu” lub też „osobą owiniętą w prześcieradło”.
-
13 maja – troje pastuszków staje się pośrednikami „Pani ubranej na biało”, która zstępuje na małą dębczynę skalną. Pytają ją o chorych oraz los portugalskich żołnierzy wysyłanych na fronty Francji.
-
13 lipca – ta sama istota przekazuje dzieciom „tajemnicę” i obiecuje cud na październik, prosząc o modlitwę, pokutę i nawrócenia. Motyw Wielkiej Wojny pojawia się w rzekomo otrzymywanych przez Lúcię przesłaniach.
-
13 października – gość sugeruje wzniesienie świątyni dedykowanej Matce Bożej Różańcowej lub identyfikuje się jako ona (co budzi wątpliwości Lúcii) – zapewniając, że Wielka Wojna zakończy się tego właśnie dnia. Tak się jednak nie stało. Krwawy konflikt zakończył się dopiero w listopadzie 1918 roku, pochłaniając ok. 10 tysięcy ofiar z Portugalii.
Z dzisiejszym stanem wiedzy, nawet przy zachowaniu rygoru i neutralności badawczej, skłonni bylibyśmy zastosować jedno z podstawowych narzędzi kultury komunikacyjnej: poznać nadawcę, by lepiej zrozumieć przesłanie. Warto byłoby zatem rozważyć, jakie treści Lúcia, w szczególności, słyszała od swojej matki: fragmenty żywotów świętych, a co istotniejsze – fragmenty z książki „Skrócona Misja” autorstwa księdza Manuela Couto, bardzo popularnej w tamtych czasach, gdzie opisywano piekło w średniowiecznych kategoriach – z drastycznymi opisami mąk i okropności zadawanych grzesznym duszom. Takie „wstępne zabezpieczenia” oczywiście były poza zasięgiem ówczesnej metodologii poznawczej w 1917 roku.
2 – Sytuacja polityczna i religijna: od I Republiki do Estado Novo
Powszechnie przyjmuje się, że błyskawiczne przyjęcie i interpretacja zjawisk z Fatimy przez ludową religijność i coraz liczniejsze rzesze wiernych były ściśle powiązane z ówczesnym klimatem politycznym i ideologicznym.
Był to burzliwy okres nietolerancji religijnej, naznaczony skrajnym, jakobińskim antyklerykalizmem twórców I Republiki, ustanowionej 5 października 1910 roku, objawiającym się m.in. wygnaniem katolickich biskupów. Gdy tylko pojawiły się pierwsze wiadomości o wydarzeniach z Cova da Iria, przywódcy republikańscy natychmiast zareagowali – zarówno w parlamencie, jak i w prasie – potępiając to, co uznawali za „działania mające na celu wykorzystywanie ludowej łatwowierności przez siły antyrepublikańskie i monarchistycznych rewanżystów”. W kraju, gdzie 75% ludności było analfabetami i podatnymi na plotki oraz przesądy…
Portugalia żyła w atmosferze niepokoju i strachu, pełnej niepewności co do losu tysięcy młodych żołnierzy wysyłanych do okopów we Francji. Seria „objawień” miała miejsce pod koniec okresu jakobińskiego I Republiki, poprzedzając wojskowy zamach stanu z grudnia 1917 roku, który wyniósł do władzy Sidónia Paisa – co oznaczało nową, bardziej pojednawczą fazę w relacjach między państwem portugalskim a Kościołem rzymskim. Dało to impuls do reintegracji Fatimy przez hierarchię katolicką z pradawną tradycją maryjną, zakorzenioną w portugalskiej wyobraźni mitycznej, sięgającej sanktuarium w Vila Viçosa, czasów konstabla Nuno Álvaresa Pereira, gdy Korona Portugalii i Kościół katolicki były ze sobą zjednoczone. Była to swego rodzaju „mistyczna unia”, powtórzona później przez Jana IV, gdy w 25 marca 1646 roku ogłosił Matkę Bożą Patronką Portugalii – od tego czasu władcy z dynastii Bragança nigdy już nie nakładali korony królewskiej na swoje głowy.
Ryc. – Encyklopedyczny „Sanktuarium Maryjne” (1716) brata Agostinho de Santa Maria to jedno z głównych źródeł legendarnej tradycji „objawień maryjnych” i wezwań do Matki Bożej w Portugalii.
Nie można udowodnić, że zjawisko „objawień” z 1917 roku było efektem świadomego spisku na poziomie lokalnym, mającego stworzyć kult podobny do tego z Lourdes. Faktem jest, że stopniowo hierarchia katolicka coraz bardziej angażowała się w te wydarzenia, prowadząc do realizacji dawnego marzenia o „portugalskim Lourdes”, już zapowiedzianego od 1863 roku wraz z budową sanktuarium w Sameiro – choć w tym przypadku nie wiązano z nim historii objawień.
Z drugiej strony, warto przypomnieć, że trzy dni wcześniej, 10 maja, „kobieta ubrana na biało”, której głos był „mieszanką śmiechu i śpiewu”, objawiła się przez dwa kolejne dni oczom dziesięcioletniego pastuszka imieniem Severino Alves, w górach gminy Ponte da Barca. Senhora do Barral, jak ją później nazwano, została związana z dawną modlitwą śpiewaną w tej parafii – „Gwiazda z Nieba”, z czasem zapomnianą w pobożnych praktykach regionu Alto Minho. Arcybiskup Bragi powołał nawet specjalną komisję do zbadania tego fenomenu. Jednak z powodu braku wizerunku wymagającego własnej kaplicy, zainteresowanie pielgrzymów stopniowo słabło od połowy lat 20. XX wieku.
