Nauka okultystyczna i kultura

Nauka okultystyczna i kultura

„Półwiedza jest rzeczą niebezpieczną.”

Istnieje wielu ludzi, u których samo już określenie „nauka okultystyczna” wywołuje tajemnicze dreszcze. W ich wyobraźni pojawiają się wizje czarownic i demonów, duchów, wampirów i tym podobnych zjawisk. „Ludzie wykształceni” zaś wyobrażają sobie, że chodzi tu wyłącznie o rzeczy, które oświecenie naszego stulecia już dawno odesłało do lamusa średniowiecznych zabobonów.

Przy bliższym jednak rozpatrzeniu sprawa okazuje się mniej groźna, ponieważ słowo occultus oznacza tyle co „ukryty” lub „tajemny”. A zatem jest to dziedzina nauki, która zajmuje się badaniem praw natury dotąd jeszcze ukrytych lub niepoznanych, zmierzając do ich odkrycia, zrozumienia i do rzucenia światła na fakty, których przyczyny pozostają jeszcze mroczne i niezgłębione.

Cały postęp kultury opiera się bowiem na postępie w poznawaniu praw natury. Gdyby nauka ograniczała się jedynie do rozwodzenia się nad tym, co powierzchowne i co już dobrze znane w świecie uczonych, to wszelkie pogłębienie i dalszy rozwój zakończyłyby się.

Był czas, kiedy najzwyklejsze zjawiska przyrody, jak np. grzmot i błyskawica, należały jeszcze do dziedziny „okultyzmu”. Jeszcze sto lat temu o istocie elektryczności nie wiedziano prawie nic – a i dziś wiadomo o niej niewiele. W meteory nie wierzył żaden wykształcony człowiek, a nawet Akademia Nauk w Paryżu wydała dekret, że kamienie nie mogą spadać z nieba, ponieważ nie ma tam kamieni. Wiele rzeczy, które dziś są powszechnie znane, jak np. obrót Ziemi, było wówczas nieznanych nawet koryfeuszom nauki i uchodziło za „okultystyczne”.

Dziś śmiejemy się z błędnych poglądów uczonych minionych czasów, a nasi następcy będą mieli dosyć okazji, aby śmiać się z naszych błędów, nawet jeśli nie odmówią uznania postępom, które już uczyniliśmy. Słynny filozof i lekarz Teofrast Paracelsus powiedział już około czterystu lat temu, że to, co w jednym stuleciu odrzuca się jako zabobon, w przyszłym stuleciu może stanowić szczyt wszelkiej wiedzy, a to, co dziś jest dumą nauki, jutro może zostać uznane za zabobon.

I dziś jeszcze, mimo całego postępu kultury, świat pełen jest najstraszliwszego naukowego zabobonu, ponieważ nasza akademicka nauka nie zna jeszcze wystarczająco podstawowej przyczyny wszelkiego życia i istnienia, istoty tego, z czego wypływają wszystkie zjawiska przyrody oraz wszystkie siły działające w naturze i w człowieku. Także dziś ustawodawstwo często sprzeciwia się zdrowemu rozsądkowi, a zapadają najniesprawiedliwsze wyroki, ponieważ wolna wola człowieka wciąż pozostaje niewyjaśnioną zagadką i nie zna się tajnych pobudek jego myślenia i chcenia, ani wpływów, które na niego oddziałują i nim kierują.

Religia, która powinna służyć temu, by prowadzić człowieka poprzez zewnętrzność ku wnętrzu, przez sztywne trzymanie się martwych form i liter często jedynie przeszkadza mu w przeniknięciu w głąb siebie i w odnalezieniu w systemach religijnych ducha prawdziwej religii – aby mógł go poczuć i rozpoznać.

