Jak powinniśmy opanować niespokojny umysł
J. Chillingham Dunn (Yokohama, Japonia)
„Zaprawdę, umysł jest niespokojny, o Kryszno; porywczy, potężny i trudny do poskromienia. Uważam, że ujarzmić go równie trudno jak wiatr”.
Tak mówi Ardżuna do Śri Kryszny w szóstej księdze Bhagawadgity, tego bezcennego klejnotu stanowiącego część wielkiego hinduskiego poematu Mahabharata.
Umysł, który nie chce słuchać
Jeśli ktoś wątpi w prawdziwość twierdzenia, że rozumujący, kalejdoskopowy, dyskursywny umysł trudno okiełznać, nagiąć i podporządkować, bardzo łatwo może to sprawdzić sam.
Wystarczy utworzyć w myśli jakiś obraz i spróbować utrzymać go nieruchomo, przyglądając mu się tak, jak patrzy się na zwykły obraz — tyle że okiem wewnętrznym. Zdaje się jednak, że ostatnią rzeczą, na jaką ten burzliwy umysł ma ochotę, jest posłuszne poddanie się woli. Już przy pierwszych próbach zaczyna podsuwać uwadze setki innych obrazów, byle tylko nie skapitulować i nie pozwolić świadomości skupić się na tym jednym, wybranym.
A przecież zdolność nagięcia umysłu dokładnie do tego celu, który w danej chwili jest potrzebny, oraz utrzymania uwagi przy jednym zagadnieniu ma wartość nie do przecenienia w każdej dziedzinie życia. To czynnik o ogromnym znaczeniu dla skuteczności zarówno w pracy, jak i w wszelkiej działalności prywatnej.
Skupienie jako praktyczna siła
Dowódca armii, którego umysł w trakcie wielkiej bitwy miotałby się we wszystkie strony pod wpływem setek rozpraszających bodźców i który nie potrafiłby pośród zgiełku, huku i chaosu skupić się spokojnie na swoich planach strategicznych, niewiele byłby wart jako przywódca. Człowiek pokroju Napoleona z pewnością potrafił w chwilach zagrożenia w znacznym stopniu zapanować nad niższymi czynnościami umysłu.
Także w momentach niebezpieczeństwa wartość opanowanego umysłu staje się oczywista. Umysł, który na widok nagłego zagrożenia popada w szał i panikę, nie wpadnie na ów drobny, subtelny szczegół, który może ocalić. Natomiast umysł spokojny i trzymany w ryzach z dużym prawdopodobieństwem uchwyci właśnie tę błyskotliwą myśl, ten potrzebny przebłysk intuicji.
Dobrym przykładem jest Sherlock Holmes. Otoczony przez czterech wrogów detektyw rozumie, jaki mylący efekt w ciemności może dać żarząca się końcówka cygara — i dlatego gasi lampę oraz ucieka. Umysł ogarnięty dzikim wzburzeniem nigdy nie pomyślałby o czymś tak subtelnym.
Kto właściwie panuje nad umysłem?
Gdy uświadomimy sobie, że umysł można naginać i kontrolować, nasuwa się bardzo ciekawe pytanie: co właściwie sprawuje tę kontrolę?
Prosty tok rozumowania prowadzi tu do wniosku, że człowiek jest czymś głębszym i większym, niż zwykle się przypuszcza. Trzeba przyznać, że to, co kontroluje, musi być z konieczności wyższe od tego, co jest kontrolowane.
Człowiek potrafi władać swoim ciałem. A zatem jest czymś większym niż ciało. Potrafi hamować i opanowywać własne emocje. Świadomość, która to czyni, musi więc być czymś wyższym niż same emocje. Człowiek potrafi przerwać tok myśli, zatrzymać umysł rozumujący, który tworzy obrazy związane z jednym tematem, i zmusić go, by zajął się innym.
Wynika stąd rzecz bardzo istotna: ludzka świadomość jest czymś większym niż umysł rozumujący, skoro potrafi go powściągnąć i podporządkować. Można więc wykazać, że ludzka świadomość — niczym góra lodowa, z której tylko niewielka część wystaje ponad powierzchnię — nie tylko przekracza ruchy ciała, ale także przewyższa i obejmuje zwykłe uczucia i myśli, które wielu ludzi skłonnych jest uważać za całość osoby.
Czym jest wyższa świadomość
Skoro widzimy, że świadomość przewyższająca umysł rozumujący potrafi nim pokierować do tego stopnia, by odłączyć go od jednego toku myślenia i skierować ku innemu, to naturalny wydaje się dalszy wniosek: może ona również osiągnąć taki stopień panowania, by utrzymać umysł w bezruchu i skupić go w pełni.
