OSOBISTE DOŚWIADCZENIA PANA GEOFFREYA GORERA
Pan Gorer odwiedził Afrykę Zachodnią w 1934 roku, nie jako badacz-podróżnik, lecz z zamiarem studiowania murzyńskich tancerzy w ich naturalnym środowisku. Jego sukces w przeniknięciu do ezoterycznych aspektów życia tamtejszej ludności – co interesuje moich czytelników – został ułatwiony tym, że mógł podróżować z murzyńskim tancerzem, człowiekiem inteligentnym, poznanym wcześniej w Paryżu, który miał liczne rodzinne i plemienne powiązania w Dahomeju w Afryce Zachodniej. Dzięki temu towarzystwo otrzymało dostęp często odmawiany podróżnikom z Zachodu.
Przy okazji autor rzuca światło na system rządzenia ludnością murzyńską pod panowaniem francuskim i angielskim. Z dużą dozą surowości krytykuje on francuski reżim, który – według niego – rozbija zwyczaje i tradycje stanowiące podstawę życia miejscowej społeczności, wysyła ludzi na służbę w obce strony, a następnie zwraca ich niezadowolonych i wykorzenionych ze wszystkiego, co wcześniej czyniło ich życie szczęśliwym.
Podczas podróży, trwającej kilka miesięcy i odbywanej w bardzo trudnych warunkach, praktycznie żyjąc jak tubylcy, pan Gorer spotkał się z wieloma zjawiskami psychicznymi. Pewnej nocy, jadąc bardzo późno przez odludną okolicę, on i jego towarzysze usłyszeli – ponad hałasem silnika samochodu – wiele głosów mówiących nagląco i niezrozumiale. Nikt nic nie powiedział, ale później jeden z Murzynów zapytał, czy „słyszał duchy”. „Z pewnością nie były to echa” – pisze autor.
WIZYTA U SŁYNNEGO MAGA
Odwiedzając słynnego maga, mogli zobaczyć rytualne tańce wykonywane przez zahipnotyzowanych Murzynów. Mag rozlał na ziemię piwo z prosa i zdawał się uważnie wsłuchiwać w niski pomruk, który najwyraźniej dobywał się z ziemi, na której stali. Badał kałużę utworzoną przez rozlane piwo oraz wzory pozostawione przez muchy, które na nim siadały – i na podstawie tej dywinacji udzielał mniej lub bardziej trafnych odpowiedzi na zadawane mu pytania.
KOBIETY JAKO MEDIUM
W Dahomeju kobiety nie są wykluczane z żadnych obrzędów religijnych, a w wielu przypadkach pełnią rolę mediów używanych w praktykach religijnych. Zdaniem autora murzyńska wizja życia po śmierci „ma wielkie podobieństwo do tej, jaką prezentują tacy spirytualiści jak Vale Owen!”
Podczas innej wizyty wróżbita – często będący także kapłanem – przed przystąpieniem do pracy zdejmował wszystkie metalowe ozdoby i amulety, podobnie jak różdżkarz poszukujący wody czy minerałów. W tym przypadku używano specjalnych orzechów, które kapłan przerzucał z ręki do ręki, po każdym rzucie zaznaczając wyniki na tabliczce. W ten sposób dochodził do treści pytania, które wcześniej Gorer szeptem przekazał jednemu z orzechów z dala od maga. „Mowa – uważa się – ma znaczenie magiczne, a wypowiedziane słowo musi być traktowane z ostrożnością.” Pytanie zostało rozpoznane dość poprawnie, a odpowiedź również była zadowalająca. Pełna konsultacja tą metodą może trwać trzy godziny, a wróżbita korzysta z pomocy kobiety.
ZAŁOŻENIE MAGII: CZĘŚĆ JEST RÓWNA CAŁOŚCI
Podstawową ideą murzyńskiej magii jest przekonanie, że część rzeczy jest równa całości:
obcięte paznokcie lub czaszka człowieka są człowiekiem;
woskowa figurka podobna do danej osoby jest tą osobą;
a wszystko, co uczyni się figurce, czyni się także temu człowiekowi.
