Wieszcz

Fałszywi Mesjasze

By William Oxley.
William Oxley

W Medium and Daybreak z 3 października 1870 roku opublikowałem artykuł na ten temat, w którym wspomniałem o siedmiu lub ośmiu „pretendentach” do zaszczytu mesjaszostwa. Nie jestem jednak wcale skłonny wierzyć, że wszyscy ci pretendenci są świadomymi oszustami. Dla wielu, a może nawet dla większości umysłów, teoria „duchów opętujących” może nasuwać się jako wyjaśnienie tych niezwykłych urojeń; i być może jest to wyjaśnienie właściwe.

Historia przeszłości odnotowała pojawianie się takich osób, ale zdarzało się to tylko okazjonalnie i w rzadkich odstępach czasu; i podobnie jak stanie się to z obecną konkurencyjną listą, tak i w przeszłości oni sami oraz ich roszczenia pogrążały się w niepamięci, z której się wynurzyli. Sądzę, że kilku takich pretendentów znajduje się w Ameryce, oprócz innych, o których nie mam szczegółowych informacji, lecz poniżej podaję jeszcze trzy dalsze przypadki. Jeśli wyrażenie „znaki czasów” ma jakiekolwiek znaczenie, to z pewnością taki nagromadzony wysyp mesjanicznych pretendentów pojawiających się obecnie nie jest pozbawiony znaczenia.

W styczniu bieżącego roku „Nowa Dyspensacja” została formalnie zainaugurowana w Kalkucie przez poświęcenie flagi — purpurowego jedwabnego sztandaru, osadzonego na srebrnym drzewcu, ustawionego na otwartej przestrzeni marmurowej posadzki przed amboną w świątyni Brahmo Samadź. Ceremonia była w najwyższym stopniu uroczysta, z towarzyszeniem muzyki, fanfar trąbek, palenia kadzidła, zapalonych lamp itd. Pod skromniejszym mianem „Apostoła” kryje się, jak można mieć niewielkie wątpliwości, roszczenie wyższe, mianowicie do awataryczności albo mesjaństwa. Osobą tę jest nie kto inny jak Keshub Chunder Sen, obecny przywódca Brahmo Samadź (choć odrzucony przez niektórych, którzy wycofali się z ruchu prowadzonego pod jego kierunkiem i utworzyli odrębne odłamy). Okazją wydaje się być rocznica Brahmo Samadź, założonego przez nieżyjącego już radżę Ram Mohun Roya, bramina z Bengalu, który zmarł w Anglii w 1833 roku; Kościół ten lub system został ustanowiony na najszerszej i najbardziej katolickiej podstawie oraz zmierzał do reformy obecnego systemu kastowego i kościelnego w Indiach.

Był to Kościół teistyczny, blisko spokrewniony z zasadami unitarianizmu, uznający ojcostwo Boga i braterstwo człowieka. Wielu zapewne pamięta wizytę Keshuba Chundera Sena w tym kraju przed kilku laty, podczas której wielokrotnie przemawiał, głównie z ambon unitariańskich. Sądzę jednak, że pan Sen utracił sympatię środowiska unitariańskiego z powodu pewnych okoliczności związanych z wydaniem córki za jednego z rodzimych książąt; nie ma jednak potrzeby opowiadać o tym w związku z niniejszym artykułem.

Keshub Chunder Sen bez wątpienia całkowicie zmienił i odszedł od nauk oraz ceremonii Brahmo Samadź, tak jak zostały one pierwotnie ustanowione przez jego założyciela. W trakcie wspomnianych uroczystości rocznicowych pan Sen słownie protestował przeciw temu, by uważać go za proroka lub pośrednika między Bogiem a człowiekiem, a zarazem ogłaszał siebie i niektórych swoich współpracowników jako „Apostołów Nowej Dyspensacji, wybranych i upoważnionych do wprowadzenia jej na zwycięską drogę”. Mówiąc zaś o tym dziele, powiedział: „Powiadam, że stoi ono na tym samym poziomie co dyspensacja żydowska, dyspensacja chrześcijańska i dyspensacja wisznuicka poprzez Ćajtanję”. Dalej: „Ta Dyspensacja jest równie boska jak dyspensacja Chrystusa. Zaprawdę, Pan Niebios zesłał światu tę Nową Ewangelię”. I jeszcze: „Tutaj widzicie szczególną opatrzność Boga, dokonującą odkupienia kraju za pośrednictwem pełnej Dyspensacji, wraz z jej całkowitym wyposażeniem w apostołów, Pismo i natchnienie”.

