Hipnoza i okultyzm
dr H. E. Hammerschlag
Na żadnym innym naukowo badanym obszarze przejścia od zjawisk dających się wyjaśnić przyczynowo do zjawisk okultystycznych nie są tak wyraźnie dostrzegalne, jak w hipnozie. Stwierdzenie to może się wydać niepokojące tym, którzy całą dziedzinę hipnozy po dziś dzień zaliczają do okultyzmu, choć dawno została ona pozbawiona dawnej, tajemniczej otoczki i w znacznej części poddana metodycznym badaniom. Fantastyczne wyobrażenia laików oraz oszustwa nieuczciwych „profesjonalistów”, o których wspomina prof. Weiss w swoim liście (por. zeszyt 1, s. 31), przyczyniły się i tutaj do tego, że wyjaśnialne procesy zaczęto brać za niewyjaśnialne. Trzeba jednak od razu dodać, że hipnoza i dziś jeszcze stawia przed nami zagadki, których dotąd nie rozwiązaliśmy, a które – jak wolno sądzić – wskazują już na obszar okultyzmu.
Jeśli prześledzić ostatnie, najważniejsze etapy rozwoju hipnozy aż do jej uznania przez naukę, trzeba najpierw wspomnieć Antona Mesmera, którego teoria „magnetyzmu zwierzęcego” (1766) kontynuowała naukę poprzedniej epoki. Mesmer utrzymywał, że w ciele ludzkim i zwierzęcym tkwią pewne siły cudotwórcze. To tajemnicze fluidum przekazywał on chorym, aby uleczyć ich z dolegliwości, poprzez „magnetyczne głaskanie dłonią”.
Dopiero w 1842 r. angielski lekarz górniczy James Braid, na podstawie wieloletnich eksperymentów, nadał tej młodej dziedzinie nazwę „hipnotyzm” i zarazem położył podwaliny pod dalsze badania. Wprowadzał ludzi i zwierzęta w stan hipnotyczny każąc im wpatrywać się w błyszczący przedmiot, np. w pryzmat. Tym samym wykazał, że hipnozę można wywołać także bez magicznego czy magnetycznego fluidum i że – przynajmniej w pewnych granicach – opiera się ona na znanych prawach przyczynowych, mianowicie na zmęczeniu obwodowych narządów wzroku wskutek długotrwałej koncentracji spojrzenia. W ten sposób hipnoza po raz pierwszy wyszła z kręgu zjawisk okultystycznych w obszar „trzeźwej” nauki.
Braidowska metoda fiksacji miewała jednak niepożądane następstwa. Donoszono, że podczas obiadu, który Braid wyprawił u siebie dla dystyngowanego towarzystwa, lokaj nagle zapadł w hipnozę, ponieważ – najwyraźniej jako obiekt prób nieustannie eksperymentującego pana – zbyt długo wpatrywał się w lśniące refleksy kryształowego kielicha na stole.
W dalszym rozwoju okazało się, że mechaniczne wywoływanie stanu hipnotycznego zawsze skrywa możliwość niepożądanych, a nawet niebezpiecznych efektów ubocznych. Tak bywało np., że pacjenci zahipnotyzowani metodą francuskiego lekarza Charcota przez „oślepianie” ostrym światłem, nagle sztywnieli na ulicy, gdy w ciemności niespodziewanie trafiał w nich snop światła. Znaczący postęp – i zarazem rozwój o znaczeniu podstawowym – nastąpił, gdy Bernheim, profesor Uniwersytetu w Nancy, w 1884 r. rozpoznał siłę sugestii werbalnej, którą określił jako „klucz do hipnotyzmu”. Od tysiącleci znana możliwość oddziaływania językiem na warstwy nieświadomości – z pominięciem świadomości – została przez Bernheima i jego uczniów naukowo zbadana i klinicznie sprawdzona. Sugestia werbalna stała się podstawą dzisiejszej techniki hipnozy i pozwoliła uznać hipnozę za metodę leczenia psychicznego.
