Książka „Pith”* to błyskotliwy i pełen życia tomik, emanujący energią i indywidualnością swojego autora. Zawiera eseje poważne i lekkie, wszystkie przystępne w lekturze, a wiele z nich (na przykład ten o „Astronomii przyszłości”) obfituje w materiał do głębokich rozważań.
Pozostawiając te drobniejsze teksty z serdecznym słowem polecenia dla czytelników poszukujących połączenia nauki z przyjemnością lektury, skupmy się przede wszystkim na ważnym eseju, który zajmuje pierwszych sto stron tomu.
Jest to słynny esej pana Croslanda o zjawiskach aparycji (objawień) – całkowicie przeredagowany i zaktualizowany do czasów współczesnych.
Zawiera on dojrzałe poglądy na temat spirytyzmu człowieka, który należał do pierwszych zwolenników ruchu spirytystycznego w Anglii, i który – pomimo okresów krytyki i szyderstw – pozostał konsekwentnym spirytystą od roku 1854.
Po ponad ćwierćwieczu doświadczeń i refleksji Crosland może o sobie powiedzieć:
„Wniosek, do którego doszedłem, brzmi:
wątpić w rzeczywistość tych manifestacji byłoby równie niedorzeczne i głupie, jak wątpić w prawdziwość tabliczki mnożenia.”
Doświadczenie to nie jest w jego przypadku powierzchowne:
„Miałem wyjątkowe i rzadkie możliwości badania zjawisk duchowych we własnym domu oraz w domach kilku przyjaciół.”
Co więcej, Crosland – szczęśliwie dla siebie – przeszedł już etap „polowania na cuda”, aby czerpać prawdziwą korzyść z obcowania z duchami:
„Nie poszedłbym dziś nawet przez ulicę, by zobaczyć najwspanialsze zjawiska zaprezentowane przez najcudowniejsze medium. Nie przyniosłyby mi już żadnego pożytku.
Prawdziwa korzyść z tych doświadczeń polega na tym, by tak rozwijać naszą naturę, aby nasze myśli i postępowanie były nieświadomie kształtowane przez duchy wyższego, niebiańskiego porządku, które zostaną przyciągnięte do naszych dusz przez pokrewieństwo ich i naszych właściwości.”
Crosland dodaje:
„Nie mogę oprzeć się myśli, że jeśli zjawiska spirytystyczne nie służą do prowadzenia niewierzących ku poznaniu życia niebiańskiego, mogą być wysoce szkodliwe.”
Tak więc prawdziwa sfera działania spirytyzmu – zarówno wzrost duchowy wierzącego, jak i nawrócenie niewierzącego – została tu ujęta z wyjątkową jasnością.
Takie spojrzenie wynosi spirytyzm na poziom bardziej szlachetny i mniej niebezpieczny niż ten, do którego ostatnio przywykliśmy.
Choć w innych częściach eseju znajduje się wiele cennych obserwacji, najpierw należy zwrócić uwagę na opowiedziane fakty.
Nagromadzenie udokumentowanych świadectw ma dla nas ogromne znaczenie — stanowi materiał, na którym przyszłe pokolenia zbudują swoje rozumienie zjawisk, magazyn, z którego filozofowie przyszłości (bardziej godni tego miana niż dzisiejsi samozwańcy) będą czerpać swoje wnioski.
Podejmowano już różne, mniej lub bardziej udane próby klasyfikacji opisów objawień i określenia ich motywów. Crosland dostarcza kolekcję takich relacji – większość z nich osobiście poświadcza – które dobrze wpisują się w znane typologie.
Jak można się spodziewać, w większości przypadków uczucie miłości okazuje się siłą przewodnią.
-
Dziecko w wieku pięciu lat (s. 44) rozpoznaje na portrecie twarz swojej zmarłej matki, której miłość prowadziła ją noc w noc do łóżeczka dziecka.
-
Zbłąkany syn (s. 46), umierając, powraca duchowo do domu, w którym po raz ostatni pożegnał się z matką.
-
Córka (s. 66), która wyszła za mąż i zamieszkała w Rosji, umiera tam, rodząc pierwsze dziecko, po czym powraca – wraz z cieniem niemowlęcia, które kosztowało ją życie – do swojej matki pod Londynem.
W tych przypadkach miłość stanowi siłę sprawczą wszystkich objawień.
W innych z kolei motywem jest chęć przekazania wieści o śmierci.
W takich sytuacjach niezwykle uderzają wysiłki duchów, by zapewnić wiarygodność identyfikacji.
Crosland przytacza przykład, który sam potwierdza:
Brat, umierając w Szkocji, przekazał wiadomość o swej śmierci siostrze mieszkającej w Newbury (hr. Berkshire).
Około godziny 11 rano, szyjąc przy stole, usłyszała delikatne pukanie do przeszklonych drzwi.
