Listy z Leśnej Loży
Jak mamy wykorzystywać sen dla rozwoju okultystycznego.*
Bracie!
Kiedy człowiek wspiął się kawałek pod górę, dobrze jest na chwilę się zatrzymać i spojrzeć wstecz na kraj, który wydarto wysokości. Tak i Ty dziś powinieneś spojrzeć wstecz na to, co osiągnąłeś, i ogarnąć pierwszym spojrzeniem swoje doświadczenia. Weź do ręki pierwsze listy i sprawdź, co Ci dały. Nie były one bezowocne – z serdeczną radością wszyscy uczestniczyliśmy w Twoim wzroście. A Ty sam przy tym spojrzeniu wstecz jasno poczujesz, że pierwsze prawdy Boskiego stały się dla Ciebie przeżyciem i że Twoja indywidualność zaczęła się rozwijać z tego, co osobiste, ku temu, co duchowe. Już czujesz, jak skrzydła poruszają się do lotu, już widzisz iskrzący ogień, który rozświetli się w wieczne światło.
A teraz nadszedł czas, po walce ze zwątpieniem, po wzrośnięciu niezachwianej ufności w to, co duchowe, i w wewnętrzne przewodnictwo, rozpocząć pierwsze kroki ku „świętemu życiu”.
„Święte życie” – jak wiesz – to życie według praw ducha, życie w wiecznie świadomej obecności Boskiego i życie we wspólnocie z istotami, które budują i podtrzymują wszechświat.
Ty, skromny i dobry, to, co znasz jako „święte” w najgłębszym sensie wspólnoty z Bogiem i czystości, właśnie tym jest nasze „święte” życie. A my, którzy staramy się je prowadzić, przez to stwarzamy się na nowo i przemieniamy w istoty zdolne świadomie pracować nad doskonałością świata i nad „wyzwoleniem od zła”.
Nieskończenie wspaniałe jest to „święte życie”, w którym stajemy się całkowicie niezdolni do działania jako nasze małe „ja”. Rozpuściliśmy się w służbie Najwyższego i staliśmy się wykonawcami harmonii Wszechświata. Cichnie w nas mała, ludzka wola, a nowa, stwórcza wola rozbłyska w nas, przemieniając i wznosząc, rodząc z siebie na nowo człowieka wiecznego!
Och, Bracie, kto raz wkroczył na tę ścieżkę i ujrzał nowe światy, dla tego nie ma już powrotu. Dla niego istnieje tylko jedna modlitwa: „Pozwól mi żyć świętym życiem, abym stał się uczestnikiem Królestwa Bożego!”
Moim dzisiejszym zadaniem nie jest odsłonić Ci wszystkie przepisy naraz i rozwinąć przed Tobą nowe życie niczym świetliste malowidło. To życie musisz ukształtować sam – tak samo jak dotychczasowe. Ja mogę Ci jedynie dać kilka narzędzi.
Kiedy człowiek chce ze swej codzienności wzrosnąć ku wieczności, musi tylko wejść na drogę cudownie stworzoną przez naturę, której bramy wejściowe zawsze stoją otworem. W swoich medytacjach – jak mi niedawno pisałeś – słusznie zauważyłeś, że człowiek może ze swoją świadomością żyć na różnych piętrach swego bytu. Najniższe piętro to oczywiście życie dzienne, którego wrażenia sumują się w świadomości naszej osobowości. Z tego życia dociera do naszej właściwej duchowej indywidualności tylko ograniczona część doświadczeń życiowych. Z wydarzeń tego dolnego piętra przenosimy do wyższych tylko nieliczne kwintesencje.
Jak jednak dotrzeć do tego wszystkiego i w końcu do wewnętrznego doświadczenia naszej duchowej indywidualności, naszej prawdziwej istoty?
Choć posunąłeś się już dostatecznie naprzód dzięki swoim dotychczasowym pracom okultystycznym, aby móc mnie zrozumieć, i choć znalazłeś już wystarczająco dużo pewności co do samego siebie, chcę być jednak jak najdokładniejszy, nawet za cenę powtórzenia niektórych rzeczy, które już znasz. Niestety, także drobne zewnętrzne reguły muszą być przekazane w suchej wyliczance. Niech Cię to nie zraża.
Wszyscy spędzamy niemal jedną trzecią naszego życia na spaniu. Dla myśliciela byłoby rzeczą oczywistą wysnuć wniosek, że sen, poza fizyczną regeneracją, musi mieć także głębsze znaczenie. Jednak wiesz ze swoich studiów naukowych, że żaden z uczonych nie posunął się w rozważaniach tak daleko. Nie wyszli oni poza pogląd, iż w wyniku przemiany materii w układzie nerwowym powstają pewne toksyny, które wywołują stan podobny do paraliżu ciała. Ten stan zostaje przez życie cielesne przezwyciężony za pomocą „snu” – czyli wyłączenia świadomości dziennej. Bez wątpienia jest to prawda, ale bynajmniej nie wyczerpująca. Każdy, kto kiedykolwiek musiał się przemęczyć, zna to samo-zatruwanie organizmu i zna też uczucie zdrowienia dzięki snu.