Wracając do Cova da Iria – proces kanoniczny badający „objawienia” rozpoczął się w 1922 roku z inicjatywy biskupa Leirii, José Correia da Silvy. Tymczasem tłumy wiernych, nieustannie przybywające na to miejsce, niejako uprzedziły przyszłe zatwierdzenie kultu, które nastąpiło w 1930 roku. Wyrazem polityczno-ideologicznej interpretacji tych wydarzeń był fakt, że już w 1928 i 1929 roku przedstawiciele rządzącej dyktatury wojskowej odwiedzili Fatimę. W tym ostatnim roku papież Pius XI poświęcił statuę Matki Bożej Fatimskiej wysłaną do Rzymu. Uświęcenie kultu objawień i ich utożsamienie z Matką Bożą z Nazaretu stało się faktem.
Wizjonerka Lúcia, która przeżyła swoich dwóch kuzynów (zmarli w 1919 i 1920 roku), w wieku 14 lat została oddana do sierocińca sióstr Dorotek w Porto. Następnie w 1925 roku została wysłana do Galicji, gdzie w klasztorach w Tuy i Pontevedrze spędziła lata hiszpańskiej wojny domowej oraz II wojny światowej. W tej galicyjskiej izolacji twierdziła, że doświadczyła kolejnych wizji i rozmów z Matką Bożą, Jezusem Chrystusem i innymi bytami niebieskimi. Rozpowszechniła nabożeństwo pięciu pierwszych sobót w 1925 roku, a w maju 1930 roku otrzymała kolejne instrukcje: wraz z zatwierdzeniem przez papieża tego nabożeństwa, Bóg miał zakończyć prześladowania religijne w Rosji poprzez poświęcenie tego komunistycznego kraju Sercu Jezusa i Maryi.
Rzeczywiście, sytuacja katolików w sowieckiej Rosji się pogarszała i w lutym 1930 roku impas w tajnych negocjacjach między Watykanem a komunistami skłonił papieża Piusa XI do wezwania do międzynarodowej mobilizacji – krucjaty modlitewnej za Rosję. Idea nawrócenia Rosji pojawiła się już za pontyfikatu Piusa X, po rewolucji z 1905 roku. Rewolucja bolszewicka w 1917 roku skłoniła papieża Benedykta XV do podjęcia krucjaty na nowo. Przez wieki rosyjski Kościół prawosławny był postrzegany jako największa przeszkoda dla rozwoju katolicyzmu w tym olbrzymim kraju.
W czasach Estado Novo – dyktatury powstałej po przewrocie 28 maja 1926 roku – związki państwa z fatimskim kompleksem mentalno-instytucjonalnym były raczej wynikiem wygody niż głębokiego przekonania. Gdy ster państwa przejął António de Oliveira Salazar, lata 30. ukazały różne aspekty współpracy pomiędzy liderami nacjonalizmu korporacyjnego i antykomunistycznego a znaczeniem przypisywanym domniemanej „wiadomości” przekazanej przez „Panią” pastuszkom.
Prorządowe gazety wywyższały rzekome powiązania ideologii opatrznościowej Salazara, ratującej portugalską ojczyznę, z kultem Matki Bożej Fatimskiej. Sama Lúcia miała nawet przyznać, że dyktator z Beiry był „darem Bożym” dla kraju – hiperbola, która wprawiała w zakłopotanie portugalski katolicyzm. Po stronie kościelnej przewodził kardynał-patriarcha Lizbony, Manuel Gonçalves Cerejeira, który w 1938 roku ogłosił ten pakt pomiędzy władzą doczesną a imperium niebieskim: „Od chwili, gdy Matka Boża Fatimska ukazała się na niebie Portugalii, szczególne błogosławieństwo Boże zstąpiło na ziemię portugalską”. Poświęcenia Portugalii Najświętszemu Sercu Jezusowemu w 1928 roku i Niepokalanemu Sercu Maryi w 1931 roku doskonale odzwierciedlają tę symbiozę.
Od tego czasu byliśmy świadkami serii wydarzeń, podczas których symbioza państwa z Kościołem powtarzała się podczas ceremonii fatimskich – na przykład poprzez obecność sił zbrojnych, Legii i Młodzieży Portugalskiej podczas wielkich pielgrzymek w maju i październiku.
„Niebiańskie” instrukcje Lúcii z 1930 roku zostały przychylnie przyjęte przez biskupa Leirii dopiero w 1937 roku, kiedy to wystosował on do Piusa XI prośbę o poświęcenie Rosji w formie, jakiej żądała Pani w 1917 roku. W 1938 roku biskupi skierowali nową prośbę o poświęcenie całego świata Matce Bożej, lecz Pius XI nie spełnił żadnej z tych próśb.
Lúcia, pod wpływem swoich spowiedników, szczególnie ojca Gonçalvesa, zaczęła być postrzegana jako pionierka, założycielka tej misji, podczas gdy w rzeczywistości po prostu podążyła za międzynarodowym ruchem zainicjowanym przez Piusa XI. Sedno tego sekretu zostało przez Lúcię włączone do jej wersji z 1941 roku, rzekomo jako coś oryginalnego, choć faktycznie wpisała się w już trwającą krucjatę kierowaną przez Watykan. Poprawki w datach notatek ojca Gonçalvesa potwierdzają tę manipulację. W tej wersji dwie pierwsze części sekretu dotyczyły „wizji piekła” oraz przesłania Maryi odnoszącego się do wojny i poświęcenia Rosji. Po raz pierwszy Matka Boża Fatimska została powiązana z tematem komunistycznej Rosji. Lúcia stwierdziła wówczas, że Maryja miała jej zapowiedzieć w 1917 roku nową wojnę, która miała się rozpocząć podczas „panowania Piusa XI” – błąd chronologiczny, który Lúcia utrzymała w swoich późnych „Wspomnieniach”.
