Miss Winifred Graham opowiada o pomocy z „tamtej strony”
W okazałej rezydencji nad rzeką, o rzadkim uroku dawnej epoki, gdzie wspomnienie Nell Gwynn dodaje historycznej atmosferze szczególnego wdzięku, Miss Winifred Graham – jedna z popularnych angielskich autorek powieści – udzieliła specjalnego wywiadu przedstawicielowi „Light”.
W życiu prywatnym jest panią Theodore Cory i mieszka z mężem w ich domu St. Albans, zbudowanym przez Nell Gwynn dla jej syna, księcia St. Albans. Trzysta lat temu podziemny tunel łączył go z Hampton Court. Tunel ten jest dziś zamurowany, lecz dreszcz jego istnienia pozostał. Bóle i radości wielu sławnych ludzi nadają temu miejscu mieszaną aurę tęsknoty i spokoju. Mieszkał tu Bulwer Lytton. Tu marzył i tu umarł Croker.
Jest to dom natchnienia, osłonięty ogromnym cedrem i zwrócony ku wspaniałemu trawnikowi, nad którym stare drzewo katalpy – o sękatych konarach chwytających niczym ośmiornica – roztacza swój czar; wpływ ten mógł mieć pewien udział w wielkim literackim sukcesie Miss Graham. Napisała ona sześćdziesiąt powieści, z których wiele przez lata utrzymywało się na listach bestsellerów; a jej dwie refleksyjne książki psychiczne (My Letters from Heaven oraz More Letters from Heaven) wprowadziły filozofię psychiczną do szerokiego kręgu czytelników potrzebujących pociechy i światła.
„Mój ojciec zmarł w 1922 roku” – powiedziała Miss Graham. – „W dniu jego śmierci i przez całe popołudnie moja ręka była kontrolowana i zapisywałam przekazy, w których opisywał on swoje odejście, ludzi, których spotkał, oraz pierwsze wrażenia z cudownej krainy, w której się znalazł.
Nie byłam spirytystką. Rzadko uczęszczałam na seanse i praktycznie nie miałam doświadczenia w piśmie automatycznym. Nie potrafię pisać dla nikogo innego, lecz przez ostatnie dwanaście lat utrzymywałam korespondencję z moim ojcem. Kluczem do jego silnej kontroli jest więź miłości, jaka nas łączy. Poczucie jego żywej obecności było darem niebios dla mojej starej matki – nic innego nie pomogłoby jej unieść ciężaru lat.
Ojciec wyjaśnił nam, że śmierć nie była dla niego żadnym wstrząsem; była jedynie rozszerzeniem świadomości, przynoszącym zrozumienie, do którego na ziemi dochodzi się tylko przez rzadkie doświadczenie oświecenia. Błagał mnie, abym opublikowała jego przekazy, lecz wahałam się – wydawało mi się to straszliwie prywatną tajemnicą. Jednak gdy Robert Blatchford ogłosił w prasie swoje nawrócenie na spirytualizm, uświadomiłam sobie, jak błędne jest ukrywanie objawienia, które mogłoby przynieść pociechę tysiącom ludzi. Z radością mogę powiedzieć, że nigdy tej decyzji nie żałowałam. Książki wciąż się sprzedają, a dochód przekazywany jest na Fundusz Wdów i Sierot Narodowego Związku Straży Pożarnej, którym mój ojciec bardzo się interesował.”
– Czy odczuwa pani psychiczną pomoc w swojej pracy literackiej? – zapytałem.
„Dawniej – odpowiedziała Miss Graham – zwykłam z góry obmyślać fabuły moich książek; nie byłam świadoma żadnej pomocy. Wydaje się jednak, że odkąd zaczęłam pisać automatycznie – jak mówią mi moje zapisy – mam Przewodnika, który pomaga mi z Tamtej Strony. Podobno był on aktorem w czasach Garricka i zawsze pragnął pisać. Pewne jest, że moje fabuły mają zwroty i zakręty, na które sama nigdy bym nie wpadła; i bardzo często, dyktując sekretarce, nie wkładam w to żadnego twórczego wysiłku: myśli napływają gwałtownie i mają charakter, którego nie potrafię przypisać własnej podświadomości.”
– Czy miała pani inne doświadczenia psychiczne?
