Wieszcz

Zweryfikowane sny z przesłaniem

Pan Reginald B. Span z Torquay przysyła nam opis niedawnego doświadczenia związanego ze snem, który przekazał informację później potwierdzoną w rzeczywistości. W sposobie, w jaki postać ze snu przekazała swoją nowinę, było coś pogodnie żartobliwego:

Około dwóch tygodni temu śniło mi się, że spotkałem na wiejskiej drodze dawnego przyjaciela, pana W., którego znam od wielu lat. Podszedł do mnie i powiedział:

– Ach, Span, jak dobrze cię widzieć. Chciałem ci powiedzieć, że wreszcie dostałem się do słońca.

Ponieważ sądziłem, że ma na myśli Riwierę, gdzie zwykł spędzać zimy, odparłem, że mam nadzieję, iż lepszy klimat dobrze mu posłuży – od pewnego czasu nie czuł się najlepiej. On zaś zachichotał z wyraźnym zadowoleniem i, pocierając ręce, jak miał w zwyczaju, gdy coś go cieszyło, powiedział:

– Nie ma co do tego wątpliwości – żadnych wątpliwości!

Wtedy zapytałem go:

– A jak to się stało, że już nie jesteś głuchy?

Od lat cierpiał bowiem na niedosłuch, a kiedy ostatnio, we wrześniu, zatrzymałem się u niego w Salcombe w południowym Devonie, musiałem porozumiewać się z nim na kartce i ołówkiem. Znów się roześmiał i odpowiedział:

– Ach, to właśnie skutek lepszego klimatu.

Zdumiał mnie jego wygląd. Wyglądał o wiele młodziej, był starannie ubrany, elegancki, i miał na sobie zupełnie nowy garnitur z szarego tweedu. Pomyślałem sobie:

– No proszę, stary W. w eleganckim stroju! To doprawdy coś nowego.

W rzeczywistości zawsze bardzo mało dbał o swój wygląd zewnętrzny – jak sądzę, pod wpływem swoich przekonań religijnych, był bowiem członkiem Braci z Plymouth. Kiedy widziałem go po raz ostatni, mówił mi, że ma nadzieję znaleźć się w słońcu przed końcem listopada – miał na myśli swoje ulubione miejsca w Cannes lub Nicei – i że gotów jest zaryzykować nawet niemieckie okręty podwodne, byle dotrzeć do lepszego klimatu, bo miał już dosyć szarego nieba i wilgoci Anglii. Potem wyjechał do Swansea, by odwiedzić krewnych, i napisał do mnie stamtąd, że czuje się bardzo źle i wraca do południowego Devonu.

Tego ranka otrzymałem wiadomość od jego dawnej gospodyni z Salcombe. Napisała, że jej pan zmarł dwa tygodnie temu – mniej więcej w czasie, gdy miałem ten osobliwy sen. A więc rzeczywiście „dostał się do słońca”, dokładnie wtedy, kiedy się tego spodziewał – tyle że było to wiekuiste słońce Krainy Lata.

Sen pielęgniarki

Pani L. Birnie przysyła następującą historię, jedną z wielu nadzwyczajnych relacji związanych z wojną:

Chciałabym opowiedzieć sen, który przyśnił się opiekunce mojego małego wnuka. 15 lutego tego roku powiedziała mi, że śniło jej się, iż widzi mojego syna-żołnierza. Nigdy nie widziała go osobiście, znała go tylko z fotografii. We śnie jechał pociągiem z innymi żołnierzami, a ona usiłowała powstrzymać mnie, żebym go nie zobaczyła, ponieważ miał usta pełne krwi.

Zapytał ją, kim jest, a ona próbowała mu wyjaśnić, że jest opiekunką jego siostrzeńca – matka dziecka była jego przyrodnią siostrą i zmarła piętnaście miesięcy wcześniej.

17 lutego nadszedł telegram z War Office z wiadomością, że mój syn poległ 14 lutego, ale bez żadnych szczegółów. Kilka dni temu otrzymałam list od jeńca wojennego, sierżanta z plutonu mojego syna, który napisał, że był przy nim, gdy umierał, i że został postrzelony w pierś.

źródło: Verified Dreams; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, December 18, 1915.