Słynna „wizja piekła” została przez Lúcię opisana według tego, co miała zobaczyć 13 lipca 1917 roku:
„Pani ponownie otworzyła ręce, jak w poprzednich dwóch miesiącach. Jej blask wydawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy coś na kształt morza ognia: zanurzone w tym ogniu były demony i dusze, jakby przezroczyste, czarne lub brunatne węgle, o ludzkich kształtach, unoszące się w płomieniach, niesione przez ogień, który wychodził z nich samych wraz z chmurami dymu, spadające na wszystkie strony, podobnie jak iskry w wielkich pożarach, bez wagi i równowagi, pośród krzyków i jęków bólu oraz rozpaczy, co przerażało i napełniało lękiem. Demony wyróżniały się ohydnymi i odrażającymi postaciami strasznych i nieznanych zwierząt, lecz przezroczystych jak czarne rozżarzone węgle.”
Jak interpretować to objawienie? Oliveira Faria interpretuje je w świetle książki „Skrócona Misja”, która opisuje piekło w następujący sposób:
„To miejsce w centrum Ziemi; w bardzo głębokiej jaskini, pełnej ciemności, smutku i grozy, pełnej języków ognia i gęstych chmur dymu; tam grzesznicy są dręczeni przez demony, wyją i zawodzą jak wściekłe psy. Są męczeni przez najbardziej pożerający ogień.” Jest to wyobrażony opis piekła rozumianego dosłownie, materialnie jako ogień. Jak odnieść tę wersję piekła do wersji biblijnej? To przykład interpretacji, która urzeczywistnia swoją wizję. Piekło jako kara utożsamia się z jego materialnym wyobrażeniem: podziemna jaskinia z ogniem, piekło utożsamione ze swoim obrazem.
Stałym powodem zainteresowania i oczekiwań wiernych była trzecia część tzw. „Sekretu Fatimskiego”, która, według tezy ojca José Geraldesa Freire, wykładowcy Uniwersytetu w Coimbrze i wytrwałego badacza zagadnienia Fatimy, miała dotyczyć Portugalii. Ta rzekoma przepowiednia stała się przedmiotem ciekawej interpretacji tego pierwszego redaktora „Krytycznej Dokumentacji Fatimskiej”, opracowanej w oparciu o dziwny znak zaobserwowany na niebie w nocy 21 stycznia 1976 roku, widoczny głównie nad terytorium Portugalii, ale też Hiszpanii, który wzbudził poruszenie i zdumienie zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących.
Ryc. 4 – Rysunek „kosy” w stratosferze, w nocy z 21 stycznia 1976 roku, powstały w wyniku eksperymentalnych rakiet wystrzelonych z Hiszpanii, został zinterpretowany przez jednego z najbardziej znanych teoretyków Fatimy, ojca José Geraldesa Freire, jako element „Trzeciego Sekretu Fatimskiego”. Typowy przypadek dysonansu poznawczego – dystans dzielący myślenie magiczno-religijne od współczesnych odpowiedzi nauki… (Źródło: Jornal de Notícias, 23.01.1976)
W „Mensagem de Fátima” z marca-kwietnia 1976 ojciec José Geraldes Freire pytał: „jeśli ta część orędzia fatimskiego nie zostanie wysłuchana, jedyną alternatywą będzie panowanie błędów, które wywołują wojny i prześladowania”. Dociekliwy badacz katolicki sugerował, że ten znak pojawiający się na niebie Portugalii może być zakodowanym ostrzeżeniem, iż „niebezpieczeństwo komunistycznej dominacji w Portugalii jeszcze nie minęło”.
Co ciekawe, na południu Alentejo to „niebiańskie zjawisko” zostało przyjęte przez ludność Monte do Trigo w gminie Portel z radością: tam odczytano je jako znak, że komunizm zwycięży w Portugalii! Otóż dziwaczny „znak” przybrał z czasem kształt przypominający literę S albo cyfrę 5, ale też jednoznacznie kojarzył się z czerwonawą kosą! Fragment tekstu z drugiej części budzącego grozę sekretu mówił o „nocy rozświetlonej przez nieznane światło, które miałoby być WIELKIM ZNAKIEM Bożej kary”. Ostatecznie, dla wierzących, wszelkie zjawiska, zarówno naturalne, jak i nieznane, mogą być narzędziem Boga do sygnalizowania Jego ukrytych zamysłów…
Jednakże zjawisko „kosy” zaobserwowano także nad Hiszpanią. I już wkrótce pojawiła się naukowa, potwierdzona odpowiedź na temat natury i pochodzenia tego rzekomo proroczego „znaku”: był to po prostu efekt wystrzelenia czterech rakiet Petrel, służących do śledzenia chmur pary litu, właśnie 21 stycznia 1976 roku, przez hiszpańską agencję kosmiczno-lotniczą (INTA) z bazy El Arenosillo w Huelvie. Los sprawił, że prądy atmosferyczne uformowały niezwykły rysunek przypominający „kosę” na wielkim płótnie nocnego nieba; w rzeczywistości był to jedynie kaprys rozprzestrzeniania się zupełnie naturalnego gazu – litu…
W ten sposób również groźna przepowiednia ojca José Geraldesa Freire rozpłynęła się, sprowadzona do pobożnej spekulacji. Cudowność transcendentnego nieba, które nas karze, ostatecznie rozpuściła się w technologicznej prozie nieba, jakie dziś znamy.
