Życie senne u starożytnych

autor: William Fishbough

W innym miejscu wysunęliśmy już myśl, że bieg ludzkich wydarzeń – zarówno w odniesieniu do narodów, jak i jednostek – jest kontrolowany przez Inteligencję niezmiernie przewyższającą człowieka.

Inteligencja ta, widząc koniec już od początku i posiadając Moc wystarczającą do urzeczywistnienia swoich nakazów, układa wydarzenia w metodyczny porządek następstw oraz dostosowuje środki do zamierzonych celów przez akty albo akty woli, które właściwie nazywa się Opatrznościami.

Wierzymy, że pogląd ten nie zostanie zakwestionowany przez żaden zrównoważony i pełen czci umysł, który głęboko rozważa dzieje ludzkich wydarzeń z duchowego punktu widzenia.

Być może najbardziej przekonującym dowodem tej przewidującej i opatrznościowej ekonomii jest dokładne spełnianie się wcześniejszych wrażeń, które pojawiały się u pewnych ludzi we wszystkich epokach, lecz szczególnie u proroków czasów starożytnych.

Jeśli bowiem wcześniejsze wrażenia dotyczące ludzkich wydarzeń albo ludzkiego przeznaczenia spełniają się dokładnie całe wieki po tym, jak zostały poczęte – i to tak często, że wykluczają myśl o przypadku jako czynniku ich rozwoju w umyśle – wówczas nie sposób przypuszczać, że przepowiedziane wydarzenia nie zostały uprzednio ułożone w radach tej kierującej Inteligencji, z której same przepowiednie miały swoje źródło.

To właśnie przez kierujące działanie tej Wyższej Mądrości na odpowiadającą jej skończoną umysłowość świata ludzkiego został ukształtowany główny bieg ludzkiej myśli, a zatem i ludzkiego działania.

Ten napływ inteligencji z góry nie powinien być jednak pojmowany jako płynący kanałami zmysłów zewnętrznych. Przeciwnie – wnika on raczej w te wewnętrzne dziedziny umysłu i porusza je, które najpełniej odpowiadają jego własnej boskiej naturze.

Dlatego, ogólnie rzecz biorąc, najpełniej doświadczają go ci, których świadome życie jest najbardziej wewnętrzne, najbardziej duchowe i najbardziej pobożne.

Ponieważ jednak prawie wszyscy ludzie w swym zwykłym stanie są niestety zbyt grubomaterialni i zmysłowi, aby być świadomymi jego działania, najczęściej przychodzi on podczas zawieszenia zmysłów zewnętrznych i aktywności zmysłów wewnętrznych – wywołanych albo sztucznymi środkami, albo naturalnym snem organizmu cielesnego.

Sztuczne przygotowania do takich duchowych napływów były bardzo powszechne wśród proroków, pytii i sybill starożytnych narodów pogańskich. Odpowiedni zbiór ich proroctw i wyroczni oraz relacja wydarzeń, dzięki którym zostały one później spełnione, utworzyłyby rozdział pneumatycznej historii człowieka znacznie ciekawszy nawet niż cuda współczesnego jasnowidzenia magnetycznego.

Obecnie jednak zamierzamy ograniczyć się do tej metody proroczego i napominającego wpływu, która polega na snach i nocnych widzeniach, „gdy głęboki sen przychodzi na człowieka”.

O życiu sennym u starożytnych same zapisy biblijne dostarczają wielu przykładów.

Tak więc w Księdze Rodzaju 31, 10–12 Jakub otrzymał we śnie zapowiedź wielkiego przyszłego pomnożenia swego majątku. Przyszłe przeznaczenie Józefa zostało mu ukazane w podobny sposób – Księga Rodzaju 37.

W Księdze Liczb 12, 6 pojawiają się słowa:

„Jeśli jest wśród was prorok, Ja, Pan, dam mu się poznać w widzeniu i będę mówił do niego we śnie”.

W 1 Księdze Królewskiej 3, 5–15 zawarta jest relacja o pamiętnym śnie Salomona, w którym prosił swego Boskiego Opiekuna o „rozumne serce”, aby mógł sprawiedliwie sądzić swój lud, i w którym otrzymał obietnice będące nagrodą za pokorę i skromność jego prośby.

Wzniosłe i pouczające sny oraz „nocne widzenia”, których doświadczał Daniel, są dobrze znane.

Przechodząc do zapisów Nowego Testamentu, widzimy, że Józef otrzymał we śnie wskazówki dotyczące przyszłych narodzin Jezusa. Po Jego narodzeniu Józef i Maryja zostali również ostrzeżeni we śnie, aby uciekli przed zazdrością Heroda. W ten sam sposób zostali następnie pouczeni, by powrócić do własnego kraju po śmierci tych, którzy czyhali na życie dziecka. Zob. Mateusz 1 i 2.

