La Metapsichica
Dwie prace – jedna wydana we Francji i napisana przez wielkiego fizjologa C. Richeta (Traité de métapsychique), a druga ukazała się niedawno u nas (La Metapsichica moderna) i jest dziełem niezależnego miłośnika nauk biologicznych, Williama Mackenzie – pozwalają dziś wyrobić sobie odpowiednie wyobrażenie o nowej nauce, która od kilku lat, niczym pochodnia, rozprasza tłumy cieni i poddaje eksperymentalnej próbie wszelkie pozostałości mediumnizmu i spirytystycznego kuglarstwa, którymi do niedawna żywiła się wyobraźnia.
Tak jak chemia potrzebowała Lavoisiera, aby stać się ścisłą nauką, podczas gdy wcześniej była tylko alchemią, tak samo nowa nauka zostawia za sobą okres praktyk okultystycznych i szalonych hipotez, przed którymi musiał ostrzegać nawet Kościół.
Dzieło naszego uczonego, Mackenzie, prezentuje się w znakomitym tomie, który przynosi zaszczyt Księgarni Naukowej i Literackiej, prowadzonej z energią przez dra G. Bardiego tutaj w Rzymie.
Umiejętność popularyzowania autora, widoczna już w jego poprzednich książkach, objawia się tu w pełni: różnorodna kultura, nie tylko naukowa, a także dyskursywny, atrakcyjny styl sprawiają, że każdy typ czytelnika znajdzie tu coś do nauczenia się, a każdy będzie mógł wyrobić sobie pojęcie o złożonych problemach nowej doktryny.
Doktryna ta nie może już dłużej pozostać nam obca, bo choć ma jeszcze niewielu zwolenników we Włoszech, wielu ma ich w Anglii, Niemczech, Amerykach, a przede wszystkim we Francji, gdzie od kilku lat działa Institut Métapsychique International, posiadający własny biuletyn (Revue Metapsychique), którym opiekuje się doktor Gustave Geley, jeden z najważniejszych badaczy tej nadzwyczajnej psychologii.
Wszystko, co zostało przemyślane i wypróbowane w każdej dziedzinie na ten temat, zebrał w tym dziele nasz Mackenzie, który następnie przedstawia własną krytykę i swój specyficzny punkt widzenia. Jest to więc książka niezbędna dla każdego, kto, idąc ścieżkami nauk ścisłych, chce dotrzeć do ostatnich granic poznania, poza którymi nauka odkrywa już tylko przerażającą otchłań niepoznawalnego.
Zjawiska mediumiczne, wyjęte z empirii i poddane kontroli zimnej i metodycznej obserwacji, stanowią nowy, wielki obszar życia, który należało zbadać. Zjawiska ponadnormalne: wszystko to, co dziś jest dla nas normalne, zaczęło się od bycia ponadnormalnym.
Zbliżenie się nauki do tych zjawisk już przyniosło ciekawe konsekwencje, wśród których na pierwszym miejscu wymienić należy stwierdzenie (wielokrotnie rygorystycznie dowodzone przez Geleya), że z ciała niektórych bytów mediumicznych wyłania się substancja – nazwana ektoplazmą – która przybiera widziane formy. Fakt ten, mimo wszelkich zaprzeczeń, które pojawiają się do dziś, pozostaje niepodważalny; oto i materializujące się duchy.
Ta ideoplastyczna zdolność, jak nazywa ją Geley, znajduje swoje potwierdzenie również w świecie biologicznym, zwłaszcza w rozwoju form żywych, które także odpowiadają pewnej idei przewodniej, bo w żaden inny sposób nie da się wyjaśnić, jak z jednej komórki-jajka powstaje złożony organizm. To dowód, choćby nawet nieco osobliwy, na rzecz witalistycznej koncepcji organizmów, czyli arystotelesowskiej entelechii.
Ta substancja, wydzielana przez medium w procesie stereotypizacji lub dematerializacji ciała, nadal pozostaje zagadką. Nauka stara się poznać to nieznane, odnosząc się do znanych zjawisk: oto i nawiązania do zwykłych procesów dematerializacji materii nieorganicznej, jak te, które prowadzą do radioaktywności. Oczywiście, zwykła materia, którą uznawaliśmy za obojętną, dziś również dostarcza zjawisk ponadnormalnych, a atom zyskał znaczenie astralne.