3 – Zjawiska fizyczne i psychologiczne „objawień”
Niezależnie od interpretacji, jaką nadajemy naturze tzw. objawień maryjnych, faktem jest, że w tych nadzwyczajnych, cudownych wydarzeniach chrześcijaństwa odnajdujemy wszystkie psychofizjologiczne objawy typowe dla tzw. zmienionych stanów świadomości znanych z innych świeckich doświadczeń.
U widzących z Fatimy, zwłaszcza u Lúcii, nie było wyjątku i posiadamy na ten temat wiele świadectw. U Lúcii dos Santos skupiają się wszystkie typowe efekty uboczne tzw. „syndromu kontaktowca”.
Dlatego też zasadne jest porównawcze badanie tych religijnych i parareligijnych doświadczeń z analogicznymi przeżyciami świeckich „kontaktowców” współczesnych oraz klasycznych „mistyków” chrześcijaństwa czy innych religii.
Jak wiadomo, Lúcia twierdziła, że podczas spotkań z Panią ubraną na biało otrzymała serię przesłań, które rozumiała po portugalsku. Jaki proces komunikacji mógł zajść podczas tego dialogu między dwiema odmiennymi rzeczywistościami? Czy istnieje sposób, by potwierdzić tę komunikację w Fatimie? Świadkowie obecni w różne dni 13. podczas serii objawień relacjonowali bardzo specyficzne doznania słuchowe, które dziś można interpretować teoretycznie, a nawet odtworzyć w warunkach laboratoryjnych. Otóż: zawsze i tylko wtedy, gdy Lúcia mówiła, że Pani do niej przemawia – bez poruszania ustami, co podkreślano – wierni zgromadzeni wokół dębu rejestrowali zewnętrzne wrażenie dźwiękowe przypominające bzyczenie pszczoły albo brzęczenie muchy uwięzionej w dzbanie. Zjawisko to, obiektywne, było wielokrotnie potwierdzane przez różnych świadków obecnych wokół małego dębu, na którym miała ukazywać się Pani.
Manuel Pedro Marto, ojciec Jacinty i Franciszka, w lipcu 1917 roku, na miejscu objawień stwierdził:
– „Wtedy zacząłem słyszeć szmer, hałas, przypominający bzyczenie muchy w pustym dzbanie. Czy to daleko, czy blisko? – pytałem siebie. Było to podobne do dźwięku przy ulu, ale bardziej harmonijne, choć nie można było rozpoznać słów”.
Maria Carreira, przyjaciółka Lúcii, mieszkanka tamtych stron, która towarzyszyła dzieciom podczas objawień, opisała:
– „Szliśmy za dziećmi i klękaliśmy wśród zarośli. Lúcia podniosła ręce i powiedziała: Wasza Mość kazała mi tu przyjść. Czego Pani ode mnie chce?
I wtedy zaczęło być słychać taki szum, który przypominał brzęczenie pszczoły. Myślę, że to była Pani, która mówiła. Bo było to bardzo dobrze słychać!”
Przepytywana przez Finę d’Armada w 1978 roku Maria dos Anjos, siostra Lúcii, również odniosła się do dziwnego dźwięku pojawiającego się podczas „rozmów” Lúcii z Panią:
Fina – Są osoby, które mówią, że słyszały brzęczenie pszczoły, gdy Matka Boża mówiła…
Maria dos Anjos – Ja też słyszałam to bzyczenie. Też to słyszałam, ale nie wiem, co to było…
Fina – Czy to było jakby rój?
Maria dos Anjos – Nie. Tylko jedna!
Fina – Pamięta siostra, w którym to było miesiącu?
Maria dos Anjos – Już nie wiem… Nie byłam tam co miesiąc. Ale wydawało się, że to taka pszczółka, która kręciła się tam, kiedy Lúcia słuchała Pani.
Ale skąd mam wiedzieć, co to było!”
Brzęczenie pszczoły? Dźwięk muchy? Tylko barwny język lokalnego folkloru? Przypadkowa analogia? A może coś więcej? Co mówią dostępne dane naukowe? Od dawna amerykańscy i europejscy entomolodzy badają różne gatunki pszczół miodnych i zidentyfikowali zakres częstotliwości dźwięków, które wytwarzają – mniej więcej między 200 a 300 Hz. Jest to intrygująca „zbieżność”, ponieważ to bardzo zbliżona częstotliwość do tych rejestrowanych w testach laboratoryjnych, w których osoby poddane działaniu modulowanych mikrofal słyszały w głowie dźwięki przypominające „bzyczenie”.
Innymi słowy, świadectwa z Fatimy i wyniki badań laboratoryjnych się pokrywają i nie mogły być wymyślone. Zwróćmy uwagę, że to bzyczenie pojawiało się zawsze i tylko wtedy, gdy Pani „mówiła” do Lúcii, nie poruszając ustami – co sama wizjonerka podkreślała. Tak czy inaczej, efekt ten obejmował słyszalnie zewnętrzny obszar wokół małej dębiny, przy której gromadzili się obecni.
