Piękne wizje

Przedstawione J. W. Hurlbutowi

S. B. Brittan:Drogi Panie – W marcu ubiegłego roku pan J. W. Hurlbut z Auburn w stanie Nowy Jork odwiedził nasze grono w czasie, gdy byłem jego członkiem. Podczas kilku dni, które spędził z nami, opowiedział mi następujące wizje, jakie sam oglądał.Sądzę, że jedną z nich widział w Troy, a dwie pozostałe w Auburn. Przy ich układaniu skorzystałem z większej swobody, niż uczyniłbym to, gdybym zamierzał opublikować je jako pochodzące bezpośrednio od niego.Zarys oraz prawdy, które miały zostać przekazane, otrzymałem tak, jak mi je podał. Przedstawiłem je duchom za pośrednictwem wiarygodnego medium, a one uznały je za własne dzieło, stwierdzając, że wszystko, co zostało przeze mnie dodane, uczynione zostało pod ich wpływem.Henry Rousseau
Troy, 31 sierpnia 1852 r.


Dwie bramy

Byłem wędrowcem, a przede mną rozciągał się ogromny obszar ziemi – nierówny, popękany, pełen głębokich rozpadlin.

Podczas mojej wędrówki nieustannie lękałem się upadku i często znajdowałem się na samej krawędzi zguby. A jednak wciąż byłem podtrzymywany i prowadzony bezpiecznie, choć niebezpieczeństwa otaczały mnie ze wszystkich stron.

Pytałem sam siebie:

Czy nie ma końca tym niebezpieczeństwom?
Czy całe moje życie ma upłynąć w tym nieustannym trudzie i czujności?

Przede mną stał wysoki mur. Poszedłem ścieżką wzdłuż niego, mając nadzieję znaleźć wejście do zamkniętego obszaru.

Po długim trudzie dotarłem do bramy. Była niezwykle piękna, iskrzyła się klejnotami i drogocennymi kamieniami. Filary, które ją podtrzymywały, były głęboko osadzone w ziemi i wznosiły się wysoko ku niebu.

Były cudownie białe i półprzezroczyste. Nad bramą znajdował się łuk, z którego w promiennym świetle jaśniały słowa:

„Świętość Panu!”

Brama była uchylona na niewielką odległość, jakby chciała mnie zaprosić do wejścia.

Pomyślałem:

Oto mój odpoczynek po całym trudzie i błądzeniu. Wejdę i zaznam pokoju.

Lecz gdy właśnie miałem wejść, brama zamknęła się łagodnie i zmusiła mnie do cofnięcia się od wejścia.

Moja niegodność przejścia przez bramę świętości nie przyszła mi do głowy.

Pomyślałem:

Jeśli mogę uzyskać pozwolenie, wejdę; bo wewnątrz wszystko jest piękne i zapraszające.

Chodziłem więc przed bramą, jakby nie przejmując się przeszkodą, którą napotkałem, i wypatrywałem sposobności, by nagle przemknąć do środka.

Wkrótce wszystko wydawało się gotowe, a gdy znalazłem się blisko bramy, ruszyłem z całą szybkością, na jaką było mnie stać. Lecz zanim zdążyłem przesunąć się choćby o cal do wnętrza ogrodzonego miejsca, brama znów się zamknęła, a ja leżałem na ziemi, potłuczony i obolały.

Pomyślałem wtedy:

Jeśli mam wejść, musi to być przez inną bramę – taką, przez którą może wejść ktoś, kto nie jest jeszcze święty.

W duchu zapytałem:

Czy ktokolwiek wszedł kiedyś przez tę bramę?

Głos przy moim boku odpowiedział:

Tak, jeden – i tylko jeden. Ten, który umarł za niesprawiedliwych, aby otworzyć Bramę Pokuty.

Brama Pokuty! Gdzie ją znajdę?

Głos odpowiedział:

Idź dalej.

Ruszyłem więc znów ścieżką wzdłuż muru, aż ogarnęło mnie znużenie i położyłem się, aby odpocząć.

Wtedy znów usłyszałem głos przy moim boku:

Wstań, opieszały, i uciekaj, jeśli chcesz ocalić życie!

Podniosłem się i zobaczyłem przed sobą bramę.

O, jakże odmienną od tej pięknej, którą minąłem wcześniej!

Dwie masywne kolumny z grubego granitu podtrzymywały ramę, w której znajdowały się pionowe, przesuwane kraty. Całość sprawiała wrażenie stworzonej bardziej dla siły niż dla piękna.

I czy

to była jedna z bram Nieba? – zapytałem w milczeniu.

Głos odpowiedział:

„Wielu będzie pragnęło wejść, lecz nie będą mogli”.

Przyjrzawszy się bramie uważniej, zobaczyłem nad nią napis czarnymi literami:

„Pokuta”.

Dostrzegłem również, że między kratami było dość miejsca, aby przepuścić tych, którzy naprawdę pragnęli wejść.

Pomyślałem:

Jest tu jednak bariera – wszyscy nie mogą wejść.

Głos powtórzył:

„Wszyscy mogą wejść – lecz wejdźcie, zanim będzie za późno”.

Pomyślałem więc:

Wejdę.

Gdy zbliżyłem się do bramy i próbowałem przejść między kratami, one zsunęły się ku sobie i całkowicie zatrzymały mój postęp.

Przesuwałem się wzdłuż otworu utworzonego przez ruch krat; kraty przesuwały się wraz ze mną i wkrótce przekonałem się, że coś musi zostać uczynione, zanim będę mógł wejść nawet przez tak niską bramę jak ta.