A jakże ponuro wygląda w rzeczywistości dziedzina medycyny, gdy uchyla się barwną zasłonę zakrywającą prawdę! Widzimy wtedy np., jak tysiące lekarzy poszukuje środka przeciw gruźlicy, podczas gdy ci sami lekarze – w swej nieświadomości przyczyn tej choroby – zajmują się wszczepianiem jej zarodków tysiącom ludzi. Zakłady dla obłąkanych i szpitale są przepełnione chorymi, których cierpienia są następstwem odziedziczonych lub nabytych chorób kiłowych. A jak rzadko spotyka się uczonego, który rozpoznałby i nauczał o świętości stosunków płciowych! Gdzie zaś są ci, którzy byliby zdolni przyjąć takie pouczenie lub dla których byłoby ono pożądane?

Faktem dowiedzionym pozostaje także i to, że i dziś jeszcze często ludzi będących w stanie śmierci pozornej bierze się za zmarłych i grzebie żywcem – mimo wszelkich zaprzeczeń osób w to zamieszanych (które mają swoje osobiste powody, by temu zaprzeczać) i mimo że uczucie wstrętu broni się przed uwierzeniem w to. Śmierć bowiem to oddzielenie duszy od ciała – a jak ktoś mógłby rozpoznać, czy owo oddzielenie już nastąpiło, jeśli nic nie wie o duszy?

Nie chodzi nam jednak o to, by wypominać współczesnej kulturze i modzie jej rejestr grzechów, lecz podaliśmy te kilka przykładów jedynie po to, aby pokazać, że głębsze przeniknięcie w tajemnice natury, jeszcze nie wyjaśnione, jest naglącą koniecznością, i że klucz do tych tajemnic leży właśnie w „nauce okultystycznej”. Nosi ona tę nazwę dlatego, że zajmuje się badaniem rzeczy i sił duchowych, których poznanie wymaga czegoś więcej niż bladej, zewnętrznej percepcji zmysłowej lub wnioskowania z powierzchownych i zwodniczych zjawisk.

Morze ludzkiej niewiedzy jest jeszcze niezmiernie wielkie, a fale głupoty, które ono wyrzuca, sięgają gór i szeroko się rozprzestrzeniają, przynosząc zgubę. Ograniczony rozum, pozbawiony światła intuicji, łatwo błądzi na manowce. Wnioski oparte jedynie na dostrzeganiu bezpośrednich przyczyn, a nie na poznaniu ukrytych, pośrednich przyczyn pierwotnych, są często błędne. Dlatego przysłowie: „Im bardziej uczony, tym bardziej opaczny” nie jest całkiem pozbawione podstaw; bo tam, gdzie mózg przeładowany jest uczoną paplaniną, łatwo zaciemnia się intuicyjne poznanie prawdy.

Nie musimy nawet przypominać, jakie nieszczęścia spowodowało nieporozumienie religijnych prawd i dosłowne, a przy tym błędne wykładanie miejsc w Biblii, oraz ile milionów istnień ludzkich zostało przez to zgładzonych. I w naszych czasach nie brak krótkowzroczności uczonych. Jako przykład niech posłuży poniższy raport*):

„Kiedy w latach siedemdziesiątych XIX w. przywleczona z Ameryki mszyca winoroślowa (filoksera) zaczęła pustoszyć winnice Francji, wysłał także rząd austriacki, zatroskany o los kwitnącego rodzimego winiarstwa, specjalistów do dotkniętych tym złem okolic, aby badali nową chorobę. Przywieźli oni stamtąd zarażone krzewy winne, aby w spokoju, na miejscu, obserwować kolejne stadia rozwoju tego groźnego szkodnika.
W ogrodzie doświadczalnym Cesarsko-Królewskiej Szkoły Winogrodniczej w Klosterneuburgu pod Wiedniem wydzielono część ogrodu, otoczono ją wysokimi murami i głębokimi rowami, i tam hodowano mszycę winoroślową. Podjęto środki ostrożności, aby robotnicy nie roznosili zarazy na butach czy ubraniu. Dwa lata później okolica ogrodu doświadczalnego była już opanowana przez filokserę, a stamtąd zaraza rozprzestrzeniła się dalej. Zniszczono miliony guldenów majątku narodowego i doprowadzono do ruiny setki tysięcy winiarzy. Uczeni panowie nie zauważyli bowiem, że wśród wielu stadiów rozwojowych filoksery jest również takie, w którym ma ona skrzydła, i dzięki nim może bez trudu przelatywać przez mury i rowy, aby pustoszyć okolicę.”

