Kilka Doświadczeń Psychicznych
autor: W. Ilfracombe
W literaturze Towarzystwa Przyjaciół można znaleźć wiele relacji o doświadczeniach psychicznych; a ponieważ dowody na fakt duchowej interwencji i pomocy w chwilach napięcia i trudności, przydarzające się osobom niebędącym spirytualistami, często szczególnie przemawiają do ludzi z zewnątrz, poniższe świadectwa mogą mieć wartość dla czytelników „Light”:-
W numerze „The Friend” z 29 listopada 1907 roku znajduje się notatka o śmierci i krótki opis życia Williama Becka, kaznodziei w Towarzystwie Przyjaciół, który w tym charakterze odwiedził Australazję. Opowiada się tam, że gdy w Nowej Zelandii Beck i jego towarzysz podróży, wraz z przewodnikiem, przemierzali Wyspę Południową, dotarli do miejsca w wąwozie Otira, gdzie dalsza jazda dyliżansem stała się niemożliwa, ponieważ droga została zmyta przez nagłą powódź. Jedynym sposobem przedostania się dalej było przejście przez rzekę po prowizorycznym moście, składającym się z pnia drzewa pośpiesznie rzuconego nad przepaścią.
William Beck był ostatnim z całej grupy, który odważył się na to przejście, i gdy pozostali obserwowali go, ujrzeli, jak nagle się poślizgnął i zawisł nad otchłanią, trzymając się jedynie rękami. Przewodnik krzyknął, że zginął, lecz ku ich zdumieniu – mimo że Beck nie odznaczał się wielką siłą mięśni – podciągnął się, odzyskał równowagę i bezpiecznie dotarł na drugi brzeg. Tej nocy powiedział swojemu towarzyszowi podróży, że on również był przekonany, iż jest zgubiony, lecz gdy wisiał nad rozwścieczonym nurtem, poczuł dłoń wsuniętą pod siebie, która go podniosła; i wierzył, że jego życie zostało mu zwrócone dla jakiegoś szczególnego celu.
W Ameryce, podobnie jak w innych krajach, wojna często była przyczyną wielu prześladowań członków Towarzystwa Przyjaciół. Pewien członek tego zgromadzenia opowiedział mi, że podczas amerykańskiej wojny secesyjnej wielu kwakrów, którzy zostali powołani do wojska, odmówiło służby i z tego powodu cierpiało. Niektórych, na rozkaz oficerów, umieszczano nawet na niebezpiecznych posterunkach, gdzie jednak bardzo często byli w cudowny sposób ocalani.
Przy pewnej okazji pewien człowiek – choć nie był wówczas jeszcze kwakrem – odmówił wykonania jakiegokolwiek wojskowego rozkazu, mówiąc, że uważa odbieranie życia za zło. Oficer rozkazał go rozstrzelać, lecz żołnierze darzyli tego człowieka tak wielkim szacunkiem i sympatią, że odmówili wykonania rozkazu. Oficer, rozgniewany, sam chwycił karabin i wycelował w niego, ale zanim zdążył strzelić, został śmiertelnie ugodzony przypadkową kulą. Oczywiście mogła to być jedynie koincydencja, ale mimo to jest to rzecz osobliwa.
Kilka lat temu przedstawiono mi pewną damę, która opowiedziała mi następujące interesujące osobiste doświadczenie; przytaczam je możliwie najwierniej, jej własnymi słowami:
Pewnego razu znalazłam się w bardzo ciężkim położeniu. Straciłam niemal wszystkie swoje pieniądze i, rzecz jasna, zarazem wielu moich modnych przyjaciół. Ponieważ z natury jestem bardzo niezależna, postanowiłam ukryć się przed wszystkimi znajomymi – zarówno tymi światowymi, jak i innymi – i spróbować żyć z tego, co pozostało z mojego majątku.
W końcu jednak interes, w który zainwestowałam cały swój niewielki kapitał, przestał przynosić jakiekolwiek dochody. Doszłam do kresu swoich środków, nie mogłam znaleźć żadnego zajęcia i byłam przez to głęboko przygnębiona i niespokojna.
„Z pewnością” – powiedziałam sobie – „jeśli ktokolwiek kiedykolwiek potrzebował pomocy ze źródeł duchowych, to właśnie ja. Czy pomoc nadejdzie?”
Musiałam się na coś zdecydować, ponieważ zbliżał się dzień, w którym należało zapłacić za mój pokój. Najlepiej myślę na świeżym powietrzu, postanowiłam więc pójść na ławkę, na której często odpoczywałam podczas spacerów, i pozostać tam tak długo, aż wymyślę jakieś wyjście z trudności albo aż przyjdzie do mnie natchnienie. Chciałam jednak być sama, więc możesz sobie wyobrazić moje rozdrażnienie, gdy zastałam tam inną kobietę. Przez chwilę miałam ochotę zawrócić, ale wówczas wydało mi się, jakby jakiś szept nakazał mi trzymać się pierwotnego zamiaru. Usiadłam więc obok tej pani i próbowałam ignorować jej obecność.
Nie udało mi się to, bo miałam nieprzyjemne wrażenie, że ona mi się przygląda. Raz, gdy zwróciłam ku niej głowę, uśmiechnęła się, lecz natychmiast odwróciłam wzrok, ponieważ nie chciałam jej obecności. Znów próbowałam myśleć, a nawet się modlić, ale to było daremne; byłam świadoma tylko tej kobiety. W desperacji spojrzałam na nią jeszcze raz i tym razem tak uderzyła mnie jej dobra, łagodna twarz, że nie mogłam nie odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech. Ona przemówiła; ja odpowiedziałam; i po krótkim czasie, ku własnemu zdumieniu, opowiadałam jej już o wszystkich swoich kłopotach.
