Mediumi i uczestnicy seansów

Mediumi i uczestnicy seansów

Warunki prowadzące do sukcesu lub porażki
autor: panna Jacqueline

Kiedy kilku przyjaciół–spirytystów spotyka się razem, rozmowa bardzo często schodzi na temat doświadczeń z różnymi mediami. Jedni wspominają o niezwykle udanych seansach z określonymi mediami, inni zaś odpowiadają, że ich własne seanse z tymi samymi mediami były całkowitą porażką.
Niektórzy uczestnicy twierdzą, że ich doświadczenie jest takie, iż czasem uzyskują znakomite rezultaty z danym medium, ale przy kolejnym seansie z tym samym medium nie dostają absolutnie nic.
Są też tacy, którzy – choć zasiadają do seansów z jednym medium, albo nawet z wieloma mediami – nigdy nie otrzymują niczego, co miałoby dla nich jakąkolwiek wartość czy znaczenie.

Musi istnieć powód tych różnic, a poniższy tekst jest próbą ich wyjaśnienia. Nie roszczę sobie prawa do nieomylności; pragnę jedynie rzucić może odrobinę światła na ten temat i ewentualnie otworzyć go dla dyskusji piór znacznie zręczniejszych niż moje.

Zajmując się najpierw warunkami i otoczeniem pokoju, w którym odbywają się seanse, trzeba zauważyć, że czasami psychiczna, „myślowa” atmosfera tego pomieszczenia może być niekorzystnie naładowana jakimś silnie emocjonalnym, szkodliwym zaburzeniem, takim jak gwałtowna kłótnia czy ostra sprzeczka. Wiemy, że myśli są realnymi „rzeczami” i że często pozostają w pokoju, skąd są łatwo wychwytywane przez sensytywne osoby, nawet jeśli te nie zdają sobie sprawy z ich pochodzenia. Taka szkodliwa atmosfera myślowa może zaburzać nie tylko medium i uczestnika, ale prawdopodobnie utrudnia również pracę przewodników i komunikatorów.

Nie ulega wątpliwości, że wszyscy podlegamy wpływowi kolorów, i jeśli seans odbywa się w pokoju, którego kolor jest nieharmonijny dla medium, dla uczestnika – albo dla obojga – mamy kolejne źródło dysharmonii. Nawet oświetlenie pokoju, które dla jednych uczestników jest odpowiednie, dla innych może być wręcz odwrotne w skutkach, choć sami mogą tego nie być świadomi.

Zarówno klimat, jak i pogoda mają wpływ nie tylko na najbliższe otoczenie, lecz także na medium i uczestnika, a informacje od naszych przyjaciół ze świata duchowego zdają się wskazywać, że czynniki te mogą poważnie zakłócać ich pracę. Nie wiem, czy inne media mają podobne doświadczenia, ale ja osobiście odczuwam wielką trudność w pracy w ciepłe, wilgotne dni.

Prawdopodobne jest, że ani ogół publiczności, ani prywatni uczestnicy seansów nie zdają sobie sprawy z tego, iż sensytywne osoby bywają czasem niekorzystnie dotknięte zmianą pogody i klimatu po podróży do odległej części kraju. Może minąć kilka godzin, zanim „dostroją się” one do nowych warunków. To może tłumaczyć, dlaczego uczestnicy niekiedy mówią, że praca medium poprawiła się pod koniec jego wizyty.

