Zastój w zjawiskowym spirytualizmie

Zastój w zjawiskowym spirytualizmie. Część I.

Od pewnego czasu staje się oczywiste, że w zjawiskowym spirytualizmie następuje pewien zastój. Nie oznacza to, że fenomenalne przejawy mocy duchów ustały całkowicie – choć dostrzegamy oznaki, że nie pojawiają się już z taką spontanicznością i regularnością, jak dziesięć lat temu. Zjawisk jest wciąż pod dostatkiem – wystarczająco dużo, by zaspokoić nawet najbardziej wymagającego poszukiwacza cudowności. Stukanie duchów, ręce duchowe, pisma spirytystyczne – nie wspominając o innych cudach pojawiających się wokół nas – to wszystko dostarcza materiału do refleksji dla poważnych spirytystów, którzy dobrze znają fakty, choć zupełnie nie wiedzą, jakim sposobem są one wywoływane.

Nie chodzi zatem o to, że zjawiska ustały. Nie chodzi również o to, że obserwatorów tych zjawisk jest mniej niż dawniej. Wręcz przeciwnie: na jedną osobę, która dziesięć lat temu zaznajomiła się z tymi cudami, dziś przypada ich – wierzymy – dziesięć. Powierzchowna, „z drugiej ręki” znajomość tego, co ogólnie nazywa się spirytualizmem, rozprzestrzeniła się szeroko. Ludzie mówią o tym wszędzie, wykazując się często zaskakująco dobrą znajomością bardziej pospolitych zjawisk. Spirytualizm znalazł dla siebie miejsce w lżejszej prasie, a kolumny dzienników zbyt często zajmują jego najbardziej niepożądane i odstręczające aspekty. Ludzie słyszeli o nim – jeśli nie z doświadczenia, to przynajmniej „ze słuchu”. Jedni czynią zeń powód do kpin z naiwności jego zwolenników; inni widzą w nim „znak czasu”; jeszcze inni – fakt, który wciąż oczekuje wyjaśnienia.

A jednak – mimo tego wszystkiego – widoczny jest zastój w pojawianiu się nowych zjawisk, a nawet w powtarzaniu się starych. Skąd ten stan? Zakładając prawdziwość powszechnie przyjmowanej teorii spirytystów, że zjawiska te są dziełem duchów pragnących dotrzeć do ludzkości i wpłynąć na nią – że są one zewnętrznym, widzialnym znakiem wielkiego ruchu duchowego – można by oczekiwać, że skoro umysły ludzkie zostały pobudzone do uwagi, to ilość dowodów powinna się raczej zwiększyć. Czyż nie należałoby sądzić, że niewidzialne istoty, które starają się dowieść nam istnienia życia bezcielesnego, skorzystają z tej okazji, aby powtórzyć swe dowody tak długo, aż przekonanie stanie się powszechne?

Wstępne niedowierzanie wobec takich zjawisk zostało w znacznym stopniu usunięte. Powtarzały się one tak długo, tak często, wobec tak wielu świadków i w warunkach tak niepodważalnych, że ludzie rozsądni są obecnie skłonni przyznać, że – „przynajmniej coś w tym jest”. Oto więc wielka szansa. Dlaczego nie zostaje wykorzystana? Czy istnieje jakiś widoczny powód, dla którego zamiast stałego napływu dowodów – tak bardzo potrzebnego – widzimy zastój?

Nie byłoby rozsądne próbować z całą pewnością określić, co może kierować duchami w ich działaniach wobec ludzi. Trzeba by najpierw cofnąć się w dyskusji do samych podstaw, zanim możliwe stałoby się jakiekolwiek sensowne rozważanie. Wielu naszych czytelników mogłoby nie chcieć podążać za nami w takich spekulacjach. Mogliby oni twierdzić, że nie mamy wystarczających dowodów na istnienie jakiegokolwiek spójnego planu działania duchów. A jeśli nawet istnieje jakiś plan, opracowany dla dobra ludzkości, to osobliwym jest fakt, że same duchy nie są zgodne co do jego zasad czy szczegółów.

Inni powiedzieliby, że nauka nie uznaje takich przypuszczeń; że zajmuje się faktami – i tylko faktami – pozostawiając nawet teorie wynikające z faktów na dalszy czas – gdy fakty zostaną potwierdzone, powtórzone, sklasyfikowane i uporządkowane. Dopóki nie potrafimy odtworzyć choćby jednego stuknięcia na żądanie, dopóki nie potrafimy powiedzieć, jak i dlaczego najprostsze zjawisko zachodzi – lub nie zachodzi – dopóty nasza praca, zgodziwszy się na to, musi pozostać w świecie faktu, a nie w mglistym królestwie ducha.