Głównym problemem współczesnej metapsychiki (pisze nasz autor) musi być właśnie kwestia podwójnej dematerializacji psychofizycznej podmiotu: system prawdopodobnie podobny do tej podwójnej dematerializacji, która zachodzi w radioaktywnych zjawiskach materii nieorganicznej.
Nieskończone są możliwości natury, mawiał Huxley; a to z szekspirowskiego Hamleta pochodzi okrzyk, że „między niebem a ziemią jest więcej rzeczy, niż się śniło waszym filozofom”.
Oto dziś nauka oferuje nam substancję, która w określonych warunkach, emitowana przez ciało jednostki, narusza wszelkie znane prawa i prowadzi nas do absurdu: substancja ta jest czasem niewidzialna, ale odczuwalna dotykiem; innym razem widzialna, lecz nieuchwytna dla dotyku; nie jest ani stała, ani płynna, ani gazowa, ani promienista; może być niemal dowolnie matowa, przezroczysta, fluorescencyjna, bardzo jasna, ciemna; działa jakby miała własną wolę, nie zważa na prawo grawitacji, bezwładności czy zachowania energii; a zarazem posiada masę mogącą stanowić połowę masy żywego człowieka; jednakże potrafi opuścić osobę, pozostawiając ją o połowę lżejszą i być może przezroczystą, bez dających się wykryć anatomicznych czy fizjologicznych skutków; raz wydobyta, podnosi ciężary i tworzy duchy. Możemy tylko powiedzieć, że produkcja tej substancji jest związana z pewnym specjalnym stanem niektórych aktywności wytwórcy, które nazywamy psychicznymi.
Chciałem tym razem zwrócić uwagę czytelników na jeden tylko fakt, z pewnością jeden z najbardziej niezwykłych, o którym dyskutuje Mackenzie. Ale w tej książce jest ich znacznie więcej, zebranych i omówionych z rzadkim spokojem i kompetencją.
W swoich wcześniejszych publikacjach autor, będący niezależnym badaczem zoologii zwierzęcej, a przez to zdolnym obserwować otoczenie z wolnym umysłem, doszedł do wniosku, że istotą życia jest psychiczność. Bios i psyche, jak mówi, to pojęcia równoważne. Najpowszechniejsze zjawiska roślinne i zwierzęce nie mogą być inaczej rozumiane; i w tym dziś Mackenzie nie jest odosobniony, gdyż wielu znanych botaników i zoologów jest tego samego zdania.
Fakty zebrane i analizowane przez nową naukę (metapsychikę) pozwalają mu podsumować i usystematyzować wcześniejszą pracę oraz dojść do interpretacyjnej hipotezy życia, która zasługiwałaby z mojej strony na dłuższą analizę – co, mam nadzieję, uczynię przy innej okazji.
Zależało mi tymczasem na zwróceniu uwagi na dzieło, które sprawia, że nasz kraj nie jest już wyłączony z jednego z najżywszych sporów współczesnej nauki i które ma ogromne znaczenie dla każdego, kto pielęgnuje nawyk samodzielnego myślenia.
Poglądy spirytystyczne Mackenzie odrzuca; i słusznie, także z moralnego punktu widzenia (1). Szanujemy to, co nasza dusza wynosi wysoko i co nasza religia podnosi jeszcze wyżej, do najwyższych sfer, aby serce nie zmęczyło się wznoszeniem.
To, co dziś w dziedzinie zjawisk uznajemy za ponadnormalne, stanie się bez wątpienia jutrzejszą normą. To, co pozostanie na zawsze ponad, nie jest zjawiskowe, lecz noumenalne: i to jest Bóg.
Ku temu bowiem prowadzi współczesna nauka: jeśli istotą rzeczywistości żywej jest psychiczność, a ta pochodzi od nas (filozofia idealizmu), świat przyrody pozostaje niewytłumaczalny, a nawet zostaje całkowicie wykluczony; jeśli zaś pochodzi od Stwórcy, wtedy porządek kosmiczny i moralny łączą się w trwałą i harmonijną całość i rozumiemy, jakie jest nasze miejsce w świecie.
Antonino Anile
(z „Il Popolo di Roma”, za zgodą Autora)
(1) – Dlaczego „także moralnego”?… pozwalam sobie zapytać!
F. Zingrapoli
źródło: La Metapsichica by Antonino Anile; MONDO OCCULTO – 31 Bennalo 1924.