Nie były też te prorocze i napominające sny – według zapisów biblijnych – ograniczone do Żydów jako narodu wybranego. Występowały równie często wśród pogan.

Tak więc Abimelech, pogański król za dni Abrahama, został

ostrzeżony we śnie, aby nie zawierał pewnych związków, które pociągnęłyby za sobą skutki o żywotnym znaczeniu dla niego samego i dla Abrahama – Rdz 20, 3–7.

Tak też Laban, Syryjczyk, został we śnie ostrzeżony, aby powstrzymał się od prześladowania Jakuba – Rdz 31, 24.

Podobnie faraon, pogański król Egiptu, otrzymał we śnie obietnicę dotyczącą przyszłych siedmiu lat obfitości i siedmiu lat głodu, które miały tak wielkie znaczenie dla jego narodu i dla świata – Rdz 41.

Jednym zaś z najważniejszych objawień, jakie kiedykolwiek zostały dane człowiekowi, było to przedstawione w alegorycznym śnie Nabuchodonozora. Przyszły bieg imperiów i ostateczne ustanowienie panowania Nieba zostały tam zapowiedziane przez obraz człowieka złożonego z różnych metali, a także przez kamień, który uderza go i niszczy, po czym staje się górą i napełnia całą ziemię – Dn 2.

Skoro więc zapisy biblijne bez zastrzeżeń przypisują innym osobom poza Żydami – pewnym osobom pośród pogan – zdolność i przywilej otrzymywania objawień z wysoka za pośrednictwem, szczególnie, snów, możemy bez obawy urażenia jakiegokolwiek konsekwentnego wyznawcy wyższości Biblii jako zapisu boskiego przejść do przykładów z historii świeckiej.

Przykłady te pokażą, że ten sam sposób nadprzyrodzonego pouczenia, ten sam sposób proroczego wrażenia, a zatem ten sam sposób boskiego, opatrznościowego i moralnego kierownictwa był już od najdawniejszych epok wspólny całej ludzkości poza „narodem wybranym”.

Nie próbując przenikać mitycznych mgieł najdawniejszych pogańskich przekazów, możemy tu przytoczyć kilka znamiennych faktów z dziejów królów Medii i Persji.

Astyages, syn Kyaksaresa, króla Medów, miał córkę imieniem Mandane.

Śniło mu się, że wypłynęła z niej tak wielka ilość wody, iż nie tylko napełniła jego własne miasto, ale zalała całą Azję.

Czując, że sen ten zapowiada coś niezwykłej wagi dla niego samego i jego tronu, przekazał go Magom, do których należało wyjaśnianie snów oraz wszelkich innych wydarzeń o złowróżbnym charakterze.

Ich wykładnia zwiększyła jego obawy. Postanowił więc wydać Mandane za pewnego Persa imieniem Kambyzes i odesłać ją z kraju.

W pierwszym roku po małżeństwie Mandane i Kambyzesa Astyages ujrzał inną wizję: z jego córki wyrastała winorośl, która zdawała się okrywać całą Azję.

Magowie wyjaśnili to jako zapowiedź, że potomstwo jego córki będzie panować zamiast niego. Wysłał więc po Mandane, gdy zbliżał się czas jej porodu, umieścił ją pod ścisłą strażą i postanowił, że dziecko zostanie zgładzone zaraz po narodzeniu.

Gdy zatem dziecko przyszło na świat, król posłał po Harpagosa, swego krewnego i wiernego zarządcę wszystkich swoich spraw, i polecił mu zabrać dziecko oraz je zabić.

Harpagos obiecał posłuszeństwo, zabrał dziecko do domu i przystroił je jak do śmierci. Jednak przerażony myślą o czynie, który miał popełnić własnymi rękami, posłał po sąsiedniego pasterza i nakazał mu – jakby z rozkazu króla – zabrać dziecko i porzucić je w najdzikszym oraz najposępniejszym miejscu góry, gdzie najpewniej szybko zginie.

Dodał przy tym groźby najcięższej kary, jeśli pasterz ośmieli się nie posłuchać tego rozkazu.

Pasterz zabrał dziecko i powrócił z nim do swojej chaty.

Zdarzyło się, że jego własna żona, której poród od pewnego czasu codziennie był oczekiwany, podczas jego nieobecności urodziła martwe niemowlę.

Rodzice, po naradzie, postanowili przyjąć dziecko Mandane jako własne, a martwe ciało swojego dziecka wystawić na porzucenie – zgodnie z poleceniem Harpagosa.

Trzeciego dnia potem ciało ich zmarłego dziecka pokazano niektórym z najbardziej zaufanych sług Harpagosa, posłanym w celu zbadania sprawy. Gdy ten ostatni, przekonany, że rozkazy zostały wiernie wykonane, polecił, aby dziecko miało królewski pogrzeb.

