W. H. Evans
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga, i we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele; gdyby tak nie było, powiedziałbym wam. Idę przygotować wam miejsce”.
– Jan 14, 1–2
Jedną z wielkich rzeczy, jakie daje spirytyzm, jest bardziej określone pojęcie Życia Poza Tym Światem. Nie tylko dowodzi on naszego przetrwania śmierci cielesnej, ale także tego, że przechodzimy do świata, który będzie dla nas równie realny jak ten, który obecnie zamieszkujemy.
Jedną z trudności niewierzących jest brak precyzji w nauczaniu chrześcijaństwa dotyczącym następnego stanu istnienia. Jest to naturalne, ponieważ jedynymi, którzy mogą przekazać nam jakąkolwiek relację o następnym stanie bytu, są ci, którzy tam żyją.
Tak jak jesteśmy zależni od relacji podróżników dotyczących krajów, których nie odwiedziliśmy, tak samo jesteśmy zależni od relacji tych, którzy znajdują się w następnym życiu, dotyczących ich świata. A ponieważ Kościoły zamknęły drzwi między dwoma stanami bytu, odcięły wszelką możliwość uzyskania jakiejkolwiek informacji o nim.
Pewne jest, że istnieje świat, w którym będziemy mieszkać. W naszym doświadczeniu nie ma życia bez żywego organizmu ani świadomości bez mózgu, za pomocą którego można myśleć. Wszystkie dowody wskazują, że podobnie jest w następnym stanie życia.
Musimy pamiętać, że subiektywne stany świadomości zależą od mechanizmu, dzięki któremu jednostka może je sobie uświadomić. Nie ma myślenia w próżni; myślenie i wyobrażanie pozostają w określonych relacjach z odpowiednim mechanizmem.
Na ziemi mechanizmem tym jest nasz mózg i układ nerwowy. Skoro zaś wiemy, że istnieje ciało duchowe, rozsądnie jest wnioskować, iż odpowiada ono fizycznemu nośnikowi, z którym jest związane.
Rzeczywistość ciała duchowego zakłada istnienie świata odpowiadającego mu substancją – świata zewnętrznie tak realnego, jak realne jest ciało duchowe, przez które będziemy tam działać.
„Miejsce”, a nie tylko stan duchowy
Warto zauważyć, że Jezus, mówiąc o następnym świecie, używał słów sugerujących jego konkretną naturę. „Wiele mieszkań” – albo, jak niektórzy mówią, „miejsc odpoczynku” lub „miejsc przebywania”.
Jezus nie powiedział: „Idę przygotować wam duchowy stan”, lecz „miejsce”, co przywodzi na myśl swojską domowość związaną z domem. Dla Jego naśladowców miało zostać przygotowane „miejsce”. Mieli zamieszkać w „mieszkaniach” albo miejscach odpoczynku.
Wszystko to zgadza się z tym, co nasi przyjaciele mówią nam o swoim życiu. Istnieje więc miejsce, czyli zewnętrzne środowisko, podobnie jak istnieją stany umysłu.
Rozważmy przez chwilę jedno z możliwych znaczeń Wszechświata. Jest on rezultatem twórczej aktywności, ale twórczy umysł musi mieć odpowiednie narzędzia, którymi może się posługiwać.
Stworzenie jest przejściem od „nic-rzeczy” – to znaczy od koncepcji mentalnej – do konkretnego ucieleśnienia, które staje się „czymś”. Do tego jednak potrzebny jest odpowiedni organizm.
Wszechświat, który widzimy, jest rezultatem niewidzialnych sił kierowanych przez umysł. Ów umysł wyraża się nie tylko w widzialnych wszechświatach, lecz także w niewidzialnym. Wszystkie gwiazdy i planety są bowiem utrzymywane przez jedno obejmujące prawo, a prawo musi odpowiadać mocy posługującej się właściwymi środkami, aby osiągnąć swoje cele.
Widzialny Wszechświat można zatem uznać za „wiele mieszkań” płaszczyzny fizycznej, które będą miały swoje odpowiadające im aspekty w Niewidzialnym.
Ogromne przestrzenie między gwiazdami i planetami nie są puste. Przestrzeń jest używana, ponieważ znajdują się w niej liczne porządki życia niewidzialne dla śmiertelnych oczu, a owe porządki bytu mają światy im odpowiadające.
Myśl ta jest pocieszająca. Kiedy nasi przyjaciele „po tamtej stronie drogi” zapewniają nas o realności swego życia oraz o cudowności i pięknie swego otoczenia, wskazuje to, że rozumowanie tutaj przedstawione nie odbiega tak bardzo od prawdy.
