To rzecz powszechna mówić, że żyjemy w epoce materializmu; lecz sam ten fakt wcale nie jest banalny. Może on oznaczać epokę niewiary, negacji wszelkiej religii, zaćmienia nadziei – i wszystkiego, co musi pójść za utratą wiary w Nieśmiertelność i Boga. Co dokładnie miałoby to oznaczać, nie sposób powiedzieć. Świat nie przeprowadził jeszcze tego „dziwnego eksperymentu” na wielką skalę. Lecz na razie jest on nieunikniony.
To epoka odkryć naukowych, indywidualnego samostanowienia, silnej ufności w dowody; a zatem także niecierpliwości wobec wszelkiego gołego autorytetu i „mrzonek”. To nie jest wcale wyłącznie złe; i w naszej gorliwości o wiarę nie powinniśmy zbyt chętnie czynić wyrzutów wzrokowi. Obskurantyzmy Mrocznych Wieków muszą zostać wykorzenione, a w tym procesie wiele będzie trzeba powiedzieć i zrobić, co bardzo nie spodoba się miłośnikom religii duchowej. Samo słowo „praktyczny” nabierze złowrogiego odcienia. Uczucie ustąpi przed apetytem i rachunkiem wartości. Ludzie będą kochać skowronki pieczone, a pieniężna „wartość” wysunie się na pierwszy plan.
Gdy Jezus, w obliczu mrocznych nadchodzących godzin, przechodził przez czas przygnębienia i powiedział: „Teraz moja dusza jest zatrwożona: i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw mnie od tej godziny? Lecz dlatego właśnie przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”, wtedy rozległ się głos z nieba, mówiący: „I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię.” „A lud, który stał i słyszał, mówił, że zagrzmiało; inni mówili: Anioł przemówił do Niego.” Jakże to dzisiaj prawdziwe! Anioł mówi, a ludzie tylko mówią: „To grzmi”.
Tu, dziś, w Londynie – jak zresztą wszędzie – tłum wciąż można podzielić na tych, którzy rozpoznają głos anioła, i na tych, którzy sądzą jedynie, że to grzmot; a tych drugich jest ogromna większość. Nawet w Naturze – pomyślmy – podczas straszliwych, wczesnych etapów stworzenia, jak prawdziwe musiało być to rozróżnienie! Jak trudno byłoby usłyszeć twórczy głos pośród zgiełków chaosu – jak trudno uchwycić harmonijny zamysł, biegnący przez dysonansowe zderzenia żywiołów!
Tak i teraz, do pewnego stopnia, w Naturze trudno zawsze usłyszeć anioła; a przecież ciemne chmury i wściekłe wiatry mają w sobie tyle samo Boga, co promienie słońca i łagodny powiew, który nawiedza „sen nocy letniej”; bo każdy przedmiot Natury i każde uderzenie jej sił mogą pochodzić tylko od Boga.
Pouczony spirytualista wie, jak prawdziwe jest to w odniesieniu do religii świata. Jak niewielu, myśląc o religiach innych niż chrześcijańska, potrafi usłyszeć anioła mówiącego! Pomyślmy o dawnych religiach Indii, Chin, Egiptu, Persji, Arabii. Arcybiskup słucha i mówi: „To grzmi”; lecz on mówi: „Anioł przemawia do nas.” Ale umiłowane dziecko powszechnego Ojca mówi: „Anioł przemawia do wszystkich.”
Czyż nie jest to prawdą także o hałaśliwym, skłóconym, walczącym świecie – i o Ludzkości przedzierającej się przez dżunglę? Każdy okrzyk ludu ma w sobie skargę. W dzikich wybuchach buntowników, komunardów, czartystów, socjalistów, strajkujących – świat w większości słyszy tylko grzmot; lecz prawdziwie wrażliwy dostrzega w tym wszystkim sens. Wszystkie te niespokojne zmagania są wysiłkiem wspinaczy, by posunąć się naprzód. W grzmocie mówi anioł.
Tak samo jest z każdym pojedynczym życiem. W każdej rzeczy istnieje strona anielska – nawet w smutku, bólu i grzechu. Musimy zerwać z pięknym przesądem, że smutek jest „zesłany”, ale nigdy nie musimy zrywać z błogosławioną nadzieją, że smutek może pomagać. W każdym złu tkwi możliwe dobro; wraz z każdym nadejściem nieszczęścia przychodzi przesłanie miłosierdzia. To anioł mówi: „Bądź mądry, bądź ostrożny, spójrz w górę, bądź silny.”
I wreszcie – jakże prawdziwe jest to w odniesieniu do tej dalekosiężnej zmiany, błędnie zwanej Śmiercią. Biedny świat widzi jedynie spustoszenie i klęskę – uderzoną postać, oczy zamknięte na zawsze. Słyszy szloch żony lub męża, brata lub siostry, przyjaciela lub dziecka. Mówi: „To grzmi.” Ale nie rozumie. W grzmocie jest szept „cichego, łagodnego głosu”, w którym przemawia anioł. A wkrótce głos anioła będzie wyraźnie słyszany, a twarz anioła – wyraźnie widziana; i być może Wieczność upłynie na podążaniu za aniołami i na radosnym poszukiwaniu Boga.
To jest nasze przesłanie dla świata. Dziś jest ono lekceważone, przeinaczane lub źle rozumiane; lecz nadchodzi czas, gdy to, co mówimy dzisiaj, stanie się umiłowaną radością rodzaju ludzkiego.
źródło: THE UNHEARD ANGEL; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, JUNE 23, 1891.