Dwudziesta szósta „Transakcja” (wydawnictwo pokonferencyjne/zeszyt) Loży Londyńskiej Towarzystwa Teozoficznego to lektura bardzo osobliwa. Jej współautorzy, pani A. P. Sinnett oraz pan Scott Elliot, streszczają – z uzupełnieniami – opowieść o Stworzeniu, jaką przedstawił pan A. P. Sinnett w swojej znanej książce „Buddyzm ezoteryczny” („Esoteric Buddhism”). Centralną ideą tego systemu jest reinkarnacja jednego układu światów w kolejny układ, przy czym każdy taki układ składa się z siedmiu planet, wokół których wędruje „fala życia”. Tylko ta planeta z owych siedmiu, na której w danej chwili znajduje się fala życia, jest dla nas widzialna. Ziemia, Mars, Merkury, Wenus i wszystkie pozostałe planety mają – każda – po sześciu niewidzialnych towarzyszy. Taka, przynajmniej, jest teoria madame Bławatskiej, która swą „wiedzę” miała otrzymać od Mahatmy Moryi; lecz pani Sinnett trzyma się wersji swego męża, a jej mąż uzyskał swą „wiedzę” od Mahatmy Koot Hoomiego, który powiedział mu, że Mars i Merkury – choć widzialne dla nas – należą do naszego „łańcucha” siedmiu planet. I choć madame Bławatska w „Doktrynie tajemnej” („The Secret Doctrine”) potępia tę „naukę” Koot Hoomiego, pan Sinnett mężnie trwa przy swoim Mahatmie – a przynajmniej pani Sinnett w tej „Transakcji” trwa przy wersji Koot Hoomiego.
Aby zrozumieć, czym są „Lunarni Pitri”, nasi czytelnicy muszą wiedzieć, że kiedyś, według teozofii, Księżyc był jednym z łańcucha siedmiu żyjących światów; lecz Księżyc i jego towarzysze zakończyli swój bieg i „umarli”, a ich duchy, dusze lub esencje życia przeszły do nowo narodzonego łańcucha światów – którego jednym członem jest znana nam Ziemia. A martwe i skurczone ciało „matki” naszej Ziemi, Księżyc, do dziś krąży wokół swej żywej córki. Następnie fala życia przechodzi z jednego globu nowego łańcucha na kolejny, aż obejdzie wszystkie siedem globów; taki obieg nazywa się „Rundą” („A Round”), a całe życie systemu takiego jak nasz składa się z siedmiu takich Rund. Obecnie znajdujemy się w środku czwartej Rundy.
Proces ewolucji, według teozofii, trwa przez wieczności – przenosi się z jednego systemu światów do następnego. „Ludzie”, którzy zamieszkiwali Księżyc, gdy był żywym światem, byli pod pewnymi względami bardziej rozwinięci niż my obecnie, lecz pod innymi mniej rozwinięci niż my będziemy, gdy przejdziemy wszystkie nasze „Rundy”. Otóż „Lunarni Pitri” to duchy lub esencje życia księżycowych ludzi; i oni, w odległych epokach, w jakiś tajemniczy sposób wcielili się (lub „włączyli” się) w ludzi na Ziemi.
Madame Bławatska dzieliła Lunarnych Pitri na siedem klas: trzy duchowe i cztery cielesne; lecz i w tej sprawie Mahatma Morya zdaje się nie do końca zgadzać z Mahatmą Koot Hoomim, więc nasi autorzy postanawiają „spróbować uporządkować Pitri, na ile to możliwe, w wyraźniejszy i prostszy katalog, zgodnie z informacjami otrzymanymi później”.
