Okultystyczne zjawiska u zwierząt
(od psychologii zwierząt do parapsychologii zwierząt)
autor: prof. dr A. Koegel
Wstęp
Dla „parapsychologii zwierząt” istnieje już dziś bogaty materiał złożony z licznych, wiarygodnych obserwacji. Jednakże do tej pory nie podjęto systematycznego i gruntownego opracowania tych danych przez odpowiednio wykwalifikowanych psychologów zwierzęcych.
Kiedy jednak to nastąpi, można się spodziewać, że stanowić to będzie cenne wzbogacenie zarówno psychologii porównawczej, jak i parapsychologii porównawczej, szczególnie w kontekście odpowiedzi na pytanie o różnicę między duszą zwierzęcia a duszą człowieka.
W dalszej części przedstawione zostaną z obszernego zbioru materiałów autora tylko niektóre szczególnie interesujące obserwacje dotyczące zwierząt, które mają dać czytelnikowi ogólne pojęcie o tym, czym mogłaby zajmować się parapsychologia zwierząt.
Być może zachęci to również do przesyłania podobnych (ale ściśle i wiarygodnie udokumentowanych) relacji o niezwykłych przeżyciach ze zwierzętami.
Przypisy źródłowe
Najobszerniejszy jak dotąd zbiór materiałów znajduje się w dziele E. Bozzano, Gli animali hanno un’anima (1950, Europa-Verlag, Werona).
Również w nowej książce F. Mosera, Spuk (wyd. Gyr, Baden, Szwajcaria, 1950), znajduje się osobny rozdział poświęcony tej tematyce, zatytułowany Stallspuk („Duchy w stajni”).
Przypadek 1:
Pies autora „Flick” przeżywa niezwykłe doświadczenie
Ludzie, których oczy, nerwy wzrokowe lub mózg są osłabione, uszkodzone lub chore (czasem jednak także osoby całkowicie zdrowe), często doświadczają tego, co określa się mianem złudzeń zmysłowych w szerszym znaczeniu.
W takich sytuacjach rzeczywiste przedmioty lub zjawiska są postrzegane w sposób zniekształcony, bądź dostrzega się rzeczy i zdarzenia, które w rzeczywistości nie istnieją.
Wielu z nas zdarzyło się np. w gęstej mgle wziąć stary pień wierzby za ludzką sylwetkę. Podobne obserwacje poczyniono również u psów i koni.
Jeśli dzieje się to u ludzi lub zwierząt o zdrowych organach zmysłów i prawidłowym układzie nerwowym, mówimy wówczas o złudzeniach zmysłowych w węższym znaczeniu.
Natomiast jeśli przy jasnym świetle rzeczywiście istniejące przedmioty są postrzegane w sposób zniekształcony lub wypaczony wskutek chorobowych zmian w organizmie odbiorcy, określa się to mianem iluzji (fałszywego przedstawienia rzeczywistości).
Często rolę odgrywają tu również choroby psychiczne – podobnie jak przy prostych złudzeniach zmysłowych, gdzie nadmierna aktywność wyobraźni może wywoływać fałszywe obrazy.
Z kolei halucynacje (czyli obrazy w ogóle nieistniejące w rzeczywistości) obserwujemy np. w czasie wysokiej gorączki.
Nawykowi alkoholicy widzą nieistniejące białe myszy. (Inaczej jest w przypadku, gdy osoba odurzona widzi rzeczy podwójnie – wówczas mamy do czynienia z iluzją).
Psy, których mózg został uszkodzony przez wirus nosówki lub wścieklizny, wykazują czasem zachowania, które można interpretować jako halucynacje – np. łapią nieistniejące muchy lub atakują wyimaginowanych przeciwników.
Właściwa historia
Mój ratlerek Flick miał zwyczaj, gdy wieczorem wychodziłem z nim na dwór, urządzać z radosnym szczekaniem szalony taniec radości na łące przed moim domem.
Pewnego razu, przy pełni księżyca – choć sam księżyc był skryty za gęstą mgłą – ktoś pozostawił ok. 20 metrów od domu roboczy płaszcz zawieszony na widłach wbitych w ziemię.
Flick natychmiast dostrzegł ten niezwykły widok i rzucił się z gwałtownym szczekaniem w stronę domniemanego obcego intruza.