Przeciętny człowiek śpi tylko w sensie takiej fizycznej regeneracji i jest zadowolony, jeśli wieczorem, z typowym stępieniem życia zmysłowego, może się położyć do łóżka i rano obudzić się wypoczęty – zupełnie nieświadomy tego, co działo się z nim podczas 8–14 godzin snu. W ten sposób rok po roku traci – i chciałbym to mocno podkreślić ze względu na powszechną dostępność tego doświadczenia – źródło duchowej regeneracji i najdogodniejsze wrota do przedsionka życia duchowego.
Przebudzony, kandydat wtajemniczenia i wtajemniczony nie śpią martwym snem pospolitego człowieka, dla którego wyższe światy w ogóle nie istnieją, lecz śpią „świadomym duchem”. Dla nich czas snu fizycznego jest czasem najwyższych i najpewniejszych doświadczeń. W nim świadomie budują swój organizm i w nim wstępują na wyższe stopnie świadomości, na których działają zgodnie z prawem harmonii.
Wiele z tych rzeczy, które chciałbym powiedzieć, muszę przemilczeć, ponieważ brak na nie słów i niemal nie ma punktów porównania z „ziemskim” życiem, aby je jasno wyrazić. Wiele z nich mogę Ci przekazać tylko wewnętrznie. Zewnętrzny przebieg właściwego snu i jego wykorzystanie dla duchowego wzrostu jest jednak w pełni zrozumiały.
Zanim przystąpisz do jakiegoś działania, powinieneś w krótkiej medytacji myślowo połączyć wolę i czyn – niejako zebrać całe swoje działające „ja” w jeden punkt ogniskowy, z którego Twoje działanie będzie mogło promieniować skutecznie na zewnątrz. Tę medytację wyrabiaj w sobie stopniowo, tak aby stała się drugą naturą. Niech poprzedza wszystkie Twoje działania, o ile mają one jakiekolwiek głębsze znaczenie. Powinna ona, oprócz zebrania woli, czynu i celu, zawierać także wezwanie wszystkich pomocnych sił duchowych, abyś coraz bardziej oswajał się ze świadomością, że stale jesteś otoczony istotami pełnymi pomocy i miłości, zawsze gotowymi wspierać Twoje dobre działanie.
W ten sposób Twoim duchowym przyjaciołom będzie łatwiej być blisko Ciebie, ponieważ sam budujesz most od siebie ku nim. Proszę Cię tylko, abyś pod tymi „duchowymi przyjaciółmi” nie wyobrażał sobie zjaw, widm ani zjawisk spirytyzmu, lecz ludzi, którzy mają dokładnie tę samą rzeczywistość co Ty i ja, ale nie są już związani funkcjami ograniczonego ciała fizycznego i posiadają coś więcej.
Tak więc właśnie taką medytację powinieneś odprawić, zanim położysz się spać. Kilka minut powinieneś poświęcić myśli:
„Wypełniłem moje dzienne dzieło, zakończyłem dzień wieczornym obrzędem naszej wspólnoty i teraz jestem gotów powierzyć moje ciało odpoczynkowi i odnowie. Ja sam jednak chcę zanurzyć się w te światy, z których dla nowego dnia mają powstać nowe siły. Godziny snu cielesnego niech staną się godzinami wytchnienia dla mojej duszy. A jako ktoś, kto postąpił naprzód, chcę powitać światło nowego dnia.”
W ten czy podobny sposób skup się. Prawdziwy sen jest świętym aktem i należy do niego przystępować w uroczystym nastroju.
Miej zawsze na uwadze, że każda czynność musi być wykonana z najpełniejszą i najszerszą świadomością swojej wartości i sensu, aby mogła przynieść powodzenie i umożliwić wzrost życia. Nasze życie nie składa się bowiem z mozaikowych, identycznych kawałków, lecz z nieustannie narastających doświadczeń i działań, które tworzą spiralę wznoszącą się ku górze jak piramida, a nie bezkresnie rozciągającą się powierzchnię.
Tak więc każdy nowy sen powinien człowieka podnieść wyżej. Rozwój nigdy nie stoi w miejscu – ale jest on dla nas obecny dopiero wtedy, gdy wchodzi w naszą świadomość jako ruch naprzód i wstecz. Musimy zatem starać się, na ile to możliwe, odkrywać postęp snu każdej nocy.
Teraz, dobrze przygotowany, wejdź do swojej sypialni. Powinna ona być dostosowana do warunków, ale najlepiej, by była jednym z największych pomieszczeń, jakie masz do dyspozycji. Jej wyposażenie niech będzie proste, ale odpowiednie do celu. Unikaj w niej nieharmonijnych przedmiotów. Niech wszystko świadczy o Twoim poczuciu estetyki. Każdy przedmiot w Twoim domu powinien zdradzać osobowość właściciela. Później napiszę Ci o tym więcej, na razie kieruj się swoim obecnym rozeznaniem i smakiem.
