O! Śmierci, gdzież jest twoje żądło?
O! Grobie, gdzież jest twoje zwycięstwo?
Widzę piękny gaj dostojnych drzew, w pełnym ulistnieniu, a w jego cieniu liczne zwierzęta odpoczywające i igrające. Po zewnętrznej stronie gaju znajduje się małe jezioro, po którego spokojnych wodach pływają łabędzie i gęsi oraz rozmaite ptaki wodne o barwnym upierzeniu.
Drzewa wokół są pełne ptaków, które skaczą i przelatują z gałązki na gałązkę, rozkoszując się tym spokojnym, balsamicznym powietrzem i napełniając je swoim śpiewem.
Na brzegu jeziora widzę znaczną liczbę zwierząt: jedne pasą się, inne leżą, odpoczywając, jeszcze inne bawią się. Cała scena jest pełna zachwycającego spoczynku i harmonii. Baranek i młody lew bawią się razem jak kocięta, przewracając się jedno przez drugie na zielonej murawie.
Dalej stoi dorosły lew, przyglądając się im w spokojnym odpoczynku, podczas gdy dwaj mali, pulchni chłopcy, w wieku czterech lub pięciu lat, bawią się z nim. Jeden z chłopców próbuje wejść mu na grzbiet, aby się przejechać. Wplótł swoje małe rączki w grzywę lwa i usiłuje się podciągnąć. Drugi chłopiec przychodzi mu z pomocą, chwyta go za stopy i próbuje pomóc mu się wspiąć.
Monarcha lasu nie zwraca na nich żadnej uwagi. Zdaje się skupiony wyłącznie na harcach swojego młodego i małego baranka, w których najwyraźniej znajduje cichą przyjemność.
W oddali widzę wieże i kopuły wyniosłych pałaców oraz ludzkich siedzib – niezbyt daleko, lecz w przyjemnej dolinie, w pięknym, miękkim, purpurowym świetle, takim, jakie artyści lubią nadawać swoim obrazom włoskiej scenerii.
Nie pojmuję, co oznacza ten obraz. Panuje tu wyraźnie wielka harmonia i niewinność, ale nie ma żadnych ludzi oprócz tych dwóch chłopców.
Ach! Teraz widzę parę, która powoli wychodzi z cienia lasu ku jezioru i ku tej jego stronie, gdzie znajdują się dzieci. Najwyraźniej są wysokiego stanu, jakby należeli do arystokracji angielskiej. Są ubrani jak mężczyzna i kobieta w naszym stroju, z tą różnicą, że kobieta ma długi tren przy jedwabnej sukni, a na jej ramionach w swobodnych fałdach spoczywa czarny koronkowy szal.
Jest pełna wdzięku i dostojna w chodzie. On jest młody, wysoki i wyprostowany. Ona spoczywa na jego ramieniu, a oni dwoje przechadzają się powoli, tworząc obraz szczęścia i ufnej czułości. Ich plecy są częściowo zwrócone ku mnie, tak że nie mogę zobaczyć ich twarzy. Jest jasne, że to nie u nich mam szukać rozwiązania tej tajemnicy.
Lecz oto przyspieszają kroku i śpieszą wokół końca jeziora, aby przejść na tę stronę. Cóż teraz?
Ach! Widzę. Na końcu jeziora spotykają dwóch mężczyzn ubranych w starożytny strój egipski, noszących osobliwe nakrycia głowy, na których przedstawione są wieże. Przez chwilę rozmawiają ze sobą, a potem wszyscy czworo spieszą ku tej stronie jeziora.
Tam dołącza do nich grupa dziesięciu albo dwunastu innych osób, ubranych w ten sam egipski strój, choć niektórzy z nich są starsi, poważniejsi i bardziej dostojni w zachowaniu. Gromadzą się razem, a ci, których zobaczyłem najpierw, mieszają się z tłumem i znikają mi z oczu. Ale nadal – co to wszystko oznacza?
Co to wszystko znaczy? Teraz tworzą krąg i są głęboko zajęci czymś, co leży na trawie pośrodku tego kręgu. Co to jest – nie widzę, bo zasłaniają mi widok. Wydaje się, że to odkryli, a kilku z nich cofa się, dając mi możność ujrzenia tego, co znajduje się przed nimi.
To ludzkie ciało, leżące w całunie, w trumnie. Nigdy wcześniej nie widzieli czegoś podobnego. Jeden z obecnych odnalazł je przypadkiem wśród zarośli i przyniósł swoim towarzyszom, aby zobaczyć, czy zdołają pomóc w ustaleniu, czym ono jest.
Interesujące jest obserwować ich podczas tego badania. Podnoszą całun i odkrywają pod nim doskonałą ludzką postać, podobną do ich własnej, lecz pozbawioną życia. Dotykają powiek, widzą oczy, ale nie ma w nich żadnej spekulacji. I spokojnie przystępują do badania tego zjawiska – bez wzruszenia, a przede wszystkim bez przerażenia – jak gdyby wyłącznie z pragnieniem zrozumienia, czym jest ta Śmierć, która leży przed nimi.
I oto światło rozjaśnia mi umysł, a ja pojmuję, co oznacza ten obraz. Jedwabna szata, koronkowy szal, postawy i sposób bycia mężczyzny i kobiety oraz pałace w oddali – wszystko to ma przedstawiać wysoki stan wyrafinowania i postępu intelektualnego. Scena wokół jeziora – stan niewinności i harmonii. Egipscy mędrcy – spokojną, rozważną, badającą mądrość.
A morał jest taki: w stanie wyrafinowania, postępu intelektualnego, niewinności i harmonii śmierć jest dla oka Mądrości jedynie zjawiskiem, które należy zbadać, a nie straszydłem, którego trzeba się lękać.
Wobec imponujących dowodów zdolności człowieka do rozwoju – ukazanych przez najświetniejsze osiągnięcia w każdej dziedzinie nauki fizycznej – miesza się profanów jego świeckiego bałwochwalstwa. Po całej naszej chełpliwej pobożności, jakże wielu zamieniłoby całe swoje rajskie dziedzictwo na mały skrawek ziemi! Atom, grudka ziemi, kilka udziałów akcji bankowej, są w ocenie ich posiadaczy ważniejsze niż wzrost duszy. Nie ma sensu mówić takim ludziom o ich duchowych interesach, chyba że można je zabezpieczyć obligacją i hipoteką.
S. B. B.
źródło: Death. A Vision by By Hon. J. W. Edmonds; „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.