Wieszcz

Mediumizm Jacka Webbera

15 sierpnia 1940
Recenzja: H. F. Prevost Battersby

Jack Webber urodził się w 1907 roku w południowej Walii, z rodziców pochodzących z Devon, i od czternastego roku życia przez piętnaście lat pracował w kopalni węgla.

Gdy miał dwadzieścia jeden lat, aby zrobić przyjemność dziewczynie, z którą był zaręczony, zaczął uczęszczać na prowadzony przez jej rodzinę krąg spirytystyczny, choć uważał spirytyzm za „bzdurę” i z czystej nudy przesypiał całe posiedzenia.

Początki rozwoju mediumicznego

Z czasem jednak jego zainteresowanie zostało rozbudzone przez trafność otrzymywanych przekazów i po dwóch latach, kiedy krąg został zreorganizowany pod kątem pracy z kontrolami duchowymi, zaczął zapadać w coś na kształt transowego snu.

Rozwój nie był bynajmniej łatwy i upłynęło sporo czasu, zanim zdołano go przekonać, że sam ma udział w tych zjawiskach. Jeszcze do niedawna bał się ich, ponieważ zaczynały się, zanim całkowicie zapadł w trans. Później potrafił już słyszeć i rozmawiać ze swoimi kontrolami, zanim tracił świadomość.

W tamtych wczesnych latach ujawniły się u niego silne zdolności uzdrawiające, przekazywane przez młodego Egipcjanina. Kiedy używał rąk do masażu, z jego dłoni wydobywał się gęsty olej; bywało też, że w stanie półodrętwienia prowadzono go na mokradła, aby zbierał zioła do leczenia rozmaitych dolegliwości.

Ta praca, która okazała się zbyt wyczerpująca, musiała zostać porzucona, gdy rozwinęły się u niego pełne zdolności fizyczne mediumiczne. Prawdopodobnie nie osiągnęły one jeszcze pełni w chwili jego śmierci w marcu tego roku, bo zdawało się, że ich zakres obejmował niemal wszystko: bezpośredni i niezależny głos, przekonujące wiadomości z tamtej strony, lewitację jego samego i ciężkich mebli, grę na zamkniętych instrumentach, materializacje i dematerializacje oraz przenikanie materii przez materię w postaci aportów.

Mediumizm fizyczny

Oczywiście to właśnie mediumizm fizyczny, ze względu na swoją rzadkość, przyciągał największą uwagę, choć wielu ludzi nie lubi tej formy zjawisk, a ponadto bywała ona czasem przedstawiana przez kontrole Jacka Webbera w sposób dość surowy.

To prawda, że unoszenie medium na krześle ponad głowami uczestników kręgu nie stanowi dowodu na przetrwanie po śmierci. Stanowi natomiast dowód naszej niewiedzy i wyzwanie, które materialistyczna filozofia musi przyjąć. Dopóki problem ten nie zostanie rozwiązany w sposób zgodny z wymaganiami nauki, będzie nadal kpił z tej pełni, do której nauka rości sobie pretensje.

Oto bowiem siła niewidzialna, niematerialna, zdolna oprzeć się wspólnemu wysiłkowi pół tuzina mężczyzn, zgnieść solidne windsorskie krzesło tak, jakby było z papieru – a nauka nie wie o niej nic i najwyraźniej nie chce wiedzieć. Dlaczego? Ponieważ takiej Siły nie da się włączyć do podręczników, które zadowalają naukę, wykładając „Prawa Natury”.

Dotąd nauka mogła ignorować przejawy tej Siły, przypisując relacje o nich złudzeniom, hipnozie, halucynacjom albo – w ostateczności, i to dość niedorzecznie – oszustwu.

Ale sama nauka dostarczyła nam odpowiedzi na to w postaci fotografii w podczerwieni.

Wydawało się wielkim nieszczęściem, że po odejściu Jacka Webbera nie można już było powiedzieć: „Jeśli nam nie wierzycie, przyjdźcie i zobaczcie sami!”. Jednak lampa sashalite i filtr podczerwieni dały zapis bardziej wiarygodny niż pamięć i ludzkie oko, a fotografie w tomie Harry’ego Edwardsa* dostarczają niepodważalnych dowodów na rzeczy uznawane za niemożliwe.

Osoby odpowiedzialne za medium bardzo mądrze dopuściły jak najszerszy rozgłos. Każdemu badaczowi dysponującemu odpowiednim aparatem pozwalano go używać, obok aparatów oficjalnie wykorzystywanych. Przedstawiciele prasy i innych organizacji przynosili własny sprzęt; a artykuły pisane dla gazet ogólnokrajowych przez wybitnych dziennikarzy nadają książce pana Edwardsa dodatkową moc przekonywania i powinny chronić go przed zwyczajowymi insynuacjami co do nieuczciwości medium.

* The Mediumship of Jack Webber, Harry Edwards. Londyn, Rider and Co., 1940. 12/6.

Lewitacje i zjawiska fizyczne

Jednym z najbardziej pouczających wyczynów Jacka Webbera było zdjęcie z siebie marynarki, w którą został zaszyty, gdy był przywiązany do krzesła, a jego dłonie były trzymane po obu stronach przez uczestników kręgu. Po tym jak marynarka została rzucona na środek kręgu, Webber w ciągu kilku sekund znów znajdował się w jej wnętrzu.