Zadbaj, by do pokoju docierało jak najmniej zewnętrznych zakłóceń. Jeśli śpisz sam – sprawa jest prosta. Jeśli z innymi, wystarczy uzgodnić, by nikt nikogo nie niepokoił, na przykład przez wołanie. Przy wszystkich naszych ćwiczeniach spokój i brak zakłóceń są absolutną koniecznością. Niech między Tobą a współśpiącymi będzie wystarczająco dużo miejsca, aby promieniowania waszych aur nie przenikały się zbyt gęsto. Inaczej łatwo może to osłabić niezależność psychiczną i utrudnić postrzeganie.
Zadbaj o świeże powietrze w pokoju i przygotuj potrzebne naczynia do obmycia. Do rozbierania się przystąp w nastroju spokojnym. Razem z ubraniem odłóż codzienność, zmyj z ciała rany dnia i jego niepokoje, i ubierz się w lekką, długą koszulę nocną, przepuszczającą powietrze.
(Tutaj następowały przepisy dotyczące obmyć itp.)
Łóżko ustaw tak, by głowa była skierowana na północ, a nogi na południe; jeśli to niemożliwe, przynajmniej głowa powinna być na wschód, a stopy na zachód. Podczas snu masz być równomiernie przenikany magnetycznymi prądami ziemi. To uspokaja nerwy i wzmacnia.
Łóżko powinno zawierać jak najmniej metalu. Materac niech będzie płaski, gruby, twardy, z końskiego włosia. Klinową poduszkę usuń – nie nadaje się do spania. Leż płasko na materacu, a pod kark połóż wałek. Do przykrycia używaj najlepiej koców z wełny wielbłądziej, powleczonych lnem: latem jednego, zimą dwóch – to wystarczy. Pierze przegrzewa i przez swoje elektryczne promieniowanie zakłóca pożądany przez nas sen.
Najlepsza pozycja w łóżku dla pełnego odpoczynku organizmu mięśniowego to pozycja na plecach, w której wszystkie mięśnie powinny być jak najbardziej rozluźnione. Tego trzeba się nauczyć: zarówno samej pozycji (większość ludzi ma zwyczaj kłaść się w układzie od-polarno-magnetycznym, tzn. zasypiać na prawym boku i dopiero nad ranem przewracać się na lewy), jak i rozluźnienia, które jest głównym środkiem wzmacniania siły nerwowej. Na początku dobrze jest położyć dłonie lekko na dołku żołądkowym – lewą na prawej – a także skrzyżować lewą stopę nad prawą. Dzięki temu izolujesz się od magnetycznych promieniowań otoczenia i jesteś lepiej chroniony przed niepożądanym wpływem obcych prądów magnetycznych. Później, gdy nauczysz się wytwarzać wokół siebie silną, odpychającą powłokę auryczną, ten środek pomocniczy nie będzie już potrzebny.
Jeśli początkowo nie możesz zasnąć na plecach, obróć się na prawy bok, tak by od-negatywna strona Twojego ciała zwrócona była ku od-pozytywnej ziemi (na półkuli południowej jest dokładnie odwrotnie). Także plecy są bowiem od-negatywnym „biegunem” osi grubości człowieka, dlatego i ta pozycja jest odczuwana jako przyjemna.
Zapytasz teraz, która pora jest najodpowiedniejsza, by rozpocząć sen. Teoretycznie odpowiedziałbym: o zachodzie słońca. Jednak w Twoich warunkach jest to bardzo trudne, często wręcz niemożliwe do zachowania. Naturalnie stajesz się senny, gdy promienie słońca nie dotykają już powierzchni ziemi. Staraj się więc nie przeciągać nadmiernie walki między naturą a swoimi obowiązkami. Wybierz porę kładzenia się spać między godziną 22 a 23 wieczorem, nie później.
Czas trwania snu w przypadku snu nieświadomego jest nienaturalnie długi. W przypadku snu „świadomego” zwykle wystarcza sześć, ewentualnie siedem, a nawet mniej godzin intensywnego odpoczynku – zakładam przy tym, że w dzień nie przepracowałeś się nierozsądnie i że nocą nikt Cię nie zakłóca. Proszę Cię o cierpliwość, że omawiam tutaj te – zdawałoby się – oczywistości. Doświadczenia z innymi braćmi pokazały nam, że sprawy te muszą być omówione i uregulowane najdokładniej, aby później przebiegały automatycznie we właściwy sposób.
Jest absolutnie konieczne, aby udawać się na spoczynek wcześnie. Ciało może osiągnąć właściwe rozluźnienie tylko w pierwszych godzinach nocy – zależy to od położenia słońca. Od tego prawa natury nie ma ucieczki, dlatego podporządkuj się mu dla własnego dobra.