Gdy przybrane dziecko, nazwane Cyrusem, osiągnęło wiek około dziesięciu lat, Astyages rozpoznał je w następujący sposób.

Chłopcy ze wsi podczas zabawy wybrali Cyrusa na swego króla. Ten zaś zaczął wyznaczać swoją straż przyboczną, ministrów państwa, posłańców i tak dalej, każdemu przydzielając właściwe zadanie.

Podczas wykonywania swego żartobliwego urzędu uznał za stosowne surowo ukarać za nieposłuszeństwo pewnego chłopca, syna Artembaresa, człowieka wysokiej rangi wśród Medów.

Jego ojciec, oburzony tą zniewagą, poskarżył się Astyagesowi. Ten wezwał pasterza oraz jego domniemanego syna, aby stawili się przed nim.

Gdy przybyli, król spojrzał na Cyrusa, a obserwując jego postać i rysy, jak również pod wrażeniem jego śmiałego i nieustraszonego zachowania podczas przesłuchania dotyczącego wcześniejszych czynności jego udawanego panowania, zaczął podejrzewać prawdę o jego pochodzeniu.

Po sprowadzeniu Harpagosa i przesłuchaniu pasterza podejrzenie to zostało w pełni potwierdzone.

Astyages ponownie zwrócił się do Magów. Ci uspokoili jego obawy, informując go, że okoliczność królewskiego urzędu chłopca sprawowanego nad chłopcami ze wsi można uznać za wystarczające spełnienie jego snów; że takie sny często wypełniały się przez błahe okoliczności; i że skoro chłopiec raz już był królem, mógł być spokojny, iż nie będzie sprawował tego urzędu ponownie.

Astyages odprawił więc Cyrusa i wysłał go z eskortą do jego rodziców w Persji. Ci, poznawszy jego niezwykłą historię, przyjęli go z wielką radością i wychowali w sposób odpowiadający jego szlachetnemu urodzeniu.

Na tym prawdopodobnie sprawa by się zakończyła, gdyby Astyages nie postanowił wymierzyć Harpagosowi najbardziej nieludzkiej kary za to, że oszczędził życie chłopca, gdy ten był niemowlęciem.

Ukrywając na chwilę swój gniew, król ogłosił zamiar złożenia ofiary bogom za ocalenie życia chłopca i polecił Harpagosowi, aby następnego wieczoru przyłączył się do niego na uczcie. Rozkazał mu jednak wcześniej przysłać swojego syna jako towarzysza Cyrusa, którego wciąż zatrzymywano w pałacu.

Harpagos niczego nie podejrzewając spełnił ten rozkaz, ciesząc się, że sprawa zakończyła się tak pomyślnie.

O wyznaczonej godzinie uczty przed Astyagesem i jego pozostałymi gośćmi postawiono bogate potrawy; przed Harpagosem zaś ustawiono osobne danie. Król później szyderczo poinformował go, że zawierało ono część ciała jego własnego syna, które zostało mu podane do spożycia, jednocześnie pokazując mu dowody tego faktu.

Harpagos, zachowując przytomność umysłu, odpowiedział, że wszystko, co czyni król, jest mu miłe. Później jednak potajemnie żywił pragnienie zemsty, oczekując odpowiedniej sposobności, by ją zaspokoić.

Dlatego zawarł przyjaźń z młodym Cyrusem.

Gdy Cyrus dorósł do wieku męskiego, Harpagos, widząc, że Astyages jest surowy w swoim postępowaniu wobec Medów, naradzał się kolejno z najważniejszymi osobami narodu i przekonał je, aby postawiły Cyrusa na swoim czele i obaliły Astyagesa.

Gdy w ten sposób zasiał skutecznie ziarna buntu, postanowił powiadomić o tym Cyrusa listem, który przesłał mu starannie zaszyty w ciele zająca.

Idąc za radą Harpagosa, Cyrus bez większej trudności przekonał Persów do buntu i najazdu na Medię.

Skutkiem było szybkie obalenie Astyagesa i objęcie tronu przez Cyrusa.

Taki był początek i wczesna historia Cyrusa Wielkiego, który dzięki późniejszym podbojom rozszerzył swoje panowanie na wszystkie znane wówczas części Azji.

W ten sposób zapowiedzi zawarte w snach Astyagesa zostały całkowicie spełnione właśnie dzięki środkom ostrożności, które on sam podjął, aby zapobiec ich wypełnieniu.*

Ten sam Cyrus miał także sen o podobnym znaczeniu, dotyczący następstwa po nim na tronie.

Sen ten przyśnił mu się, gdy przebywał ze swoją armią w kraju Massagetów, tuż przed ostatnią bitwą z tym wojowniczym ludem, w której utracił życie.