Cóż na to powie Kościół Katolicko-Apostolski (Kościół irwingitów), który został założony około 40 lat temu przez wybór 12 Apostołów, powołanych, aby opieczętować 144 000 dusz w chrześcijaństwie, i którzy mieli utworzyć Kościół, do którego Pan Jezus Chrystus miał przyjść osobiście; a o którym to wydarzeniu ogłoszono, że nastąpi, zanim wszyscy Apostołowie zostaną zabrani przez śmierć? Jedenastu z dwunastu już nie żyje, a ostatni z ocalałych jest bardzo słabym starcem, po którym — poza nadzwyczajnymi okolicznościami — nie można się spodziewać, że przeżyje jeszcze wiele lat. Dziwnym, lecz jednak prawdziwym faktem jest to, że ruch zapoczątkowany i rozwinięty w Indiach przez Keshuba Chundera Sena jest niemal kopią Kościoła Katolicko-Apostolskiego; rytuały i ceremonie obu wykazują uderzające podobieństwo.

Gdy byłem w Londynie dwa tygodnie temu, jechałem tramwajem do Bow i wsiadł człowiek z dużym pakietem papierów. Otworzywszy go, rozdał każdemu z nas po jednej ulotce. Był to mężczyzna średniego wzrostu, o ciemnej cerze i z bardzo długimi, opadającymi na ramiona czarnymi włosami. Okazało się, że jest to „Ostrzeżenie Strażnika dla Domu Izraela”. Był to nieprzerwany ciąg cytatów biblijnych z różnych miejsc, wszystkie zmierzające do jednego punktu, mianowicie że „człowiek z włosami długimi na dwadzieścia cali” został szczególnie powołany i posłany przez Boga, by ostrzec chrześcijaństwo ogólnie, a Anglię w szczególności, że Bóg czeka już tylko krótką chwilę, zanim wyleje czasze swego gniewu na lud. Drukiem pochyłym wydrukowano: „To jest Prorok, na którego czekają Żydzi, Król, Sędzia i Kapłan na wieki — Mesjasz”. Tym Strażnikiem, Prorokiem i Mesjaszem jest niejaki pan E. W. Menanoch, którego fotografię można otrzymać u G. Threadwella, fotografa, 288 High Street, Stratford, Londyn E., tak że sam pretendent nie jest żadnym mitem.

Korzystając z nadarzającej się sposobności podczas wizyty u przyjaciela w tamtej okolicy, odwiedziłem tak zwane Osiedle Shakerów niedaleko Lymington w hrabstwie Hampshire. W towarzystwie młodego przyjaciela, dzięki którego uprzejmości otrzymałem wprowadzenie, najpierw spotkałem jednego lub dwóch głównych przedstawicieli męskich tej wspólnoty i rozmawiałem z nimi, lecz gdy zauważyli, że wyprowadzam ich poza głębię ich wiedzy, powiedzieli, że najlepiej będzie, jeśli zobaczę się z ich „Matką”, panią Girling, która odpowie na każde pytanie, jakie zechcę zadać.

Udaliśmy się więc do ich domu zgromadzeń — nędznej drewnianej szopy, przykrytej przeciekającym brezentem. Trwało właśnie nabożeństwo i zastaliśmy tam około 60 osób, głównie kobiet, przeważnie młodych, śpiewających, podczas gdy pani Girling stała pośród nich. Gdy śpiew, z towarzyszeniem harmonium, trwał, trzy kobiety podniosły się, najwyraźniej w stanie transu lub półtransu, i zaczęły tańczyć wokół Matki Girling (która jest kobietą o wyrazistych rysach i wielkiej stanowczości charakteru, mniej więcej pięćdziesięcioletnią, jak sądzę). Zauważyłem, że te kobiety pochylały się przed nią aż do ziemi — w istocie oddawały pani Girling cześć — i półśpiewnym tonem zwracały się do niej w następujących słowach: „Święta, święta, święta jesteś Ty, o Królu, albowiem Ty, któryś był umarły, znów żyjesz; i czcimy Cię jako Pana, Boga naszego”; oraz wiele więcej w tym samym duchu. Powód, dla którego padały do jej stóp, stał się wkrótce jasny.

W tym momencie zapytałem panią Girling, dlaczego pozwala kobietom padać przed nią na twarz, i prowadziliśmy rozmowę przez pełne pół godziny. Treścią i sednem jej wypowiedzi było to, że jeśli chodzi o jej osobowość, nie jest już panią Girling. Powiedziała: „To nie pani Girling przemawia do ciebie, lecz Pan Jezus Chrystus; jestem mężczyzną w ciele tej kobiety”.