Pani nie mówiła ani po hebrajsku, ani po portugalsku. Porozumiewała się w sposób, którego nie znamy, a który wywoływał dźwięk słyszalny z zewnątrz przez najbliższych świadków. Tego rodzaju komunikacja „świetlistej Pani” z Lúcią wydaje się być zgodna z hipotezą odbierania sygnałów i informacji bezpośrednio w ludzkim mózgu.
Jedną z niespodzianek badań archiwalnych w Fatimie było odkrycie ignorowanej dotąd „czwartej wizjonerki” o imieniu Carolina Carreira. Z dokumentu Oficjalnych Przesłuchań z 1923 roku, sporządzonego przez Visconde de Montelo (pseudonim kanonika Formigão), dowiadujemy się, że Carolina Carreira, wówczas 12-letnia, w towarzystwie swojej 7-letniej koleżanki Conceição, widziała rankiem 28 lipca 1917 roku, przy dębinie, anioła niskiego wzrostu, ubranego na biało, bardzo pięknego, o złotych włosach do ramion. Ten anioł chodził swobodnie wokół dębiny i przypominał dziecko w wieku od 7 do 10 lat. W 1978 roku, podczas rozmowy z Finą d’Armada, Carolina Carreira opowiedziała o swoim przeżyciu. Nagle poczuła wewnętrzny przymus lub rozkaz, powtarzający się w jej głowie: „Idź tam i odmów trzy Zdrowaś Maryjo; Idź tam i odmów trzy Zdrowaś Maryjo.” Zaintrygowana zapytała swoją koleżankę, czy ona też to słyszy, lecz Conceição twierdziła, że niczego nie słyszy. To właśnie ta uporczywa komenda, ten głos słyszany wewnętrznie, najbardziej zaskoczył Carolinę.
Sugestia mentalna, indukowana „wewnątrz głowy”, nie jest zjawiskiem unikatowym dla Fatimy. Powtarza się w katalogu kontaktów z nieznanymi istotami również w świeckich przypadkach. Podobnie, między modlitwą a samym widzeniem wydaje się istnieć jakaś wzajemność i współzależność. Świat wyobrażeniowy – trzecie „terytorium” pomiędzy dwoma światami – pojawia się tutaj jako pomost między rzeczywistością widzialną a innym wymiarem, niedostępnym dla zwykłych zmysłów.
Pojawia się pytanie: czy Lúcia była dzieckiem o zdolnościach parapsychicznych, mediumicznych? Opinia spirytystyczna mówi, że tak. To, co wydarzyło się w Fatimie, było manifestacją chrystusową, a nie obecnością Dziewicy z Nazaretu. Mali wizjonerzy mieli przekazać proroczą wiadomość dotyczącą ówczesnych czasów, z naciskiem na wielką wojnę.
Ryc. – Dramatyczna atmosfera Wielkiej Wojny sprzyjała kolejnym objawieniom i przejawom profetyzmu, które pojawiły się po Fatimie. W latach 1914-1918 portugalska prasa obfitowała w doniesienia o somnambuliczkach, mistyczkach i… reklamach: te wykorzystały falę „wyprzedzając” nawet w 1916 roku słowa, które Lúcia miała usłyszeć od „Pani” w październiku 1917: „Wojna kończy się dziś (czyli) w tym roku”! (Źródło: A Capital, 1914-1918)
Kolejna niespodzianka: 7 lutego 1917 roku. W tym dniu grupa spirytystyczna z Lizbony, prowadzona przez medium Carlosa Calderona, ogłosiła otrzymanie wiadomości w formie pisma automatycznego (pismo lustrzane, od prawej do lewej), gdzie napisano: „Data 13 maja będzie wielką radością dla dobrych spirytystów na całym świecie”. Podpisano Stella Matutina. Ten intrygujący zapowiedź została opublikowana 10 marca 1917 roku w rubryce ogłoszeń w Diário de Notícias pod znamiennym tytułem „135917”…
Zaskakuje także lektura dzienników Jornal de Notícias i Primeiro de Janeiro z tego samego 13 maja 1917 roku, gdzie ukazało się ogłoszenie zatytułowane „Wojna a spirytyzm”, z datą 11 maja, zapowiadające, że „wydarzy się fakt, dotyczący wojny, który mocno poruszy wszystkich”. W Diário de Notícias tytuł to dosłownie „135917”. Drukowane gazety nie mogą być sfałszowane. Jaki inny „ważny fakt, godny historycznego odnotowania” wydarzył się tamtego dnia? Nic szczególnego, nawet w dramatycznej codzienności wojny. Tak więc, cokolwiek to znaczyło, pozostaje jedynie odnotować tę premonicję jako niezaprzeczalny fakt, dokument, którego autor pozostaje nieznany.
Choć odrzucona przez kanony katolickie jako związana ze spirytystycznymi praktykami, tzw. „pisanie automatyczne” ma swoje najlepsze biblijne odniesienie w św. Janie, który na wyspie Patmos napisał Apokalipsę: „Na tym wygnaniu, jak na miejscu przeznaczonym dla proroctwa, Duch Święty oświecił jego rozum i poruszył jego pióro, by pisał” – przypomina ojciec António Vieira.