Jeśli przyjmiemy, że taka postawa jest zajmowana wobec zjawiskowego spirytualizmu – i że subtelniejsze przejawy ducha, czy to w ciele, czy poza nim, które nie manifestują się na płaszczyźnie materii, są w tym wykluczone – to jest to stanowisko rozsądne. Zostawiając więc na boku rozważania czysto spekulatywne i przyjmując taką perspektywę, zapytajmy: czy w samej naturze tych zjawisk, w praktyce publicznego mediumizmu, w naszych metodach badań lub w ogólnym nastawieniu społeczeństwa do spirytualizmu, istnieje coś, co mogłoby wyjaśnić ów zastój?

THE LULL IN PHENOMENAL SPIRITUALISM. No. II.

Publiczny mediumizm i kręgi przypadkowe

W poprzednim artykule podjęliśmy próbę odpowiedzi na pytanie, czy widoczny zastój w zjawiskowym spirytualizmie można wyjaśnić czymkolwiek tkwiącym w samej naturze tych zjawisk. Wyraziliśmy zdziwienie, że – jak pokazują opublikowane źródła – tak niewiele prób poważnych, naukowych badań zostało w tym zakresie podjętych. Staraliśmy się ustalić, czy istnieje w zjawiskach coś, co uniemożliwia zastosowanie naukowej metody badawczej. Doszliśmy do wniosku, że nic w naturze tych faktów nie stoi na przeszkodzie najbardziej rygorystycznemu badaniu naukowemu. Dźwięki stukania, bez względu na to, czy powstają w sposób naturalny czy nadnaturalny, można łatwo testować. Psychografia (pisma duchowe) daje się poddać wnikliwej obserwacji. Trudności pojawiają się dopiero wtedy, gdy świadoma opozycja lub złośliwość niszczą warunki, w których możliwa jest rzetelna obserwacja.

Z historii wiemy, że zjawiska te charakteryzuje pewien przypływ i odpływ. Doświadczenie pokazuje, że pojawiają się częściej w pewnych okresach niż w innych; że mają tendencję do wzrostu, o ile nie zostaną stłumione przez prześladowania; a zakorzeniona skłonność do ścigania i prześladowania tych, którzy posiadają niezwykłe zdolności, w dużym stopniu hamuje ich rozwój. Prześladowania za czary zadały cios mediumizmowi, którego skutki odczuwane są aż do dziś; dopiero teraz zdolności, które kiedyś oznaczały dla ich posiadacza nieustanne cierpienie i często nagłą śmierć, ponownie ujawniają się wśród nas. Niestety, istnieją oznaki, że dawne metody – dostosowane jedynie nieznacznie do ducha epoki – są znów stosowane i ta „fala odpływu” może być częściowo tym spowodowana. Jednakże z całą pewnością w samej naturze zjawisk nie ma niczego, co tłumaczyłoby obecny zastój.

Musimy zatem podejść do tego zagadnienia z innej strony. Pojawienie się zjawisk fizycznych zależy od obecności medium, a zazwyczaj także od obecności kręgu (grupy osób uczestniczących w seansie). Rezultaty zależą głównie od harmonijnych relacji między medium a kręgiem oraz od relacji między poszczególnymi członkami kręgu.

Jeśli medium jest spokojne duchem i ciałem oraz pozostaje w harmonii z członkami kręgu, można oczekiwać, że manifestacje duchowej siły będą łatwe, regularne, a nawet rytmiczne w swoim przebiegu. Jeśli natomiast choć jeden element będzie źródłem dysharmonii, zjawiska – jeśli w ogóle się pojawią – będą nieregularne, gwałtowne, nieprzyjemne. W pierwszym wypadku osoby wrażliwe duchowo potrafią odczuć obecność czystego i wzniosłego wpływu; powietrze zdaje się pełne pokoju, a bardziej rozwinięte duchy mogą się zbliżyć, przynosząc ze sobą błogosławioną atmosferę. W drugim – wszystko jest mroczne i groźne, powietrze pełne jest napięcia, a zjawiska, jeśli się pojawiają, cechuje gniewna gwałtowność, a nawet złośliwość – bardziej przypominająca piekielne niż niebiańskie przestrzenie ducha. Są pełne iluzji i oszustwa; jeśli je obserwować, element podejrzany jest dostrzegalny w całym ich przebiegu.