Z tego w wielkim skrócie nakreślonego zarysu dziejów hipnotyzmu wynika, że jego droga – mimo licznych błędów i przeszkód – coraz bardziej wiodła z tajemniczego mroku okultyzmu ku sferze zjawisk wyjaśnialnych przyczynowo. Choć hipnoza jako metoda psychoterapeutyczna zeszła dziś nieco na dalszy plan, to jednak nadal niezastąpienie służy eksperymentalnej psychologii i – jak pokazują choćby badania rosyjskiego uczonego I. P. Pawłowa (zm. 1936) oraz najnowsze prace Stokvisa, docenta Uniwersytetu w Amsterdamie – ma duże znaczenie dla rozwoju praktycznych zasad psychohigieny.
Gdy dziś cały aparat metod psychofizjologicznych – automatyczny zapis ciśnienia krwi, częstości i jakości tętna, prądów czynnościowych w korze mózgowej (by wymienić tylko niektóre) – wykorzystuje się, aby możliwie obiektywnie zmierzyć wpływ bodźców psychicznych i emocji (ból, przestrach, gniew) na osoby zahipnotyzowane, widać, jak daleko hipnoza została „odczarowana” i stała się „trzeźwą” nauką – a może lepiej powiedzieć: wydaje się nią być. Bo nawet najbardziej rzeczowy materialista staje w swoich doświadczeniach z hipnozą niekiedy wobec zjawisk, które zdają się wymykać prawu przyczynowości i leżeć poza granicą tego, co pojmowalne rozumowo.
Aby zarysować te granice, poniżej przedstawiam wyniki czterech doświadczeń hipnotycznych, o tyle, o ile są w tym kontekście istotne.
1) „Budzik wewnętrzny” w hipnozie
Zahipnotyzowanej osobie daje się sugestię, że obudzi się po 1386 sekundach. Nawet u tych, którzy w stanie czuwania nie są w stanie rozwiązać o wiele prostszych zadań rachunkowych, hipnoza ustaje niemal dokładnie po 23 minutach, bez jakiejkolwiek dalszej ingerencji.
Przeciwprzykład z dziedziny niewytłumaczalnych uzdolnień: dokonania chłopca Zeraha Colburna, który, mając zaledwie 6 lat, ujawnił zadziwiający talent rachunkowy, a w wieku 8 lat w Londynie publicznie wykonywał zdumiewające sztuki obliczeniowe. Na przykład, zapytany ile minut mają 48 lat, zanim pytanie zdążono zapisać, odpowiedział: 25 228 800 minut (tj. 1 513 728 000 sekund). Na dalsze pytania odpowiadał, że nie wie, jak wyniki zadań trafiają do jego głowy.
2) Sugestia oparzenia i ślady na skórze
Prof. Bernheim, wspomniany już twórca nauki o sugestii, opisuje doświadczenie, w którym przykleił mężczyźnie w hipnozie znaczek pocztowy na plecach i poprzez sugestię, że to „płatek rozżarzonego żelaza”, wywołał wyraźne pęcherze. W innych doświadczeniach Bernheima i kolejnych badaczy udawało się nawet wywoływać ślady krwi u osób zahipnotyzowanych samą sugestią.
Dodajmy, że możliwość oszustwa w tych próbach można uznać za wykluczoną, a z drugiej strony takie eksperymenty udają się rzadko i u wyjątkowo podatnych osób.
Celowo rezygnujemy tu z oczywistej paraleli z mistycznymi zjawiskami stygmatów, o których od czasu do czasu głośno (por. zeszyty 2 i 3).
3) Cytaty w nieznanym języku
W literaturze przytacza się liczne przypadki, w których osoby zahipnotyzowane recytowały zdania, a nawet całe fragmenty w obcym, sobie nieznanym języku. Sławę zdobyła np. służąca, która w hipnozie nagle zaczęła mówić po hebrajsku. Ustalenia wykazały, że wcześniej pracowała u pastora, gdzie prawdopodobnie słyszała słowa w tym języku.