„Tak, lecz nie wiem, jak je ocenić. Przed laty czekałam z matką na dorożkę w Londynie. Gdy jedna się zataczała, zobaczyłam czarną postać wychylającą się i odprawiającą nas gestem. Poczułam rozczarowanie, że dorożka jest zajęta, gdy nagle zatrzymała się przed nami – i oto była pusta. Pomyślałam, że wizja była ostrzeżeniem, by jej nie brać; lecz w pobliżu nie było żadnej innej. Gdy tylko wsiadłyśmy, koń spłoszył się i popędził w poprzek ulicy, uderzając w ogrodzenie. To wystarczyło – wyskoczyłyśmy natychmiast.
Drugie doświadczenie spotkało mnie w pociągu z Hampton Court do Waterloo. Zobaczyłam mężczyznę z naręczem książek na kolanach. Z jakiegoś powodu wpatrywałam się w niego i ogarnął mnie chłód. Dyskomfort był tak silny, że postanowiłam wysiąść na następnej stacji. Ku mojej ogromnej uldze mężczyzna wstał i opuścił pociąg na kolejnym przystanku. Na Clapham Junction nagle ujrzałam go znów – siedział naprzeciwko. Ogarnął mnie strach i przebiegłam cały skład do ostatniego wagonu.
To wszystko. Lecz moja matka może opowiedzieć panu o własnych doświadczeniach w tym domu.”
Objawienie Nell Gwynn
Zostałem przedstawiony matce Miss Graham, poprzedniej właścicielce St. Albans – czarującej, bystrej i energicznej damie. Powiedziała, że co tydzień czyta „Light” od deski do deski. W pełni świadoma ducha badań, spisała i podpisała dla mnie następujące świadectwo:
„Przed laty dziewczyna, która tu mieszkała, była bardzo zdziwiona widokiem pięknej damy na ścianie swej sypialni – w wieczorowej sukni, otoczonej jasnym światłem. Zapytana, czy się bała, odpowiedziała: ‘Och nie, była taka piękna; było mi tylko żal, gdy zniknęła, kiedy na nią patrzyłam.’
Miałam portret Nell Gwynn, skopiowany z Beauty Room w Pałacu Hampton Court. Odłożono go do składziku. Poleciłam ustawić go na stole na dole. Gdy dziewczyna go zobaczyła, zawołała: ‘Och, to moja piękna dama – suknia i wszystko!’ Od tego czasu obraz został odpowiednio zawieszony. Wyobrażam sobie, że Nell Gwynn nie podobało się ukrywanie w składziku.”
Wspomnienie tragedii
„Gdy po raz pierwszy mój mąż i ja zamieszkaliśmy tutaj, siedzieliśmy pewnego wieczoru w łodzi na rzece. Nagle mąż zawołał: ‘Czy widzisz coś na drzewie magnolii?’ ‘Tak’ – odpowiedziałam – ‘wiszącego mężczyznę’. Była jasna noc księżycowa. Oboje pobiegliśmy do drzewa i postać zniknęła. Wkrótce potem, na balu w Sunbury, mąż został przedstawiony pewnej damie, która powiedziała: ‘Słyszałam, że kupiliście ten stary dom nad rzeką, St. Albans, gdzie mężczyzna powiesił się na magnolii’. Natychmiast poprosił: ‘Proszę opowiedzieć mi tę historię’. Odpowiedziała: ‘Naprawdę nie znam szczegółów – wiem tylko, że był to lokaj, który wpadł w jakieś kłopoty, chyba z pokojówkami albo z pieniędzmi, i w ten sposób zakończył życie’. Nigdy więcej nie widzieliśmy tej wizji.”
Widzenie nadchodzącej burzy
W Life and Experiences of Edmund Dawson Rogers znajduje się wzmianka o chorej kobiecie, która potrafiła widzieć nadchodzącą burzę. Oto cytowany fragment:
„Widziała jakby drobne, ciemne plamki formujące się w powietrzu. Początkowo nie wykazywały one żadnego ruchu; po pewnym czasie jednak zaczęły się obracać – najpierw wolno, a potem, gdy ich liczba rosła, coraz szybciej – aż przed jej oczami ukazał się dziki, oszałamiający wir. Opisywała mi to wszystko w chwili, gdy twierdziła, że to widzi; a gdy zamęt osiągnął szczyt, osłoniła oczy dłonią, jakby oczekując wybuchu burzy. W tej właśnie chwili nadeszła – w moim odczuciu (siedziałem w częściowo zacienionym pokoju) bez żadnego ostrzeżenia – oślepiający błysk pioruna i niemal jednoczesny, potężny grzmot.”
źródło: Lady Novelist’s Psychic Experiences; Light on Spiritualism and Psychical Research, March 23, 1934.