Spełnione przewidywania

W swojej niedawno wydanej pracy „The Survival of Man” („Przetrwanie człowieka”) sir Oliver Lodge opisuje uderzający przypadek spełnionej przepowiedni. Zdarzenie to jest tym bardziej niezwykłe, że odnosi się do faktu całkowicie błahego sam w sobie, lecz wcale niebłahego w odniesieniu do celu, jaki może się za nim kryć, ani do wniosków, jakie można z niego wyprowadzić. Fakt ten można streścić następująco:

11 grudnia 1901 roku ręka pani Verrall napisała automatycznie następujące zdania:

Nic nie jest zbyt błahe – drobiazgi pomagają, dają pewność.
Stąd to: mróz i świeca w przyćmionym świetle. Marmontel – czytał go na sofie albo łóżku – było tylko światło świecy. Ona z pewnością to zapamięta. Książka była pożyczona, nie jego własna – mówił o niej.

Pod tekstem widniał podpis przypominający nazwisko „Sidgwick”. Później przekazano jej w ten sam sposób, że książka była francuska, a pojawiły się przy niej słowa „Passy” i „Fleury”.

W tamtym czasie wszystko to było dla pani Verrall niezrozumiałe, lecz później dowiedziała się, że komunikat odnosił się najwyraźniej do przyszłego wydarzenia, które stało się jego wyjaśnieniem. Okoliczności, do których odnosiły się te zagadkowe zdania, miały miejsce 20 i 21 lutego 1902 roku – ponad dwa miesiące po zapisaniu tekstu.

Prawie każdy szczegół okazał się zdumiewająco trafny, do tego stopnia, że nie pozostawiało to wątpliwości co do charakteru przepowiedni.

Przyjaciel pani Verrall w tych dniach czytał Marmontela, w tomie pożyczonym z London Library. Leżał, czytając przy świetle jednej świecy, a nazwiska „Passy” i „Fleury” pojawiły się w czytanym rozdziale. Jakie znaczenie można przypisać tak osobliwemu doświadczeniu?

Na to pytanie należy odpowiedzieć w świetle faktu, że za życia profesora Sidgwicka on sam, sir Oliver Lodge oraz pan Myers wielokrotnie dyskutowali o tym, jaki rodzaj dowodów najlepiej potwierdzałby działanie nadnormalnej inteligencji. Zgodzili się oni, „że przepowiednia przyszłych wydarzeń błahego rodzaju (…) byłaby rozstrzygająca, jeśli uzyskano by ich wystarczającą liczbę, aby wykluczyć przypadek” (s. 161).

Z tego powodu, jak mówi sir Oliver Lodge, uważa on, iż „byłoby to szczególnie charakterystyczne dla inteligencji podającej się za powiązaną w jakikolwiek sposób” z którymkolwiek z tych dwóch mężczyzn, że podejmowane są próby tego typu.

Wskazuje on również hipotezę, która mogłaby w pewnym stopniu tłumaczyć te fakty. Czyni to z typową dla siebie śmiałością, lecz jednocześnie ostrożnością – ci, którzy znają jego pisma, wiedzą, że oba te określenia są w pełni uzasadnione.

Hipoteza sir Olivera Lodge’a głosi, że inteligencja odpowiedzialna za przekaz mogła być zarazem tą, która doprowadziła do spełnienia przepowiedni. Mogła więc znaleźć i „nakierować” kogoś podatnego na wpływ, kto stworzyłby warunki przepowiedziane, a jednocześnie pozostawał na tyle blisko kręgu znajomych pani Verrall, by można było rozsądnie oczekiwać, że zajście to dotrze do jej wiadomości.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to dość naciągane, lecz same przepowiednie są tak niezwykłe, iż trudno oczekiwać prostego wyjaśnienia. W każdym razie należy rozważyć wszelkie możliwe hipotezy.

Aby przetestować tę nową sugestię, naturalnie sięgnąłem do zapisów moich własnych doświadczeń zweryfikowanych przepowiedni i spróbowałem ją do nich odnieść. Choć są to incydenty błahe, mogą zainteresować badaczy tego zagadnienia, ponieważ – jak powiedziano – „drobiazg pomaga”.