4) Osobista obserwacja: jasnowidzący w klinice
W klinice w Heidelbergu pokazano nam młodego mężczyznę, znanego z umiejętności jasnowidzenia. Nasz nauczyciel bardzo łatwo wprowadzał go w głęboką hipnozę, która różniła się o tyle, że – skądinąd bardzo „feminilna” – osoba badana z nadzwyczajną wrażliwością reagowała nawet na ledwie zasugerowane polecenia. Po kilku nieudanych próbach udawało się mu niektórymi dniami – które z góry przed rozpoczęciem doświadczeń określał jako szczególnie sprzyjające – podawać opisy osób mu bez wątpienia nieznanych, ich wyglądu i aktualnego zajęcia, które przy późniejszej kontroli przez nas okazywały się bez zarzutu trafne. Pod koniec serii prób dwukrotnie potrafił odtworzyć treść krótkiej notatki, którą napisałem już po wprowadzeniu go w hipnozę i włożyłem w jego ręce w zamkniętej kopercie.
O podobnych sukcesach, przy których każda możliwość oszustwa zdaje się wykluczona, donosi – choć sporadycznie – także literatura medyczna.
Te wyniki wybrano z ogromnej liczby doświadczeń z osobami zahipnotyzowanymi, by uzmysłowić przenikanie się zjawisk wyjaśnialnych i niewyjaśnialnych. Pierwsze trzy przykłady można nazwać „jeszcze wyjaśnialnymi”, choć cudownie wyglądają. Trzeba przy tym uwzględnić fakt, że w hipnozie – dzięki daleko idącemu wyłączeniu innych zmysłów – wydolność pojedynczego narządu zmysłu można zwiększyć w stopniu, który w normalnym stanie świadomości jest nieosiągalny. Znamy takie wzrosty sprawności także z ekstremalnych sytuacji afektywnych, które również zawężają świadomość. To, że – podobnie jak w takich sytuacjach (np. filmowe przewinięcie całego życia w chwili śmiertelnego zagrożenia) – w hipnozie pamięć może wznieść się do ponadnormatywnych osiągnięć i odhamować reprodukcję obrazów zapomnianych czy nawet wypartych, sprawia, że pozornie niewytłumaczalne dokonania, jak u wspomnianej służącej, być może dają się jeszcze wyjaśnić.
Tą ostrożną formułą chcę podkreślić pogląd, że przejście od zjawisk hipnotycznych do okultystycznych jest płynne i że o „czystym rozgraniczeniu”, jakie teorie materialistyczne skłonne są brać za oczywistość, nie może być poważnie mowy. Chyba że przymyka się oczy na fakty, które nie mieszczą się w przywykłych teoriach. Do takich niewątpliwie należą osiągnięcia młodego mężczyzny, krótko tu zreferowane, a może także odtwarzanie tekstów w języku zupełnie nieznanym osobie zahipnotyzowanej. Czy zanurzenie i zapadanie się w archaiczne warstwy naszej nieświadomości, na co czasem pozwala sen i co być może tłumaczy pojedyncze szczególne osiągnięcia w hipnozie oraz w transie, jest rzeczywiście „wyjaśnieniem”? Im dłużej obcuje się z przejawami hipnozy, tym bardziej dochodzi się do wniosku, że „poznawalne” i „wyjaśnialne” nie są synonimami.
„Pożądanie wzrasta z małego, ale nie staje się mniejsze z większego.
Człowiek niepróbowany nie jest przed Bogiem wypróbowany.
Błogosławieni, którzy opłakują zagładę niewierzących.
Żyjącego, który stoi przed wami, odrzuciliście, a radujecie się z umarłych!
Ten świat jest tylko mostem; przejdź na drugą stronę, lecz nie buduj na nim swojego domu.”
(z polecanej broszury: Sufische Worte Jesu – tekst źródłowy i przekład: E. L. Dietrich, Hermann Glock Verlag, Wiesbaden 1950)
źródło: HYPNOSE UND OKKULTISMUS von Dr. H. E. Hammerschlag; Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – Aprilheft 1951 Nr. 7 Jahrgang 1950/51.