To z takich kręgów pochodzą kłamstwa, fałszerstwa, oszustwa i „demaskacje”, które przyniosły spirytualizmowi pogardę w oczach tych, którzy znają go jedynie z gazet lub zasłyszanych opowieści.

Jeżeli tak jest, staje się rzeczą najwyższej wagi, by badacze dbali o właściwą kompozycję kręgu i o zachowanie odpowiednich środków ostrożności. Te niesforne duchy muszą być wykluczane, inaczej zdominują wszystko i uczynią wszelkie próby dociekania prawdy bezowocnymi. Manifestacje gwałtowne, które po bliższym zbadaniu zawierają element wzbudzający podejrzenia, nie są tym, czego pragnie spokojny i rozumny obserwator – chyba że jednorazowo, wyłącznie po to, by raz na zawsze przekonać się o istnieniu pewnej siły duchowej – siły, która sama przyznaje się do niedorozwoju, nieprawdy, a czasem złośliwości; a jednocześnie posiada potęgę, której człowiek nie może zmierzyć, i używa jej w sposób budzący niepokój. Gdy raz się o tym przekona, nie będzie chciał powtarzać takiego doświadczenia – stanie się ono jednym z trwałych przekonań jego życia.

Jak zatem unikać takich niepożądanych rezultatów? Najprawdopodobniej mają one niemały udział w powodowaniu owego „zastoju”, o którym mówimy – gdyż są u podstaw wielu oszustw, kłamstw i budzą w umysłach refleksyjnych ludzi obawę, iż w tej fazie spirytualizmu może tkwić element diaboliczny, z którym igra się na własne ryzyko.

Ludzie widzą głównie tę jego stronę. Istnieją różne stopnie tego zjawiska – od gwałtownych scen, o których wspomnieliśmy, aż po błazeństwa i psoty w kręgach przypadkowych, gdzie nie zadbano o dobór uczestników, a ciemność sprzyja zamieszaniu. Jak w takich kręgach uniknąć wątpliwych i zwodniczych wyników? To pytanie ma ogromne znaczenie dla spirytystów, którzy wiedzą, jak wiele zależy od metod badawczych i którzy wstydzą się, że to, co dla nich jest pełne piękna i świętości, dla ogółu ludzi jawi się jedynie w tej karykaturalnej postaci – gdzie oszustwo, łatwowierność i błazeństwo mieszają się w prawdziwym karnawale.

Nie ukrywamy, że trudno sformułować jednoznaczną odpowiedź. Trzeba to uczynić z rozwagą, mając na względzie przyszłość spirytualizmu i to, co jest zarówno możliwe, jak i pożądane – nie umniejszając przy tym wkładu, jaki wniosły publiczne seanse spirytystyczne. Wiele osób tylko dzięki nim mogło w ogóle zetknąć się osobiście z tymi zjawiskami. Nie zamierzamy lekceważyć pożytków płynących z publicznego mediumizmu. Niektórzy znaleźli tam przekonanie, którego szukali. Inni przychodzili spragnieni choćby cienia dowodu nieśmiertelności, by uwolnić się od dręczących wątpliwości – a napotykali błazeństwo, coś, co wyglądało na oszustwo, i – nie zastanawiając się głębiej – odchodzili rozczarowani, zgorzkniali, uznając wszystko za oszustwo. Inni, bardziej cierpliwi, odkryli, że – jak wszędzie – również tu dobro miesza się ze złem i próbowali oddzielić ziarno od plew. Próby te zazwyczaj kończą się niepowodzeniem, a obserwator popada w stan sceptycyzmu, o którym pisał profesor Williamson:
„Tym samym dowód może w umysłach ludzi dawać różny stopień przekonania… są tacy, którzy przyjmują; tacy, którzy odrzucają; i tacy, którzy nie są pewni.”

Czy zatem mamy wnioskować, że w kręgach przypadkowych – tak, jak są obecnie prowadzone – nie ma żadnego „zbliżenia do poznania prawdy”? Zdecydowanie nie chcemy wypowiadać tak kategorycznego stwierdzenia. Raczej chcemy skierować uwagę ku temu, jak można zwiększyć dobro, a zminimalizować zło.