Śniło mu się, że widzi Dariusza, syna Hystaspesa, stojącego na granicach Azji i Europy, ze skrzydłami rozpostartymi w obie strony, którymi zacieniał cały znany wówczas świat.

Dariusz był wtedy młodym człowiekiem, około dwudziestoletnim. Jego ojciec Hystaspes, jeden z dworzan Cyrusa, pozostawił go w Persji, ponieważ nie osiągnął jeszcze wieku służby wojskowej.

Nic więc nie mogło być bardziej nieprawdopodobne niż to, aby choćby myśl o ubieganiu się o tron medyjski pojawiła się w jego umyśle.

Cyrus jednak, głęboko poruszony wizją, wezwał Hystaspesa, opowiedział mu o swoich podejrzeniach i wysłał go do Persji, aby uważnie nadzorował poczynania swego syna.†

Przypisy

* Zob. Herodot, ks. I, rozdz. 107–129, gdzie cała ta relacja została przedstawiona bardziej szczegółowo.

† Herodot, ks. I, 209–210.

O niezwykłym sposobie, w jaki wizja ta spełniła się wiele lat później, powiemy po przytoczeniu jeszcze kilku interesujących

wydarzeń pośrednich, które są równie godne uwagi jako ilustracja proroczych napomnień.

Po śmierci Cyrusa – która, jak już zaznaczono, nastąpiła wkrótce po wyżej opisanej wizji – tron objął jego syn Kambyzes.

Kambyzes wyruszył później na wojnę z Egiptem i poprowadził tam swoją armię osobiście. Wyruszając na tę wyprawę, zostawił dwóch Magów, z których jeden nosił imię Smerdis, jako zarządców pałacu i administratorów wszystkich swoich spraw podczas nieobecności.

Towarzyszył mu do Egiptu jego brat, który również nosił imię Smerdis.

Ów Smerdis w czasie wojny miał nieszczęście wzbudzić zazdrość króla pokazem niezwykłej siły fizycznej – między innymi napiął łuk przysłany królowi przez etiopskiego władcę, którego nie zdołał napiąć ani Kambyzes, ani nikt inny z jego armii.

Obawiając się, że Smerdis, jeśli pozostanie przy wojsku, zdobędzie w nim zbyt wielki wpływ, Kambyzes odesłał go z powrotem do Persji.

Wkrótce potem Kambyzes miał następującą wizję we śnie: ukazało mu się, że z Persji przybył posłaniec i oznajmił mu, iż Smerdis zasiada na królewskim tronie, a jego głowa dotyka niebios.

Sądząc, że chodzi o jego brata Smerdisa, o którym mowa w wizji, natychmiast wysłał Preksaspesa, jednego z najbardziej zaufanych sług, do Persji, aby potajemnie zgładził Smerdisa. Ten dokonał tego bez trudności.

Uznawszy, że pozbył się rywala, Kambyzes obiecywał sobie długie życie, pomyślność i spokojną śmierć w starości.

Do takiego przekonania skłoniła go okoliczność, która – choć jej związek z naszą opowieścią pojawi się dopiero później – mimochodem posłuży do ukazania nadziemskiej natury Inteligencji, która w tamtych czasach często przemawiała przez wyrocznie.

Kambyzes zasięgnął rady wyroczni w Buto, która oznajmiła mu, że umrze w Ekbatane.

Otóż „Ekbatana” była nazwą jednej ze stolic państwa medo-perskiego, położonej w Medii, gdzie królowie mieli zwyczaj udawać się na wypoczynek i odpoczynek od spraw rządowych.

Biorąc więc pod uwagę jedynie słowa wyroczni i nie podejrzewając, że może kryć się pod nimi znaczenie niewidoczne na pierwszy rzut oka, Kambyzes przypuszczał, że przeznaczone mu jest długie i pomyślne życie oraz śmierć w starości, podczas spokojnego pobytu w tej medyjskiej stolicy.

Po powrocie z podboju Egiptu ruszył jednak na północ wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego i wkroczył do prowincji Galilei, gdzie dotarł do niewielkiego miasta i rozbił obóz.

Miasto to było tak mało znaczące, że Kambyzes początkowo nie pomyślał nawet, by zapytać o jego nazwę.

Gdy tam przebywał, przybył herold z Suzy i ogłosił w wojsku, że Smerdis, syn Cyrusa, objął tron i nakazał posłuszeństwo perskim poddanym.

Usłyszawszy to, Kambyzes posłał po Preksaspesa, któremu wcześniej polecił zgładzić swego brata Smerdisa, i oskarżył go o niewykonanie rozkazu.