Dlatego w Dahomeju rozwinął się ogromny handel wytwarzaniem grigris, magicznych kontaktów i wizerunków wszelkiego rodzaju do celów magicznych. Przypisuje się im wielką moc – zarówno w samoobronie, odpędzaniu nieszczęść, leczeniu chorób, jak i niszczeniu wrogów. Te przedmioty czarownicze można kupić na otwartym rynku w Dahomeju. Składniki widziane przez autora – obserwującego tubylców targujących się tak, jakby kupowali kiść bananów – mogłyby stanowić prawdziwą miksturę czarownic z Makbeta: żabie pazury, wilcze zęby, kozie żółci, skrzydła nietoperzy oraz wszelkiego rodzaju suszone gady, pióra ptasie itd.
„Dla Murzynów magia jest równie zwyczajną częścią życia jak jedzenie; nie odczuwają potrzeby milczenia czy świętej ciszy, którą my otaczamy naszą «religię» – ale najpotężniejsze grigris wykonują jedynie kapłani, a ich składniki są znane tylko wtajemniczonym.”
Jeżeli dochodzi do zabójstwa, kapłan – nie mając innych środków – potrafi nawet przesłuchać ciało ofiary, które w jakiś sposób oskarża zabójcę. Zemsta lub zadośćuczynienie musi nastąpić, inaczej duch zmarłego rozgniewa się i zniszczy dom rodziny. Zmarli mają bowiem w świecie duchowym identyczną pozycję jak w tym życiu, ale dysponują większą mocą w zsyłaniu dobra lub zła żyjącym. Należy ich więc utrzymywać w dobrym humorze darami składanymi na małym ołtarzu w pobliżu ich grobu. „To masa jego zmarłych przodków” – mówi autor – „wiąże Murzyna z jego ziemią; jego okolica jest mu przyjazna, przesiąknięta duchami jego przodków, którzy błogosławią jego plony i rozmnażają jego bydło. Każda inna ziemia wydaje mu się obca, choćby była pozornie bardzo urodzajna.”
SPECJALNY JĘZYK KAPŁANÓW
Ciekawe jest to, że kapłani nadzorujący kult fetyszy lub magii używają specjalnego języka. Dzieci mogą być poświęcane tej służbie od wczesnych lat i zabierane do chaty lub „klasztoru”, w którym przechowuje się fetysz. Przebywają tam przez długi czas, ucząc się rytualnych tańców oraz tego języka. Złapanie ich młodo – jak w innych religiach – uznaje się za konieczne.
Ten język kapłański jest całkowicie niezrozumiały dla nieprzeszkolonych Murzynów. Może być zniekształconą wersją bardzo wczesnego języka murzyńskiego i może mieć znaczenie filologiczne, lecz trudności w zdobyciu o nim jakiejkolwiek wiedzy wydają się dla Europejczyka nie do pokonania – nawet inteligentni Murzyni go nie znają.
Dzieci szkolone w „klasztorach” wracają po latach do domów zupełnie bezradne – trzeba je myć, karmić i uczą się od nowa własnego języka. Odtąd obowiązują je określone tabu dotyczące diety i zachowań, choć mają także pewne przywileje w społeczności. Raz w roku wracają do „klasztoru” na pewną próbę lub pokutę, uczestniczą też we wszystkich publicznych obrzędach i ofiarach ze zwierząt. Jest to regularny system szkolenia mediów od młodości.
RZECZYWISTOŚĆ KLASZTORÓW FETYSZY
„Klasztor” przeznaczony do kultu fetyszy to zwykła chata z małym otworem w dachu do wejścia i oświetlenia. Otacza go jednak duży dziedziniec, na którym odbywają się obrzędy. Położone są zwykle w buszu, wśród drzew; podróżny bez przewodnika nie zdołałby ich odnaleźć, bo nie prowadzą do nich żadne ścieżki.
Nie wiadomo, ile jest takich „klasztorów”, ani co się w nich odbywa. Autor – dzięki pośrednictwu księcia murzyńskiego – odwiedził jeden z nich, w którym kobiety były stłoczone tak ciasno, że ledwo mogły siedzieć. Wszystkie były ubrane podobnie, w sznury muszelek kauri i purpurowe paciorki, znajdowały się w głębokim transie i były całkowicie bez ruchu. Wszystkie czynności codzienne – karmienie, mycie itd. – wykonywali za nie opiekunowie. Kobiety „nie były już sobą, lecz napełnione mocą fetysza”.
Nie mogły mówić, chyba że podczas określonych rytuałów przeprowadzanych przez kapłana – wtedy odpowiadały w specjalnym języku fetysza. W tym „klasztorze” kobiety utrzymywano w takim stanie przez trzy tygodnie – nie mogły wychodzić z chaty ani widzieć światła, poza ceremoniami.