Osłabienia i podrażnienia systemu nerwowego będą nieuchronną konsekwencją każdego przekroczenia tej zasady. Upadek naszej epoki przypisuję w dużej mierze smutnemu, powszechnie przyjętemu zwyczajowi późnego chodzenia spać. Szkody wyrządzone w ten sposób nerwowemu życiu bardzo trudno naprawić, a stanowią one podstawę upadku funkcji nerwowych. Niech Cię zawsze prowadzi słowo jednego z naszych braci: „Pomagaj naturze i współdziałaj z nią, a ona rozpozna w Tobie jednego ze swoich twórców i będzie Ci posłuszna!”
Poza nielicznymi zawodami wcale nie ma potrzeby zamieniać nocy w dzień i wszyscy powinniśmy sprzeciwiać się zwyczajowi organizowania rozrywek nocą. Równie dobrze można cieszyć się towarzystwem za dnia, a jeśli obowiązki to utrudniają, to można te spotkania po prostu nieco ograniczyć; niech rozrywka będzie rzadsza, ale odbywa się w zdrowych warunkach. Dziś już sam każdy teatr jest u was związany ze szkodą dla zdrowia i jednostka płaci za to nadmiernym zużyciem sił nerwowych. Spróbuj przynajmniej w swoim życiu i w swoim otoczeniu wprowadzić w tym zakresie zmianę – na ile to tylko możliwe.
Nasze wysiłki z czasem złożą się na zmianę tych przyzwyczajeń.
Zadbaj ze szczególną uwagą o to, abyś przed snem uspokoił możliwie zarówno swój nastrój, jak i funkcje ciała. Zostaw wszystkie troski za sobą. I tak nie rozwiążesz ich tej nocy przez pełne zmartwień myślenie, a jedynie odbierzesz sobie siłę potrzebną do nowego dnia.
Troska, strach i smutek są truciznami dla nerwów, które osłabiają cały organizm i, niestety, w zbyt wielu przypadkach stają się przyczyną najcięższych chorób. Stanowią też duchową podstawę dużej części tak częstych dziś zachorowań na raka. Staraj się we wszystkich sprawach życiowych wypracować w sobie niezachwianą ufność w to, co duchowe, i z ufnością powierzaj wielkiej, dobroczynnej świadomości Wszechświata swoje drobne troski i prośby. Jeśli sam nie sprzeciwiasz się harmonii kosmosu, dlaczego miałaby ona nie zmienić Twojej sytuacji na lepsze? Twoje wieczorne ćwiczenie wskazało Ci już drogę, jak możesz rozwiązywać trudne pytania swojego życia i gdzie znaleźć potrzebną Ci pomoc.
Na tym etapie powinieneś jeszcze raz to sobie uświadomić, aby osiągnąć stan stałego i spokojnego nastroju. Dzięki temu odnajdziesz poziom świadomości zdolny odbijać w sobie wyższe wrażenia. Unikasz wtedy wielu snów, które mają źródło w dysharmonii ciała i duszy. Gdy żołądek jest w porządku, oddech uregulowany, a popęd płciowy zrównoważony, wówczas nie pojawia się lękowa ani pobudzająca symbolika senna. Senna symbolika potrafi wówczas wydobyć i ukazać rzeczy głębsze, cenniejsze dla nas. Sen przestaje być wtedy „niepewny”, a staje się w najlepszym tego słowa znaczeniu „dający się objaśniać”.
Taka przygotowana droga do snu daje też gwarancję, że będziesz spał dobrze. Skargi na bezsenność nie mogą się pojawić przy tak zapoczątkowanym śnie – chyba że chodzi o stany chorobowe, które trzeba przezwyciężyć. Nawet one jednak bledną, gdy człowiek rok po roku przyzwyczaja się do takiej dyscypliny snu. Wola i dobrze wyrobiony automatyzm ciała są najważniejszymi środkami przezwyciężania zakłóceń organizmu.
Teraz przejdźmy do oddychania. Dzięki wspomnianym wcześniej obmyciom oddychanie nosem – jeśli wcześniej nie było możliwe – staje się na pewno swobodne. Niedopuszczalne jest, by podczas snu nos był zatkany, a usta otwarte. W takim przypadku należy usunąć przyczynę tej dolegliwości, jeśli jest wywołana przez patologiczne obrzęki czy stany kataralne, przy pomocy odpowiedniej, fachowej pomocy lekarskiej. Operacji należy unikać, o ile nie ma absolutnej konieczności. Ostrzegaj więc znanych Ci cierpiących przed niepotrzebnymi zabiegami. Wasza homeopatia i medycyna naturalna mają naprawdę wartościowe środki do usuwania takich chorób. I tak już jest: ludzkiego organizmu nie da się bezkarnie zakłócać; nawet dobra wola niesienia pomocy nie usuwa tego prawa. Nie możemy sobie pozwolić na utratę ani najmniejszej części naszego ciała.