W końcu powiedziała: „Jutro wyjeżdżam stąd; czy spotka się pani ze mną na stacji? Myślę, że mogę pani pomóc.”
Nie trzeba dodawać, że obiecałam. W drodze powrotnej do mojego pokoju czułam już, że ciężar utrapienia został ze mnie zdjęty. Nie wiedziałam, jak to się stanie, ale byłam pewna, że ostatecznie wszystko będzie dobrze.
Następnego ranka spotkałam moją nową znajomą w umówionym miejscu i czasie, a ona opowiedziała mi coś o sobie. Jak mówiła, jej środki były znaczne – w istocie o wiele większe niż jej potrzeby, gdyż jej gusty były proste. Jako członkini Towarzystwa Przyjaciół wierzyła, że odpowiadamy nie tylko za sposób zdobywania pieniędzy, ale również za to, jak je wydajemy; dlatego codziennie modliła się o wskazówki. Często – mówiła – przychodziły do niej wrażenia, że powinna coś uczynić albo jakiś plan zrealizować, tak iż zaczęła odczuwać swoje życie tak, jakby było natchnione.
Poprzedniego ranka doznała silnego wrażenia, że ktoś potrzebuje pomocy. Poszła jak zwykle na poranny spacer i usiadła na tej właśnie ławce, czując, że musi tam pozostać. Gdy mnie zobaczyła, od razu poczuła, że to ja jestem tą osobą, która potrzebuje wsparcia, a po wysłuchaniu mojej historii nie miała już co do tego żadnych wątpliwości. Na pożegnanie włożyła mi do ręki kopertę, ale poprosiła, żebym nie otwierała jej od razu. Próbowałam jej dziękować, lecz nie pozwoliła mi mówić dalej, twierdząc, że uważa za wielki przywilej otrzymywanie takich duchowych wskazówek co do tego, co powinna robić, a także możliwość pomagania innym w potrzebie. I tak się rozstałyśmy. Nie znam jej nazwiska i nigdy więcej jej nie spotkałam, ale pamięć o jej słodkiej twarzy pozostanie ze mną tak długo, jak długo będę coś pamiętać.
Kiedy otworzyłam kopertę, znalazłam w niej środki wystarczające, by uwolnić mnie od bieżących trudności i zapewnić mi utrzymanie na jakiś czas w przyszłości.
Ale to jeszcze nie koniec mojej opowieści. Czując się bardzo osłabiona po tak długim okresie troski i niepokoju, postanowiłam wyjechać na krótki odpoczynek, nieważne dokąd, byle na wieś. Nie robiąc żadnych planów – bo nadal zdawało mi się, że prowadzi mnie ta sama tajemnicza siła – udałam się na stację, gdzie zastałam pociąg gotowy do odjazdu. „Cherrytree” było jedną z nazw widocznych na tablicy; spodobała mi się i postanowiłam tam pojechać.
Po przybyciu na miejsce, zamiast opuścić stację wraz z innymi pasażerami, poszłam, jakby kierowana, do poczekalni, gdzie zaczepiła mnie wiejska kobieta i zapytała, czy nie potrzebuję pokoju do wynajęcia. Z opisu, jaki podała, wynikało, że były to dokładnie takie pokoje, jakie odpowiadały mojemu gustowi i możliwościom, więc je wynajęłam.
W małych wiejskich miejscowościach szybko dowiaduje się czegoś o mieszkańcach i wkrótce odkryłam, że mieszka tam stara przyjaciółka, której nie widziałam od lat. Ze względu na moją odmienioną sytuację materialną nie chciałam się z nią spotkać, więc zaczęłam się zastanawiać, co będzie najlepiej zrobić. „Zostań tam, gdzie jesteś” – zdawał się szeptać głos. Posłuchałam, a rezultat był taki, że kilka dni później moja przyjaciółka i ja stanęłyśmy twarzą w twarz. Jej radość, podobnie jak zdziwienie, były ewidentnie szczere i wkrótce rozmawiałyśmy jak za dawnych, dobrych czasów. Zaprosiła mnie do swojego domu, gdzie przez wiele miesięcy byłam szczęśliwym gościem i dzięki odpoczynkowi oraz spokojnemu otoczeniu całkowicie odzyskałam zdrowie.
Pewnego wieczoru opowiedziałam mężowi mojej przyjaciółki o swoich kłopotach. Powiedział, że część udziałów, w które ulokowałam pieniądze, jest w istocie dobra, choć chwilowo nie przynosi dochodu. Zaproponował, że odkupi je ode mnie, a jeśli się zgodzę, zainwestuje pieniądze w coś łatwiejszego dla mnie do prowadzenia. Skorzystałam z tej życzliwej oferty i teraz, choć jestem daleka od bogactwa, wdzięczna jestem za to, że znów mogę czuć się niezależna.
Od tych wydarzeń minęło już kilka lat. Nie miałam żadnych doświadczeń psychicznych wcześniej ani nie miałam ich później. Dlaczego miałam zostać w tak dziwny sposób poprowadzona właśnie przez ten krótki czas – tego nie wiem, ale jestem głęboko przekonana, że istniała jakaś siła poza mną samą, która kierowała mną w tym czasie utrapienia i potrzeby.
źródło: THE GUIDING HAND INVISIBLE. Some Psychic Experiences; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, August 7, 1915.