„Kiedy pukanie powtórzyło się, spojrzałam i wyraźnie zobaczyłam długą, bladą dłoń mego brata i część mankietu jego koszuli — mankiet ten poznałam, bo sama go skroiłam i uszyłam.”
Wspomniana wcześniej kobieta, która zmarła w Rosji, ukazała się w charakterystycznym stroju – zwyczajowym w Rosji dla kobiet, które umierają przy pierwszym porodzie.
W co najmniej dwóch przypadkach rozpoznanie zjawiska nastąpiło przez osoby obce.
Młody marynarz (s. 46) został rozpoznany z portretu przez służącą, która otworzyła drzwi, gdy ktoś zapukał.
Zobaczyła chłopca w marynarskim stroju, pytającego o swoją matkę – dawną służącą, która już nie mieszkała w tym domu.
Odprawiła go, lecz jej pani rozpoznała głos i zaczęła wypytywać.
Służąca nic o chłopcu nie wiedziała, lecz spośród kilku portretów natychmiast wskazała jego podobiznę.
To silny dowód tożsamości:
1️⃣ Zeznanie świadka obcego, który widział zjawę;
2️⃣ Zgodność głosu z rozpoznaniem osoby bliskiej.
Dźwięk bywa też kluczem do rozpoznania w innym przypadku (s. 73):
Porucznik S— pielęgnował ciężko chorego młodszego brata. Trzymał go na kolanach, gdy usłyszał na schodach charakterystyczny stukot i utykanie, po których rozpoznawał matkę za życia.
Dźwięk zbliżał się coraz bardziej, chory chłopiec podniósł wzrok ku drzwiom; kroki obiegły pokój i zatrzymały się tuż przy nich.
Wtedy głowa dziecka opadła — a jego duch dołączył do matki, która przyszła go przyjąć.
Czyż można z zimną premedytacją próbować „racjonalnie” wytłumaczyć tak przejmującą, pełną miłości scenę?
Nie zazdrościmy umysłowi, który jest zdolny odrzucić tak wzruszającą prawdę o niegasnącej miłości matki.
Crosland przyznaje, że często spotykał się z drwinami ludzi „o umyśle ściśle trzeźwym” — tych, którzy nie posiadają wyobraźni, a mimo to głośno domagają się „logicznych wyjaśnień”:
„Czy kurtka marynarska ma nieśmiertelną duszę?” – pytają, ironizując o „duchach w ubraniach”.
Crosland odpowiada im teorią, która, choć może zabrzmieć zuchwale, jest niezwykle oryginalna:
Każde znaczące działanie naszego życia zostaje żywotnie „sfotografowane” w świecie duchowym.
Duchy czerpią z tej „galerii wspomnień” sceny, które pragną ukazać jako ostrzeżenie lub zachętę dla widzącego medium czy dla przyjaciela, którego „oczy zostały otwarte” w tym celu.
Hipoteza ta tłumaczy nie tylko relacje o objawieniach, ale i zjawiska jasnowidzenia – gdy wizjoner widzi miejsca i rzeczy takimi, jakimi były kiedyś, a nie jakimi są obecnie.
Dodaje też światła do zjawiska często zgłaszanego przez tonących – przed oczami staje im wówczas ciąg obrazów z całego życia, niczym seria żywych tablic.
Ton pisma Croslanda jest głęboko religijny.
Dla niego spirytyzm był pomocnicą szczerego i gorliwego chrześcijaństwa.
Jego doświadczenia i duchowe nastawienie dowodzą, że był otoczony przez duchy zgodne w myśli i czyste w intencji, które uchroniły go od wielu błędów i zniekształceń.
Pomagały mu w tym również roztropne środki ostrożności, jakie zawsze stosował, oraz modlitewna postawa, z jaką przystępował do seansów.
Dzięki temu uniknął wszystkiego, co szkodliwe w niekontrolowanej praktyce niskiego spirytyzmu, i mógł wydać potrzebne ostrzeżenie przed nadużyciem daru komunikacji duchowej.
Ci, którzy zapuszczali się w najodleglejsze ścieżki tej dziedziny, może i zdobyli szersze spojrzenie, ale narażeni byli na niebezpieczeństwa, pod których ciężarem wielu z nich bezpowrotnie upadło.
Jak zwykle, dr Carpenter i Serjeant Cox otrzymują w jego tekście kilka „zasłużonych ciosów” – zwłaszcza pierwszy z nich, dogmatyczny egoista z łamów Quarterly Review i Fraser’s Magazine.
Łagodniejszy, choć nie zawsze przenikliwy Cox, być może teraz – po śmierci – widzi rzeczy w ich prawdziwym świetle.
Esej ten jest godny poważnej uwagi zarówno dla spirytystów, jak i dla wszystkich poszukujących prawdy.
* „Pith: Collected Essays”, Newton Crosland, Trübner & Co., 1881.
źródło: MR. NEWTON CROSLAND ON SPIRITUALISM; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research, May 1, 1881.