Oczywiście na scenie jest to znany numer akrobatyczny, lecz poza szybkością wykonania fotografie dokumentujące przebieg zdarzenia pokazują nawet tył marynarki z przodu ciała, podczas gdy rękawy były nadal przywiązane do jego ramion – niemożliwy splot, przy tym marynarka pozostała w jednym kawałku.

Nie wprowadzano żadnych ograniczeń co do używanej do wiązania liny i choć na większości zdjęć wygląda ona wyjątkowo nieprzekonująco, mogę zaręczyć, że żeglarskie węzły, którymi przy pewnej okazji go skrępowałem, tylko zacisnęłyby się przy szarpnięciu.

Jednak samo krępowanie było mniej ważne niż kontrola dłoni, a każdy, kto doświadczył uścisku ręki Webbera w transie, odczuwał go jeszcze wiele godzin później.

Lewitacje, których byłem świadkiem, dotyczyły samego medium, wciąż przywiązanego do krzesła, oraz niewielkiego, ciężkiego stolika, który – mając mało miejsca – przeciskał się ku górze, napierając na mnie, aż znalazł się wyraźnie ponad moją głową, podczas gdy medium było nadal związane i trzymane, a zbliżenie się do stolika było niemożliwe. Webber nigdy wcześniej nie był w tym pokoju przed rozpoczęciem seansu i nie znał znajdujących się w nim mebli.

Wiemy oczywiście, że zdolność lewitacji można wypracować przez długotrwały trening psychofizyczny, a także najwyraźniej – jak zanotowano o świętych – dzięki pewnemu rodzajowi duchowego unoszenia. Jest to jednak cecha osobista i jako proces unoszący nie mogłaby raczej dotyczyć przedmiotów nieożywionych.

Nie zamieszczono fotografii medium w powietrzu, ale uczestnicy czuli jego stopy przesuwające się nad swoimi głowami; pozostawił też ślady swego ruchu na suficie pokoju, a on sam wraz z krzesłem bywał odnajdywany wiele stóp od pierwotnego miejsca.

Przy pewnej okazji fotografowie z Daily Mirror próbowali wykonać zdjęcie medium w powietrzu w podczerwieni, lecz omyłkowo włączono niewłaściwe światło. Medium zostało wtedy ujrzane przez wszystkich, jak wykonuje w powietrzu powolne salto, by w końcu opaść głową na podłogę, z krzesłem odwróconym nad sobą – błąd ten pozostawił go nieprzytomnym przez dwadzieścia minut.

Kiedyś gwałtownie sprzeciwiano się wyprowadzeniu przez Izaaka Newtona pojęcia „grawitacji” z obserwacji spadającego jabłka; najwyraźniej potrzeba dziś kolejnego Newtona, który na podstawie lotu medium wyjaśni nam, czym grawitacja nie jest.

Materializacje i zanik części ciała

Skoro przy Jacku Webberze widziano i wypytywano „pełnoformowe” materializacje w obecności kompetentnych obserwatorów, należy żałować, że sfotografowano jedynie ektoplazmatyczną rękę, i to niezbyt przekonującą.

Być może istnieją tu trudności, o których nie wiemy, ale powierzchnia ciepła, o barwie życia, wsparta na zwartej strukturze wewnętrznej, wydawałaby się – można by sądzić – nie stawiać większych przeszkód niż astralna głowa medium, która pojawiła się przypadkowo.

Pewnego razu widziano wręcz, że jego fizyczna głowa, dłonie i ramiona zniknęły, a uczestnicy, w tym jego własna żona, byli niemało zaniepokojeni, ponieważ mogli patrzeć w czarną pustkę tam, gdzie powinien być kark. Innym wieczorem wielebny Maurice Elliott i pan Byerley mogli wsunąć ręce w puste rękawy jego marynarki, które w następnej chwili znów wypełniły się żywym, stałym ciałem.

To zresztą, dalekie od wyjątkowości, jest właśnie tym, czego można się spodziewać jako skutku ubytku ektoplazmy. Mme d’Esperance, choć nie znajdowała się w transie, nieraz była przerażona, odkrywając, że dolna część jej ciała zniknęła. Jest oczywiste, że jeśli medium traci od jednej trzeciej do połowy normalnej masy ciała, co wykazują wagi, to jakaś część jego objętości musi być nieobecna.

Zagadki bez odpowiedzi

Bardziej niezwykłą cechą był długi okres nieprzytomności, na który medium czasami zapadało po zakończeniu seansu. Black Cloud, główna kontrola, wyjaśniał to tym, że musiał opuścić ciało, aby umożliwić powrót astralnego ciała medium.

Nie wydaje się natomiast, by podano jakiekolwiek wyjaśnienie ciosów, które tak bezlitośnie spadały na głowę medium zadawane przez trąbkę mediumiczną.

Jack Webber ukazał się ponownie dzień po swojej śmierci i zaznaczył swoją obecność trzem mediom, które nie wiedziały, że nie ma go już na ziemi.

„Jego rodzina i przyjaciele” – pisze pan Edwards – „w naturalny sposób pytali, dlaczego, przy wszystkich ochronnych wpływach wokół Jacka, przy towarzyszących mu uzdrowicielach i pomocnikach duchowych, został zabrany tak szybko”.

Jeśli kiedykolwiek zostanie na to udzielona odpowiedź, wszyscy chętnie ją usłyszymy.

źródło: THE MEDIUMSHIP OF JACK WEBBER;  Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH,  August 15, 1940.