Wieszcz

Poezja i „Drugi Wzrok”

POEZJA I „DRUGI WZROK” WŚRÓD GÓRNIKÓW WĘGLOWYCH
Joseph Skipsey

Nie sposób trafniej wprowadzić czytelników w poezję Josepha Skipseya niż przez przytoczenie przedmowy do jego niezwykłego, niewielkiego tomu.* Autor jest tym, co nazywa się „master-shifterem” w kopalni Backworth.

* A Book of Miscellaneous Lyrics. By Joseph Skipsey. Bedlington: Printed for the author by George Richardson. 1878. Adres autora: Backworth Colliery, w pobliżu Newcastle-on-Tyne. Autor – jak sądzimy – sam jest wydawcą; egzemplarze książki można nabyć bezpośrednio u niego.

„Został wysłany do kopalń węgla w Percy-Main, w pobliżu North Shields, aby pomagać zarabiać na chleb, będąc jeszcze dzieckiem; a całkowity zasób jego nauki sprowadzał się wówczas do umiejętności przeczytania swojego A, B, C, lub co najwyżej literek z elementarnej karty A, B. Gdy doda się, że ówczesne wymogi epoki czyniły koniecznym, by młodzi spędzali w kopalni od dwunastu do czternastu godzin dziennie, widać jasno, iż mieli niewiele czasu na samokształcenie; i że tylko dzięki wytrwałości – oraz niepozwalaniu, by nieliczne wolne chwile pozostawały niewykorzystane, gdy się nadarzały – ci, którzy pragnęli, mogli zdobyć cokolwiek na kształt wykształcenia. Autor, zamiast trwonić czas na zabawie, poświęcał niedziele i inne dni wolne na zdobycie umiejętności czytania oraz rozwiązywania prostych zadań arytmetycznych. Zajęcia te zwykle odbywały się w izbie jego matki; nie miał ojca, gdyż ojciec stracił życie, kiedy piszący był jeszcze niemowlęciem „na rękach”; a pisać uczył się sam, kredą na swojej klapie – drzwiczkach połączonych z wentylacją kopalni – których obsługa należała do jego obowiązków. W ten surowy sposób prowadził naukę; a o jej skuteczności może świadczyć fakt, że zanim skończył jedenaście lat, powziął romantyczną myśl, by spróbować nauczyć się Biblii na pamięć, i rzeczywiście opanował z pamięci pewną liczbę rozdziałów; a od dalszej pracy powstrzymała go dopiero drwina siwego mądrali, któremu miał zuchwałość zdradzić swój zamiar. Około szesnastego roku życia, po wielu wysiłkach i dzięki wytrwałości, zdobył znajomość podstaw gramatyki języka angielskiego. Potem przyszły inne studia, głównie o charakterze naukowym; następnie – lektura poezji Szekspira, Miltona i Burnsa, bo miłość do Muz rosła w nim od dzieciństwa, a próby wierszowania podejmował jeszcze jako dziecko, przy swojej klapie.”

Ze szkicu życia Josepha Skipseya zamieszczonego w „Biograph” z września 1879 roku dowiadujemy się, że urodził się w 1832 r. i że „jego ojciec i dziadek byli przed nim górnikami, lecz w rodzinie istniała tradycja, iż za czasów Stuartów Skipseyowie należeli do angielskiej szlachty; a ich nieszczęścia spadły na nich wskutek lojalności wobec owego nieszczęśliwego rodu – w szczególności zaś wobec sprawy ‘Bonnie Prince Charlie’. Także i to, że raz rozpoczęte nieszczęścia nie ustały szybko: przez kilka pokoleń ojcowie tej rodziny ponosili przedwczesną i gwałtowną śmierć. Własny ojciec Josepha Skipseya, Cuthbert, zginął w 1832 roku, zastrzelony podczas próby zaprowadzenia pokoju między policjantem a grupą rozruchowych górników. W rezultacie wczesne dni Josepha Skipseya – wtedy zaledwie kilkutygodniowego, jak widzieliśmy – były dniami skrajnej nędzy. Gdyby nie niezawodna troska jego prawdziwie szlachetnej matki, najpewniej trafiłby do przytułku albo do wczesnego grobu. Jak było, pani Skipsey, dzięki rozpaczliwym wysiłkom, zdołała zapewnić dach nad głową i pożywienie swoim dziewięciorgu małym dzieciom oraz dać im taką, niestety lichą edukację, na jaką pozwalały jej środki”.