Pozostaje zatem pytanie: jak można zwiększyć ilość dobra płynącego z kręgów spirytystycznych, a jednocześnie ograniczyć zjawiska zwodnicze, hałaśliwe i niepożądane?

Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie wiąże się z trzema głównymi obszarami:

  1. Dobór uczestników kręgu – kręgi przypadkowe, otwarte dla każdego, kogo ciekawość przyprowadzi, są najbardziej podatne na zaburzenia, złe wpływy oraz oszustwo.

  2. Warunki seansu – im bardziej chaotyczne, pozbawione kontroli, odbywające się w kompletnej ciemności i bez dyscypliny – tym większe ryzyko pojawienia się zjawisk oszukańczych lub wrogich.

  3. Świadomość celu – kręgi, które gromadzą się dla „rozrywki” lub z czystej ciekawości, prawie zawsze przyciągają niskie, żartobliwe lub złośliwe inteligencje duchowe. Tylko te, które spotykają się w duchu powagi, spokoju i szczerego pragnienia poznania prawdy – mogą liczyć na zjawiska wyższego rodzaju.


Nie chcemy sugerować, że należy całkowicie zrezygnować z publicznych seansów lub zamknąć drzwi przed wszystkimi, którzy pragną uczestniczyć. Byłoby to niesprawiedliwe – bo wielu ludzi właśnie tam po raz pierwszy spotkało się z dowodem życia po śmierci.

Jednak doświadczenie uczy, że:

  • zbyt duża liczba osób, przypadkowo dobranych, o mieszanych charakterach i intencjach,

  • brak harmonii, obecność sceptycyzmu wrogo nastawionego,

  • emocje, hałas, ironia, egotyzm,

– wszystko to zaburza atmosferę i uniemożliwia poważne manifestacje duchowe.

Dlatego konieczne jest:
– aby publiczne kręgi były mniejsze, bardziej uporządkowane, a najlepiej – częściowo stałe w swoim składzie;
– aby uczestnicy znali zasady: cisza, skupienie, brak szyderstwa, brak wymuszania zjawisk;
– aby medium było traktowane z troską, nie jak „narzędzie do produkowania cudów”;
– aby notowano fakty rzetelnie, bez przesady i bez sensacyjnego tonu.


Jeśli tak uczynimy – zniknie wiele oskarżeń o oszustwa, wiele zwodniczych manifestacji straci swój grunt, a to, co pozostanie, będzie czystsze, spokojniejsze i bardziej prawdziwe.

THE LULL IN PHENOMENAL SPIRITUALISM. No. III
Zastój w zjawiskowym spirytualizmie. Część III.
Wskazówki dla mediów i badaczy.

W poprzednim numerze przerwaliśmy naszą analizę w miejscu, w którym rozważaliśmy metody badania dostępne dla opinii publicznej. Próbowaliśmy ustalić, czy coś w praktyce publicznego mediumizmu albo w sposobach prowadzenia badań może rzucić światło na przyczyny obecnego zastoju.

Wydaje się, że w tym punkcie możemy dostrzec pewną jasność. Zarówno media, jak i uczestnicy seansów mają na swoim sumieniu zaniedbania oraz działania, które przyczyniły się do obecnego stanu. Kręgi odbywane w ciemności nie są prowadzone w sposób, który pozwalałby na ich uczciwe wykorzystanie w publicznych badaniach naukowych – nawet jeśli przyjmiemy, że w takich warunkach w ogóle możliwe jest przeprowadzenie czegoś, co zasługiwałoby na miano badań.

Mądre medium nie powinno pozwalać, by stawiać je w sytuacji, która może przynieść kompromitujące skutki. Nie powinno narażać się na opętanie przez siłę, której nie jest w stanie kontrolować, a która objawia się w sposób niejednoznaczny i często niepokojący. Nie powinno oddawać się – związane rękami i nogami – na łaskę takich niepostępujących duchowych inteligencji, dostarczając im warunków, które najbardziej im sprzyjają: ciemności oraz niezharmonizowanego kręgu. Powinno domagać się, by pozostawało widoczne, aby przynajmniej było jasne, że to, co się dzieje, nie jest jego własnym działaniem.

Jeśli – jak się często twierdzi – istnieją ludzie, którzy, korzystając z zainteresowania opinii publicznej spirytualizmem, fałszują zjawiska dla zysku, medium powinno zadbać o to, by nie było brane za jednego z nich. W przeciwnym razie nieuchronnie zostanie obarczone częścią hańby wynikającej z takich oszustw.

