WYZWANIE RZUCONE PANU GERHARDIEMU
W bieżącym (marcowym) numerze Tomorrow ukazał się interesujący artykuł Eleanor C. Merry pt. „The Astral Body”. Autorka – której wystawa obrazów psychicznych odbyła się niedawno w Walker Galleries przy New Bond Street – określa swój tekst jako „przyjazną polemikę z panem Williamem Gerhardim”. Niezgoda dotyczy pewnych fragmentów książki Gerhardiego Resurrection, w których opisuje on kilka niezwykłych własnych doświadczeń związanych z projekcją astralną. Jego relacja owych doświadczeń wzbudziła znaczne zainteresowanie i wiele spekulacji w czasie publikacji książki. Szanowny Ralph Shirley przytoczył ją szczegółowo w swojej książce The Mystery of the Human Double, zestawiając ją z licznymi innymi opisami podobnych przeżyć.
To, z czym pani Merry nie zgadza się w książce pana Gerhardiego, to pogląd, że jego doświadczenia „poza” ciałem były przedsmakiem życia po śmierci. Ulga Gerhardiego, że odkrył, iż rzeczywiście posiada ciało istniejące poza i ponad jego ziemskim ciałem, została złagodzona poczuciem, że „zadało to cios” jego wyobrażeniom o życiu poza grobem: „Czy miałbym – pyta – ukształtować swoje Zmartwychwstanie w świetle tego nowego doświadczenia? Całkiem możliwe.”
OSOBA RZUCAJĄCA WYZWANIE – SAMA WYZWANA
„Ziarno błędu” – mówi pani Merry – „tkwi w przekonaniu, że takie doświadczenie jest podobne do życia po śmierci. Tak nie jest. Może być podobne do lekkiego snu…” Ale sen jest podobny do śmierci; przynajmniej głęboki sen jest. „Jakże cudowna jest Śmierć, Śmierć i jej brat Sen!” – pisał Shelley, Widzący. Pani Merry przechodzi następnie do opisu tego, co dzieje się po śmierci: „W śmierci eteryczne siły życia rozpuszczają się niczym rozległa panorama obrazów pamięci, całe życie staje się widzialne naraz poza panowaniem przestrzeni i czasu.” Jej opis jest wyraźnie zaczerpnięty z doświadczeń osób, które znalazły się u bram śmierci, najczęściej wskutek utonięcia. Trzeba jednak zauważyć, że osoby te nie były martwe i powróciły na ziemię równie niewątpliwie, jak powrócił pan Gerhardi.
Faktem jest, że cały problem snu ma wielkie znaczenie; jego pokrewieństwo ze śmiercią, jego potencjalności okultystyczne, jego objawienia – to drogi tajemnicy i cudowności, które magnetyzują umysł filozoficzny, skłonny do przygody.
A tutaj z kolei ja sam rzucam wyzwanie pani Merry. Twierdzi ona, że „jedną z wielkich tajemnic snu jest to, iż wejściu weń zawsze towarzyszy nieświadomy lęk – lęk przed oddaniem się otchłani oddzielającej świat fizyczny od prawdziwego świata duchowego”. Otóż mogę stwierdzić z całą stanowczością, że nigdy nie doświadczyłem podobnego lęku; i nie przyznam, by przymiotnik „nieświadomy” w cytowanym zdaniu miał jakiekolwiek uzasadnione znaczenie.
O SNACH I ŚNIE
To, jak poważnie nadal bada się zjawiska snów, zostało uświadomione czytelnikom „Light” przez krytyczną recenzję wykładów profesora Saurata o badaniach psychicznych, napisaną przez pannę Mercy Phillimore po jego niedawnym cyklu odczytów w Instytucie Francuskim. Uwaga panny Phillimore, że „wielu ludzi po przebudzeniu znajdowało rozwiązanie problemu, którego wcześniej nie potrafili rozwiązać” – co jest faktem niezaprzeczalnym – skłania nas do pytania, w jakim stopniu, lub jak niewielkim, pamięć snów ma związek z nauką, jaką wynosimy ze snu, z wiedzą, którą zabieramy ze sobą z obszaru naszej nocnej duchowej wędrówki.
Coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że pamięć snów nie jest rzeczą istotną; że uczymy się we śnie zupełnie niezależnie od jakiegokolwiek aktu przypomnienia po przebudzeniu. Co do znaczenia tego, czego uczymy się we śnie, nie mam żadnej wątpliwości. Nie było żadnej szkoły nauk okultystycznych, która by nie uznawała – a sądzę, że żadnej, która by nie podkreślała – nauki, iż wyższe pouczenia najłatwiej przyswaja się we śnie, zarówno w tym, co nazywamy zwykłym „fizycznym” snem, jak i w owym granicznym stanie półświadomości, „półsnach, które przesuwają się i toczą, i wciąż pamiętają i zapominają”, jak tak znakomicie określił to Dante Gabriel Rossetti.