Preksaspes jednak zapewnił, że własnoręcznie zabił Smerdisa. Zasugerował natomiast, że chodzi o Smerdisa Maga, który dzięki osobistemu podobieństwu do Smerdisa, syna Cyrusa, ośmielił się przyjąć jego imię i zagarnąć tron.

Po przesłuchaniu herolda okoliczności potwierdziły to podejrzenie.

Wtedy Kambyzes, dosiadając konia w gniewie, upuścił pochwę miecza i przypadkiem śmiertelnie zranił się w udo.

Gdy później leżał na łożu, przerażony perspektywą śmierci, zapytał, jak nazywa się to miejsce. Powiedziano mu, że jest to Ekbatana.

Przypominając sobie wyrocznię, wykrzyknął:

„Tutaj więc przeznaczone jest umrzeć Kambyzesowi, synowi Cyrusa?”

Wkrótce potem rzeczywiście zmarł. W ten sposób spełniła się wyrocznia, choć w zupełnie inny sposób, niż przypuszczał.

Podobnie spełnił się sen, w którym zdawało się, że Smerdis zasiada na królewskim tronie, a jego głowa sięga niebios – choć sen ten nie pokazał, którego Smerdisa dotyczył.

Fałszywy Smerdis, zamknąwszy się w pałacu królewskim i odmawiając pokazania się ludowi, który mógłby go rozpoznać, panował bezpiecznie przez kilka miesięcy.

Później jednak Dariusz Hystaspes i sześciu innych możnych Persów, odkrywszy oszustwo, potajemnie dostali się do pałacu i go zamordowali.

Po tym wydarzeniu Dariusz został w szczególny sposób wybrany

królem Persji i mocno osiadł na tronie. Dzięki chwale swego późniejszego panowania, a także podbojom zarówno w Azji, jak i w Europie, sen Cyrusa został w pełni potwierdzony: przedstawiał bowiem Dariusza jako tego, który symbolicznymi skrzydłami wyrastającymi z jego ramion ocienia Azję i Europę.

Fakty te zaczerpnąłem głównie z Herodota, gdzie są one opowiedziane swobodnie i przy okazji innych spraw, bez widocznego zamiaru tworzenia z nich jednego powiązanego łańcucha.

Sądzę jednak, że żadna bezstronna osoba, której rozumienie spraw duchowych jest choć w pewnym stopniu rozwinięte, nie może nie dostrzec w tych relacjach znamion szczerości i prawdomówności. Nie może też nie zobaczyć w nich kolejnych ogniw bosko uporządkowanego łańcucha wydarzeń, które – dzięki ustalonym prawom duchowej łączności – były zapowiadane tym, których najbardziej dotyczyły.

W późniejszym czasie miasto Jerozolima zostało, według Józefa Flawiusza, wyraźnie ocalone od zniszczenia dzięki dwóm powiązanym ze sobą snom. Jeden z nich przyśnił się Jaddui, żydowskiemu arcykapłanowi, drugi zaś Aleksandrowi Wielkiemu.

Główne szczegóły podaję w skrócie następująco.

Gdy Aleksander oblegał Tyr, napisał do Jaddui, arcykapłana w Jerozolimie, żądając, aby przysłał mu oddziały pomocnicze oraz zaopatrzenie, wraz z takimi darami, jakie wcześniej posyłał Dariuszowi, królowi Persji.

Arcykapłan odpowiedział jednak posłańcowi, że złożył Dariuszowi przysięgę, iż nie podniesie przeciw niemu oręża, i że nie złamie tej przysięgi, dopóki Dariusz żyje.

Usłyszawszy tę odpowiedź, Aleksander bardzo się rozgniewał i postanowił wyruszyć przeciw Jerozolimie, gdy tylko zakończy zdobywanie Tyru. Tak też uczynił.

Gdy jednak rozeszła się wieść o zbliżaniu się armii Aleksandra, Jaddua, lękając się o bezpieczeństwo miasta, nakazał ludowi zanosić błagania i składać ofiary Bogu.

Według Józefa Flawiusza Bóg ostrzegł go we śnie, który nawiedził go po złożeniu ofiary, aby nabrał otuchy, ozdobił miasto i otworzył bramy; aby pozostali ukazali się w białych szatach, on sam zaś i kapłani wyszli na spotkanie króla w strojach właściwych ich stanowi – bez lęku przed złymi konsekwencjami, którym Opatrzność Boża miała zapobiec.

Jaddua postąpił ściśle zgodnie z tym snem.

Gdy dowiedział się, że Aleksander znajduje się niedaleko miasta, wyszedł mu naprzeciw w uroczystej procesji z kapłanami i tłumem mieszkańców.

Aleksander, ujrzawszy z daleka tłum w białych szatach, kapłanów odzianych w delikatny len oraz arcykapłana w purpurze i szkarłacie, z mitrą na głowie, na której wyryte było imię Boga, podszedł sam, oddał cześć temu imieniu i najpierw pozdrowił arcykapłana.