Oddychanie powinno więc być oddechem przez nos – powolnym, głębokim i równym, rytmicznym. Sam odpowiedni nastrój już sprzyja właściwej regulacji. Ważne jest tylko, aby drogi oddechowe były wolne, a mięśnie i błony śluzowe – pasywne dla przepływu powietrza. Więcej dowiesz się niebawem w rozdziale „Sztuka oddychania”. Gdy przyzwyczaisz się do niej, nauczysz się poprawnie wdychać i wydychać, wtedy z łatwością będziesz przy każdym wdechu świadomie przyjmował siłę do wnętrza, a przy każdym wydechu usuwał z ciała to, co szkodliwe. Te procesy oddechowe przenoszą się stopniowo także na ciało astralne i duchowy organizm człowieka, tak że również tam, wraz z odpowiadającymi im „procesami oddechu”, następuje pobór energii i usuwanie tego, co zużyte.
Doszliśmy teraz w tym procesie rozwoju do chwili, gdy człowiek zasypia. Dokonuje się to zewnętrznie niemal niedostrzegalnie: oczy zamykają się, źrenice powoli ustawiają się ku nasadzie nosa, jeden zmysł po drugim zasypia, a dusza zaczyna żyć do wewnątrz. Ten, kto dzięki ćwiczeniu nauczył się w tym momencie zachować świadomość duszy, przenosząc ją przez medytację na wyższe poziomy, ten otworzył bramę snu i wytyczył sobie drogę do wolności duchowej.
Ta chwila jest węzłowym punktem całego doświadczenia, któremu poświęcam ten list. Powinieneś więc czujnym umysłem wejść w najwyższą medytację, a pracując dalej na tym poziomie, oddajesz swoje ciało odpoczynkowi.
Twoi uczeni przyjaciele wniosą zapewne sprzeciw, że w ten sposób wywołujesz jedynie stan kataleptyczny, podczas którego stajesz się ofiarą wszelkich możliwych fantazji. Powiedzą także, że jest to stan taki sam, jak przy każdej innej medytacji. Odpowiedziałbym im tylko: spróbuj; obserwuj możliwie dokładnie i bez uprzedzeń. Wówczas zrozumiesz, że stan wywołany w ten sposób różni się w istotnych punktach od katalepsji. W ogóle błędem jest stosowanie pojęć hipnotyzmu czy innych znanych waszej medycynie do naszego jogi. Wasi uczeni widzą bowiem ze wszystkich tych rzeczy tylko najmniejszą część zewnętrzną i nie doświadczyli niczego z tego, o czym mówimy. Jakże więc mieliby zza zielonego stołu wniknąć w te sprawy i prawidłowo o nich sądzić, skoro zupełnie brakuje im doświadczenia?
Ty idź swoją drogą z trzeźwą samokontrolą, ale trzymaj się z dala od bombastycznych „naukowych” haseł, które tylko zaciemniają prawdziwy stan rzeczy. A więc – trwać przy świadomości duchowej i pozostawać na tym poziomie świadomości i działania, podczas gdy ciało regeneruje się w spokojnym śnie – oto tajemnica właściwego snu!
Gdybym miał Ci ten stan bliżej opisać, powiedziałbym: taki sen jest snem, w którym człowiek ma wrażenie, że w ogóle nie śpi.
Oczyszczona świadomość jest w żywej aktywności i otrzymuje wrażenie za wrażeniem, w poczuciu wielkiej błogości; i gdy taki „śpiący” człowiek budzi się rano, ma wręcz wrażenie, że w ogóle nie spał. Dostrzega jednak, że jego organizm w cudowny sposób jest odświeżony i wzmocniony. Skoro dzięki dotychczasowej pracy w naszym kręgu nauczyłeś się żyć całkowicie w swojej dusznej świadomości indywidualnej – nazwij ją teraz wyższym Buddhi–Manas lub inaczej, byleby sam stan został urzeczywistniony – nie będzie Ci trudno wejść w tę świadomość przy zasypianiu. Dzienne koło świadomości wyłącza się przy tym tak samo jak przy każdej głębszej medytacji. Jednocześnie następuje eksterioryzacja ciała astralnego. Jest ono nośnikiem świadomości duszy, ale teraz, gdy sygnały świata zewnętrznego tylko w ograniczonym stopniu dosięgają jego subtelnego ciała drgań, potrafi o wiele lepiej niż w dzień przetwarzać treści świadomości duszy. Może też z wyższych poziomów przyjmować subtelniejsze spostrzeżenia i przekazywać je niżej.