Rozróżnienie pomiędzy „śnieniem” a „spaniem” jest, moim zdaniem, bardzo ważne. Należałoby wręcz rozważyć, czy większość snów nie jest chaotycznym pomieszaniem idei pochodzących z dwóch stanów bytu; mgławicami duszy zaniepokojonej przejściem z miejsca duchowej wolności do miejsca materialnego zniewolenia. Jeśli tak jest, to najwięcej uczymy się w śnie bez snów. Im głębszy sen, tym dalej wędruje dusza, tym mniej krępuje ją śpiące ciało, z którym nadal pozostaje związana.
O ŚNIE I NATCHNIENIU
Głęboki sen wyzwala zatem ducha, by mógł tymczasowo powrócić do tej krainy, z którą był obeznany, zanim został ściągnięty ku ziemskiemu wcieleniu. Z tą właśnie krainą poeci mają tajemniczą łączność w chwilach natchnienia. „Dusze poetów bowiem, jak mówią nam sami poeci, pełnią w świecie szczególne posłannictwo” – cytuję tu Iona Platona w przekładzie Shelleya. „Mówią nam, że te dusze, latając niczym pszczoły z kwiatu na kwiat i błąkając się po ogrodach, łąkach i pełnych miodu źródłach Muz, wracają do nas obładowane słodyczą melodii, a przybrane w pióra szybkiej wyobraźni, mówią prawdę.”
To w tej krainie muzycy, poeci bez słów, słyszą owe boskie harmonie, którymi nas zachwycają i pocieszają: harmonie słyszane we śnie, których samo słyszenie pozostaje niepamiętane, ale których echo trwa w przebudzonym, który przekazuje je do materialnej świadomości za pośrednictwem swej sztuki.
O PAMIĘCI I PONOWNYCH NARODZINACH
Moja sugestia, że badanie snów nie oznacza jeszcze zrozumienia mocy snu, przywodzi na myśl inny problem związany z pamięcią. Częsty zarzut wobec wiary w metempsychozę – wędrówkę dusz – brzmi tak, że ponowne narodziny byłyby bezużyteczne bez pamięci poprzednich wcieleń; bo jak, pytają, można czerpać korzyść z doświadczenia, jeśli się go nie pamięta? Taki argument jest z gruntu błędny. Pamięć samego aktu uczenia się nie ma nic wspólnego z prawdziwą wiedzą.
Dziecko w pierwszych latach swego życia uczy się nieporównanie więcej niż kiedykolwiek później; wiedza nabyta najwcześniej zostaje najpełniej przyswojona – jest prawdziwie poznana; a jednak sam czas uczenia się zostaje całkowicie zapomniany. Charakter każdego mężczyzny i każdej kobiety kształtuje się najsilniej w dzieciństwie, a więc w tym okresie życia, który pamięta się najmniej. Nawet w wieku dojrzałym jakże mało kto pamięta; jak niewiele godzin czy chwil z dowolnego roku, miesiąca, dnia, choćby z wczoraj, pozostaje wyraźnie odciśniętych w pamięci. A jednak rozwój charakteru, wzrost umysłu, jest – albo powinien być – ciągły przez całe życie.
Godziny, które najbardziej przyczyniły się do naszego intelektualnego czy duchowego postępu, często należą do tych, których nie pamiętamy. Tak też lekcje z minionych żywotów mogą wpływać na każdy nasz czyn, a co ważniejsze – na każdą naszą myśl w obecnym życiu, nawet bez pamięci o nich.
SNY SYMBOLICZNE
Istnieje jeden rodzaj snu, który należy do odrębnej kategorii i nie ma nic wspólnego z tymi chaotycznymi, zależnymi od ziemskich wpływów marzeniami sennymi, powszechnymi wśród ludzi. Mam na myśli sny symboliczne. Przychodzą rzadko – wielu osobom nigdy – ich jasność jest niezwykła; są zawsze prorocze. Ich charakter przypomina sny Daniela i Nabuchodonozora. W nich rzeczy przyszłe ukazywane są nie realistycznie, lecz w symbolach.
Takie sny są ostrzeżeniami lub uprzednią wiedzą otrzymaną w określonym celu; mają naturę wizji, a ich badanie i wykład stanowi naukę. Ale biegłość w tej nauce mogą osiągnąć jedynie ci, którzy zostali przez naturę szczególnie uzdolnieni do takiej pracy. To oczywiście można powiedzieć o wszystkich naukach; z pewnością dotyczy to tego, co nazywamy naukami okultystycznymi, do których zaliczam muzykę i poezję, i dotyczy to również sztuki.
C. R. Cammell
źródło: THE PSYCHIC THREAD; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, March 28, 1940.