Jednak tuż przed celem zatrzymał się nagle, usiadł na tylne łapy i zadarł głowę, wyją – tak, jak zwykł to czynić, gdy zgodnie ze zwyczajem wielu psów oddawał swój tajemniczy hołd jasnemu księżycowi.
(Noc była mglista, sam księżyc niewidoczny, lecz jego światło, przytłumione przez mgłę, wskazywało prawidłowy kierunek).
Po pewnym czasie Flick przerwał wycie, po czym powoli – bez radosnego biegania i jakby pod wrażeniem niezwykle silnego przeżycia – przeszedł do swoich zwyczajnych wieczornych zajęć.
Szczególnie osobliwe było to, że od tej pory przez kilka dni zmienił swoje dotychczasowe przyzwyczajenia.
Zawsze bowiem, zaraz po wyjściu wieczorem na dwór, biegł najpierw w miejsce, gdzie pierwszego wieczoru stały widły i płaszcz, szczekał tam z zadartą głową na domniemanego przeciwnika (choć już bez „księżycowej pieśni”), a dopiero potem rozpoczynał swój zwykły bieg radości.
Z dnia na dzień jednak jego zachowanie stawało się coraz bardziej ospałe, aż w końcu zupełnie z tego zrezygnował.
Analiza zjawiska
Najprostsze wydaje się przypuszczenie, że Flick uległ pierwszego dnia prostemu złudzeniu zmysłowemu w węższym sensie.
Nawet jego nagłe przejście od zachowania atakującego do ceremonii „powitania księżyca” da się wytłumaczyć, jeśli uwzględni się zjawisko, które Tinbergen nazwał „ruchem zastępczym” (Übersprungsbewegung).
Pojawia się ono u zwierząt (a także u ludzi), gdy dwa przeciwstawne popędy są jednocześnie pobudzone lub gdy zamierzone działanie zostaje przerwane, rozczarowujące lub niepełne.
Powstaje wtedy zaburzenie napięcia wewnętrznego, które rozładowuje się nie poprzez odpowiednie zachowanie, lecz w działaniu zastępczym, pozornie bez sensu (atak na rzekomego intruza zamienia się w wycie do księżyca).
Flick mógł więc w obliczu niezrozumiałego dla niego zjawiska (widły z płaszczem) wykonać gest bezradności, podobny do tego, jaki wywołuje w nim tajemnicze wrażenie światła księżyca.
Trudniej wyjaśnić jego zachowanie w kolejnych dniach.
Nie trzeba jednak zakładać, że chodziło o halucynację.
Prawdopodobnie żywe wspomnienie poprzedniego przeżycia po prostu wywołało powtórzenie wcześniejszej reakcji.
Bodziec nie pochodził więc z zewnątrz (ani rzeczywiście, ani pozornie), lecz z wnętrza psychiki zwierzęcia.
Przykład ten pokazuje, że rozróżnienie pomiędzy złudzeniami zmysłowymi, iluzjami i halucynacjami w praktyce nie jest tak proste, jak sugeruje to nasza szkolna wiedza.
Flick – dodajmy – miał wówczas siedem lat, a więc był w pełni psich sił, i aż do śmierci w wieku trzynastu lat pozostał całkowicie zdrowym i pogodnym zwierzęciem.
Przypadek 2:
Mr. Rider Haggard widzi we śnie śmierć swojego psa
Źródło: Rivista di Studi Psichici (sierpień 1904) oraz Journal of the Society for Psychical Research (październik 1904).
Angielski pisarz Rider Haggard opowiada, że pewnej nocy jego żona obudziła go, ponieważ wydawał z siebie jęki i niewyraźne dźwięki, podobne do odgłosów przerażonego zwierzęcia.
Po przebudzeniu Haggard opowiedział jej, że śnił o „Bobie”, starym psie myśliwskim należącym do jego córki.
Sen składał się z dwóch części.
W pierwszej Haggard miał wrażenie, jakby dusił się pod strasznym ciężarem koszmaru.
Dopiero gdy w śnie usłyszał głos żony, która próbowała go obudzić, obraz snu stał się wyraźniejszy.
„Widziałem – powiedział – naszego dobrego, starego Boba, leżącego na boku wśród trzcin nad stojącą wodą. W tym samym momencie miałem wrażenie, jakbym tajemniczym sposobem wyszedł z ciała Boba z własną świadomością, podczas gdy on z wysiłkiem próbował podnieść głowę w stronę mojej twarzy.