Ponadto: jeśli dzięki ćwiczeniu ciało fizyczne jest dobrze rozwinięte, a ciało astralne starannie wyćwiczone jako instrument świadomości indywidualnej duszy, wyższego „Ja”, wówczas może ono opuścić swe miejsce przy ciele fizycznym i działać na wyższych poziomach. Do tego musi się pod wieloma względami usubtelnić i przemienić, całe grupy swego ciała drgań odrzucić, a zyskać na intensywności promieniowania. O wszystkich tych sprawach nie ma tu sensu mówić szczegółowo. Gdy raz przekroczysz tamten próg uświadamiania sobie „po drugiej stronie”, będziesz wiedział, jak blisko jesteśmy Ci zawsze ze swoją pomocą. Wtedy też będziemy mogli daleko doskonalszymi środkami zademonstrować Ci te doświadczenia, niż to możliwe przy ociężałych symbolach słownych. Taka prezentacja i tak wypada dziwnie i niemal baśniowo, a jest przecież tylko rozwlekłym opisem stanów, którym mniej lub bardziej każdy człowiek podlega.
Spanie bez utraty świadomości jest więc jednym z kluczy do nowego świętego życia. Gdy tak leżysz w łóżku, trzymając skrzyżowane dłonie – oddychaj. I wraz z wdechem poczuj się w centrum owego ogromnego morza życia, które przenika wszystko i stoi do naszej dyspozycji, z którego możemy czerpać o nieskończonej chłonności. Pozwól, by to bosko czyste wpływało w Ciebie bez przeszkód, i odczuwaj ten napływ – który teraz rzeczywiście zaczyna się pojawiać – w Twoim ciele jako siłę odnawiającą, w Twojej duszy jako twórczą przemianę Twojej istoty, a w Twoim nadświadomym duchu jako boską podstawę Wszechświata. Powoli przebudzi się w Tobie nowa świadomość, będzie wzrastać i stopniowo przeobrażać całe Twoje jestestwo. „Świadomy” sen stanie się dla Ciebie nowymi narodzinami – takimi, jakich żadna filozofia nie mogłaby Ci dać. A ten stały wzrost duchowy pozwoli Ci nowymi zmysłami wejść do naszej duchowej wspólnoty, której wewnętrzny sens dopiero teraz – kiedy „dochodzi do świadomości” – odsłania Ci się w pełni.
Przez cały dzień będziesz chodził z uczuciem, jakbyś został wyniesiony ponad samego siebie. Działa w Twojej istocie swoista subtelność, której nigdy wcześniej tak wyraźnie nie czułeś, a o której teraz wiesz, że jest to nowa, trwała świadomość boskiej indywidualności człowieka – wyższego Ja, które przetrwa śmierć; Ja, które wewnętrznie wolne, potrafi wedle woli odłączać się od swych ciał, budować nowe, wędrować przez światy; Ja dojrzałe, by być władcą i sprawcą świata w służbie wielkiego duchowego kierownictwa przewodników rozwoju i Panów Światła.
Nie oddawaj się jednak jeszcze tym wielkim, wzniosłym myślom: najpierw naucz się trudnego elementarza i zadowól się stopniowymi sukcesami najniższych stopni. A jednak już teraz w zdumiewający sposób odczujesz przeobrażenie codzienności.
To, co w Tobie przetrwa śmierć, budzi się; jest przy Tobie we wszystkich czynach, żyje wokół Ciebie przez cały dzień jak drugi człowiek, a wieczorem, w pobożnej godzinie zasypiania, leżysz całkowicie w jego ramionach. Stało się jednym głosem, jedną wolą ku dobru – wzrasta ku indywidualności, działa jak Twoje zwierciadlane odbicie – i pewnego dnia zobaczysz, że poza tym Nieśmiertelnym nic nie działa. Wtedy wiesz, że to Ty sam wydźwignąłeś się z bagna wielkiego złudzenia ku światłu poznania i prawdy Boga.
Jak lekkie stanie się dla Ciebie życie, jak tylko krótki okres Twojego wielkiego „wiecznego” życia. Jak wzrastają teraz Twoja twórcza cisza i siła kształtowania, jak stajesz się podporą dla poszukujących – Ty, który „doświadczyłeś”. Zdziwisz się, jak rosną Twoje siły cielesne, jak niewiele godzin takiego snu wystarczy, abyś się zregenerował. Jak Twoje życie będzie prowadzone jakąś nową, pewną mocą: skuteczne – bo prowadzi je duchowe; błogosławione – bo objawia się w nim miłość.