Wtedy królowie Syrii i pozostali obecni zdumieli się tym, co uczynił Aleksander, i sądzili, że postradał rozum.

Jedynie Parmenion podszedł do niego i zapytał, jak to możliwe, że gdy wszyscy inni oddali mu pokłon, on sam pokłonił się arcykapłanowi.

Aleksander odpowiedział:

„Nie oddałem pokłonu jemu, lecz Bogu, który uczcił go godnością arcykapłańską. Widziałem bowiem tę właśnie osobę, w tym właśnie stroju, we śnie, gdy byłem w Dios w Macedonii. Kiedy rozważałem, w jaki sposób mógłbym zdobyć panowanie nad Azją, zachęcił mnie, abym nie zwlekał, lecz śmiało przeprawił się przez morze, gdyż on poprowadzi moją armię i da mi władzę nad Persami. Skoro więc nie widziałem nikogo innego w takim stroju, a teraz widzę tę osobę właśnie w nim i przypominam sobie wizję oraz zachętę, którą otrzymałem we śnie, wierzę, że prowadzę tę armię pod Boskim kierownictwem, zwyciężę Dariusza, zniszczę potęgę Persów i wszystko powiedzie się zgodnie z moją myślą”.

Gniew Aleksandra, uśmierzony w tak niezwykły sposób, nie tylko oszczędził miasto, lecz także przyznał jego mieszkańcom pewne przywileje, których zwykle nie udzielał ludom podbitym swoim orężem.

Doskonała zgodność jego snu ze snem Jaddui pokazuje, że oba pochodziły z tego samego wewnętrznego i wyższego Źródła inteligencji. Zostały one przez nie zaplanowane i uprzednio przygotowane po to, aby Jerozolima została ocalona od zniszczenia, a macedońskie wojska zwyciężyły moce świata Wschodu.

Przypis

* Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, ks. XI, rozdz. VIII.

Przeskoczymy teraz chronologicznie o kilka stuleci

w celu wprowadzenia innego faktu należącego do tej samej kategorii co poprzednie – faktu odnoszącego się do biegu imperium, czyli zmiany królewskiej dynastii.

Maurycjusz, cesarz bizantyjski, który panował w drugiej połowie VI wieku, śnił podczas jednej ze swoich wojennych wypraw, że on sam i cały jego ród zostaną zabici przez niejakiego Fokasa, który obejmie po nim tron.

Opowiedział ten sen swojemu zięciowi, Filipikowi. Następnie przeprowadzono staranne dochodzenie, czy w licznej armii Maurycjusza znajduje się ktokolwiek noszący imię Fokas. Ustalono, że jest tylko jedna osoba o tym imieniu – i że jest to notariusz.

Cesarz uznał się za bezpiecznego wobec intryg człowieka tak niskiego stanu i nie poświęcił tej sprawie więcej uwagi.

Wkrótce jednak w armii wybuchł bunt, wywołany zatrzymaniem żołdu. W zamieszaniu Fokas został przyodziany w purpurę i pozdrowiony jako cesarz.

Armia pomaszerowała z powrotem ku Konstantynopolowi, a Maurycjusz uciekł do Chalcedonu, gdzie on sam i całe jego potomstwo, na rozkaz Fokasa, zostali skazani na śmierć.

Gdyby ów Fokas był osobą znaną i znaczącą, znaną Maurycjuszowi i budzącą jego obawy, sen tego ostatniego można by uznać za skutek myśli oraz lęków przeżywanych na jawie, które później spełniły się tak samo, jak mogłoby spełnić się każde wcześniej prawdopodobne i przewidywane wydarzenie.

Jednak poczucie bezpieczeństwa cesarza przed snem, jego całkowita niewiedza aż do czasu po śnie, że w ogóle istnieje ktokolwiek o imieniu Fokas, a zarazem dokładne spełnienie snu – wszystko to zmusza nas do szukania jego źródła w niezależnym i inteligentnym Źródle, które znało przyszłe wydarzenia i posiadało moc przekazania ich umysłowi śpiącego.

Takie są niektóre z proroczych i w inny sposób znaczących snów odnotowanych w starożytnych przekazach, dotyczących losów i interesów imperiów oraz całej ludzkości.

Wspomnimy teraz kilka spośród licznych snów, które znajdują się w pogańskich zapisach dawnych czasów, a które obejmują bardziej ograniczone sfery interesów społecznych i jednostkowych.

Datis, perski wódz, którego Dariusz wysłał na podbój Grecji, cofając się ze swoją flotą przez Morze Egejskie po klęsce pod Maratonem, otrzymał silne wrażenie ze snu: że podczas wyprawy jego żołnierze obrabowali jakąś świątynię i że świętokradczy łup, który zabrano, został gdzieś ukryty we flocie.