Pozostawiamy czytelnikom, by poznali wszystko o Lunarnych Pitri z samej „Transakcji”, gdyż mamy miejsce jedynie na przytoczenie opisu jednego z naszych przodków z „Trzeciej Rasy” – ponieważ w każdej Rundzie rozwija się siedem ras ludzi; a my należymy do Piątej Rasy Czwartej Rundy: –
Wydawał się olbrzymem o wzroście około dwunastu do piętnastu stóp. Skóra nie była czarna, lecz ciemno żółtobrązowa. Miał długą dolną szczękę, dziwnie spłaszczoną twarz, oczy małe, lecz przeszywające, osadzone osobliwie daleko od siebie, tak że mógł widzieć na boki równie dobrze jak przed siebie. Nie miał zupełnie czoła, lecz coś w rodzaju wałka z ciała tam, gdzie powinno się ono znajdować. Głowa opadała ostro ku tyłowi i w górę w sposób trudny do opisania. Ramiona i nogi (zwłaszcza te pierwsze) były proporcjonalnie dłuższe niż u nas i nie dało się ich całkowicie wyprostować ani w łokciach, ani w kolanach; dłonie i stopy były ogromne, a pięty wystawały do tyłu w niezgrabny sposób. Postać okrywała luźna szata ze skóry, coś jak skóra nosorożca, lecz bardziej łuskowata – zapewne skóra jakiegoś zwierzęcia, z którego dziś znamy jedynie szczątki kopalne. Inny pas skóry był owinięty wokół jego głowy, a przymocowane do niego były jaskrawe frędzle czerwone, niebieskie itd. Włosy były krótkie, a tył głowy całkiem łysy, zapewne dla wygody trzeciego oka. W lewej ręce trzymał zaostrzony kij mniej więcej swojej wysokości, a wokół prawej dłoni miał owinięty koniec długiej liny zrobionej z jakiejś rośliny pnącej, którą prowadził ogromnego i ohydnego gada, nieco przypominającego plezjozaura. Lemurianie rzeczywiście udomowili te stworzenia i szkolili je, by wykorzystywały swą wielką siłę do celów pożytecznych.
Wszystko to opowiedziane jest z tym samym pozorem dobrej wiary i niekwestionującej prostoty, co inne tego rodzaju pozycje teozoficznej „nauki”, jak np. twierdzenie, że małpy są wspólnym potomstwem wczesnych ludzi i niższych zwierząt, oraz że pierwsze rasy ludzi nie miały kości, lecz były wielkimi, galaretowatymi stworami. Tym jednak, co najbardziej utrudnia przeciętnemu spirytualiście wejście w stan umysłu tych, którzy rzeczywiście wierzą, że wszystkie te fantastyczne opowieści są opisami realnych faktów, jest to, że nie tylko podaje się je bez najmniejszej wzmianki o tym, w jaki sposób zostały otrzymane ani jakie jest źródło informacji, lecz ponadto autorzy zdają się w ogóle nie podejrzewać, że ktoś mógłby być na tyle „nierozsądny”, by zapytać, skąd oni „wiedzą” te wszystkie cudowne rzeczy, które opowiadają.
To prawda, że jako autorytet przywołuje się „Księgę Dzyan” – o której nikt nie słyszał wcześniej (ani później), zanim madame Bławatska zacytowała ją w swojej „Doktrynie tajemnej” – dla twierdzenia, iż ludzkość początkowo rozmnażała się przez podział (fission), a później powstała z „kropli potu”, a następnie wykluła się z jaj; „jajorodni” mieliby być w istocie Trzecią Rasą, której przedstawiciela właśnie nam opisano. Zaiste, taka „sancta simplicitas” (święta prostota), jaką nasi współcześni teozofi czasem demonstrują, musi napełniać dostojników Kościoła rzymskiego doprowadzającą do szału zazdrością!
* „Transactions of the London Lodge of the Theosophical Society. ‘The Lunar Pitris.’ Autorzy: Mrs. A. P. Sinnett i W. Scott Elliot. (Londyn: Theosophical Publishing Society, 7 Duke Street, Adelphi, W.C. Cena 1 szyling.)
źródło: ‘THE LUNAR PITRIS.’; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, September 7, 1895.