Mężczyzna i kobieta nie są do tych procesów ukształtowani jednakowo. Słabiej rozwinięty układ zwojowy mężczyzny będzie u niego wymagał większej energii woli, aby wyzwolić się z nabytych uprzedzeń i sztywnego, utrwalonego życia myślowego. Kobiecie przyjdzie to łatwiej, lecz niech z największą żarliwością ufa pomocy swego duchowego przewodnika i wzywa jej, by uniknąć manowców fantazji. Trzeba starannie odsuwać wszystko, co fantastyczne, co próbuje się narzucać w tych stanach jako tok myśli, odczuć, wrażeń itd., przez świadome dążenie „ku wiecznemu”. To prace mozolne, ale każdy może je wykonać z pewnym skutkiem. Nieomylne wsparcie daje nieustanna medytacja nad przysługującym nam wszystkim udziałem w Boskim. Wątpię, by po Twoich dotychczasowych przygotowaniach było potrzebne podawać Ci jeszcze środki, jak zmuszać się do koncentracji na duchowym, gdy myśli uciekają. Gdyby jednak nie było Ci możliwe osiągnąć właściwego nastroju do „właściwego” snu, poderwij się energicznie z łoża, obmyj całe ciało chłodno i oddychaj według prostych przepisów. Wtedy będziesz w stanie utrzymać myśl zjednoczenia z Boskim, wzrastania w człowieka nieśmiertelnego – aż stanie się ona pierwszą wielką rzeczywistością, którą my, ludzie, musimy odnaleźć; aż zagłuszy wszystko inne i tylko ona jedna będzie żywa.
Załóżmy, że trudności tego zadania masz już rozwiązane i potrafisz z nieustannie czuwającą świadomością położyć do snu swoje ciało – zwierzę człowieka – to jednak mamy jeszcze kilka ważnych rzeczy do dodania. Musisz się jeszcze nauczyć właściwie się budzić. Przejście ze świadomego snu do życia człowieka na jawie powinno dokonywać się powoli. Najlepiej wyznacz sobie określoną porę budzenia: latem wschód słońca, zimą wczesną porę ranną, około godziny 6. Daj sobie przed zaśnięciem w medytacji sugestię obudzenia się o oznaczonej godzinie; wtedy powrót ciała astralnego do fizycznego oraz przebudzenie funkcji zmysłów itd. zajdzie powoli i harmonijnie. Postanów sobie zachować stan wyższej świadomości, który przed chwilą jeszcze przeżywałeś, także w chwili budzenia i po niej, i nie niszcz tej „dyspozycji” przez wdzierające się troski codzienności. Skoro przychodzisz z krainy świętości, zachowaj też uświęcenie swojej istoty za dnia dzięki żarliwości przylgnięcia do swojego Mistrza „którego wprawdzie jeszcze nie widzisz, lecz którego obecność czujesz”. Poświęć krótką chwilę zaraz po przebudzeniu medytacji: „Jak wieczorem położyłem moje ciało do spoczynku, aby się odnowiło, a ja w innych krainach ćwiczył wyższe zdolności mojej istoty, tak teraz wracam z dojrzalszą siłą i wglądem do mojego ciała, by kierować nim według mądrości ducha. Również w nowym dniu niech będzie szlachetnym nosicielem Najwyższego i naczyniem dla nieśmiertelnej świadomości mnie samego, która niech coraz bardziej mi się odsłania!”
Ułóż tę medytację tak lub podobnie. Następnie natychmiast wstań z łoża. (Obmycia itd. pomijam tutaj). O porannej i wieczornej ceremonii braci dowiesz się później, co konieczne.
Widzisz więc, że najważniejszym punktem całej tej sprawy jest jasne i konsekwentne rozróżnienie między śmiertelnym ciałem zwierzęcym, które zamieszkujemy, a nieśmiertelnym duchem, którym jesteśmy. We śnie ciało zwierzęce ma mieć spoczynek – dlatego należy całkowicie zaniechać jakiegokolwiek szczególnego oddziaływania na nie. Niech ma swój odpoczynek według własnych praw. Nieśmiertelny człowiek natomiast czuwa i działa; zrzuca swe szaty i kroczy przez zdarzenia we Wszechświecie świadomy siebie – twórczo, budująco.
We śnie stoimy na granicy między niższą a wyższą świadomością i możemy odnaleźć tę drugą, a jeszcze więcej – dostęp do bardziej zaawansowanych, Starszych Braci – w wolności człowieka nieśmiertelnego. Potrzebna jest jednak wytrwałość w ćwiczeniu, by poskromić to, co niższe, i uczynić poddanym temu, co wyższe.
Jeszcze krótkie słowo o snach. Sen jest symbolem zarówno naszego stanu cielesnego, jak i duchowego. Uczymy się z niego skarbca naszych podświadomych uczuć, naszych niezharmonizowanych grup wyobrażeń, napięć i rozluźnień w organach naszego ciała fizycznego. Ale i coś jeszcze: wyższe Ja przekazuje w szczególnych wypadkach niższym formom świadomości – zwłaszcza świadomości dziennej – w języku symboli określone doświadczenia i poznania, które są dla życia człowieka ważne. Możesz to nazwać snami proroczymi; są to stany, które najlepiej nazywać wizjami, a których prawdziwość zyskuje decydujący wpływ na nasze prowadzenie życia. Do tego dochodzą jeszcze wrażenia, które wyższe Ja gromadzi w „świadomym” śnie – podobne do wrażeń wędrowca przemierzającego rozległe krainy.