Natychmiast kazał przeprowadzić poszukiwania. Doprowadziły one do odkrycia złotego posągu Apollina, zabranego ze świątyni w Delion, na wybrzeżu Attyki.

Rozkazał złożyć posąg na wyspie Delos, z poleceniem, aby zwrócono go na miejsce, do którego należał. Następnie poczuł ulgę, jaką daje tajemnicze poczucie spełnienia obowiązku, który domagał się wykonania.*

Następujący osobliwy sen alegoryczny przytacza Pauzaniasz.

Epiteles, wódz messeński, otrzymał we śnie nakaz, aby wykopał tę część ziemi w Ithome, która znajdowała się między cisem a mirtem, i wyjął z miedzianej komnaty, którą tam znajdzie, starą kobietę, wycieńczoną uwięzieniem i niemal martwą.

Gdy więc nastał dzień, Epiteles udał się na miejsce opisane mu we śnie i wykopał miedziane naczynie na wodę.

Natychmiast zaniósł je do Epaminondasa. Ten, wysłuchawszy snu, polecił mu zdjąć pokrywę i sprawdzić, co znajduje się w środku.

Gdy zatem Epiteles złożył ofiarę i pomodlił się do boga, który dał mu sen, otworzył naczynie i znalazł w nim cienką płytkę zwiniętą jak księga.

Na płytce znajdowały się zapisy, które uznano za bardzo ważne dla Messeńczyków i które należało zachować.

Płytka ta została tam ukryta już dawno wcześniej przez Aristomenesa, zgodnie z zaleceniami wyroczni.†

Przypisy

* Abbott, History of Darius the Great, s. 267. Gdyby to było właściwe miejsce, moglibyśmy dowodzić, że poświęcone miejsca, obrazy albo inne przedmioty oddzielone przez wspólną zgodę całego ludu stają się punktem magnetycznego kontaktu między osobami w tym świecie a duchowymi mocami tamtego świata; i że dlatego adyta pogańskich świątyń oraz obrazy bogów nie były pozbawione mocy – jak powszechnie się dziś zakłada.

† Pauzaniasz, Messenica, XXVI, XX.

Wzmianka o imieniu Aristomenesa przypomina nam relację – również podaną przez Pauzaniasza – o osobliwym sposobie, w jaki jego życie zostało kiedyś ocalone za pomocą alegorycznego  snu.

Podczas wojny między Spartanami a Messeńczykami – których przywódcą był właśnie Aristomenes – został on podstępem schwytany przez siedmiu kreteńskich łuczników, którzy związali go cięciwami swoich kołczanów.

Podczas gdy dwóch z tych Kreteńczyków udało się zawiadomić Spartan, że Aristomenes został pojmany, pozostałych pięciu zaprowadziło go do Agilos, miejscowości w Messenii.

W miejscu tym mieszkała dziewica wraz ze swoją matką, ojciec jej bowiem nie żył.

Nocy poprzedzającej to wydarzenie dziewica ujrzała we śnie lwa bez pazurów, prowadzonego przez wilki. Śniło jej się jednak, że sama uwolniła go z więzów; że przywróciła mu naturalną odwagę i dała mu pazury, dzięki którym wilki zostały w końcu rozszarpane przez lwa.

Gdy więc Kreteńczycy przyprowadzili Aristomenesa do tego miejsca, dziewica zrozumiała znaczenie swego snu i zapytała matkę, kim jest Aristomenes.

Kiedy matka udzieliła jej odpowiedzi i kiedy sama ujrzała Aristomenesa, wiedziała, co powinna uczynić.

Podała więc Kreteńczykom obficie wino. Gdy zaś upili się i zapadli w głęboki sen, wyjęła sztylet, którym przecięła więzy Aristomenesa. On zaś, otrzymawszy sztylet z jej rąk, zabił swoich podstępnych wrogów.*

Ostatni rozdział Drugiej Księgi Machabejskiej zawiera opis snu Judy Machabeusza, zapowiadającego powodzenie jego wojsk w nadchodzącej walce z oddziałami Nikanora.

Według tej relacji, gdy arcykapłan Onias modlił się za lud żydowski:

„ukazał się mąż siwy, pełen chwały i niezwykłego majestatu”.

Wtedy Onias powiedział:

„To jest miłośnik braci, który wiele modli się za lud i za święte miasto – Jeremiasz, prorok Boży”.

Jeremiasz zaś, wyciągając prawą rękę, podał Judzie złoty miecz i rzekł:

„Weź ten święty miecz, dar od Boga, którym zranisz przeciwnika”.