Jeśli już musi uczestniczyć w kręgu przypadkowym, wystawiając się na wpływy nieharmonijne, powinno przynajmniej zminimalizować szkody, domagając się, by ciemność nie wzmacniała niewidzialnych sił i nie wprowadzała dodatkowej niepewności wśród tych, którzy w takich okolicznościach nazywani są obserwatorami.

Jeśli w ogóle ma siedzieć w ciemności, to tylko wśród doświadczonych spirytystów, którzy je znają, ufają mu, rozumieją możliwe niepowodzenia i potrafią docenić zjawiska, które osoba niewtajemniczona mogłaby opacznie zrozumieć. W takich kręgach sesje w ciemności są pełne nauki. Dla szerokiej publiczności – są najczęściej źródłem zamętu.


„To wszystko bardzo trudne do zrobienia.”
Tak, bardzo trudne. Przyzwyczailiśmy się do niewłaści metod, i trudno się od nich oderwać. Mimo to – mamy nadzieję, choć niewielką – że powtarzane ostrzeżenia skłonią doświadczonych spirytystów, by wspólnie zaprotestowali przeciwko utrwalaniu warunków, które raz po raz prowadziły do oszustw i kompromitacji.

Jeżeli nie spojrzymy temu problemowi prosto w oczy i nie odsuniemy wszelkich pobocznych kwestii, nie zdołamy uniknąć skutków, które tak dziś opłakujemy.

Uważamy, że ta niewłaściwa metoda prowadzenia badań jest jednym z głównych powodów zastoju, nad którym ubolewamy. Coraz częściej dochodzi się do wniosku, że obserwacja – w prawdziwym, naukowym znaczeniu – nie jest możliwa w warunkach panujących w publicznych kręgach. Ci, którzy chcą położyć solidne fundamenty pod swoje przekonania, szybko rezygnują z prób osiągnięcia tego tą drogą. W rezultacie publiczne kręgi stają się miejscem dla przypadkowych obserwatorów, których przyciąga ciekawość, lub dla entuzjastów, którzy nie potrzebują dowodów, by wierzyć.

Na tym tle pojawia się kolejna przyczyna obecnego zastoju. Musimy przyznać, że dobre imię spirytualizmu ucierpiało także z powodu bezrefleksyjnych zwolenników, których zapał skłonił do publikowania – w świecie pełnym kpin – relacji, które nie wytrzymują najprostszego logicznego sprawdzenia. Formułowano twierdzenia, które – nawet gdyby były prawdziwe – powinny były pozostać w obrębie kręgów ludzi doświadczonych i przygotowanych, a nie być ogłaszane publiczności w języku przesadnego entuzjazmu, często pozbawionego precyzji, trzeźwości i jasności.

Wszyscy znamy ten styl: luźne sformułowania, egzaltacja, poetyckie opisy, przesadne słowa ukrywające wyobrażenia zamiast faktów. Znamy ten sposób mówienia – z domieszką pogardy dla „chłodnego rozumu” – choć w rzeczywistości jest to raczej spontaniczna niechęć do trzeźwej analizy.


Nie twierdzimy, że takie relacje są nieszczere. Często są to autentyczne świadectwa osób, które – pełne emocji – spotkały się, jak wierzą, z ukochanymi, dawno utraconymi duszami. W jakimś sensie można zrozumieć, że żaden opis nie wydaje się im wystarczający wobec tego, co przeżyli.

Ale trzeba pamiętać, że takie opisy trafiają do ludzi niewzruszonych emocjami, chłodnych, krytycznych. Zatem:

  • albo nie należy ich publikować wcale,

  • albo trzeba je napisać tak, by mogły wytrzymać zwykłą, rozsądną krytykę logiczną.

Jeśli relacja jest zbyt intymna, zbyt święta, by ją poddawać analizie – niech pozostanie w sercu, niech służy tylko umocnieniu wiary i pocieszeniu bliskich. Takie świadectwa należą bardziej do sfery uczuć niż do sfery dowodu.


Jednak dla przeciętnego czytelnika ciągłe czytanie takich emocjonalnych relacji ma skutek szkodliwy. Zaczyna on sądzić, że życie spirytysty to nieustanne wzruszenie, że wszędzie jest tylko entuzjazm, łzy, zachwyt. Słodkie słowa stają się jak przesyt miodu – zaczyna pragnąć prostego chleba faktów.