Przepraszam za osobisty charakter tych przypadków – wolałbym, by były mniej osobiste, ale nie mam alternatywy: albo przedstawię je takimi, jakie są, albo wcale. Kilka doświadczeń jest zbyt prywatnych, by je tu przytaczać; powiem jednak, że trzy, które mam szczególnie na myśli, zawierały również określenia czasu. Jedna z przepowiedni poprzedziła swoje spełnienie o około dwa miesiące, inna o dziesięć lat, a przewidziany czas spełnienia został podany ze stosunkowo dobrą dokładnością.

Przedstawię teraz bardziej szczegółowo doświadczenia mniej osobistego charakteru.

4 maja 1899 roku medium powiedziało mi, że „widzi wokół mnie strony i strony papieru” oraz że „napiszę pięć książek”. Po zakończeniu stanu transu powiedziałam jej, co przed chwilą mówiła – z pewną niewiarą. Nie miałam takiego zamiaru i nie widziałam żadnych perspektyw na spełnienie się takiej przepowiedni. Pisałem od czasu do czasu krótkie artykuły do czasopism – i nic więcej. Odpowiedziała, że podobne przepowiednie, które dawała innym, spełniały się. Obawiam się, że nie byłem zbyt przekonany ani zachęcający. Jednak moja piąta książka ukazała się w styczniu tego roku.

Na ile przepowiednia wpłynęła na mnie – nie potrafię powiedzieć. Możliwe, że dodała mi odwagi, by kontynuować rozpoczętą pracę; ale nie trzeba chyba dodawać, że prawdziwą przyczyną każdej z książek nie była przepowiednia. Oczywiście można sobie wyobrazić, że hipoteza sir Olivera Lodge’a ma tu zastosowanie. Możliwe, że zamiar, który wydawał się narodzić w moim własnym umyśle, został mi w rzeczywistości zasugerowany przez inne inteligencje, które wcześniej profetycznie wpłynęły na medium.

Interesujący przypadek, mający pewien związek z tym zagadnieniem, przytacza dr Milne Bramwell w swojej książce „Hypnotism” („Hipnotyzm”). Cytuję z pamięci, lecz, jak sądzę, wiernie. W stanie hipnozy pacjentka zaplanowała coś, co miała zrobić po przebudzeniu; rzecz ta została później wykonana. Gdy ponownie ją zahipnotyzowano, odniosła się do tego zdarzenia i stwierdziła, że kiedy w stanie czuwania pomyślała o wykonaniu owego planu, była przekonana, iż pomysł przyszedł jej spontanicznie do głowy – nie pamiętała, że został jej zasugerowany w stanie hipnotycznym.

Nie jest więc nieprawdopodobne, że wiele naszych działań, które wydają się spontaniczne, w istocie takimi nie jest, lecz stanowią wykonanie jakiejś decyzji podjętej albo w stanie snu, albo w sposób podprogowy, albo w momencie pełniejszej świadomości, niż ta, którą zwykliśmy nazywać stanem czuwania.

Teoria sir Olivera Lodge’a, że niewidzialny autor przepowiedni jest zarazem sprawcą jej spełnienia, może więc mieć zastosowanie również w tym przypadku.

W sierpniu 1903 roku uczestniczyłam w spotkaniu spirytystycznym, podczas którego każdą osobę poproszono o napisanie pytania na kartce papieru i przekazanie jej medium. Medium trzymał złożoną kartkę w dłoni, nie otwierając jej. Moje pytanie dotyczyło manuskryptu, który właśnie wysłałam do wydawcy. Zapytałam, czy podejmie się jego wydania. Otrzymałam odpowiedź: „Nie będzie. Czy rozumiesz?” Odpowiedziałam: „Tak, niestety rozumiem”. Wówczas medium kontynuował:

„Spotka cię z tego powodu rozczarowanie, czuję jakby coś spadło w dół. Wszystko się ułoży, ale nie tak, jak się spodziewasz. Stanie się to w październiku – będziesz mogła o tym zapomnieć. Wszystko będzie dobrze. Będzie dla ciebie spotkanie, za około miesiąc, ważne w związku z twoim pisaniem. Będzie dla ciebie korzystne. Będziesz wyjeżdżać z miasta, ale musisz przesunąć to o dzień lub dwa z tego powodu. Musisz to przyjąć, gdy nadejdzie.”