W.O.: Czy chce pani przez to powiedzieć, że uważa się pani za prawdziwego Jezusa, Chrystusa?

Mrs. G.: Jestem Tym, który przyszedł w ciele blisko 2 000 lat temu, i został wówczas ukrzyżowany, a potem wstąpił do Nieba; lecz teraz przybyłem ponownie i zostałem reinkarnowany w ciele tej kobiety. Noszę na swym ciele ślady ran po gwoździach, które otrzymałem na Kalwarii.

W.O.: Czy mam rozumieć, że na pani stopach znajdują się dosłownie odpowiadające tamtym ślady gwoździ? Jeśli tak, to mamy do czynienia ze stygmatami.

Mrs. G.: Oczywiście, są tam rzeczywiste i dosłowne ślady, które pozostały na moich stopach przed ponad 1 800 laty. Uwierz mi! Albowiem jestem Alfą i Omegą, pierwszym i ostatnim, i nie będzie nikogo innego po mnie.

W.O.: Proszę wybaczyć, że poddaję to w wątpliwość, ale świat ma już dość rzekomych męskich zbawców. Rozwinęli oni jedynie zasadę męską, a rezultatem nie było nic poza walkami i sporami. Tym, czego świat ludzkości potrzebuje teraz, jest Kobieta-Zbawicielka, to znaczy religia miłości, która zdołałaby poskromić rywalizujące i wojujące frakcje oparte na wyznaniach, wierzeniach i tym podobnych. Dlatego też spotykam panią na pani własnym gruncie i oświadczam wobec pani, że z całą pewnością nie jest pani ostatnia. Bo tak jak w Stworzeniu nie było dobrze, by mężczyzna był sam, i aby temu zaradzić, została stworzona kobieta, tak też w odkupieniu nie wystarczy, by sam Męski Zbawiciel istniał samotnie; Kobieta-Zbawicielka musi zostać objawiona, a ostatnia będzie pierwszą. Czy jednak wie pani, że są inni oprócz pani, którzy wysuwają to samo roszczenie? Jest pani mniej więcej dwunastą osobą, z którą zetknąłem się bezpośrednio lub pośrednio, i kto ma rozstrzygnąć między wami wszystkimi, która jest którą?

Mrs. G.: Przepowiedziano, że przyjdą „fałszywi Chrystusowie”, i wszyscy inni są fałszywi, bo „oprócz mnie nie ma Zbawcy”.

Rozmowa zeszła następnie na doktrynę celibatu itd. Znalazłszy się na tak nieoczekiwanym gruncie, pani Girling została zbita z tropu i odniosłem wrażenie, że otrzymała więcej, niż była w stanie przyjąć.

Nie przypuszczam, aby wskutek tego, co jej powiedziałem, miała zaniechać swoich roszczeń; sądzę jednak, że niektórzy z jej zwolenników, którzy słuchali naszej rozmowy z zapartym tchem, mogli otrzymać myśl, która pozwoli im przezwyciężyć mesmeryczny czar, pod którego wpływem pani Girling najwyraźniej ich utrzymuje, i wobec którego są lub byli całkowicie bierni. Niezależnie od tego, jaka siła ich pobudza, niewiele ulega wątpliwości, że pani Girling i jej wyznawcy są głęboko przekonani, iż Jezus Chrystus rzeczywiście dokonał swego Drugiego Przyjścia.

Pełne szczegóły tego niezwykłego dzieła można znaleźć w „The Theosophist”, wydawanym w Bombaju.

Wielu potraktuje to, a także wszystkich innych podobnych pretendentów, jako przypadki zwykłego obłędu i bluźnierstwa. Może tak jest, a może nie, ale jedno jest pewne: w tym szaleństwie jest „metoda”, a przecież nie jest to bardziej zadziwiające niż fakt, iż rozumni ludzie spodziewają się dosłownego spełnienia stwierdzenia, że „Chrystus przyjdzie na obłokach i zstąpi z niebios wraz z tysiącami aniołów” itd. Jak bowiem takie wydarzenie mogłoby nastąpić, aby „wszelkie oko” mogło Go ujrzeć, skoro ziemia jest stałą kulą? W takim przypadku, jeśli zstąpienie miałoby nastąpić nad Anglią, dla mieszkańców Australii wydarzenie to byłoby niewidzialne.

źródło:MESSIANIC PRETENDERS.; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, December 24,1881.