Czyta wtedy najluźniej formułowane opisy rzeczy, które – jeśli byłyby prawdziwe – byłyby najbardziej doniosłe. Relacje te padają jedna po drugiej, w takich ilościach, że zamiast przekonywać – zaczynają budzić niedowierzanie. Padają nazwiska wielkich duchów z historii – tak licznie i tak swobodnie, że odbiorca zaczyna się zastanawiać, czy autor nie uważa się za wybranego odbiorcę mądrości całego zmarłego świata. A gdy duchy te mówią rzeczy banalne lub niedorzeczne – odbiorca już wie, co sobie o tym pomyśleć.


Przykład (prasa świecka ośmiesza spirytualizm)

Autor przytacza przykładowy artykuł z „New York World” (5 lutego), zatytułowany:
„Mądrość duchów. Ajschylos, Eurypides, Marcin Luter, Czyngis-chan i Bacon w korespondencji z H. Kiddle’em.”

Według tej relacji, duch Szekspira wygłasza przegląd literatury europejskiej; Bacon powiada, że jego „Nowa Organon” była zbyt ciężka; Konfucjusz radzi Ameryce w sprawie Chin; Genghis-Chan wypowiada się o polityce rosyjskiej; Semiramida opisuje Babilon; Hermes Trismegistos zdradza tajemnice Egiptu… A wszystko to podczas seansów z medium Jesse Shepardem.

Gazeta się śmieje – i trudno się dziwić.


Pytanie brzmi: jaki wpływ mają takie publikacje na inteligentnego, uczciwego poszukiwacza prawdy?
Odpowiedź jest oczywista – i zatrważająca.


Na tym etapie autor podsumowuje, że do przyczyn zastoju należy dodać także:

  • procesy sądowe dotyczące spirytystów,

  • skandale medialne,

  • wzrost publicznej podejrzliwości.

Do przyczyn zastoju należy dodać także fakt, że spirytualizm coraz częściej pojawia się w sądach i procesach publicznych. Niestety, skandale stały się częste, a opinia publiczna – już wcześniej uprzedzona – wyciąga z nich wnioski niekorzystne dla całej sprawy.

Nie chcemy teraz szczegółowo omawiać konkretnych przypadków, lecz musimy zauważyć jedno: ten stan rzeczy jest nieunikniony. A to, czy stanie się on trwałą krzywdą dla spirytualizmu, czy może – paradoksalnie – przyniesie mu korzyść w przyszłości, zależy w dużej mierze od samych spirytystów.

Media i badacze duchowi będą oczerniani tak długo, jak długo:

  • uprzedzenie społeczne będzie zwracane przeciwko nim,

  • a oni sami będą dostarczać powodów do oskarżeń przez brak rozwagi lub przez niejasność swoich działań.


Jeśli jednak zachowają uczciwość wobec siebie samych oraz wobec prawdy, którą głoszą, wówczas każda pozorna porażka czy atak może ostatecznie przyczynić się do zwycięstwa prawdy.

Historia to potwierdza:
➡ nie pamiętamy ani jednego procesu przeciw spirytystom, który nie wzbudziłby jeszcze większego zainteresowania ruchem,
➡ proces doktora Slade’a rozgłosił spirytualizm bardziej niż wszystkie wysiłki jego zwolenników razem wzięte.

To, czy dany proces stanie się plamą na reputacji, czy też potężną reklamą prawdy, zależy wyłącznie od:

  • charakteru sprawy,

  • postawy medium,

  • jakości przedstawionych dowodów.


Do czasu zakończenia takich spraw, ich wpływ jest odstraszający. Ludzie się boją, cofają, unikają otwartego badania tematu. Ale to tylko faza przejściowa. Później może nastąpić przemiana nastrojów – a wraz z nią wzrost szczerego zainteresowania.


Podsumowanie części III

Autor wymienia cztery główne przyczyny „zastoju” w zjawiskowym spirytualizmie:

  1. Złe warunki seansów – szczególnie publicznych i prowadzonych w ciemności.

  2. Brak dyscypliny i nieodpowiedni dobór uczestników kręgów.

  3. Nieroztropne publikacje pełne emocjonalnych, przesadzonych relacji.

  4. Skandale, oskarżenia sądowe i działalność pseudo-mediów, które rzucają cień na wszystkich.

źródło: THE LULL IN PHENOMENAL SPIRITUALISM part I, II and III; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; March 12, 1881,  March 19, 1881 and March 26, 1881.