Próbował do mnie przemówić, ale ponieważ nie mógł użyć dźwięków, przekazał mi w inny, niewysłowiony sposób, że umiera.”
Następnego ranka Haggard opowiedział sen swoim córkom i wszyscy śmiali się z tego.
Jednak gdy Bob nie pojawił się o zwykłej porze, rodzina zaczęła się niepokoić i rozpoczęła poszukiwania.
Dopiero po czterech dniach Haggard sam odnalazł zwierzę – unoszące się w wodzie stawu, około dwóch kilometrów od domu.
Ciało psa miało zmiażdżoną czaszkę i złamane nogi.
Jak się później dowiedziano, kolejarz znalazł zakrwawioną obrożę psa na wiadukcie kolejowym przebiegającym nad wspomnianym zbiornikiem wodnym.
Krótko przed północą – około dwóch godzin przed snem Haggarda – po torze tym przejechał pociąg poza rozkładem, który potrącił psa i zrzucił jego ciało do wody pod mostem.
Według opinii weterynarza badającego zwłoki, pies zginął natychmiast.
Jeśli przyjąć tę ocenę za prawidłową, oznacza to, że zwierzę zmarło około dwóch godzin przed snem Haggarda.
Interpretacja przypadku
Wyjaśnienie tego zjawiska nie jest proste.
Nie można tu mówić o telepatii w ścisłym sensie, gdyż między wypadkiem a snem upłynęło zbyt wiele czasu.
Oczywiście istnieje możliwość, że weterynarz się pomylił, i że pies jeszcze żył, gdy Haggard go widział we śnie.
Można też przypuszczać, że Haggard otrzymał telepatyczny przekaz w chwili śmierci psa, zarejestrował go podświadomie, a dopiero we śnie treść ta stała się dla niego świadoma.
Nie można też wykluczyć jasnowidzenia przestrzennego lub czasowego, choć byłoby to bardziej niezwykłe.
Gdyby jednak Haggard faktycznie posiadał takie zdolności, prawdopodobnie już wcześniej doświadczyłby podobnych zjawisk – a nic o tym nie wiadomo.
Zresztą możliwość widzenia poza czasem i przestrzenią wciąż pozostaje w nauce wysoce kontrowersyjna.
Z kolei spirytualiści uznaliby za najbardziej prawdopodobne, że duch psa ukazał się swemu panu we śnie w chwili śmierci.
Przypadek 3:
Czy zwierzęta widzą duchy?
Oryginalny raport prof. Alexandra, wykładowcy Uniwersytetu w Rio de Janeiro, znajduje się w:
Proceedings of the Society for Psychical Research, Londyn, tom VII, s. 183.
Profesor Alexander spędzał pewnego ciemnego wieczoru czas na górnym tarasie swojego domu, rozmawiając z panem M. Davisem.
W pewnej chwili usłyszeli długotrwałe, monotonne szczekanie psa łańcuchowego.
Okazało się, że zwierzę szczekało w górę, jakby na niewidzialny przedmiot, a w jego głosie nie brzmiała złość, lecz raczej strach.
Tymczasem dwie córki profesora, które znajdowały się w domu, zawołały do niego, że przed psem stoi zjawa –
(„to znany rodzinie duch”).
Nieco później, gdy cała rodzina siedziała już razem w pokoju na parterze, młodsza z dziewczynek – prawie jeszcze niemowlę – nagle krzyknęła:
„Manni! Manni!”
i wskazała na coś niewidzialnego dla pozostałych, znajdującego się w pobliżu drzwi.
Kiedy dziewczynka zorientowała się, że nikt inny nie widzi tego, co ona, na jej twarzy pojawił się wyraz zdumienia, który wyraziła słowami:
„Wszystko zniknęło”.
Interpretacja E. Bozzano i autora
Znany parapsycholog Ernesto Bozzano zwrócił w interpretacji tego przypadku szczególną uwagę na fakt, że zwierzę postrzegło „widmo” wcześniej niż ludzie.
Uważał on, że to podważa tzw. animistyczną interpretację, według której halucynacje dzieci mogłyby zostać telepatycznie przekazane psu, i opowiadał się raczej za spirytystycznym stanowiskiem – że było to rzeczywiste zjawisko duchowe.
Autor niniejszego opracowania nie zgadza się jednak całkowicie z Bozzano.