Przypuszczałam, że wszystkie te wypowiedzi odnosiły się do tej samej sprawy, tj. do publikacji, oraz że wspomniane spotkanie mogło oznaczać rozmowę z wydawcą. Nie dostrzegałam innego znaczenia, które można by przypisać tym słowom; zanotowałam je, lecz nie przywiązywałam do nich większej wagi.

W rzeczywistości zapowiedziane zostały dwa zupełnie odrębne wydarzenia.

Pierwsze dotyczyło manuskryptu wysłanego do wydawcy. Wkrótce potem otrzymałam od niego odpowiedź, która mnie rozczarowała, bo uznałam, że nie zamierza jej przyjąć, choć nie napisał tego wprost. Ostatecznie jednak doszliśmy do satysfakcjonującego porozumienia, a sprawa zeszła mi „z głowy” do października.

Drugie proroctwo – „Będzie dla ciebie spotkanie za około miesiąc” – nie miało żadnego związku z wydawcą, jak wcześniej przypuszczałam. Dotyczyło czegoś, co opublikowałam wcześniej, ale jego „ważność” wyglądała zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam – i wcale nie miała charakteru zawodowego. To znakomita ilustracja błędnej interpretacji, której łatwo można ulec wobec wypowiedzi medium, oraz ryzyka poważnych pomyłek, jeśli traktuje się takie częściowo zrozumiałe przepowiednie jako wskazówki do działania.

13 września, prawie dokładnie miesiąc po wizycie u medium, mogłam dopisać w moim notesie, pod poprzednim zapisem dotyczącym tej przepowiedni, informację o jej spełnieniu:

Dopiero dziś odnotowałam spełnienie słów wypowiedzianych wtedy do mnie. Kilka dni temu otrzymałam wiadomość od nieznajomego, który przeczytał moją książkę [tytuł], że zamierza mnie odwiedzić w październiku. Odpisałam, że planowałam wyjechać z Londynu 6-go, ale nie ustaliłam dokładnego dnia i przełożę wyjazd na 9-ty, aby umożliwić nam spotkanie. Dziś otrzymałam jego odpowiedź z podziękowaniem… Dopiero wtedy przypomniałam sobie, co zostało powiedziane… Spotkanie zostało umówione dokładnie miesiąc po wypowiedzi medium, choć ma się odbyć dopiero za kilka tygodni.”

Przytaczam te słowa dosłownie, ponieważ pokazują, że w momencie przekładania mojego wyjazdu nie zdawałam sobie sprawy, że realizuję przepowiednię, i przypomniałam ją sobie dopiero wtedy, gdy ustalenia zostały dokonane.

Spotkanie to nie miało większego znaczenia dla mojej pracy pisarskiej, chociaż wynikało z niej – w tym sensie można powiedzieć, że medium rzeczywiście „wyczuł”, iż zdarzenie to będzie związane z moim pisaniem. Jego prawdziwe znaczenie leżało gdzie indziej. Okazało się, że odwiedzający mnie mężczyzna był dawnym przyjacielem mojego dziadka i z tego oraz innych powodów bardzo się cieszyłam ze spotkania. Gdybym go wtedy nie przyjęła, prawdopodobnie nie zobaczyłabym go już nigdy, gdyż wkrótce wyjechał z kraju.

Na ile hipoteza sir Olivera Lodge’a może mieć zastosowanie do tego przypadku? Myślę, że jest prawdopodobne, iż Inteligencja, która przekazała tę przepowiednię przez medium, wiedziała, że wspomniany mężczyzna już wcześniej – nie mówiąc mi o tym – planował taką wizytę, i być może próbowała w ten sposób zapobiec mojej nieobecności w mieście. Ale w takim razie należałoby przypisać tej Inteligencji rzeczywisty wgląd w przyszłość, ponieważ w chwili, gdy przepowiednia została mi przekazana, nie miałam jeszcze żadnych konkretnych planów wyjazdu. Pamiętam wyraźnie, że miałam poczucie, iż nie powinnam podejmować żadnych wiążących decyzji, dopóki okoliczności same mnie nie poprowadzą. Myślę, że podobny wgląd trzeba uznać także w odniesieniu do przepowiedni opisanej wcześniej.