Nie mamy nic przeciwko temu, by każdy poznawał zdobycze nowoczesnej nauki i umiał się nimi posługiwać. Ale to, czego kultura potrzebuje do swego postępu, to nie tyle kurczowe trzymanie się tradycyjnych czy nowych idei, ile raczej własne myślenie i własne zrozumienie, którego nie można nauczyć się z książek, bo jest ono wynikiem wyższego stopnia rozwoju człowieka.

Blady „uczony” to człowiek, który wie tylko to, czego nauczyli go inni – a takich jest jeszcze wielu. Tylko dzięki własnemu zrozumieniu staje się on mędrcem, a na mądrości, tj. na wewnętrznym poznaniu prawdy, opiera się nauka okultystyczna. Intuicja jest światłem tego wewnętrznego, duchowego poznania, które oświeca rozum, gdy ten jest gotów je przyjąć. Bez tego oświecenia sam rozum nie zrodził nigdy ani geniusza, ani wielkiego wynalazcy, męża stanu, bohatera czy poety.

Znany prawnik z Wiednia pisze:

„To nie rozum kieruje nami w decydujących chwilach naszego istnienia. Rozum jest powolny i ociężały, to pedant, któremu szkolny dryl odebrał wszelką zdolność lotu – toporny, ordynarny mechanizm. Adwokat, który posługuje się jedynie rozumem, jest złym adwokatem. Specyficznym organem adwokata jest instynkt, ta niezrozumiała zdolność, która odsłania nam to, co nieznane, wyjaśnia to, co niewypowiedziane, pozwala odgadnąć skutki, których przyczyn nie znamy, rozwiązuje zawiłości, wobec których rozum jest bezsilny. To, czego my, adwokaci, nie uchwycimy instynktem, pozostanie rozumowi na zawsze zamknięte. W najlepszym razie rozum, kulejąc, może pełnić rolę kontroli.”

Wewnętrzne poznanie prawdy jest rzeczą najważniejszą, a rozum porównawczy jest probierzem, aby sprawdzić, czy nowe poznanie jest doskonałe i zgodne z tym, co już wiemy na pewno. Intuicyjne przeczucie, które tej próbie nie wytrzymuje, ma niewielką wartość. Może być bladą zabawą wyobraźni albo dotyczyć rzeczy, których rozum nie jest w stanie pojąć.

Skąd pochodzi wewnętrzne oświecenie i jego światło, intuicja? – Należy ono do wewnętrznego, duchowego człowieka i jest wynikiem doświadczeń zdobytych w poprzednich inkarnacjach. Z nich rodzi się sumienie; bo odnosi się ono do tego, co człowiek na pewno wie, gdyż sam tego doświadczył, podczas gdy bladej wiedzy, nieopartej na własnym doświadczeniu, brak podstawy pewności. Wewnętrzny duchowy człowiek wie o wiele więcej niż to, co jest znane człowiekowi osobistemu, materialnemu.

W istocie całe rozumienie nauk religijnych opiera się na tym, że poprzez nauczanie do świadomości osobowości dociera to, co człowiek indywidualny już wewnętrznie wie. Zalążki poznania kiełkują w duszy człowieka jak nasiona roślin w ziemi. Gdzie nie ma nasienia, tam nie ma i owocu. Aby rozpoznać prawdę w świecie zewnętrznym, trzeba ją nosić wewnętrznie w sercu, gdzie staje się żywa. Dlatego też najlepsze książki to te, o których każdy sądzi, że sam mógłby je napisać, bo są „pisane z duszy”.

W głębi znajduje się rdzeń; zewnętrzna powłoka składa się z materii wraz z jej osiągnięciami, spostrzeżeniami zmysłowymi i rozumem. Człowieka można porównać do światła otoczonego szklaną kulą. Im czystsze szkło, tym więcej światła przenika na zewnątrz. Indywidualny duchowy człowiek jest tym światłem; zewnętrzna osobowość, utworzona z wielu form myślowych, ze swoją ułudą i pychą – to kula. Im bardziej wolna jest osobowość od błędu i uprzedzeń, tym lepiej duchowe światło może ją przenikać.