Sam fakt różnicy czasowej w percepcji u człowieka i zwierzęcia nie wystarcza, by uznać, że mamy do czynienia z prawdziwym duchem.
Można bowiem przypuszczać, że w psychice dzieci, z głębokich warstw nieświadomości, pojawiła się wizja halucynacyjna, która telepatycznie przeniosła się na psa.
Mimo że obraz ten powstał równocześnie u dzieci i u zwierzęcia, świadomość psa mogła zareagować szybciej, ponieważ jego procesy psychiczne są prostsze i mniej złożone niż u człowieka.
U ludzi bowiem przejście treści z podświadomości do świadomości napotyka więcej przeszkód niż u istot żyjących głównie w sferze instynktu.
Czytelnik może więc sam, w oparciu o własne rozważania, zdecydować, czy chodziło tu o:
-
iluzje psychiczne dzieci, przeniesione telepatycznie na psa,
czy też o -
autentyczne zjawisko duchowe o wszystkich cechach prawdziwego „ducha”.
Przypadek 4:
Kilka drobnych historii z kolekcji autora
-
Rolnik G. L. z W. był bardzo przywiązany do swojego psa.
Kiedy został powołany na wojnę, w każdym liście polowym pytał o jego los.
Pewnej nocy, o godzinie 22.00, pies zaczął żałośnie wyć i skomleć i długo nie można go było uspokoić.
Później nadeszła wiadomość, że jego pan zmarł dokładnie o tej samej godzinie w punkcie opatrunkowym we Lwowie.
(Telepatyczny przekaz umierającego człowieka do ukochanego zwierzęcia – odpowiednik przypadku Haggarda). -
W. H. siedział pewnego wieczoru (podczas II wojny światowej) jak zwykle w domu.
Nagle jego zazwyczaj spokojny pies wpadł w niezwykłe podniecenie i próbował siłą wyciągnąć pana z domu.
Przerażony W. H. pomyślał natychmiast o wściekliźnie w końcu poszedł za psem na zewnątrz i zastrzelił go. Bezpośrednio potem dom legł w gruzach wskutek trafienia bombą lotniczą.
(Zwierzę najwyraźniej miało przeczucie nadchodzącego nieszczęścia – jasnowidzenie przyszłości?)… - Ogrodnik H. L. z W. został w roku 1944 w nocy zbudzony przez wściekłe szczekanie swojego psa. Poszukiwania włamywaczy w domu i okolicy nie dały rezultatu. Nieco później tej samej nocy na strychu rozległ się dźwięk podobny do wystrzału z broni. Krzesło właściwego właściciela domu i psa (wówczas w wojsku w Grecji) wykazywało już pęknięcia w siedzisku (stąd najpewniej hałas podobny do strzału).
Po pewnym czasie nadszedł list polowy, że pan psa na Krecie, podczas wypadu rozpoznawczego, wpadł do studni, lecz pozostał przy życiu, aż po dłuższym czasie został odnaleziony i uratowany. Jego upadek do studni na Krecie nastąpił w tym samym czasie, kiedy w W. u psa i na krześle wystąpiły opisane zjawiska.
(Człowiek, znajdując się w godzinie najwyższego zagrożenia życia, najwyraźniej zdołał przekazem myślowym i transferem energii – telepatia, telekineza – uczestniczyć psem w swojej trwodze i spowodować dźwiękową reakcję przedmiotu domowego. Można by oczywiście przyjąć także, że pies w rodzaju jasnowidzenia postrzegł niebezpieczne położenie swego pana. Za pierwszą interpretacją przemawiają jednak zjawiska zaobserwowane na krześle. Jak gdyby człowiek ogarnięty śmiertelną trwogą nieświadomie usiłował sprowadzić pomoc do swego domu rodzinnego, przy czym najwyraźniej potrafił oddziaływać tylko na psa i na martwy przedmiot).
Przypadek 5:
Zupełnie osobliwa historia. Czarownik-Buszmen zabija antylopę oddaloną o 12 kilometrów
Sprawozdawcą przypadku jest M. Böhmer w Zeitschrift für Parapsychologie, Lipsk 1921, s. 605. – Autor zna jedynie referat tego sprawozdania.
Afrykańskie oddziały Schutztruppe (prawdopodobnie podczas I wojny światowej) znów cierpiały na dotkliwy brak mięsa i nie były w stanie upolować zwierzyny. Zapanowało zrozumiałe przygnębienie.
