„Sen” ranczera

Być może ostatnimi ludźmi, wśród których spodziewano by się psychicznych manifestacji, są twardzi kowboje z Dzikiego Zachodu w surowych latach drugiej połowy ubiegłego stulecia. Oto jednak jedna z takich historii, zaczerpnięta z autobiografii Broncho Charlie, opowiedzianej przez niego samego autorkom, pannie Gladys Shaw Erskine.

Jako młodzieniec Broncho Buster przez pewien czas był ranczerem razem ze swoim starym kolegą z dawnych lat, znanym jako „Sailor Jack”. Jack określany był jako „dobry wspólnik, jakiego tylko można sobie wyobrazić”, choć był człowiekiem łamiącym prawo i od czasu do czasu rabował dyliżanse. W końcu został schwytany i doraźnie powieszony.

Broncho Charlie często zauważał, że jego pan, Hart, wygląda na zmartwionego i pewnego razu zapytał go:

– Martwi się pan suszą, panie Hart?

– Suszą? Suszą? Nie, chłopcze, to nie susza nie daje mi spać po nocach. To sen.

Potem nadszedł moment, gdy stary Mose Hart musiał ująć rzecz w słowa. Zaczął więc opowiadać dawnemu partnerowi Jacka, Sailor Jackowi:

– Zaraz wyłożę sprawę tak, jak prawdziwie pojmuję to w snach – powiedział – a moje wyobrażenia o tym, co było słuszne, często nie pasowały do tego, co myśleli inni ludzie. Ale był z niego naprawdę dobry wspólnik; razem trzymaliśmy się jednej pryczy, i teraz nie potrafię wyrzucić z głowy tego snu. Nie mogę się od niego uwolnić. Jechałem i jechałem, dziesiątki i setki mil, ale ten sen zawsze dopada mnie nocami.

– Nie mogę spać. Wciąż mam ten sam przeklęty sen. To samo. Jaka jest w tym prawda? Wiem, że to tylko sen, choć wszyscy mówią mi, że tak właśnie jest.

– Pierwszy raz zdarzyło się to, gdy siedziałem całkiem rozbudzony, tak jak teraz. Siedziałem w swoim pokoju, nie mając nic do roboty, bez nikogo, kto by palił, tak jak ja teraz, sam. Nagle drzwi się otworzyły, jakby powiał wiatr czy coś je pchnęło. Żadnego dźwięku, pamiętajcie. Po prostu otworzyły się, jakby poruszyła nimi jakaś ręka, i ukazał się Chińczyk. Podniosłem wzrok… myślałem, że Chińczyk przyszedł, i gotów byłem zrugać go jak diabli, bo mało nie upuściłem fajki.

– Zobaczyłem, że to Sailor Jack, mój dawny wspólnik. Stał tam w drzwiach i szczerzył do mnie zęby. Wyciągnął do mnie jedną rękę i uśmiechał się jakoś chorobliwie. A potem przemówił: „Powiesili mnie, Mose!” – powiedział. „Powiesili mnie! Co ty powiesz na to? Powiesili mnie!”

– Wydawał się strasznie zdziwiony. Podszedłem więc do niego i ruszyłem w jego stronę. Próbowałem mu powiedzieć, że to nieprawda, że nie było tak naprawdę. Ale on tylko stał i powtarzał: „Powiesili mnie, Mose!” Potem podszedłem bliżej, wyciągnąłem rękę i pogładziłem go po twarzy… a wtedy, na Boga, wiedziałem, że Jack nie żyje. I wciąż… wciąż nie mogę wyrzucić z głowy tego wyrazu twarzy. Mówię wam, to mnie dręczy. Dręczy mnie.

Broncho Charlie kończy ten epizod ze swego życia słowami:

„Mose Hart był dobrym i wielkodusznym człowiekiem, lecz czasem wyglądał tak, jak wygląda kurczak, który właśnie myśli o kolacji. Sailor Jack i ten sen na jawie – wiedziałem, że słyszy, jak Sailor Jack mówi: ‘Powiesili mnie, Mose! Powiesili mnie!’”

M.A.B.

źródło: A Rancher’s “Dream”;