Stanley de Brath, M.Inst.C.E.
Jako człowiek, który przez dwadzieścia lat służył rządowi Indii, a przez siedem spośród tych lat pozostawał w bliskim kontakcie z Hindusami w państwach tubylczych, chciałbym naszkicować moje doświadczenia związane z jogą w kraju jej narodzin.
Znaczna część sannjasinów to religijni żebracy. Spośród kilkudziesięciu, których znałem, tylko dwóch wywarło na mnie wrażenie ludzi duchowych w jakimkolwiek prawdziwym sensie albo takich, którzy osiągnęli to, co my, Europejczycy, nazywamy Świadomością Kosmiczną.
Po moich studiach nad hinduizmem w Bibliotece Imperialnej w Kalkucie, poświęconych głównie filozofii wedyjskiej, moja żona i ja, podczas jednej z corocznych podróży do Simli, zboczyliśmy z drogi, aby odwiedzić Swamiego Śri Bhaskerananda w Benares. Mieszkał on w ogrodzie radży Benaresu, nie posiadając żadnej własności. Uprzejmie pozwolił mi zrobić sobie fotografię, po czym odbyliśmy długą rozmowę o filozofii hinduskiej. Podarował mi książkę własnego autorstwa, przeznaczoną do przekazania profesorowi Maxowi Müllerowi, którego sanskryckie studia nad Wedą zabliźniły rozłam między braminami północnymi i południowymi dzięki przekładowi uznanemu przez obie strony za klasyczny.
Po tej rozmowie, gdy moja żona i ja żegnaliśmy się z nim, wziął pomarańczę i podzielił ją na trzy części, dając jedną każdemu z nas, a trzecią zjadając samemu.
Powiedziałem:
– Swami-dżi, a co z twoją kastą, skoro jesz z Europejczykami?
Odpowiedział:
– Mój synu, miłośnicy Mądrości mają tylko jedną kastę; jedz owoc świata i chwal Boga.
Człowiek ten zwykł spędzać kilka godzin dziennie na nagiej kontemplacji. Łatwo było dostrzec początki ubóstwienia ascety. W ogrodzie znajdowało się białe marmurowe popiersie Swamiego, a on powiedział mi, że gdy sam nie był widoczny, ludzie składali przed tym wizerunkiem ofiary z owoców i ryżu.
Mówił:
– Przychodzą do mnie, aby zostać uzdrowieni, i niektórzy rzeczywiście zostają uzdrowieni; lecz to nie ja ich uzdrawiam, ale boska moc, która działa przeze mnie.
Przypomniałem sobie słowa naszego Pana:
– „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę”.
Drugiego prawdziwego ascetę spotkałem na górze Abu w państwie Sirohi. Wracałem z całodziennego polowania ze strzelbą na ramieniu i, mijając na drodze sannjasina, pozdrowiłem go po indyjsku:
– Ram, Ram, maharadż.
Odpowiedział znakomitą angielszczyzną:
– Dobry wieczór, sir.
Bardzo zaskoczony, podszedłem i usiadłem obok niego. Powiedział mi, że był nauczycielem angielskiego Randżita Singha, Lwa Pendżabu, oraz że po drugiej wojnie sikhijskiej i aneksji Pendżabu wyrzekł się wszystkich swoich godności i stanowiska, przywdział żółtą szatę i został wędrowcem. Powodem było to, że „w nowym reżimie nie było dla niego miejsca”. Jak wszyscy Hindusi był człowiekiem żonatym i mógłby mieszkać z rodziną, utrzymując się z pensji przyznanej wszystkim sługom pałacu, lecz wolał życie ascety.
Przekazał mi wiele bardzo interesujących szczegółów z życia dawnego Lahore w czasach panowania Sikhów. Armią Khalsy dowodzili francuscy i włoscy generałowie, z których każdy miał swój zenana, czyli harem, złożony z miejscowych kobiet. Jedną z tych kobiet, kiedy przejeżdżała powozem przez miasto, znieważył mężczyzna, wykrzykując coś za nią. Poskarżyła się generałowi, którego nazwisko mój rozmówca wymienił. Generał kazał zaprowadzić mężczyznę na szczyt minaretu, pozwolono mu uczepić się gzymsu, po czym bito go po palcach, aż puścił i roztrzaskał się o bruk sto stóp niżej. Ten sam włoski generał miał cztery szubienice ustawione w rogach swojej posiadłości, a na każdej z nich zazwyczaj kołysała się ofiara.
Te i wiele innych okrucieństw uczyniły Lahore miejscem odrażającym dla człowieka o duchowej wrażliwości. Opuścił je więc i przywdział żółtą szatę. W chwili, gdy go spotkałem, wydawał się mieć około sześćdziesięciu lat. Niewiele mówił o sprawach religijnych i w ogóle nie przypisywał sobie żadnych nadnormalnych mocy; przeciwnie, lekceważył je. Był oczywiście Sikhem.
Stosunek do nadnormalnych mocy w Indiach dobrze ilustruje legenda, według której Budda przybył nad brzegi Gangesu i spotkał ascetę, który dzięki dwudziestu latom surowych praktyk zdobył moc chodzenia po wodzie.
– Mój biedaku – powiedział Oświecony – czy to wszystko, do czego doprowadziła cię twoja pokuta? Przecież w każdej chwili przewoźnik przeprawiłby cię na drugi brzeg za pół pensa!
Ta fikcyjna legenda ukazuje różnicę między zdolnościami duchowymi a jedynie psychicznymi. „Świadomość Kosmiczna” jest zdolnością duchową, która zaczyna się od dostrzeżenia, że indywidualne moce człowieka nie wystarczają do wyjaśnienia pochodzenia Życia.
Co potrafi Życie
Kiedy spaceruję po Kew Gardens, nieskończona różnorodność tamtejszej flory ukazuje, czego Życie może dokonać, gdy nie jest krępowane przewrotną wolą. Jego zasadniczą cechą jest całkowita zależność wszelkiego życia zwierzęcego od produktów i funkcji świata roślinnego, poczynając od oczyszczania atmosfery. Zwierzęta wdychają tlen i wydychają dwutlenek węgla; rośliny wdychają dwutlenek węgla i wydychają tlen. Od tej podstawowej funkcji zależy całe życie zwierzęce.
Dostrzeżenie tego oraz kilkudziesięciu innych wzajemnie zgodnych faktów fizycznych jest pierwszym krokiem ku świadomości Umysłu Stwórczego. Gdy przechodzimy przez świat zwierzęcy ku zawiłościom ludzkiego życia i historii, coraz mocniej odczuwamy własną niewystarczalność, której nie usuwa żadne badanie starożytnych misteriów.
Co do jogi – wydaje mi się ona przystosowana do ciepłego klimatu i do wschodniej mentalności. Nie potrafię sobie wyobrazić żadnego z naszych spirytualistów, mężczyzny czy kobiety, którzy przyjęliby metodę nagiej medytacji Swamiego Śri Bhaskerananda, nawet w samotności, choć jemu z pewnością odpowiadała ona doskonale!
Zachodnia droga podejścia prowadzi, jak sądzę, przez powiązanie trzech aspektów obecnego świata: Materii, Energii i Życia. Nie mówię nic przeciwko drodze wschodniej, z wyjątkiem tego, że rozcieńczona joga nie wydaje się nadawać duchowości, a nierozcieńczona Radża Joga zaczyna się i kończy na rozwoju jednostki i nie zmierza ku postępowi całej ludzkości, tak jak czyni to prawdziwie demokratyczne nauczanie naszego Pana.
źródło: Talks with Indian Ascetics; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, December 24, 1936.