Autor: Emma Hardinge Britten
Obiecałam Redaktorowi „Light”, że przedstawię pewien obraz spirytualizmu w Paryżu, taki, jaki mogłam poznać dzięki niedawnej sposobności osobistej obserwacji. Zamierzam uczynić to w tym artykule, zaznaczając jednak na wstępie, że mój zamiar został w pewnej mierze uprzedzony w ostatnim numerze „Light” przez przytoczenie spostrzeżeń pana F. W. H. Myersa w artykule zatytułowanym „Anglo-French Psychological Society”. Sądzę jednak, że mogą istnieć jeszcze pewne sprawy interesujące w odniesieniu do szlachetnej sprawy spirytualizmu, które nie zostały ujęte w znakomitych uwagach pana Myersa, dlatego przedstawiam poniższe stanowisko – jako wyraz moich własnych poglądów w tej kwestii:-
W pałacowej rezydencji Duchesse de Pomar (bardziej znanej jako hrabina Caithness) urządzono piękną salę wykładową z miejscami siedzącymi dla 500 osób, z przestronnym podium oraz ścianami ozdobionymi znakomitymi posągami, wspaniałymi obrazami i wszelkimi dodatkami, jakie mogą przyciągać na tego rodzaju zebrania ludzi myślących i wykształconych. W tej zachwycającej sali wykładowej, w każdą środę – aż do połowy lata – spotykają się znani i popularni uczeni (zwłaszcza ci, którzy poświęcili swój czas i talent badaniu problemów duchowych): jedni, aby wygłaszać wykłady, inni – aby słuchać odczytów na tematy okultystyczne.
Wśród osobistości zapowiadanych w tegorocznym cyklu wykładów znajdują się: Camille Flammarion, słynny astronom natchniony duchem; prof. Bonnet-Maury, którego tematem był ostatni Kongres Religii w Chicago; prof. Charles Richet, członek paryskiej Société Psychologique; pan Léon Denis, autor jednej z najnowszych i najlepszych prac o spirytualizmie wydanych po francusku – kolejny gorący i szczery nawrócony na spirytualizm; M. l’Abbé Petit, mający mówić o „L’Esprit Nouveau” („Nowym Duchu”), oraz kilku innych tej samej rangi. To, że moje światowe i czysto kosmopolityczne nazwisko znalazło się na tej liście, wraz z zapowiedzią, iż będę mówić o „Nowoczesnym spirytualizmie”, może wystarczyć, by pokazać, że ta faza myśli – czysta i prosta – zajmuje swoje miejsce w pałacu „Holyrood” pani księżnej, a moje własne nauczanie w tej wielkiej sprawie obejmowało także inne spotkania niż to zapowiadane w kartach majowych.
Oprócz tych półpublicznych zgromadzeń księżna prowadzi cotygodniowy krąg, na którym duchy z życia poza grobem mają przywilej komunikowania się poprzez skromne, lecz bez wątpienia uczciwe medium stukowe (rapping medium), podczas gdy szlachetna gospodyni (sama będąca znakomitym medium piszącym) otrzymuje i zapisuje tomy przekazów od Ducha Opiekuńczego rezydencji oraz od Indywidualności z kręgu duchów noszących przydomek „Star Circle” („Krąg Gwiazdy”).
I kiedy to powiedziałam, powiedziałam wszystko, czego zdołałam się dowiedzieć o tym, co w Paryżu przedstawia spirytualizm (jako taki). W mojej ubiegłorocznej publikacji „The Unseen Universe” przedstawiłam szeroki opis – potwierdzony mi przez najbardziej wiarygodne źródło – „okultyzmu w Paryżu”; jednak teraz podkreślam i w przyszłych artykułach (za pozwoleniem) pokażę, że sam „okultyzm”, czy to w praktyce, czy w teorii, nie jest spirytualizmem i nie ma takiej podstawy faktów, na jakiej spirytualizm stoi w tej epoce samotnie.
„Okultystyczne” towarzystwa Paryża w roku 1892 zostały dość dobrze opisane w broszurze zatytułowanej „Revue Philosophique Independent des Hautes Etudes”. Wspomniane tam spotkania zwoływano w celu badania hipnotyzmu, teozofii, kabały, wolnomularstwa, psychicyzmu, magnetyzmu oraz innych tematów okultystycznych. Poza nimi istnieli tak zwani „różokrzyżowcy”, spirytyści lub reinkarnacjoniści, a także stowarzyszenia „Sphinx”, „True Cross” i „Martinists”. Część z wymienionych nurtów upadła, inne nadal utrzymują półprywatne spotkania, lecz wszystkie – z jednym wyjątkiem – są wyłącznie studentami dawnych systemów, i to tylko systemów. To teoretycy, spekulanci nad cudownością i – dla nich – nierozwiązanymi zagadkami życia; i poza teozofami, czyli „blawatskistami” (słowem obejmującym całość ich wierzeń), albo magnetyzerami, których wiedza ogranicza się do doświadczeń z mieszkańcami ziemi – żaden z tak zwanych okultystów nie ma w swoim gronie niepodważalnych faktów, które dowodziłyby, że „gdy człowiek umiera, żyć będzie znowu”.
W tym właśnie miejscu stawiam nieprzekraczalną linię rozgraniczenia (przynajmniej na chwilę obecną) między jakimkolwiek towarzystwem spirytualistycznym opartym na dobrze udowodnionych i wykazywalnych faktach komunii między wcielonymi mieszkańcami ziemi a odcielesnionymi duchami mężczyzn i kobiet, którzy żyli na ziemi, lecz teraz kontynuują życie w innych sferach – a mglistymi, marzycielskimi, spekulatywnymi filozofiami wyrastającymi z eksperymentów praktykowanych poprzez magnetyzm z wciąż wcielonymi duchami śmiertelników, albo z rzekomych cudów związanych z „Mahatmami”, których istnienia świat nie uzyskał dotąd choćby pierwszego dowodu.
Ponieważ coraz silniejszy nurt myśli przenika opinię publiczną i skłania się ku temu, by podkopać lub przeskoczyć twarde fakty spirytualizmu, a pod modną i zwodnicą nazwą „psychicyzmu” usiłuje sprowadzić naszą dobrze sprawdzoną łączność z duchami do rozmów między dwoma „Ego” tej samej jaźni – zachowam wszelkie dalsze uwagi na ten temat na inny artykuł, o ile mój niemal wyczerpany czas na to pozwoli i o ile czyste, uczciwe i pouczające łamy „Light” ponownie staną dla mnie otworem.
Na teraz kończę wyrazem wdzięczności dla drogiej i szanowanej Duchesse de Pomar, dziękując jej za poświęcanie tak wiele czasu, środków i swej znaczącej pozycji jedynej religii istniejącej dziś na obliczu ziemi, która dowodzi ponad wszelką wątpliwość i bez najmniejszego „jeśli” czy „ale”, że śmierć nie kończy wszystkiego, a dusza człowieka żyje i poza grobem pozostaje tą samą, zindywidualizowaną duszą, którą była na ziemi.
Emma Hardinge Britten
źródło: SPIRITUALISM IN PARIS; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, JUNE 2, 1894.