Niedawno uczestniczyłam w koncercie w kościele dworskim w Lucernie, gdzie słynna artystka śpiewała „Ave Maria” oraz modlitwę świętej Elżbiety, tę ostatnią skomponowaną przez Liszta. Jeszcze bardziej niż piękną muzyką zajmowała mnie jednak symbolika niektórych części kościoła.
W przyćmionym świetle wieczoru mogłam dostrzec w bocznej kaplicy piękną postać Wniebowziętej, powoli wznoszącą się ku niebu, z twarzą wyrażającą zachwyt boskiej miłości. Jej oczy były pełne światła Nieba, promieniującego z serca – jedynego prawdziwego nieba.
Pomyślałam, że za kilka chwil zniknie mi z oczu, a ja należę do smutnych dzieci ziemi, skazanych na to, by podczas jej nieobecności wzdychać i tęsknić – długo, bez słów – za jej powrotem.
Czyż Maryja nie jest uwielbioną ludzką duszą kobiecą, wstępującą „drogą ku górze”, ku niebiosom, lecz wstępującą po to, aby ponownie zstąpić i napełnić pełnym pięknem oraz wdziękiem każde samotne i rozdarte serce człowieka?
Ujrzałam ową „Meri-Amun” – Miriam albo, jak nazywali ją zhellenizowani Żydzi, Marię – w przyćmionym „religijnym świetle” sanktuarium, powoli wznoszącą się i znikającą mi z oczu. Nagle jednak przemieniła się przed moimi ziemskimi oczami i „przyoblekła się w słońce”, jak zostało przepowiedziane. Jej blask i chwała były jednak zbyt jasne dla moich słabych, ziemskich oczu.
Zobaczyłam jedynie jej uśmiechniętą twarz, zwróconą ku moim pełnym tęsknoty i gorliwości oczom. Następnie uczyniła mi znak, przykładając prawą dłoń do serca, i usłyszałam głos, jakby dochodzący z Nieba:
„Pociesz się, samotne serce. Wstępuję teraz, lecz tylko po to, aby ponownie zstąpić. Czekaj cierpliwie. Z pewnością przyjdę i w chwale zstąpię jako Królowa do twojego serca. Kochaj dalej, bądź cierpliwa i spokojna”.
Wtedy głos umilkł, a ja zapadłam w trans, jak często zdarzało mi się wcześniej, gdy łagodne tony kobiecego głosu przenikały moje serce i docierały do wnętrza duszy.
W transie ujrzałam drugi symbol: Człowieka ukrzyżowanego na ziemi. Blada, cierpiąca twarz i postać były na krzyżu tak żywe, że zdawały się niemal rzeczywiste. Krzyż był przytwierdzony do pięknej metalowej kraty oddzielającej miejsce najświętsze od zewnętrznej części kościoła.
W sanktuarium panowała cisza i nie było tam żadnej żywej istoty, podczas gdy na zewnątrz znajdował się tłum ludzi przepełnionych smutkiem, a ja byłam pośród nich, jak było stosowne i konieczne. Skoro bowiem Maryja odeszła, czyż nie pozostałam sama?
Wówczas z Nieba przemówił do mnie inny Głos:
„Czy nie rozumiesz symboliki całej tej ziemskiej niedoli?”
Moje serce odpowiedziało:
„Tylko niejasno. Któż potrafi wyjaśnić Tajemnicę?”
„Umiłowana Boga”.
źródło: A Vision Produced by Music; LUCIFER Vol. III. London, January 15th, 1888. No. 17.