Medium, będąc w końcu człowiekiem, nie może uniknąć swojej części prywatnych trosk. Odrobina wyobraźni wystarczy, by zrozumieć, jak łatwo mogą one wpływać na pracę medium i początkowo zakłócać tę doskonałą harmonię, jaka powinna istnieć między medium a uczestnikiem seansu. Nie zawsze jest to łatwe, ale osobiste problemy medium powinny zostać „zostawione za drzwiami” pokoju seansowego.
Może to zabrzmi banalnie, ale fizyczne zdrowie medium ma znaczenie najwyższej wagi. Dziwnym faktem jest, że niektóre media wykonują swoją najlepszą pracę, gdy nie są w pełni zdrowia, ale wydaje się bardzo wątpliwe, aby mogły długo znosić taki wysiłek w podobnych warunkach. Oczywiste jest, że każdy ostry stan chorobowy po stronie medium uniemożliwiłby udany seans. Fizyczne, mentalne i psychiczne wyczerpanie – wszystko to ma wpływ na medium, tak że nie może dziwić, iż uczestnicy czasem otrzymują mizerne rezultaty, jeśli medium jest choć w pewnym stopniu wyczerpane.

„DOSTRAJANIE SIĘ”

Łatwo zrozumieć, że niektórzy uczestnicy uzyskują świetne rezultaty z pewnymi mediami, a nic wartościowego z innymi. Fizyczne, mentalne i psychiczne wibracje medium i uczestnika muszą być przynajmniej nieantagonistyczne; muszą się „zestroić”. W zwykłym życiu spotykamy ludzi – zupełnie sympatycznych – a jednak zwyczajnie się z nimi „nie zgrywamy”; nasze wibracje są niezgodne i nie ma sensu usilnie próbować je dopasować. To samo wydaje się czasami dziać między medium a uczestnikiem. Choć obie osoby są „jak najbardziej w porządku”, nieświadomie się wzajemnie drażnią; nie ma śladu harmonii i nie zostają nawiązane ogniwa, które dla powodzenia pracy muszą połączyć medium, uczestnika, przewodnika lub kontrolę oraz komunikatorów.

Z doświadczenia wiemy, że przyjaciele ze świata duchowego przychodzą na seans razem z uczestnikiem; zdarzało mi się nawet widzieć ich tak chętnych, że byli obecni jeszcze przed jego przybyciem. Skoro przychodzą, co ich sprowadza? Nie chcąc wypowiadać się dogmatycznie, zasugeruję, że tym, co ich przyciąga do uczestnika, a nawet sprawia, że wyprzedzają jego przybycie, jest miłość i zainteresowanie.

Na planie ziemskim zazwyczaj przestajemy się zajmować ludźmi, którzy nie darzą nas miłością i nie interesują się naszym życiem. Kiedy przejdziemy „na drugą stronę”, jesteśmy w gruncie rzeczy tacy, jak tutaj; i jeśli więzy miłości, przywiązania i zainteresowania nie są podtrzymywane naszymi myślami o tych, którzy przeszli na tamten świat, czyż nie jest naturalne, że mogą oni od nas odwrócić uwagę i nie czuć żadnej potrzeby komunikowania się z nami poprzez medium?
Być może tu właśnie znajduje się wyjaśnienie, dlaczego niektórzy uczestnicy doświadczają porażki raz za razem.

Kochająca myśl, myśl pragnienia, by jeszcze raz spotkać tych, którzy odeszli, nie została wysłana; żywy duch po tamtej stronie, odczuwający bardzo podobnie jak my tutaj, zwrócił się ku innym sprawom. Myśli są realne, a następne życie jest w dużej mierze życiem w świecie myśli; dzięki działaniu mediumizmu mentalnego znamy przynajmniej część zastosowań i potencjału myśli, wiemy, jak „druga strona” posługuje się nurtem myślowym.

To prowadzi do przekonania, że duchowi przyjaciele naprawdę pozostają w kontakcie z naszymi myślami o nich i wiedzą, kiedy są potrzebni, kochani i wyczekiwani przez nas, wciąż wcielonych. Jeśli więź miłości nie jest przez nas tu podtrzymywana, trudno oczekiwać, by zmarli przyjaciele czy krewni mieli powód, aby powracać.

Niektórzy uczestnicy upierają się, by na seans przychodzić z osobistym przyjacielem. Słuszność takiego postępowania jest mocno dyskusyjna; najwyraźniej nie ma z tego żadnej korzyści, za to istnieje wiele argumentów przeciwko. Obecność przyjaciela nigdy nie może być realną pomocą podczas seansu, a może – i często tak bywa – zakłócić harmonię, która powinna zostać ustanowiona między medium a uczestnikiem.