Realność świata duchowego
W czasach, gdy tak wielu ludzi doświadcza żałoby, konieczne jest podkreślanie realności świata duchowego – zastąpienie teologicznej niejasności określonością wiedzy przekazywanej przez tych, którzy mieszkają w tamtym życiu.
Jest to istnienie pełne, obejmujące wszystkie strony życia, pełne zainteresowań każdego rodzaju. Każdy z nas z pewnością pójdzie do własnego „miejsca”, które będzie odzwierciedlać rozwój naszego bytu.
Istnieje tyle stanów bytu, ilu jest mężczyzn i kobiet. Stan mentalny wiąże się jednak przede wszystkim z jednostką i odbija się w jej środowisku w bardzo podobny sposób jak tutaj.
Już tu mieszkamy w więcej niż jednym świecie: istnieje zewnętrzne środowisko oraz nieustannie zmieniające się stany mentalne, często bardziej dla nas realne niż nasze otoczenie zewnętrzne. Tak samo jest w Życiu Poza Tym Światem. Tutaj przygotowujemy warunki mentalne i duchowe, które będą na nas oddziaływać, gdy przejdziemy dalej.
Szlachetność myślenia działa na nasze ciała duchowe i przez to czyni je wrażliwymi na subtelniejsze środowisko. Nasz postęp jest więc dwojaki: wewnętrzny rozwój przygotowuje nas do subtelniejszego duchowego otoczenia, wraz z odpowiadającym mu wzrostem mocy służenia naszemu poczuciu piękna i świętości.
Nie statyczne niebo, lecz dalsza praca
Wydaje się, że Jezus nie pojmował istnienia po śmierci jako czegoś statycznego, lecz jako życie, w którym Jego naśladowcy będą mieli odpowiednią dla siebie pracę.
Wyobrażenie, które później się rozwinęło – śpiewanie psalmów i granie na harfach – jest materializacją stanu najwyższej harmonii bytu. Brzęk koron rzucanych na szkliste morze może jedynie mgliście oddawać tę boską ekstazę, która napełnia dusze tych, którzy urzeczywistniają świadomość boskiej jedności z Bogiem.
Trzeba jednak zauważyć, że Widzący zmuszony jest używać figur retorycznych i obrazów należących do tej płaszczyzny: korony, harfy, morza, trony, miecze, świeczniki, lampy, konie, smoki itd. – wszystko to zaczerpnięte jest z ziemskiego doświadczenia.
Przeniesienie tych obrazów na inną płaszczyznę, aby zilustrować boską prawdę, kończy się zamętem. Musimy odłożyć symbole na bok i starać się dostrzec prawdę w nich ukrytą.
Niemniej jednak boskie miasto, niezależnie od tego, jak je pojmujemy, jest „miejscem”. A miasto musi zostać zbudowane, bez względu na to, jakich środków się używa.
Sprowadzając to do poziomu naszego rozumienia, sugeruje to realność następnego stanu bytu oraz to, że będziemy – jak nalegają nasi przyjaciele – mieszkać w realnym świecie, który w swoich niższych aspektach odpowiada naszemu życiu tutaj.
Mówienie o następnym świecie jako o uwielbionej ziemi może nie być tak dalekie od prawdy, jak niektórzy sądzą. Uwielbiona ziemia musi bowiem być naprawdę „miejscem” piękna, w którym będzie przestrzeń dla „wielu mieszkań” i gdzie nasi przyjaciele mogą radośnie przygotowywać dla nas miejsce.
Nawiedzone domy
W odpowiedzi panu C. J. Seymourowi z numeru „Light” z 15 maja pozwolę sobie powiedzieć, że powinno być dla niego oczywiste, iż nikt, kto przeczytał jego artykuł, nie mógłby zarzucić mu twierdzenia, jakoby jego teoria obejmowała wszystkie przypadki nawiedzeń.
Wydaje się, że został wprowadzony w błąd przez pominięcie słów „niektórych spośród” przed wyrażeniem „zjawisk” w pierwszym akapicie mojego artykułu z 24 kwietnia. Zwracam jednak uwagę, że pan Seymour dokonał dokładnie takiego samego pominięcia w początkowych zdaniach własnego artykułu.
Niewątpliwie jednak przedstawia on swoją teorię jako obejmującą „znaczną grupę” przypadków nawiedzeń, a moja odpowiedź została sformułowana właśnie wobec tego twierdzenia.
Badacze nie zgodzą się też z jego stwierdzeniem, że zjawiska w nawiedzonych domach są przeważnie prymitywne i dziecinne. Najwyraźniej ma on na myśli wyłącznie zjawiska poltergeistyczne, które występują jedynie w bardzo niewielkiej części nawiedzeń.
– W. Harrison
źródło: The Many Mansions; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, June 5 1941.