Jeśli musielibyśmy przyznać, że Inteligencje odpowiedzialne za przepowiednie posiadają wiedzę o wydarzeniach jeszcze nie zaplanowanych, to wydaje się zbędne stosować hipotezę sir Olivera Lodge’a, wedle której „najpierw powstaje przepowiednia, a potem agent stara się ją zrealizować”. Gdyby to wystarczało do wyjaśnienia faktów, nie trzeba by zakładać, że przyszłość jest rzeczywiście przewidywana. Jednak nawet kilka przypadków z mojego – bardzo ograniczonego – doświadczenia wskazuje, iż hipoteza ta sama nie wystarcza.

Możliwe jest jednak, że istnieje pewna liczba przypadków, które wyglądają jak przepowiednie, ale w istocie nie zakładają widzenia przyszłości. Mogą one być wyjaśnione wyłącznie hipotezą zaproponowaną przez sir Olivera Lodge’a. Nie wolno zakładać, że zawsze mamy prawo interpretować podobne z pozoru zdarzenia za pomocą tej samej teorii. Niektóre przepowiednie mają taki charakter, że nie sposób przypuszczać, iż ten, kto ostrzegł, był również tym, który doprowadził do ich realizacji. Z pewnością sir Oliver Lodge nie zamierzał, by jego sugestię stosować do wszystkich przypadków przepowiedni, lecz raczej jako jedną z możliwych dróg wyjaśnienia tych zagadkowych doświadczeń.

Kolejny przypadek przepowiedni nie dotyczył mnie bezpośrednio, lecz członka mojej rodziny, mieszkającego w tym samym domu. Pragnęliśmy zmienić miejsce zamieszkania, lecz nasza umowa najmu obowiązywała jeszcze przez rok, dlatego liczyliśmy na możliwość podnajęcia domu. Medium stwierdziło, że uda nam się wynająć dom we wrześniu nadchodzącego roku, lub – dodała – „Wasza ręka zostanie zmuszona w marcu.” Wyrażenie to zdawało się oznaczać, że pojawią się okoliczności zewnętrzne, które zmuszą nas do opuszczenia domu.

We wrześniu zjawiła się osoba zainteresowana wynajęciem domu i wydawało się niemal pewne, że go weźmie, jednak ostatecznie zrezygnowała. W marcu nasz właściciel zmarł, a wykonawczyni testamentu zapytała nas, czy nie mielibyśmy nic przeciwko wcześniejszemu wyprowadzeniu się – na jej prośbę. Przepowiednia została więc spełniona około osiem miesięcy po jej wypowiedzeniu.

Dwie pierwsze przepowiednie opisane wcześniej zostały zapisane niemal natychmiast po ich otrzymaniu, a przed ich spełnieniem. W przypadku następnej było inaczej: jedyny zapis, jaki posiadam, został sporządzony dopiero w chwili wypełnienia się przepowiedni. Nie rozpoznałam wówczas, że była to przepowiednia – aż do momentu, gdy się spełniła. Z notatek sporządzonych po fakcie przytaczam następujący opis:

Dwie panie mieszkały razem. Jedną z nich znałam od pewnego czasu, drugą jedynie pośrednio. Pewnego dnia odwiedziłam moją znajomą i wtedy po raz pierwszy spotkałam tę drugą. Powiedziała, że wspomniała mojej przyjaciółce o mojej wizycie, ponieważ widziała mnie we śnie. Stwierdziła, że przypominam osobę, którą spotkała w tym śnie, a towarzyszyło mi dwóch mężczyzn (powiedziała: młodych mężczyzn), z których jeden był jaśniejszej cery i niższy od drugiego, a ja znajdowałam się w pokoju ze szklanymi drzwiami.

Dodaję w notatce:

„Dzisiaj znów ją spotkałam – w Empress Rooms w Kensington – i zagadnęłam ją. Przez chwilę zdawała się mnie nie poznawać. Przypomniałam jej sen, a ona odparła: «I to jest ten pokój!» – po czym pokazała mi szklane drzwi. Powiedziałam jej, że pan W., jasnowłosy mężczyzna (rzeczywiście był niezwykle jasny jak na mężczyznę i raczej niski), przedstawił mi dziś popołudniu pewnego dżentelmena Hindusa [Hindus był wysoki i wyglądał przy tamtym na jeszcze wyższego].”