Niektórzy uczestnicy prawdopodobnie przychodzą na seans z mocno ugruntowanym zamiarem nawiązania kontaktu z jakimś konkretnym zmarłym przyjacielem. Dla nich albo pojawi się ta jedna osoba, albo w ogóle nikt. Jeśli odezwą się inni, lecz nie ta szczególna postać, medium uważa się – i nierzadko mówi – za nieudolne. Nierozsądek takiej postawy mówi sam za siebie. Uczestnik przychodzi z tą dominującą ideą i może otrzymać coś bardzo dobrego, ale nie to, co wcześniej w myślach „zamówił”. Czasami, jak sądzę, „druga strona” czyni tak celowo, by wykluczyć telepatię i zbić z tropu sceptyków, którzy z taką pewnością utrzymują, że telepatia tłumaczy całe mediumizm mentalny.

Fizyczny, mentalny i psychiczny stan uczestnika to kwestie mające wyraźny wpływ na przebieg seansu. Jakiekolwiek zaburzenie któregoś z tych stanów tuż przed posiedzeniem działa zdecydowanie niekorzystnie. Najlepszą postawą jest spokojne, życzliwe oczekiwanie. Analiza seansu może poczekać aż do chwili, gdy uczestnik opuści pokój seansowy.

Warto, by uczestnicy wiedzieli, że medium otrzymuje tylko to, co jest mu przekazywane – nie ma sensu „żądać”. Jeśli istnieje prośba o wskazówki ze „świata duchowego”, lepiej wystosować ją w modlitewnej myśli w domu, jeszcze przed przyjściem na seans.
Jest wiele do powiedzenia na korzyść uczestników, którzy spędzają godzinę lub dwie w spokojnym otoczeniu, wysyłając myśli miłości do swoich duchowych przyjaciół przed przyjściem na seans. Jeśli uczestnik przeżył jakiś wstrząs tuż przed posiedzeniem, lepiej je przełożyć.

Nagły wybuch emocji ze strony uczestnika często przynosi złe skutki dla seansu. Ostra, gwałtowna emocja zdaje się psuć warunki równie mocno, jak postawa upartego i nieustępliwego sceptycyzmu.

Na zakończenie pozostaje sprawa, która może tłumaczyć niepowodzenie niektórych seansów. Wysuwam tę myśl bardziej w nadziei wywołania dyskusji i uzyskania większego zrozumienia niż jako dogmatyczne twierdzenie.

Założenie jest takie, że wibracje niektórych seansów są tak silne, iż faktycznie pozostawiają po sobie „pamięć” w pokoju po odejściu medium i uczestnika. Niedługo potem drugi medium korzysta z tego samego pokoju; atmosfera jest tak mocno naładowana „pamięcią” pierwszego seansu, że kolejne medium wchodzi z nią w kontakt i przekazuje ją dalej uczestnikowi, który, rzecz jasna, nie rozpoznaje w niej ani odrobiny własnych spraw.

Seans jest, całkowicie naturalnie, uznany za nieudany. Prawdopodobnie wszyscy mentalni mediumi i psychometrycy rozpoznają tę możliwość. Sama spotkałam się z tym zjawiskiem w swoim doświadczeniu. Jedynym sposobem, jaki znam, by je przełamać, jest tymczasowe zwrócenie się ku psychometrii lub studiowaniu dłoni uczestnika. W ten sposób, jak gdyby, „wchodzi się” w strumień uczestnika i odcina od „pamięci” pozostawionej po poprzednim seansie.

źródło: MEDIUMS AND SITTERS – CONDITIONS THAT LEAD TO SUCCESS OR FAILURE; Light on Spiritualism and Psychical Research, March 14, 1935. THURSDAY, MARCH 7, 1935.