Inna grupa – cudotwórczynie – utrzymywana była w stanie transu bez przerwy. Nie wykonywały żadnych codziennych czynności ani nie jadły stałego pokarmu. Żyły zwykle w opustoszałych regionach i działały jedynie poprzez pośrednictwo świadomego kapłana. Wyglądało na to, że zostały zahipnotyzowane na całe życie.
Gdy kobiety były wywoływane na rytualny taniec, zachowywały się jak niewidome – trzeba było je prowadzić, aby nie zderzyły się z budynkami czy przedmiotami. Musiały zostać oczyszczone przez kapłanów przed powrotem do chaty i wprowadzone z pomocą.
Autor zauważył, że podczas tańca „zmieniały kolor w sposób wyraźnie widoczny – ich skóra przechodziła przez różne odcienie brązu, od brudnej bieli do niemal czerni”. „Może nie ma w tym nic fizjologicznie niewytłumaczalnego” – pisze – „ale widok pół tuzina kobiet, których kolor skóry zmieniał się przez cały czas tańca, był czymś niezwykle osobliwym.”
Dla umysłu Zachodu takie praktyki wydają się dziwne i odpychające, ale wzmianka o zmianach koloru skóry jest interesująca – czy to jakaś forma transfiguracji przez „kontrole” lub stan emocjonalny powodujący niezwykłe efekty świetlne na skórze? Podobne zjawisko zauważono na niedawnych fotografiach w podczerwieni przedstawiających transfigurację pani Bullock w Międzynarodowym Instytucie Badań Psychicznych.
ODNALEZIENIE ZŁODZIEJA
Dahomejczycy mają osobliwą metodę znajdowania złodzieja. Pewnemu mężczyźnie ukradziono srebrną bransoletę, a pan Gorer był obecny podczas poszukiwań winnego. Wezwano maga, który stanął przy głównej drodze, niedaleko miejsca kradzieży. Przyniesiono żywą kurę. Mag trzymał ją za pazury nad głową tak, aby jej dziób znajdował się na wysokości jego ust, i zaczął mówić do niej szybko, powtarzając historię kradzieży. Wkrótce kura zaczęła krwawić z dzioba – kropla spadała co kilka minut.
Mag kontynuował „przesłuchanie” przez około pół godziny, kiedy nagle pojawił się mężczyzna – ledwo żywy, dyszący, i padł na ziemię. Mag cały czas mówił do kury. Wtem ptak wydał zdławiony pisk, po czym wyczerpany mężczyzna przyznał się do kradzieży i powiedział, gdzie ukryto bransoletę. Kura została postawiona na ziemi, a ta zaczęła niepewnie skubać.
Wyjaśnienie brzmiało: gdy kura zaczęła krwawić, złodziej musiał przyjść do maga, gdziekolwiek by był.
RELIGIA JAKO CZYSTA DUCHOWOŚĆ
Zdaniem Gorera religia Murzynów jest czystą duchowością – nie uznają oni materialnego, przyczynowego świata, więc łatwo poddają się wpływowi sugestii poprzez talizmany, omeny itd. Mogą z łatwością wprowadzać się w dziwne stany – trans lub atak mogą być wywołane przez samo bicie w tam-tam.
„Duch oddziałujący na ducha” – tak brzmi ich credo. Idea może ich zabić albo uczynić odpornymi na ból. A nieliczne rozrywki życia plemiennego pozwalają na wielką koncentrację.
Niektórzy Murzyni zostali wyszkoleni w posługiwaniu się swoimi „dzikimi talentami” – jak autor nazywa naturalne zdolności parapsychiczne – lecz w jego ocenie umysł czyni cuda albo myśli logicznie: jedno wyklucza drugie.
My na Zachodzie, próbujący inteligentnie badać moce psychiczne, wiemy o tej niezgodności – i o tym, ile cierpliwości i determinacji potrzeba, by rozpoznać warunki sprzyjające manifestacjom. Jestem przekonana, że liczne nowe rozproszenia życia nowoczesnego szkodzą mediom, a to może wymusić powstanie ośrodków szkoleniowych dla mediów, tak bardzo dziś potrzebnych.
źródło: NEGRO MAGIC IN DAHOMEY PERSONAL EXPERIENCES OF MR. GEOFFREY GORER By MRS. HEWAT McKENZIE; Light on Spiritualism and Psychical Research, THURSDAY, AUGUST 8, 1935.