Buszmeński przewodnik i znachor Aucuib, należący wówczas do stammesangehörigen przy oddziale, na pytanie o źródła mięsa obiecał, że wkrótce dostarczy obfitości mięsa dzięki swojej sztuce czarnoksięskiej. Otrzymał pozwolenie i natychmiast wraz ze swymi krajanami, w blasku księżyca, rozpoczął rodzaj ceremonii przywoławczej z tańcami i modlitwami.
Po dłuższym czasie nagle znieruchomiał jak skamieniały, podczas gdy jego ludzie zaczęli przenikliwie gwizdać. Wreszcie unieśli łuk, a on wypuścił strzałę wysoko w powietrze na północ. Natychmiast, w największym pośpiechu, wyruszył następnie na czele oddziału w kierunku północnym, pokonując w dwie godziny dystans 12 km.
Twarz Aucuiba była przez cały ten forsowny marsz kredowobiała.
Na końcu marszu, pod jego prowadzeniem, znaleziono w zaroślach padłego starego byka elanda. Doświadczeni myśliwi z oddziału oszacowali, że śmierć zwierzęcia nastąpiła około dwóch godzin wcześniej.
Aucuib wyciął ostatecznie z skóry antylopy niewielki, okrągły kawałek (rana śmiertelna? – przyp. aut.) i schował go w swojej szacie.
Z relacji podróżników, misjonarzy i parapsychologów znana jest cała seria udokumentowanych przypadków, w których czarownikom udawało się spowodować śmierć ludzi poprzez praktyki magiczne (czarna magia). Zawsze jednak przebiegało to tak, że skazany na śmierć musiał w jakiś sposób dowiedzieć się, iż rzuca się na niego czar śmierci; czar pozostawał nieskuteczny, jeśli ofiara o nim nie wiedziała.
Tym bardziej mało prawdopodobne wydaje się, by zwierzę można było zabić magią na dużą odległość.
W całej relacji pominięto także możliwość oszustwa ze strony Aucuiba lub jego ludzi. Jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii mógł się oddalić jeden z Buszmenów i zabić znane mu z miejsca bytowania zwierzę zatrutą strzałą.
Za tym przemawia również wycięcie kawałka skóry (zapewne rana po truciznie) przez czarownika. Bez gwarancji, że nie doszło do takiego podstępu, nie sposób rozstrzygać sprawy.
Gdyby jednak oszustwo wykluczyć, należałoby przyjąć, że Aucuib potrafił dokonać w sobie rozszczepienia świadomości, ukazać się zwierzynie jako sobowtór i zabić ją być może przez efekt przerażenia. To i tak bardziej prawdopodobne, niż zakładać, że był w stanie zdematerializować strzałę, pokierować ją do odległego celu, a tam znów zmaterializować – i to ewentualnie wraz z trucizną itd.
Być może najtrafniejszym tytułem dla tego przypadku byłoby: „Biali dają się wpuścić w maliny czarnemu czarownikowi”.
Przypadek 6:
Żywa kotka napotyka psie widmo
Sprawozdawcą jest amerykański parapsycholog Hereward Carrington w American Journal of the Society for Psychical Research, 1908, s. 188.
Trzy osoby – dwie panie i pan – spacerowały wiejską drogą i żywo rozmawiały.
Nagle jedna z pań (uchodząca za obdarzoną zdolnościami jasnowidczymi) zobaczyła psa, biegnącego przed nią drogą. Było tuż po zachodzie słońca, lecz jeszcze nie zapadł zmrok – było na tyle jasno, że wszystko dało się dobrze rozróżnić.
Pozostałe dwie osoby psa nie widziały, jednak pani-jasnowidzka zarzekała się, że pies przez dłuższą chwilę biegł przed wszystkimi środkiem drogi. Był wielkości foksteriera, o żółtym umaszczeniu, długim pysku i krótkim, lecz długowłosym ogonie.
Gdy troje spacerowiczów rozprawiało o tym zagadkowym zwierzęciu, nagle – i to widzieli wszyscy troje – z położonego nieopodal domu wyszła spokojnie i jakby beztrosko kotka, zamierzając przekroczyć drogę. Nie zdążyła jednak.