Juda został ponownie ożywiony duchowo relacją tego snu, a następnie poprowadził swoje wojska do bitwy, która zakończyła się znacznym zwycięstwem na korzyść Żydów. Towarzyszyła mu śmierć Nikanora i trzydziestu tysięcy jego ludzi.

Wydarzenie to całkowicie urzeczywistniło nadprzyrodzone zapowiedzi, które później zostały prawdopodobnie odciśnięte na umyśle śpiącego Judy przez anielskiego wówczas ducha proroka Jeremiasza, posłanego w tym celu.

Dotychczasowe przykłady dotyczą proroczych i napominających snów, które były nieposzukiwane i pozornie spontaniczne, jak znajdujemy je w zapisach dawnych czasów.

Nie wspomnieliśmy tu o podobnych doświadczeniach psychologicznych występujących w późniejszych epokach ani w naszych własnych czasach – choć wystarczyłaby ich liczba, aby zapełnić wiele tomów.

Starożytni jednak czasem sami wywoływali albo zapraszali prorocze i w inny sposób znaczące sny rozmaitymi sztucznymi środkami.

Istnieje obfite świadectwo, że niekiedy stosowali manipulacje magnetyczne w celu leczenia chorób. Czy jednak używali tej metody także do wywoływania jasnowidzenia – rodzaju świadomego śnienia – nie jest dziś całkiem pewne, choć jest to prawdopodobne.

Częściej uciekali się w tym celu do używania narkotycznych mikstur, maści i okadzań albo do wdychania gazów, które wywierały szczególny wpływ na układ nerwowy i mózgowy – podobny do tego, który dziś znamy przy stosowaniu chloroformu i podtlenku azotu.

Wyrocznie Trofoniusza, a także Apollina Delfickiego, działały za pośrednictwem osób przygotowywanych według tych metod.

Do pewnego stopnia istniał także zwyczaj, że osoby pragnące uzyskać szczególny rodzaj informacji ze świata wewnętrznego spały przy grobach zmarłych przodków albo w ich pobliżu, bądź przy grobowcach sławnych i półubóstwionych postaci. Sny, które miewały w takich okolicznościach, uważano za odpowiedzi pochodzące od duchowych inteligencji, z którymi się konsultowały.

Niekiedy w podobnym celu spano w świątyniach bogów, a sny, które się wtedy pojawiały, uznawano za wskazówki Boskiej woli.

W ten właśnie sposób szczególnie radzono się ubóstwionego Eskulapa w sprawach zdrowia.

Do niektórych z tych sposobów wywoływania snów Jeremiasz najwyraźniej nawiązuje, gdy mówi:

„Tak bowiem mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Niech was nie zwodzą wasi prorocy i wasi wróżbici, którzy są pośród was, ani nie słuchajcie waszych  snów, które sami każecie sobie śnić.

„Albowiem fałszywie prorokują wam w moim imieniu. Nie posłałem ich – mówi Pan”.
Jer. 29, 8–9

Natchnienie, które podyktowało powyższy fragment, pośrednio napomina, aby nikt z nadmierną ciekawością nie wdzierał się w tajemnice przyszłości ani w misteria niewidzialnego świata.

Uczy ono zwłaszcza, aby powstrzymywać się od wszelkich sztucznych metod wymuszania wewnętrznych wrażeń pochodzących z tego duchowego albo boskiego Źródła inteligencji, które może uznać za najlepsze zatrzymanie informacji, jakiej się poszukuje.

Karą domyślnie związaną z przekroczeniem tej zasady jest zaś skrajne prawdopodobieństwo pobłądzenia.

Gdyby zasada ta była powszechniej przestrzegana przez śniących, jasnowidzów i „media” naszych czasów, bez wątpienia uniknięto by wielu nieszczęsnych złudzeń wewnętrznych.

Prawdziwa zasada dla wszystkich, którzy podążają tą drogą, polega na tym, aby oczyścić, zharmonizować i religijnie wznieść wszystkie swoje uczucia, pragnienia oraz myśli, a następnie biernie i bez niepokoju oczekiwać „poruszeń ducha”.

Wrażenia przychodzące w takich okolicznościach – czy to w snach, czy w innej formie – byłyby na ogół w wybitnym stopniu świadectwem nadzorującej, anielskiej i boskiej inteligencji, która nieustannie prowadzi jednostkę oraz ludzkość ku bardziej niebiańskiemu i pięknemu życiu.

A gdyby wszyscy wierzący w duchowe wpływy właściwie przestrzegali tej ogólnej zasady wewnętrznej dyscypliny, wówczas przepowiedziany czas szybko nadszedłby w pełnej chwale – czas, gdy Duch Pana zostanie wylany na wszelkie ciało, a nasi synowie i córki będą prorokować, starcy będą śnić sny, a młodzieńcy oglądać widzenia.

źródło: Dream-Life Among the Ancients by William Fishbough;  „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.