Jednak wszystkie te „sny” w tym sensie będziesz miał tylko wtedy, gdy śpisz w „zwyczajnym” sensie. Gdy wejdziesz w wieczne czuwanie wyższego Ja, duszy, wszelkie senne i zamglone wrażenia znikają i pojawia się jasne, kryształowo czyste poznanie natury intuicyjnej, które nie musi koniecznie posługiwać się symbolami. Świadoma czuwająca świadomość duszy (muszę tu, niestety, używać dość nieadekwatnych symboli słownych, które tylko marnie oddają to, co mam na myśli; spróbuj więc swoim wewnętrznym zmysłem intuicyjnie wniknąć w rozumienie moich słów, a wtedy sam odkryjesz, co chcę Ci przekazać) – a więc świadomość duszy przebudzonej przez te ćwiczenia do swojej „bezsenności” i „wiecznego trwania”, „nieprzerwanej aktywności” – po pewnym czasie nie potrzebuje już koniecznie symbolicznego pośrednictwa wobec świadomości dziennej, ponieważ świadomość dzienna stopniowo zostaje całkowicie przeniknięta esencją duszy i staje się uczestna jej zdolności intuicyjnych. Intuicja zaś to zdolność bezpośredniego uchwycenia „prawdy”, a więc nie przez wnioski i wyprowadzenia. Przy tym niższe poziomy dziedzin świadomości ukażą się nam najczęściej bez zasłon, wyższe zaś jeszcze symbolicznie – gdyż język ducha, jak i język Boga, przemawia przez symbole; i tu także można zauważyć stopniowanie jakości. O tym kiedy indziej.
Chciałem Ci tu jedynie zwrócić uwagę na rozróżnienie wartości poznawczej życia sennego na jego różnych stopniach oraz na względnie rzadsze występowanie snów u rozwijającego się okultysty. Istnieje też metoda celowego „wywoływania” snów, by zdobyć wiedzę o pewnych rzeczach, ale nie polecamy jej, ponieważ zakłada bierną postawę wyższego Ja, a wszelkie stany bierności zwalczamy. Dla Ciebie istnieje tylko jedna droga do wiedzy okultystycznej: wznoszenie świadomości. Nigdy bezświadomość nie prowadzi w górę. Każda chwila, w której usypiamy naszą świadomość w jakiejś pasywności – od „bezwiedności myśli” po „mediumiczność” – jest dla naszego życia stracona i naraża nas na ciężkie szkody psychiczne.
Nigdy nie dopuszczaj obcej woli do swojego organizmu, nigdy nie trać panowania nad swoimi narzędziami – czy to natury zmysłowej, czy astralnej, czy mentalnej. Być okultystą znaczy wychowywać się do wiecznego czuwania świadomości duszy! – Ale wróćmy do snu: radzę Ci co rano zapisywać wrażenia nocy. Niech zeszyt przy łóżku i ołówek przypominają Ci co dzień o tym drobnym zadaniu, a z biegiem lat zgromadzisz skarb notatek, który inaczej zbyt łatwo uleciałby pamięci. Bo w świadomości dziennej wszelki wgląd z wnętrza pozostaje tylko jak lekki powiew i może zostać starty przez najpłytsze wrażenia zmysłowe. I tutaj jednak środkiem do wzmocnienia i zachowania tych wrażeń jest wychowanie do stałej uwagi. O interpretacji snów napiszę kiedy indziej; dziś masz do rozwiązania wielkie zadanie, które ma Cię trwale wprowadzić w posiadanie stanu wyższej świadomości. Bądź staranny we wszystkich wykonaniach i pytaj, gdy napotkasz coś nieznanego lub – jak się zdaje – nierozwiązywalnego. Od teraz będziesz wyraźniej niż dotychczas odczuwał naszą pomoc – zwracaj więc na to uwagę; strzeż się jednak fantazjowania.
Jak nauczyłeś się już dzięki dotychczasowym ćwiczeniom „rozszerzania funkcji zmysłowych” w to, co metafizyczne (listy 1–7), zauważysz, że stan świadomości, który określiłem jako wiecznie czuwający wobec okresowo śpiącego codziennego, jest oczywiście czymś istotnie innym niż to, co w codzienności nazywamy świadomością. Wszystko to musisz jednak znaleźć sam – tłumaczenie tutaj nie ma sensu.
Napisz mi o swojej pracy we właściwym czasie. Nie ustawaj w wysiłkach i staraj się z całą siłą woli – mimo niespokojnych czasów zewnętrznych, które miotają Tobą na wszystkie strony – niezmiennie pozostać wiernym wnętrzu. Kilka dalszych rzeczy do naszego dzisiejszego tematu zawrze mój następny list, który przekaże Ci również mniejsze rytuały. W duchu przebudzonej świadomości pozdrawiamy wszyscy naszego dobrego Brata.
Twój Z.
źródło: BRIEFE DER WALD-LOGE. Wie wir den Schlaf für die okkulte Entwicklung ausnützen sollen; Neue Metaphysische Rundschau – Band XVIII 1911..