Nadzwyczajny zbieg okoliczności

autor: Generał Francis J. Lippitt

Czasami zdarzają się zbiegi okoliczności tak niezwykłe, że wydają się niemożliwe do przypisania czystemu przypadkowi.
O jednym z takich zdarzeń pragnę teraz opowiedzieć. Miało ono miejsce około dwóch tygodni temu, w okolicznościach, które krótko przedstawię:

Pani Mary A. Page jest moją kuzynką w pierwszej linii. Mieszka około trzech czwartych mili od mojego domu.

„The loves in quo” znajdowało się w samym sercu dzielnicy handlowej miasta, około pół mili od naszych domów.

Po południu udałem się z wizytą do zaprzyjaźnionej rodziny, aby spotkać się z Francuzką. Byłem w pełni trzeźwy, o jasnym umyśle i zdrowym ciele — mens sana in corpore sano.

Nigdy wcześniej nie doświadczyłem utraty pamięci, poza drobnymi przypadkami, jakie przytrafiają się większości ludzi — np. chwilowego zapomnienia nazwiska lub błędu w mowie bądź piśmie.

Wsiadłem do tramwaju niedaleko mojego miejsca zamieszkania, który miał mnie dowieźć w promieniu trzech przecznic od celu podróży. Po kilku minutach całkowicie straciłem orientację. Nie mogłem rozpoznać ulic ani budynków, mimo że przez wiele lat znałem je doskonale. Nie wiedziałem, gdzie jestem ani dokąd zmierzam.

Przerażony, postanowiłem wysiąść przy najbliższym przystanku. Przeszedłem na drugą stronę ulicy i rozejrzałem się, lecz nie byłem w stanie rozpoznać najmniejszego szczegółu otoczenia. Wtedy zapytałem mężczyznę stojącego nieopodal:
„Gdzie ja jestem?”
Nie odpowiedział — być może był cudzoziemcem. Wtem poczułem lekkie klepnięcie w ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem moją kuzynkę, Mary A. Page.

Zdumiony tym niespodziewanym spotkaniem, wyjaśniłem jej, że zupełnie straciłem orientację i nie potrafię sobie przypomnieć ani ulicy, ani numeru domu, do którego zmierzałem — choć wskazałem jej tę lokalizację zaledwie kilka dni wcześniej. Odpowiedziała, że mnie tam zaprowadzi, i przeszła ze mną kilka przecznic, aż się zatrzymała. Wtedy nagle odzyskałem pamięć i zobaczyłem, że rzeczywiście jesteśmy w pobliżu celu mojej podróży.
Podziękowałem jej serdecznie i powiedziałem:
„Richard odzyskał zmysły ponownie” — po czym się rozstaliśmy.

Spośród trzystu tysięcy mieszkańców Waszyngtonu (obecna liczba ludności), chociaż było wysoce nieprawdopodobne, by to właśnie moja kuzynka, Mary Page, była tą osobą, która klepnęła mnie w ramię, można by to jeszcze uznać za czysty przypadek. Ale istniał dodatkowy czynnik, który czynił ten przypadek jeszcze bardziej nieprawdopodobnym — a mianowicie to, że moja kuzynka wiedziała, iż w tamtej chwili potrzebuję pomocy, i że znała dokładny adres domu, do którego zmierzałem.

Spotkanie, w okolicznościach, które opisałem, wydaje się niemożliwe do wytłumaczenia inaczej niż przez czysty przypadek — lub przez jakąś niewidzialną siłę, której interwencja jest dla nas niepojęta.
Choć można by próbować matematycznie obliczyć prawdopodobieństwo takiego spotkania, byłoby ono praktycznie równe zeru. Gdybyśmy jednak założyli, że świadomość mojej kuzynki została w jakiś sposób połączona z moim stanem, musielibyśmy przyjąć istnienie zjawiska, którego nauka nie jest jeszcze w stanie wyjaśnić.

Gdyby nawet prawdopodobieństwo takiego spotkania wynosiło jeden do tysiąca, to i tak byłoby niezwykle małe. Społeczeństwo zajmujące się badaniami psychicznymi z pewnością uznałoby taki przypadek za coś więcej niż zwykły zbieg okoliczności — za przykład telepatycznego oddziaływania myśli, przejawiającego się w formie dobroczynnego impulsu.

Jak długo mój stan dezorientacji trwałby, gdyby nie nagłe pojawienie się mojej kuzynki, trudno powiedzieć.

Waszyngton, D.C., USA
12 maja 1902 r.

Oświadczenie Mary A. Page

Przeczytałam relację mojego kuzyna i pragnę dodać, że spotkanie, o którym wspomina, było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się go, lecz znałam lokalizację domu, do którego zmierzał.

Mary A. Page
814, 22nd Street, N.W.,
Waszyngton, D.C.

źródło: AN EXTRAORDINARY COINCIDENCE; No. 1,117 – Vol. XXII. [Registered as] SATURDAY, Jl’NE 7, 1902.