Zewnętrzny człowiek pozostaje w bezpośrednim związku ze zjawiskami świata zewnętrznego; odbiera je przez zmysły i ocenia rozumem; świat duchów pozostaje mu zamknięty. Duchowy człowiek pozostaje w związku z wewnętrznym światem duchowym i od niego otrzymuje swoje wrażenia. Gdy człowiek zewnętrzny zjednoczy się z człowiekiem wewnętrznym, wówczas otrzymuje także jego poznanie.

Królestwo wewnętrznego człowieka duchowego jest królestwem mądrości; królestwo zewnętrznego człowieka jest królestwem spekulacji; królestwo poznania prawdy jest królestwem Boga w człowieku, którego tajemnice są jasne jedynie dla tych, którzy osiągnęli to poznanie. Do tego odnosi się miejsce w Biblii, gdzie powiedziane jest, że Jezus rzekł do swoich uczniów: „Wam dane jest poznać tajemnice Królestwa Niebieskiego, im zaś nie jest dane.” I w innym miejscu: „Człowiek naturalny nie pojmuje rzeczy Ducha Bożego, są mu one głupstwem.”

Z poznania tego Ducha Prawdy pochodzi „okultystyczna” wiedza. Dlatego również H. P. Bławatska nauczała, że najpierw trzeba stać się teozofem, tj. przebudzić się do prawdziwej samoświadomości, zanim można stać się okultystą. Życie większości, którzy nazywają siebie „teozofami” i „okultystami”, jest niczym innym jak snem.

„Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie” – naucza Biblia. Do badania zjawisk przyrody i jej sił wystarczy zdrowy, materialny rozum ludzki; do prawdziwego poznania boskich mocy potrzeba ich posiadania, a to można osiągnąć jedynie przez zbliżenie się do boskości.

Sama wiedza nie czyni człowieka szczęśliwym ani nie wynosi go ponad naturę zwierzęcą. Materialny rozum zrodzony jest z materii i ku niej dąży, ponieważ każda rzecz zmierza do swojego źródła i ostatecznie do niego powraca. Można być wielkim uczonym, bystrym obserwatorem i logikiem, nie mając przy tym ani śladu człowieczeństwa ani świadomości prawdziwej godności ludzkiej. Sam rozum wraz z posiadanymi wiadomościami – bez wyższego poznania – raczej skłania człowieka ku upadkowi, pomnaża jego egoizm i chciwość. Wielcy łotrzy nierzadko mają wiele bystrości, sprytu i rozumu. Przez wiedzę pozbawioną ducha rozszerza się królestwo intelektualizmu, ale do boskości nie przybliżamy się w ten sposób; pomnożenie wiadomości, choćby było pożyteczne, nie zawsze służy poprawie moralności. Ba, wydaje się, że wiele nowych wynalazków tylko ułatwia ludziom wzajemne oszukiwanie się. Fałszuje się żywność, a przeróżne towary z roku na rok są gorsze; cały świat goni za pozorem. Nauka kroczy naprzód olbrzymimi krokami, a moralność pozostaje w tyle.

