autor William Fishbough
Fakty towarzyszące temu akapitowi nasuwają następujące uwagi.
Rozpoznajemy naszych przyjaciół w tym życiu po ich fizjonomii – po rozmiarze i ogólnej budowie ich osób, po całokształcie ich zewnętrznego wyglądu albo nawet po pewnych uderzających osobliwościach poszczególnych rysów.
Odpowiednio do tej zewnętrznej fizjonomii istnieje jednak, jeśli można tak powiedzieć, fizjonomia myśli i działania, równie wyróżniająca jednostki, do których należy.
Znam inteligentnego człowieka niewidomego, który bez trudności rozpoznaje swoich znajomych nawet po wielu latach od ostatniego spotkania. Jego jedynymi przewodnikami są osobliwości ich głosu, myśli i sposobu wyrażania się.
Jeśli więc duch – albo inteligencja podająca się za ducha – przyjmuje imię naszego zmarłego przyjaciela, mamy niemal niezawodną zasadę rozstrzygania o prawdziwości albo fałszywości jego twierdzeń, nawet jeśli pominiemy wszystkie zwykłe pytania o to, kiedy, gdzie i w jaki sposób opuścił to życie.
Odpowiedzi na takie pytania, niezależnie od tego, czy są poprawne, czy błędne, rzadko bywają całkowicie rozstrzygające w sprawie tożsamości ducha.
Możemy bowiem zauważyć, że każda osoba – w charakterze i przedmiocie swoich zwykłych myśli, w sposobie ich powiązań i następstwa oraz w ustalonym i znanym sposobie wypowiedzi – posiada niemal tyle samo licznych i uderzających osobliwości, ile cechuje jej wygląd zewnętrzny.
Niech więc ci, którzy pragną upewnić się co do tożsamości domniemanego duchowego przyjaciela, podejmą swobodną i nieskrępowaną rozmowę z taką inteligencją za pośrednictwem medium dostatecznie rozwiniętego, aby zasadniczo nie rozcieńczało przekazu własnymi cechami umysłowymi.
Wkrótce niespodziewanie ujawni się wiele osobliwości myśli, sposobu wyrażania się albo innych znaków, które – jeśli zostaną dostrzeżone – mogą należeć wyłącznie do osoby, za którą duch się podaje. Albo przeciwnie: okażą się zbyt niezgodne z charakterem i nawykami tej osoby za życia, aby można było choć przez chwilę przypuszczać, że pochodzą od niej obecnie.
Jeśli przyjmiemy, że obcowanie między duchami a osobami żyjącymi w ciele jest możliwe, wówczas rozum uczy nas, że nasi zmarli przyjaciele byliby ze wszystkich najbardziej skłonni jako pierwsi objawić się nam.
Duchy zupełnie obce raczej nie przedstawiałyby się nam, chyba że miałyby jakiś ukryty zamiar – samolubny albo życzliwy – do spełnienia.
Mimo to, jak obecnie powszechnie przyznają wierzący w to nowe odsłonięcie, z pewnych powodów duchy niekiedy przyjmują imiona innych osób. Dlatego zwrócenie uwagi na powyższe zasady może bardzo pomóc w zabezpieczeniu nas przed narzuceniem fałszu i w zachowaniu ufności, że duchowa inteligencja, która podaje się za naszego przyjaciela, rzeczywiście nim jest.
Duchy zaś, które przychodzą do nas pod imionami Waszyngtona, Swedenborga albo innych wybitnych ludzi, których nigdy osobiście nie znaliśmy, muszą być sprawdzane przez swoją mądrość i zasady moralne.
Fakt
Krąg duchowy, w którym uczestniczył autor, właśnie został przerwany, a jego członkowie stali w różnych częściach pokoju, prowadząc swobodną rozmowę.
Wtem medium mówiące – prosta, niewyrafinowana młoda dziewczyna – zostało nagle owładnięte wpływem i, zwracając się do pani T., powiedziało tonem i akcentem dziecka:
„Kocham cię, mamo; kocham cię, mamo”.
– Jak bardzo mnie kochasz, Georgey? – zapytała pani.
„Całkiem, całkiem, mamo” – powiedziało dziecko.
Czytelnik może sobie wyobrazić, że przy uważnej obserwacji można było zauważyć w tonie, sposobie i treści tego przekazu wiele wyraźnych osobliwości. Wszystkie one zostały natychmiast rozpoznane przez tę panią jako właściwe jej zmarłemu i ukochanemu chłopcu, który opuścił ciało, mając trzy lata.
Ujmujące, dziecięce szczebiotanie, które teraz wydobywało się przez to nieświadome medium, było – słowo w słowo i akcent za akcentem – takie samo, jak to, które dziecko miało zwyczaj wypowiadać kilka razy dziennie, zanim zniknęło z oczu śmiertelnych.
Pani i medium były sobie całkowicie obce, nigdy wcześniej nie widziały się ani nie słyszały o sobie przed tym wieczorem. Nie było też żadnego możliwego sposobu, w jaki medium mogłoby otrzymać choćby wzmiankę, że takie dziecko kiedykolwiek istniało.
źródło: Spiritual Physiognomy; „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.