W połowie drogi nagle wygięła grzbiet, nastroszyła ogon, syknęła, a następnie uderzała i gryzła w pustą przestrzeń – dokładnie w tym miejscu, gdzie według relacji jasnowidzki znajdowało się psie widmo.
Zachowywała się tak, jakby niespodziewanie zderzyła się z prawdziwym psem z krwi i kości. W końcu wykonała błyskawiczny zwrot i pędem wpadła z powrotem do domu, z którego wyszła.
W czasie całego zdarzenia – jak powiedziano – wszyscy troje widzieli kotkę, natomiast jasnowidzka aż do opisanego momentu „zderzenia” obojga zwierząt widziała także psa.
Kiedy jednak rzuciła okiem za uciekającą kotką i znów spojrzała na psie widmo, to zniknęło.
Pies – jak zeznała – w ogóle nie zwracał uwagi na kotkę, nawet wtedy, gdy ta, jak się zdawało, gryzła go zębami i drapała pazurami. Niewzruszenie szedł prosto przed siebie, aż stał się dla obserwującej pani niewidzialny.
Sprawozdawca kończy relację następująco:
„To są fakty, za których prawdziwość ręczę. Pozostawiam czytelnikom swobodę ich interpretacji.”
Autor niniejszego opracowania uważa, że pan Carrington zbyt łatwo uchylił się od trudności, i próbuje choć trochę naprowadzić czytelnika.
Obok innych istnieją dwie możliwości wyjaśnienia:
-
Pani-jasnowidzka miała halucynację psa i telepatycznie przeniosła ją na kotkę – koty są silnie medialnie uzdolnione; albo
-
Był to przypadek psychometrii.
Pod tym niefortunnie dobranym terminem rozumie się następujące:
Niektórzy parapsychologowie sądzą, że niekiedy miejsca „nasycają się” energią psychiczną i długo ją przechowują dla „sensytywnych” (tj. podatnych) ludzi i zwierząt, o ile właśnie tam rozegrały się wydarzenia, które wzbudziły wyjątkowo silne poruszenie emocjonalne u człowieka lub zwierzęcia.
Kiedy sensytywny osobnik przechodzi przez takie miejsce, może halucynacyjnie widzieć zjawiska lub sceny odpowiadające temu, co stanowi podstawę psychometrii.
Część zjaw – zwłaszcza przywiązanych do miejsc – animistyczni parapsychologowie pragną tłumaczyć właśnie w ten sposób.
W omawianym przypadku można więc założyć, że pas środkowy drogi był psychometrycznie naładowany i kolejno przekazał halucynację psa najpierw pani-jasnowidzce, a potem kotce.
Trzecia możliwość wyjaśnienia ma charakter spirytystyczny i przyjmuje, że chodziło o prawdziwe psie widmo.
Czytelnik ma więc przynajmniej wybór. Autor skłania się ku wyjaśnieniu nr 1.
Przypadek 7:
Koń widzi ducha?
Miss M. Scott w latach 1893–1900 opublikowała różne relacje ze swoich obserwacji tego samego ludzkiego widma. Zob. Journal of the Society for Psychical Research, Londyn, tomy VI i VIII.
Z relacji sir George’a Douglasa dla siostry Miss Scott wynika, że w miejscu na drodze, gdzie wspomniane widmo zwykło ukazywać się sprawozdawczyni i innym osobom, wiele lat wcześniej cygańska szajka zamordowała starszego pana.
Poniżej – dosłownie – fragmenty relacji interesujące nas w tym kontekście:
„Wczorajsze zjawisko, z 16 sierpnia, pozwala mi wydać trafniejszy sąd, ponieważ jestem już pewna, że nasz mężczyzna to duchowny starego wyznania.
Dlaczego jednak ten „ojciec Kościoła” ciągle odwiedza tę drogę, pozostaje tajemnicą.
Przy skraju drogi, kilka kroków od miejsca ukazania się widma, kosił trawę rolnik, odwrócony do zjawy plecami.
Obok niego stał zupełnie spokojnie jego koń, zaprzężony do wozu.
Być może to tylko przypadek.
Ale koń wykonał potężny skok dokładnie w chwili, gdy zjawa się pojawiła…
Najdziwniejsze zaś, że gdy zapytałam rolnika, czy coś widział, zaprzeczył.
Dodałam: ‘Ależ ten pan był tu przy panu’.