W roku 1859 pan Skipsey opublikował – jak sam to określa w przedmowie – „pakiet liryków”, które przyniosły mu życzliwość i uznanie różnych myślących i wymagających osób na Północy; o czym, jak widzieliśmy, podawano, iż rozeszło się ponad tysiąc egzemplarzy.

Następnie wydał tom, który w 1871 roku stał się znacznie szerzej znany; wreszcie zaś – obecną książkę (1878) – której bardzo uderzająca zawartość sprawiła, że jego nazwisko stało się interesujące nie tylko wśród „jego własnych ludzi”, lecz także w kręgach estetycznych Londynu.

Wiersze w tym tomie dzielą się na trzy klasy. Po pierwsze: miłosne przyśpiewki i ballady z życia wiejskiego. Po drugie: liryki i ballady opisujące życie górników węglowych – epizody o tragicznym ciężarze, gdzie życiowa katastrofa bywa często z wielką siłą postawiona przed wyobraźnią czytelnika w zaledwie dwóch lub trzech zwrotkach. Obie te klasy wierszy cechuje subtelność uczuć, o której zauważono, że bywa znamienna dla twórczości poetów „z ludu” – czego świadectwem są utwory Chattertona, „cudownego chłopca”; Ettrick Shepherd’a (który, nawiasem mówiąc, podobnie jak nasz obecny poeta kopalni, miał nauczyć się pisać, przepisując litery z drukowanej ballady, gdy leżał i doglądał owiec na górskim zboczu); Roberta Bloomfielda, „Chłopca-Farmera”; Johna Clare’a, poety z Northamptonshire; Roberta Milhouse’a, nottinghamskiego „pończosznika”, i tak dalej, i tak dalej.

Po trzecie, tom zawiera wiersze o wysoce duchowym charakterze. To właśnie na tę trzecią klasę – stanowiącą zresztą bardzo znaczną część książki – pragniemy zwrócić uwagę czytelników „Light”. Takie tytuły jak poniższe dają wyobrażenie o tematach podejmowanych przez Josepha Skipseya, który jest nie tylko Poetą, ale i Widzącym Duchy. Wiedza właściwa spirytualiście i wizjonerowi – a nawet więcej niż wiedza: należna temu mądrość – odciska się na tych wierszach: „Man, what is he?” („Czym jest człowiek?”), „The Seer” („Wizjoner”), „Omega”, „The Inner Conflict” („Wewnętrzny konflikt”), „Music” („Muzyka”), „The Mystic Lyre” („Mistyczna lira”), „The Angel Mother” („Anielska matka”), „Nil Desperandum”, „The Thought-Toiler” („Robotnik myśli”), „The Soul’s Hereafter” („Los duszy po śmierci”), „Behind the Veil” („Za zasłoną”), „The Vital Spark” („Iskra życia”). W wymienionych utworach pobrzmiewa wzniosła, szlachetna wypowiedź, która nie może nie znaleźć oddźwięku w sercach wszystkich prawdziwych spirytualistów i obudzić serdeczne zainteresowanie autorem.

Kusi nas, by przedstawić czytelnikom kilka zwrotek z bardzo urzekającego poematu zatytułowanego „The Seer” („Wizjoner”) – poematu, który mógłby uchodzić za tonację przewodnią całego tomu, jako że następujące po nim wiersze są wariacjami lub pełniejszymi rozwinięciami nieustannie zmieniających się aspektów oraz tęsknot za dobrem, pięknem i prawdą w „wielostronnym umyśle” poety – lecz nasze miejsce jest zbyt ograniczone, by oddać temu poematowi sprawiedliwość. Musimy poprzestać na przytoczeniu – nie mniej charakterystycznych dla tomu i z pewnością zgodnych z gustami wszystkich naszych czytelników – zwrotek z:

Anielska Matka

Miałem widzenie umiłowanej zmarłej,
gdy, na rzeczy zewnętrzne zupełnie martwy, leżałem bez ruchu;
a ona rzekła: „Idź i powiedz złamanym sercom,
co teraz moja wola twojemu umysłowi przekaże.

„Przeszłam przez wrota, których tak często się lękałam,
i przez ognistą próbę, niespalona, przeszłam;
odnajduję się złączona wciąż z życiem, nie ze śmiercią –
ja, której szczątki widziałeś złożone w grobie.

„Ciało zginęło, lecz duch powstał,
w ciele o wiele piękniejszym
niż to, które było mu kołyską i więzieniem,
a które teraz policzono między rzeczy, co przeminęły.

