Wieszcz

Stworzenie – Wizja

W. H. Evans

Oto nocą spadło na mnie wielkie drżenie, a duch mój został wstrząśnięty aż do podstaw, tak że ciało moje zatrzęsło się z wielkiego lęku.

A gdy spojrzałem na świat, wszystko stało się niewyraźne, gwiazdy zgasły w ciemności, a świat osunął się spod moich stóp.
I zawisłem w Przestrzeni, pośród wielkiej ciemności, i ogarnął mnie lęk oraz gwałtowne drżenie.
Nie wiedziałem bowiem, co nadchodzi, i zdawało się, że nadszedł kres wszystkich rzeczy.
Czekałem więc w ciemności, a oto, gdy czekałem, jakaś moc wzięła mnie w posiadanie, dusza moja została uniesiona, wszelki lęk opuścił mnie i stałem się spokojny.

Do mojej istoty wstąpiła nowa siła, byłem bowiem „sam na sam z Samotnym”, a tajemnica Obecności otuliła mnie niczym płaszcz. Do mojego wnętrza przeniknęło poczucie wielkiej grozy i świętej trwogi, i czułem, jak rozszerzam się aż po najdalsze granice przestrzeni. Przez moją istotę przeszedł potężny dreszcz, podobny do męki kogoś ogarniętego wielkim porodem, a z moich ust wydobył się głos potężny, wołający:

– Niech stanie się światłość.

I oto z centrum mojej istoty wypromieniował boski blask, który rozchodził się na zewnątrz, tak że ciemności już nie było.

Wraz z nadejściem światła przyszła wielka radość, jak u tego, kto został wyzwolony.

Potem światło złagodniało w miękki półmrok, a nad obliczem pustki ujrzałem promienny blask gwiazd, podczas gdy pod moimi stopami kłębiła się mgła, wirująca w potężnych wieńcach pary.

Z głębi mojej istoty wytrysnęła moc, której nieodparta majestatyczność rozdzieliła opary, i ujrzałem ziemię w jej pierwotnym stanie.

Morza ryczały i syczały, a górzyste fale biły o skaliste wybrzeża. Przez mgły zaś przedarło się światło słońca, obwieszczając „jutrzenkę młodości”.

A nad światem unosiła się moja dusza, byłem bowiem opanowany przez Wiecznego Ducha i poznałem Go jako Jednego i Wiecznego.

Tam, gdzie przechodziłem, na skraju pierwotnych mórz poruszyły się pierwsze formy życia, a tchnienie Wiecznego przeszło nad lądem.

I w szybkim obrazie, niczym panorama, rozwinął się przede mną pochód życia: narodziny roślinności, ryb, ptaków, zwierząt i człowieka.

Nieokrzesany i niezgrabny błądził przez lasy, lecz nosił w sobie zarodek myśli, a inteligencja jaśniała w jego oczach.

Widziałem go, żyłem w nim, walczyłem i kochałem w nim, zwyciężałem i upadałem w nim, zmagałem się i przezwyciężałem w nim.

Przemierzałem równiny, zakładałem miasta i dynastie.

Pędziłem niewolników jak bydło i rozmyślałem z filozofami oraz kapłanami świata.

Długie wieki przeżyłem w kilku chwilach; wieki, w których toczący się pień stał się kołem, płynące drzewo – parowcem; wieki, aż w końcu człowiek pochwycił echo i uwięził je w dyskach i płytach albo posłał je pędzące przez eter, by ostatecznie rozbrzmiało ponownie w milionie domów.

Widziałem ziemię przesiąkniętą krwią i narody tarzające się w wątpliwościach i lękach, osaczone przez nienawiści i nieufności, które same zasiały.

A gdy holokaust dobiegł końca, starcy potrząsali głowami i mówili:

– Musimy przygotować naszą młodzież na dzień rzezi.

I narody jęczały pod ciężarem narzuconym przez nienawiść.

Na ołtarzu ludzkich pożądań Chrystus był raz po raz krzyżowany, podczas gdy Mammon i Mars szli ramię w ramię i wdeptywali narody w błoto.

Widziałem trud rodzenia kobiety i wielką, bezinteresowną miłość, która zawsze wypływała z jej serca.

I zawsze rodziła ona Chrystusa, i zawsze człowiek w swej ślepocie krzyżował jej miłość.

A nad całym światem ujrzałem majestatyczną postać z ramionami wyciągniętymi, by zbawić, czekającą z niebiańską cierpliwością na powrót wędrowca, czekającą, aż człowiek zostanie odziany i odzyska zdrowy umysł.

Gdy patrzyłem na ziemię, widziałem, jak ludzie się zmagają, jak są opanowani wielkim lękiem, ponieważ choć sercem nie wierzyli w śmierć, ich umysły pytały i mówiły:

– Jakiż jest cel istnienia? Czyż nie jesteśmy jak ściernisko przed wiatrem i jak iskry, które wzlatują z ognia ku górze, by zgasnąć w wiecznej nocy?

Tak pytali, tak rozumowali. A do mojej duszy przyszły słowa starożytnego Skryby:

– „I Bóg otrze wszelką łzę z każdego oblicza”.

I zostałem pocieszony.

Wtedy Duch, który mnie opanował, odszedł, a ja znów byłem człowiekiem – słabym i kruchym. Lecz w moim umyśle płonęło światło pełne mocy, i wracając do domu, byłem spokojny.

Bo widziałem – i wiedziałem.

źródło: Creation – A Vision; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, December 24, 1936.