Powrót oznaczał zgubę, ale wejście wydawało się niemożliwe.

„Jak mam zostać zbawiony?” – wyrwało się z moich ust.

Obok mnie pojawiła się dłoń, krwawiąca ze środka, z palcem wskazującym na napis.

Zapytałem:

„Z czego mam pokutować?”

Odpowiedź brzmiała:

„Nie byłeś posłuszny przykazaniom swego Stwórcy”.

Zapytałem:

„Czego On ode mnie wymaga?”

Odpowiedź przyszła natychmiast:

„Posłuszeństwa prawu dobroci i miłości. Pouczaj nieświadomych, wspieraj potrzebujących, pocieszaj strapionych i opatruj tych, którzy mają złamane serce”.

Wtedy pomyślałem:

Po co więc żyłem?

Nie było nikogo, kto mógłby mnie błogosławić, i powiedziałem:

„O Panie! Brzydzę się samym sobą i nie ma we mnie żadnego dobra”.

Spojrzałem na bramę, a kraty znów znajdowały się na swoich miejscach. Było wiele otworów, przez które mogłem przejść.

Nabrałem odwagi i ruszyłem naprzód, choć z lękiem i drżeniem.

Gdy górna część mego ciała przeszła przez jeden z otworów, zostałem pochwycony przez kraty i mocno unieruchomiony w tej pozycji. Kraty złączyły się nade mną i pode mną, przylegając ciasno do ciała, tak że nie mogłem ani przejść dalej, ani się cofnąć.

Przypuszczałem, że zostałem uwięziony na stałe, i wzniosłem okrzyk o pomoc.

Wkrótce podszedł ktoś blisko mnie – był obrazem dobroci i miłości – i wskazując na napis, powiedział:

„Pokutuj i wołaj o miłosierdzie”.

Powiedziałem mu, że już pokutowałem i wołałem.

Uśmiechnął się i rzekł:

„Zaprawdę, nie jesteś jeszcze w stanie wznieść choćby płaczliwego krzyku”.

Z każdą chwilą stawałem się coraz bardziej niespokojny. Przeraziłem się, bo nie mogłem ani iść naprzód, ani się cofnąć. Przepaści za mną zdawały się przesunąć aż do moich stóp.

Teraz byłem już naprawdę przekonany, że moje obecne i przyszłe szczęście – a właściwie samo moje życie – zależy od przejścia przez tę bramę.

Wzniosłem więc jeszcze gorętszy okrzyk:

„O Panie, zbaw mnie, bo ginę!”

Wtedy wydało mi się, że kraty trzymają mnie mocniej niż przedtem.

Przeraziłem się tak bardzo, że zacząłem walczyć z całej siły. Użyłem całej swojej mocy, jakbym walczył o życie – i ku mojemu zdumieniu bariera zniknęła, a ja zrozumiałem, że zmagałem się jedynie z samym sobą, z własną niechęcią do wejścia.

Brama zniknęła sprzed moich oczu, a na miejscu skromnej budowli ujrzałem triumfalny i chwalebny łuk, piękniejszy niż brama świętości.

Dużo myślałem o tej przemianie i teraz pojąłem, że wynikała ona z odmiennego położenia, w jakim się znalazłem.

Nad łukiem widniał piękny napis:

„Chwała Odkupicielowi!”

Wewnątrz murów – jakież zachwyty ujrzałem!

Przede mną rozciągała się kraina sięgająca tak daleko, jak tylko oko mogło dostrzec. Była piękniejsza, niż wyobraźnia potrafi namalować.

Zamieszkiwały ją niezliczone duchy, których zajęciem było pomnażanie szczęścia jednych dla drugich, zgłębianie tajemnic odkupiającej miłości oraz postępowanie ku Nowemu Jeruzalem, do którego wejść mogą jedynie duchy uczynione doskonałymi.

Nie mogłem ani iść naprzód, ani się cofnąć. Przepaści za mną zdawały się przesunąć aż pod moje stopy.

Byłem już teraz naprawdę przekonany, że moje obecne i przyszłe szczęście – a właściwie samo moje życie – zależy od przejścia przez tę bramę. Wzniosłem więc jeszcze gorętszy okrzyk, mówiąc:

„O Panie, zbaw mnie, bo ginę!”

Wtedy wydało mi się, że kraty trzymają mnie mocniej niż przedtem. Przeraziłem się tak bardzo, że zacząłem walczyć z całej siły.

Użyłem całej swej mocy, jak gdyby chodziło o moje życie – i ku memu zdumieniu bariera zniknęła. Zrozumiałem wtedy, że zmagałem się jedynie z samym sobą, z własną niechęcią do wejścia.

Brama zniknęła sprzed moich oczu, a w miejscu skromnej budowli ujrzałem teraz triumfalny i chwalebny łuk, piękniejszy niż brama świętości.

Długo rozmyślałem nad tą przemianą i pojąłem teraz, że wynikała ona z odmiennego położenia, w jakim się znalazłem.

Nad łukiem widniał piękny napis:

„Chwała Odkupicielowi!”

Wewnątrz muru – jakież zachwyty ujrzałem!

Przede mną ukazała się kraina rozciągająca się tak daleko, jak tylko mogło sięgnąć oko. Była piękniejsza, niż wyobraźnia potrafi odmalować.

Zamieszkiwały ją niezliczone duchy, których zajęciem było pomnażanie wzajemnego szczęścia, zgłębianie tajemnic odkupieńczej miłości oraz postępowanie ku Nowemu Jeruzalem, do którego wejść mogą jedynie duchy uczynione doskonałymi.

źródło: Beautiful Visions;  „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.