Podpis Stella Matutina niesie w sobie cały tajemniczy sens, odnosząc się zarówno do planety Wenus – Gwiazdy Porannej, jak i do samej Matki Bożej. Ciekawostką jest, że dawna antyfona Matki Bożej do Barral była nazywana „Gwiazda Nieba”…
Ryc. – Bez względu na wartość i naturę „przeczuć” grup spirytystycznych z Lizbony i Porto, które szczególnie podkreślały znaczenie dnia 13 maja 1917 roku, faktem jest, że gazety takie jak Diário de Notícias i Jornal de Notícias opublikowały te zapowiedzi odpowiednio 10 marca i 13 maja 1917 roku. Są to więc udokumentowane fakty, niezależnie od interpretacji.
Innymi słowy, Kościół katolicki skorzystał z objawienia maryjnego, ale odrzucił wcześniejszą zapowiedź spirytystów. Spirytystom przypadła zapowiedź, ale odrzucili wersję maryjną.
Wobec całego tego zestawu niecodziennych, niepokojących faktów pojawia się pytanie: Jak określić młodą Lúcię w świetle psychofizycznych efektów zarejestrowanych podczas jej doświadczeń? Medium? Mistyczka? Neurotyczka? Osoba wysoce wyobrażeniowa? Mitomanka? Odpowiedź zostawmy przyszłości.
Na koniec, jeśli chodzi o fizyczne aspekty zjawisk z Fatimy, należy wspomnieć o opadaniu włóknistych nitek typu „fibralvina” („anielskie włosy” – tak zwane w ludowej pobożności) podczas różnych okazji na terenie sanktuarium fatimskiego. Substancja ta była wielokrotnie obserwowana podczas i po okresie objawień, sfotografowano ją w październiku 1957 roku i poddano wstępnej analizie chemicznej. Jest to zjawisko powtarzające się również przy świeckich relacjach współczesnych niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych, jak np. w przypadku Évory w 1959 roku. Nieliczne badania laboratoryjne we Włoszech i USA zdają się wykluczać wyłącznie pajęczy, biologiczny charakter tej substancji. Fibralvina z Fatimy pozostaje zatem nadal stałym elementem niewyjaśnionej fenomenologii naszych czasów.
4 – Obiecany znak: „Cud Słońca”
Znak, w który wszyscy mieli uwierzyć, został obiecany Lúcii przez Panią w sierpniu. Nie było wiadomo, jaka będzie jego natura ani forma, ale ostatecznie urzeczywistnił się 13 października, około południa. Istnieje wiele rozmaitych, sugestywnych opisów świadków spośród około 50 tysięcy obecnych, którzy twierdzili, że zaobserwowali niezwykłe ruchy naszej gwiazdy nad Cova da Iria.
Relacje z tamtego okresu są często porównywane z optycznymi zjawiskami atmosferycznymi, wywołanymi przez Słońce w określonych warunkach: tzw. halo słoneczne lub parhelia. Zjawisko to powstaje w wyniku obecności drobnych kryształków lodu unoszących się w atmosferze, które odbijają światło słoneczne. W takich przypadkach kryształki obecne w wysokich chmurach przesuwających się przed tarczą słoneczną mogły wywoływać wrażenie, jakby to Słońce się poruszało, a nie odwrotnie. Inną interpretacją ruchów rzekomego Słońca, bardziej złożoną neurologicznie, są ewentualne efekty na siatkówkę oka, wynikające z dłuższej ekspozycji na światło słoneczne.
Są to hipotezy wiarygodne przy obecnym stanie wiedzy naukowej. Poza zjawiskiem zbiorowej sugestii, oddziałującym na psychikę tłumu, i hipotezą halucynacji, pozostaje kwestia wcześniejszej zapowiedzi tzw. „cudu”, ogłoszonej już w lipcu 1917 roku, co stanowi problem, którego nie da się łatwo rozwiązać – chyba że przyjmiemy rolę przypadku i zbiegów okoliczności. Czy możliwe jest racjonalne wyjaśnienie tego, co tłum zarejestrował jako „cud Słońca”, bez odwoływania się do rzeczywistego cudu?
Ryc. – Obszar, w którym zarejestrowano fizyczne efekty według 28 świadectw naocznych „cudu Słońca” z 13 października 1917 roku. Potrójny efekt obejmował: nagłe uczucie ciepła, natychmiastowe wyschnięcie ubrań i natychmiastowe uzdrowienia, kiedy „obiekt słoneczny” zstępował nad tłum.
W rzeczywistości zachowanie tłumu podczas zjawiska słonecznego 13 października wywołało rozmaite postawy – od uniesienia po histerię. To, co nieznane, zawsze jest źródłem zdumienia i kieruje nas ku pierwotnym reakcjom przetrwania. Wkraczamy tu w pełnię sfery sacrum, najgłębszej tajemnicy, która ujarzmia słabą ludzką kondycję. Oto wybrane reakcje z relacji naocznych świadków zebranych w tamtym czasie:
Ana Maria da Câmara: Widzę bardzo jasną tarczę, niebiesko-srebrzystą, bez promieni, która po chwili powraca do naturalnego koloru, zaczynając wirować zawrotnie.
Angélica Pitta de Morais: Natychmiast staje się jakby matową, srebrną tarczą… obraca się wokół własnej osi…
Luís de Andrade e Silva: Kula Słońca, przypominająca matowy srebrny dysk, kręciła się wokół wyimaginowanej osi.
José Maria Almeida Garrett, adwokat: Ten opalizujący dysk miał zawrotną prędkość ruchu. Nie był to błysk gwiazdy w pełni życia. Wirował wokół siebie z ogromną szybkością.
Mário Godinho, inżynier: Był to majestatyczny dysk, magnetyczny, który przyciągał nas i wirował na bezkresnym niebie.