Można by się spodziewać, że to spotkanie doprowadzi do jakiegoś ważnego wydarzenia, skoro – jak się wydaje – zostało przewidziane na kilka miesięcy wcześniej. Tak się jednak nie stało. Jasnowłosy mężczyzna pozostał moim życzliwym znajomym aż do swojej śmierci; tamtego drugiego nie widziałam nigdy więcej.

Nie są to jedyne drobne przepowiednie, jakie mi przekazano w ciągu mojego życia, lecz są to te najbardziej odpowiednie do zacytowania oraz na tyle wyraziste, że trudno przypisać je przypadkowemu zbiegowi okoliczności. Jeśli tak wiele można znaleźć w doświadczeniu jednej osoby w ciągu zaledwie kilku lat, wydaje się prawdopodobne, że spełnione przepowiednie nie są tak rzadkie, jak się niektórym wydaje.

Są tacy, którzy stanowczo sprzeciwiają się idei, że przyszłość może być przewidziana. Fakty pozostają jednak faktami i należy się z nimi zmierzyć. Głównym powodem, dla którego ludzie odrzucają tę koncepcję, jest zapewne przekonanie, że stoi ona w sprzeczności z wolnością wyboru, w którą wierzymy, iż posiadamy. Czy jednak rzeczywiście tak jest?

Nie odważę się wchodzić głębiej w dyskusję nad problemem pogodzenia determinizmu z wolną wolą, ale ośmielę się stwierdzić, że zdolność widzenia przyszłości nie musi koniecznie wykluczać istnienia znacznego zakresu wolnego wyboru. Przewidywanie przyszłości przez wyższe inteligencje może być jedynie rozwinięciem tej samej zdolności, którą posiadają pewne intuicyjne umysły także tutaj – przewidywania skutków aktualnych wydarzeń. Skutków, które nie zawsze muszą być absolutnie przesądzone, lecz mogą podlegać modyfikacji poprzez ludzkie działanie.

A nawet gdybyśmy przyjęli, że niektóre wydarzenia są całkowicie przeznaczone z góry, nie dowodzi to, że wszystkie takie są. Możliwe, że zasadniczo każdy człowiek oraz każda ludzka społeczność mają pewien określony los, a mimo to istnieje – w pewnych granicach – szeroka przestrzeń dla wolnego wyboru, rozwoju indywidualnego charakteru, a także dla powstrzymywania lub wspomagania wielkiego celu wszechświata.

Jeśli nasza wiara w przeznaczenie pewnych rzeczy jest oparta na doświadczeniu, to nasze przekonanie o odpowiedzialności również pochodzi z doświadczenia – z naszego głębokiego poczucia, że możemy powiedzieć „tak” lub „nie”, i że bywają chwile, w których nic nie może zwolnić nas z dokonania tego wyboru. Jak inspirujące są słowa profesora Jamesa:

„Kto wie, czy wierność jednostek tutaj, na dole, wobec ich własnych, choćby i przesadnych przekonań, nie może w rzeczywistości pomóc Bogu, by z kolei On mógł być bardziej skutecznie wierny swoim wielkim zadaniom?”

W każdym razie musimy strzec się przed porzuceniem jednego przekonania opartego na doświadczeniu na rzecz innego, choćby i ono również wypływało z doświadczenia. To doświadczenie uczy nas, że w niektórych sprawach możemy decydować, możemy powiedzieć „tak” lub „nie” wobec dobra i zła. Byłoby wielką nierozwagą porzucić to przekonanie tylko dlatego, że inne doświadczenia – choć mniej liczne – sugerują, iż wiele wydarzeń w naszym życiu jest przewidywanych, a niektóre mogą być nawet z góry ustalone.

Dla mnie osobiście spełnienie drobnych przepowiedni wywarło wrażenie, które umacnia zaufanie i uspokaja lęk, uwalniając od niepokoju o przyszłość. Daje poczucie spokoju w przekonaniu, że nie jesteśmy ofiarami ślepego przypadku, lecz że nawet pozornie niepomyślne wydarzenia są uporządkowaną częścią naszej duchowej edukacji.

H. A. Dallas

źródło: Predictions Fulfilled; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research;  z dnia  April 30, 1910 oraz druga część artykułu z dnia   May 7, 1910.