On znowu: ‘Nie widziałem żadnego człowieka’, choć można było wyczuć, że sława tej drogi jest mu dobrze znana, bo sprawiał wrażenie nerwowego i na koniec powiedział: ‘To nie miejsce na samotne spacery’.”
Jeśli nie chcemy przyjmować przypadku (użądlenie pszczoły itp.), można i tutaj wyobrazić sobie, że pani doznała halucynacji, którą telepatycznie przeniosła na konia.
(Powstanie halucynacji można by – podobnie jak w Przypadku 6 – tłumaczyć psychometrycznie).
Doświadczeni znawcy koni podsuną jednak inne wyjaśnienie, ku któremu skłania się autor.
Z dokładnych badań „czytających, myślących” koni pana von Ostena i pana Kralla, a także z podobnych obserwacji u psów, wiadomo, jak nadwrażliwie zwierzęta, zwłaszcza konie, potrafią wychwytywać najdrobniejsze ruchy u ludzi (nawet do jednej piątej milimetra).
Nie sposób zatem wykluczyć, że koń zauważył mimowolne i nieświadome minimalne zmiany w wyrazie twarzy i postawie pani, które go przestraszyły.
Spirytyści w końcu będą dowodzić, że było to prawdziwe widmo zamordowanego duchownego, które stało się widoczne także dla konia.
Podsumowanie
Poza psami i kotami parapsychologiczne zjawiska obserwowano – choć rzadziej – także u koni, bydła i ptaków. W jednym sprawozdaniu mowa jest nawet o „duchu pająka”.
Liczba dokładnie zaobserwowanych i opublikowanych w literaturze przypadków wynosi, według zestawienia E. Bozzano (1950), łącznie 241.
Rozdział końcowy:
Co na takie pytania powiada Goethe?
Z Rozmów Eckermanna z Goethem – październik 1827.
Pewnego razu J. P. Eckermann, przyjaciel z lat starości i sekretarz prywatny Goethego, opowiedział o zagadkowym przeżyciu z dzieciństwa.
Ukochany kanarek wymknął się chłopcu Eckermannowi, który był niepocieszony i przez cały dzień na próżno go szukał.
W następnej nocy przyśniło mu się ze wszystkimi szczegółami, jak ponownie wyrusza na poszukiwania ptaszka i odnajduje go siedzącego na dachu sąsiedniego domu.
„Widzę – opowiada Eckermann – jak go zwabiam, jak zbliża się do mnie w dół, jak porusza skrzydłami zachłanny na pokarm, a jednak nie może się zdecydować, by zlecieć na moją dłoń.
Widzę, jak pędem przez nasz ogródek wbiegam do swojej izby i przynoszę kubek z namoczonym siemieniem lnianym; widzę, jak podaję mu jego ulubiony pokarm, jak zsiada na moją dłoń, a ja z radością niosę go z powrotem do swojej izby.”
Tyle sen chłopięcy Eckermanna.
Kiedy się obudził, wkrótce znów wyruszył na poszukiwania ukochanego ptaszka – i oto wszystko rozegrało się w rzeczywistości dokładnie tak samo, aż po ostateczne odzyskanie zwierzątka, jak mu się wcześniej przyśniło.
Goethe rzekł na to:
„To pańskie chłopięce zdarzenie jest istotnie najwyższej osobliwości.
Ale takie rzeczy jak najbardziej mieszczą się w naturze, choć nie mamy do nich właściwego klucza.
Chadzamy wszyscy pośród tajemnic” (później Goethe powiedział nawet: „Błądzimy wszyscy w tajemnicach i cudach”).
„Otacza nas atmosfera, o której jeszcze wcale nie wiemy, co się w niej porusza i jak jest powiązane z naszym duchem.
Tyle jest pewne, że w szczególnych stanach czułki naszej duszy mogą sięgać poza granice ciała i pozwolony bywa przeczut, a nawet rzeczywiste spojrzenie w najbliższą przyszłość.
Mamy wszyscy coś z sił elektrycznych i magnetycznych w sobie i wywieramy, jak sam magnes, siłę przyciągania lub odpychania, w zależności od tego, czy stykamy się z czymś podobnym, czy niepodobnym.”
źródło: Okkulte Phänomene bei Tieren (von der Tierpsychologie zur Tierparapsychologie) autor: Prof. Dr. A. Koegel; Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – Aprilheft 1951 Nr. 7 Jahrgang 1950/51.