Jeszcze gorsze od nadużywania wiedzy naukowej jest jednak nadużycie, którego dzisiaj – z braku rozumu – dopuszcza się w rzeczach duchowych, co nieuchronnie prowadzi nas ku okresowi „czarnej magii” i zguby. Wielki ruch oświecenia, który przenika dziś świat, przyniósł nie tylko światło w niejedną ciemność, lecz także wielkie niebezpieczeństwa. Żądza rzeczy cudownych i nadprzyrodzonych przyciąga tysiące ludzi i skłania ich do bezbożnej zabawy sprawami świętymi. Wprowadzenie wiwisekcji na ludziach dla zaspokojenia ciekawości naukowej jest zapewne tylko kwestią czasu, lecz jeszcze gorsze eksperymenty psychologiczne, które pozbawiają człowieka rozumu i wolnej woli, stopniowo wchodzą w modę. Powstają nowe sekty, które chwytają część nauk teozoficznych i budują na nich systemy, w których na niewielkim fundamencie prawdy wzniesiono górę błędu; mniemają, że zdołają podporządkować boskie moce swoim egoistycznym celom, a im bardziej ich systemy karmią samozłudzenie, tym bardziej pociągają tłumy. Oszuści, którzy sami siebie zwiedli, oraz ludzie bez skrupułów podający się za adeptów i przewodników duchowych, zbierają obfite żniwo, obiecując ludziom, że za gotówkę nauczą ich tajemnic okultyzmu. Na nic tu ostrzeżenia; żądza cudowności jest jak zaraza, która niemal wszystkich, których dosięgnie, porywa na zatracenie. Większość pragnęłaby posiąść moce magiczne, by używać ich dla osobistej korzyści, a ani nauczyciele, ani ich uczniowie nie znają diabelskich wpływów, jakie ściąga na siebie ten, kto dotyka świętości nieczystymi rękami i poniża to, co wzniosłe. „Półwiedza jest rzeczą niebezpieczną.” Nie daje się dzieciom dynamitu ani ognia do zabawy – i słusznie dawniej tajemnice magii powierzano jedynie wtajemniczonym, którzy przeszli próbę bezinteresowności; ponieważ ukryte w człowieku siły okultystyczne przeznaczone są tylko dla człowieka wewnętrznego, który doszedł do świadomości wyższego istnienia i wzrósł ponad osobiste ułudy. Pierwszym krokiem na drodze do adepto­stwa jest wewnętrzne oczyszczenie; mało kto chce ten krok uczynić. Drugiego kroku nie da się zrobić bez pierwszego. Kto próbuje inaczej, ten z pewnością upadnie; nie można bowiem służyć jednocześnie Bogu i diabłu.

To, czego potrzebuje nasza kultura, to ani przeładowanie jałowym uczonym kramem i mrzonkami, ani martwy materializm, ani beztreściowy idealizm, ani też egzaltacja, lecz uszlachetnienie i uduchowienie, a w końcu urzeczywistnienie najwyższego ideału ludzkości, który każdy człowiek potajemnie w sobie nosi, choć nie każdy jeszcze zdaje sobie z tego sprawę. Oto wielka tajemnica okultystyczna, której nikt nie może nauczyć się z książek; każdy może do jej objawienia dojść tylko przez własny rozwój duchowy.

Nikt nie może zdobyć prawdziwego samopoznania czegoś, czym sam nie jest ani co nie należy do jego własnej istoty. Według nauki mędrców pierwotny człowiek był eterycznym, rajskim bytem pozbawionym własnego poznania. Musiał zstąpić do królestwa materii i przyjąć materialne ciało, aby poznać prawa materii, doświadczyć ich skutków na sobie samym i nauczyć się władać ich siłami. Dzięki tym doświadczeniom oraz dzięki rozwojowi intelektualnemu człowiek staje się panem świata materialnego. Teraz jednak nadszedł czas duchowego rozwoju ludzkości. Ponad światem materialnym istnieje świat duchowy i aby poznać jego prawa oraz tkwiące w nim moce duchowe, formy świadomości i inteligencje, by stać się panem świata duchowego i nim władać, człowiek materialny potrzebuje uduchowienia, tj. ciała duchowego z organami ducha, zmysłami duchowymi i mocami. To zaś można osiągnąć jedynie przez duchowe odrodzenie, o którym mówią wszystkie systemy religijne. Bez niego nie ma prawdziwej nauki okultystycznej ani magii.

Dzięki temu odrodzeniu, dokonującemu się wewnątrz, człowiek wznosi się na wyższy szczebel istnienia; staje się istotą bliższą swemu boskiemu ideałowi i obdarzoną wyższymi mocami. Lecz ten, kto bez osiągnięcia koniecznej dojrzałości łączy się z mieszkańcami mrocznych krain albo się im oddaje, zostaje przez nich opętany – i igrają z nim szyderczo.

źródło: Occulte Wissenschaft und Kultur; Neue Lotusbluten – 1 Jahrgang 1908.