„Znikły mi błyskotki świata,
razem z szatą, którą zostawiłam za sobą;
lecz nie zniknął mi z serca ani jeden skarb,
z żadnej złotej nadziei nie zostałam ograbiona.

„Ten sam Duch – nie, ta sama istota –
we wszystkich ludzkich władzach pozostaję sobą;
tylko mam jaśniejsze, bystrzejsze widzenie,
która droga ku chwale prowadzi, a która ku hańbie.

„Oddanie i czuła miłość żony –
słodka troska matki – i wszystko,
co czyniło nasz dom rzeczą piękną,
jest moje, albo wciąż mnie nawiedza, i zawsze będzie.

„Nawet z naszej sfery, położonej poza waszą,
często wolno mi powracać – by błądzić
po salach, które moja przemiana zostawiła opustoszałe;
błogosławić drogich, co zostali.

„Nie bez nadziei jest proch, który widział okryty całunem –
sam był tylko całunem dla duszy,
której widzenia śmierć nie zdoła zamglić –
lecz on ma jeszcze smutki, nad którymi nie panuje.

„Często ponad firmamentem jego spojrzenia
widzę, jak skrada się hebanowa chmurka, gdy
wymknie mu się westchnienie, że oto jego rajska nadzieja
to tylko widmo zrodzone w ludzkich umysłach.

„Na kolanach, niewidzialna, klęcząc przed nim,
wpatruję się w te oczy zaślepione łzami, aż
poczucie smutku ustępuje miejsca uczuciu
tak słodkiemu, jakiego nigdy pierś nie doznawała.

„Wskazuję obrazy tych, którzy jeszcze żyją;
tak mówię wciąż, jak mówiłam, gdy byłam z wami –
kiedy serce, wyrwane z przeszłości w teraźniejszość,
podnosi się i trudzi dla nich.

„‘Choćby dla mojej dziewczynki’ – woła – ‘tak jasnej i lekkiej,
choćby dla mojego chłopczyka, co dopiero sepleni, muszę
spróbować ten monotonny dźwięk dzwonu śmierci odmienić
i na harfie Życia obudzić bojowy okrzyk życia!’

„Jak postanawia, tak czyni,
a wszystko, co tylko mogę zrobić, robię,
by urzeczywistnić cel, za którym podąża –
albo otworzyć przed nim jaśniejsze widoki.

„Nie mogę już, jak dawniej, obmywać twarzy naszych klejnotów,
nie mogę, jak dawniej, czesać ich złotych włosów;
lecz mogę zamykać ich w moich czułych ramionach
i mogę pozłacać ich umysły rzadkimi marzeniami.

„Nie mogę przynieść sepleniącemu słodko grzechotki,
ani dla drugiej zadźwięczeć pianinem;
lecz mogę wspierać mojego chłopca w jego gaworzeniu
i mogę podpowiadać mojej dziewczynce, jak śpiewać.

„Nie mogę prowadzić ich na łąki pełne stokrotek,
lecz mogę czuwać nad nimi, gdy tam są;
nadawać przechodzącym cieniom złoty poblask
i czynić dla nich jasne słońce jeszcze jaśniejszym.

„Tak, choć nie mogą mnie widzieć ni słyszeć, jednak zawsze
do duszy dziecka i ojca wpływa
obecność tej, którą opłakują – jak rzeka,
co budzi muzykę wszędzie, dokądkolwiek płynie.

„Tak więc, przez tych, co są bożkami mojego serca,
dotknięci śpiewem niewidzialnego ptaka,
dotknięci wonią niewidzialnego kwiatu,
serca innych poruszają się aż do głębi.

„I nie tylko: przez każdego słodkiego ducha, z którym mój duch
w harmonii się poruszał, oddychał i trwał – jestem czuta;
i wciąż żywa na każdą postać zasługi
moja miłość mieszka z tymi, z którymi mieszkała.

„Żywa dla nich – dla każdej wzniosłej aspiracji –
żywa i dla każdej nisko zrodzonej namiętności;
dla wszystkiego, co dźwiga człowieka ku górze,
i dla wszystkiego, co strąca ducha w dół.

„Żywa dla tego, co najgodniejsze, by to pielęgnować,
żywa dla tego, co najbardziej powinno budzić trwogę;
a będąc taką – choć ciało zginęło –
jakże można twierdzić, że umarłam?”

źródło: POETRY AND “SECOND SIGHT” AMONGST THE COAL MINERS;  LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter,  March 5, 1881.