Korespondent gazety Raio de Luz: Nagle jasny dysk wielkości hostii jakby oderwał się od Słońca lub wręcz się przed nim pojawił, wyraźnie zniżając się.
Najczęstsze postawy tłumu to, co zrozumiałe, panika i strach, widoczne w oczach wielu ludzi, przekonanych, że nasza gwiazda za chwilę runie na bezbronnych zgromadzonych. Krzyki o końcu świata i błagania o Boże miłosierdzie rozchodziły się po szerokiej równinie Cova da Iria…
W przypadku Fatimy nie były to nawet pierwsze doniesienia o dziwnych zjawiskach atmosferycznych, w tym o obecności małych świetlistych obiektów o owalnym kształcie, które pojawiały się ze szczegółami podczas objawień w sierpniu, wrześniu i październiku. Nie będziemy tu sugerować ani rozważać pochodzenia tych latających form w świetle wyobrażeń o przybyszach z innych planet, kształtowanych przez kulturę popularną i Hollywood. Byłoby zbyt uproszczone utożsamiać te obiekty z metalowymi statkami kosmicznymi i śrubami.
Inne, znacznie bardziej złożone koncepcje czekają na dalsze badania. Jednak świadectwa, jak to poniżej, nie mogą nie budzić zdumienia.
Monsinior João Quaresma, wikariusz generalny diecezji Leiria, w relacji skierowanej do władz kościelnych powołanych przez biskupa do Komisji Dochodzenia Kanonicznego, uznał za naturalne i możliwe, że Matka Boża korzystała ze środka transportu (!), jak każdy śmiertelnik…
Duchowny ten opisuje następującą scenę:
13 września, w południe czasu słonecznego, zapadła zupełna cisza. Słychać było szept modlitw. Nagle rozległy się okrzyki radości… Rozlegały się głosy wychwalające Maryję. Ręce podnosiły się, wskazując coś wysoko. „Patrzcie, nie widzicie?…” — „Tak, już widzę!…” Radość rozbłysła w oczach tych, którzy widzieli. Na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki. I ja również podniosłem oczy, próbując dostrzec to, co szczęśliwsi ode mnie już ujrzeli. „Ty też patrzysz!”
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem wyraźnie i jasno świecącą kulę, przesuwającą się ze wschodu na zachód, powoli i majestatycznie przecinającą przestrzeń. Miała owalny kształt, z dłuższym bokiem skierowanym w dół. Obok mnie stał zaprzyjaźniony kapłan, który również miał szczęście doświadczyć tej niespodziewanej i ujmującej wizji… gdy nagle kula wraz ze swoim niezwykłym światłem zniknęła z naszych oczu.
Obok nas stała mała dziewczynka, ubrana jak Lúcia i w podobnym wieku. Pełna radości wołała: „Wciąż ją widzę… wciąż ją widzę… teraz opada w dół!”
Po kilku minutach, dokładnie tyle, ile zwykle trwały objawienia, dziecko ponownie zaczęło wołać, wskazując niebo: „Tam znowu wznosi się!” – i śledziło kulę wzrokiem, aż zniknęła w kierunku Słońca.
— Co myślisz o tej kuli? — zapytałem przyjaciela, który był pełen entuzjazmu wobec tego, co widzieliśmy.
— To była Matka Boża — odpowiedział bez wahania.
Także i ja byłem o tym przekonany. Pastuszkowie ujrzeli samą Matkę Bożą. Nam zaś dano łaskę ujrzenia pojazdu, którym przybyła z nieba na jałową równinę serra de Aire.
EPILOG
Jednym z najciekawszych zaleceń, jakie „Pani ubrana na biało” pozostawiła trójce małych wizjonerów z Serra de Aire, było to, abyśmy nauczyli się czytać. Innymi słowy, wezwała do edukacji i zdobywania wiedzy. Aby przezwyciężyć obojętność, „świetlista kobietka” powierzyła widzącym sekret, by nigdy nie osłabło zainteresowanie tym miejscem na przestrzeni lat.
Kościół katolicki ostatecznie zawłaszczył sobie zjawiska fatimskie — być może jako jedyna instytucja tamtych czasów zdolna to uczynić, biorąc pod uwagę brak zainteresowania i niemożność nauki z tamtej epoki. Lúcia, niczym dziewica poświęcana dawnym bogom, została zamknięta i uciszona, aby mogła się narodzić inna Fatima: bardziej logiczna, bardziej dopasowana do kanonów katolickich. Lúcia i jej kuzyni byli sobą i jednocześnie swoimi okolicznościami, swoimi ograniczeniami i możliwościami — jak przypomina kardynał Josef Ratzinger, papież emeryt Benedykt XVI.
Będąc więźniami naszego czasu, przestrzeni i kultury, rozważamy tutaj hipotezy interpretacyjne, które nie współgrają z potrzebami wierzących, odrzucających użycie rozumu w sprawach wiary. Ale, z powodu naszych ludzkich ograniczeń, każdy jest wolny wierzyć w to, w co chce wierzyć.
Staramy się przekroczyć klasyczny, nieskuteczny manicheizm — światła i ciemności, wygodną pokusę czerni i bieli, prawdy i kłamstwa — który dominuje w tej tematyce, szkodząc jej głębszemu, epistemologicznemu zgłębieniu.