Aby zrozumieć, jak jest to trudne, wystarczy spróbować przez sześćdziesiąt sekund utrzymać nieruchomo w wyobraźni jeden obraz. Oczywiście ćwiczenie umysłu, któremu niektórzy poświęcają uwagę, nie służy jedynie temu, by utrzymać obraz przed wewnętrznym okiem. Chodzi o cel znacznie głębszy, wymagający zdolności dowodzenia umysłem i uciszania jego wzburzenia na żądanie.
To uspokojenie jest bardzo odległe od pustej bierności czy próżni umysłowej, która jest stanem niepożądanym, a nawet niebezpiecznym. Cisza umysłu osiągalna przez okultystę jest stanem pozytywnym, utrzymywanym tak długo, jak się chce, siłą woli.
Jezioro i księżyc
Wielką nagrodą za właściwe wysiłki na tej drodze może być doświadczenie, o którym wspominają wielkie pisma Orientu, a które literatura teozoficzna przybliżyła Zachodowi.
Powierzchnia jeziora zmarszczona przez wiatr nie odbije piękna księżyca. Ale gdy woda jest cicha i nieruchoma, ukazuje jego doskonały obraz w całej pełni blasku.
Tak samo jest z rozumującym umysłem człowieka, z którym jesteśmy najlepiej obeznani. Jest on niemal nieustannie wzburzony i czynny, a jego powierzchnię niemal zawsze marszczą burze codziennych myśli. Na takiej powierzchni nie sposób oczekiwać odbicia wizji subtelniejszego i wyższego świata.
Lecz umysł, który można uspokoić i uciszyć, tak by stał się gładki i przejrzysty, może przyjąć błysk wizji o niezwykłej piękności — albo natchnienie, które doda nowego geniusza do grona tych, którzy zdobią dzieje ludzkich osiągnięć.
Skąd bierze się geniusz
W ten właśnie sposób rodzi się geniusz. Wyższa świadomość potrafi rzucić w niższą coś bezcennie cennego, kiedy — choćby tylko na kilka chwil — zostaną spełnione odpowiednie warunki.
W ciszy gabinetu, warsztatu czy pracowni nagle błyska w umyśle Emersona, Edisona czy Michała Anioła natchnienie, wynalazek, pomysł na arcydzieło. Bardzo możliwe, że bezpośrednio przed takim przebłyskiem wielki twórca koncentrował uwagę z taką jednopunktową siłą na jednym torze myśli, iż bardziej przypadkiem niż zamiarem doprowadził swój umysł do stanu, w którym błysk geniuszu mógł opaść do niższej świadomości — i wtedy rodziło się dzieło.
Ćwiczenie koncentracji w codzienności
Na zakończenie można powiedzieć, że jedną z pomocy w zdobywaniu władzy nad niespokojnym umysłem jest praktykowanie koncentracji w codziennym życiu. Oznacza to wykonywanie wszystkich obowiązków, małych i dużych, które wchodzą w skład naszej codziennej rutyny, z możliwie największą skupioną uwagą, jaką można im poświęcić — każdemu z osobna, choćby chodziło tylko o dodawanie kolumny cyfr.
Niezależnie od wyższego celu, któremu dzięki temu mogą służyć drobne sprawy życia, nie ulega wątpliwości, że każda praca wykonana w ten sposób zostanie zrobiona lepiej. A jeśli chodzi o liczby, prawdziwą ulgą jest odkrycie, że to właśnie skupiona uwaga pozwala uzyskać prawidłowy wynik od razu, zamiast tracić dwa razy więcej czasu przez pomyłkę wynikłą z rozproszenia.
Konfucjanizm i taoizm
W czwartek wieczorem, 18 dnia bieżącego miesiąca, w salach Alliance dr W. J. Vanstone wygłosił niezwykle interesujący odczyt na ten temat.
Jak powiedział, nauki Konfucjusza zachowały żywotne znaczenie nawet po dwóch i pół tysiąca lat. Charakter Chińczyków zawsze stanowił zagadkę dla umysłu zachodniego: był zadziwiającą mieszaniną przenikliwości i prostoty. Chińczycy nieustannie padali ofiarą ludów nowszych i silniejszych, lecz mimo to zachowywali swoją odrębność, odrzucając nowoczesny pęd ku gwałtownemu postępowi i wiernie trzymając się własnych ideałów.
Po ogólnym omówieniu filozofii Konfucjusza, którą ukazał nie tylko jako system etyczny, lecz także jako zaskakująco powiązaną z zagadnieniami okultystycznymi, a nawet z nowoczesnymi odkryciami naukowymi, dr Vanstone przeszedł do taoizmu. Ten ostatni dotyczy bardziej bezpośrednio duchowej i psychicznej strony życia i różni się od konfucjanizmu, który odnosi się głównie do moralności i rytuału.
Był to wykład nie tylko pouczający, lecz także natchniony swoją wymową.
źródło: The Higher Consciousness; LIGHT – A Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, September 27, 1915.