Kuszeni jesteśmy, by w historii Fatimy — w jej ludowej, katolickiej i cudownej wersji chrześcijańskiej — widzieć powtórzenie narracji z „Krainy Czarów”, „Świata Oz” czy świata wróżek i zaklętych Maurów tak obecnych w naszych mitologicznych archetypach — gdzie wyłaniają się najbardziej płodne obrazy uniwersalnego snu, a Lúcia dos Santos odgrywa rolę Dorotki lub Alicji. Kompleks fatimski odzwierciedla punkt dojścia, punkt Omega, w którym splatają się odległe nurty kulturowe, współtworzące nasze zbiorowe nieświadome, które określiły kobiecą wrażliwość religii ludowej w Portugalii. Portugalia od zawsze była krajem, który rodził się z mitów. Krajem żyjącym cudami, proroctwami i zdumieniami. Ale, jak przypomina Fernando Pessoa, „mit to nic, co jest wszystkim”…
Może jeszcze nie nauczyliśmy się wystarczająco dobrze czytać wszystkich wymiarów rzeczywistości, tak jak zalecała „Pani ubrana na biało” w Fatimie. Przyszłość być może wyjaśni to, co kryje się za tym oknem, za tym zwierciadłem Alicji, jakim jest Fatima. Może, jak genialnie przeczuwa poeta „Mensagem”, Fatima jest „rozdarciem w przestrzeni prowadzącym na drugą stronę”…
Kończymy, wracając do początku — do 1917 roku, kiedy przyjaciółka Lúcii, Joaquina Vieira, zapytała wizjonerkę:
Joaquina – Lúcia, co zobaczyłaś?
Lúcia – Zobaczyłam Panią.
Joaquina – O co ją zapytałaś?
Lúcia – Zapytałam, kim jest Wasza Mość.
Joaquina – I co Ci odpowiedziała?
Lúcia – Wyciągnęła palec w górę.
Pozostaje odkryć, co znajduje się w kierunku „wyciągniętego palca” Pani pod niebem Fatimy/Cova da Iria. Jak ostrzega Konfucjusz: nie zatrzymujmy wzroku na palcu…
♣♣♣
Joaquim Fernandes jest doktorem historii na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu w Porto, współzałożycielem CTEC – Centrum Transdyscyplinarnych Studiów nad Świadomością na Uniwersytecie Fernando Pessoa w Porto oraz współautorem, wraz z Finą d’Armada, książek o fenomenologii „objawień” maryjnych, takich jak „Fátima nos bastidores do Segredo” (Lizbona, 2002, Âncora Editora).
Dodatkowe informacje (z komentarza):
Z powodu problemów technicznych ze stroną, poniżej zamieszczamy odpowiedź na Twój komentarz, na prośbę Joaquima Fernandesa:
„Drogi Agostinho, mój „przedsąd” przy analizie Fatimy i jej wydarzeń był spojrzeniem historyka (oczywiście naznaczonego duchem swoich czasów!), który starał się docenić WSZYSTKIE dokumenty i informacje, które Kościół Katolicki ignorował i lekceważył przez całe stulecie! Ponieważ nie były mu one potrzebne do budowania własnej „narracji” i jej spójności. W rezygnacji nauki tamtej epoki tkwiło jego zwycięstwo… aż do dziś. Portugalia jako kraj parafialny skłania się raczej ku emocjom i uczuciom niż ku rozumowi, Fernando Pessoa dixit… Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby dzisiejsza wiedza mogła proponować nowe hipotezy na temat tego, co zaszło w 1917 roku, zestawiając dane i świadectwa, niektóre bardzo wymowne. Zbliżenie do nowych narzędzi naukowych jest nieuniknione, jak było w przypadku Galileusza i heliocentryzmu czy odwrócenia geocentryzmu — i wszystkiego, co nastąpiło w nieustannym marszu wiedzy o kosmosie i człowieku. Dlatego zaproponowałem trzeci obszar – tożsamy z „Imaginalnym” Henry’ego Corbina i innych „atletów” dwubiegunowości nauka-świadomość, gdzie Fatima-struktura pojawia się jako piękny przykład „in vivo” dla tych, którzy chcą wyjść poza jałowy dualizm, który (wciąż) dominuje w interpretacjach (nie)wierzących. Lúcia/Alicja – dwie twarze Janusa pomiędzy dwoma światami – prowadzą nas ku nowym progom, które być może za wieki pozwolą nam odkryć „numinosum”, kantowskiego agensa objawiającego się trójce prostych wiejskich dzieci. W tej mojej „udokumentowanej eksploracji” – opartej na autentycznych źródłach – wydaje mi się, że fakty niekiedy bywają o wiele bardziej fantastyczne niż fantazja. Ale kimże jestem ja, który wspinając się na szczyt góry wiedzy, widzę, że horyzont Nieznanego przede mną jest znacznie szerszy niż to, co rozpoznałem w tej wspinaczce? Prawda? Iluzja? Każdy niech trzyma się swojej opcji jak rozbitek swojej deski ratunkowej. Wiem (?) tylko, że „może i jesteśmy daleko od prawdy, ale jej wrogowie umierają szybciej”. Pozdrawiam serdecznie (wiecznie powracający).
Joaquim Fernandes, Ph.D.
CTEC – Centrum Transdyscyplinarnych Studiów nad Świadomością
Uniwersytet Fernando Pessoa
źródło: AS “APARIÇÕES” DE FÁTIMA, 1917 – por Joaquim Fernandes
artykuł pochodzi ze strony: https://athena.pt/2017/05/11/116/#:~:text=Marto%2C%20amigo%20de%20inf%C3%A2ncia%20de,L%C3%BAcia










