Pewna dama, nazwana „Emily”, przez jakiś czas przed swoim ślubem z moim kuzynem, kapitanem C., miała pod swoją opieką ubogą młodą podopieczną, Jannet, która była chorowitą szwaczką.
Jannet od dawna cierpiała na drętwienie i częściowy przykurcz więzadeł w jednej z kończyn, a Emily, posiadająca pewną moc mesmeryczną, leczyła ją przez kilka miesięcy osobistymi, magnetycznymi pasami. Biedna dziewczyna jednak tylko częściowo odzyskała siły. Często bywała w domu Emily, a między młodą damą a ubogą dziewczyną zrodziła się wzajemna sympatia. Pewnego dnia Jannet wyznała Emily, że w poprzednich latach często widywała we śnie twarz i postać, których nie znała z życia i których nie widziała aż do chwili poznania Emily, damy, która teraz okazywała jej życzliwość; wtedy odkryła w niej odpowiednik kobiety ze swoich nocnych wizji.
Upłynęło kilka miesięcy, w czasie których Emily i Jannet często się spotykały, aż w końcu Jannet powiedziała Emily, że w ostatnim czasie kilkakrotnie śnił jej się młody dżentelmen, którego nigdy nie spotkała w życiu, a którego opisała jako stale pojawiającego się w jej snach.
Niedługo potem Emily wyjechała z rodziną do Dinard, na francuskim wybrzeżu. Tam poznała kapitana C., z którym się zaręczyła, a w ciągu trzech miesięcy zostali małżeństwem. Po powrocie małżonków do Anglii, kiedy Jannet zobaczyła kapitana C., powiedziała Emily, że jego twarz nie wydaje się jej nowa, ponieważ to właśnie on był owym dżentelmenem, o którym śniła i o którym mówiła jej, że często ukazywał się jej w wizjach, zanim Emily wyjechała za granicę.
Jesienią tego samego roku kapitan i pani C. wyjechali do Indii i czas oraz przestrzeń postawiły barierę między Emily a jej podopieczną. Po wielu wiadomościach przekazywanych między nimi za pośrednictwem listów krewnych w kraju, Jannet napisała do pani C. o pewnym szczególnym śnie, który ostatnio miała na jej temat, mówiąc: „Niepokoję się o ciebie, bo śniło mi się, że kilka razy wyjeżdżałaś konno w towarzystwie dżentelmena o ciemnym i ponurym obliczu, który stale mówił ci coś do ucha w poufny sposób”.
Znając życzliwe zainteresowanie Jannet, Emily C. odpisała jej: „Nie obawiaj się, Jannet; twoja senna wizja jest bardzo osobliwa, a zarazem zgodna z prawdą, bo rzeczywiście wyjeżdżałam konno między innymi przyjaciółmi z pewnym ciemnym i przygnębionym z wyglądu dżentelmenem, który podczas tych przejażdżek zwierzał mi się ze swych kłopotów miłosnych, licząc na moją pomoc”.
Minął mniej więcej rok i Emily C. przybyła do Anglii, pozostawiając męża w Indiach jeszcze na kilka miesięcy. Odwiedziła ponownie Jannet i pewnego dnia w październiku, niecałe dziewięć miesięcy od powrotu Emily, Jannet powiedziała pani C., że we śnie widziała kapitana C. chorego na pokładzie statku. „To niemożliwe” — odparła młoda żona — „bo kapitan C. jest w Indiach i na razie nie myśli jeszcze o powrocie”. Jednakże następną pocztą z Suezu nadszedł list do żony kapitana C., w którym pisał on, że może wrócić do domu wcześniej, niż się spodziewał, i że znajduje się już na pokładzie statku linii P. and O., „Malwa”. Pisał również, że podczas rejsu dopadł go atak indyjskiej gorączki, która powaliła go na trzy dni, ale po opuszczeniu Morza Czerwonego poczuł się lepiej.
Kilka dni po tym ostatnim wydarzeniu, gdy list już dotarł, Jannet powiedziała pani C., że podobnie widziała kapitana C. „wracającego na ląd, opasanego i obwieszonego złotem, srebrem i klejnotami”. Gdy Emily zapytała ją, co dokładnie widziała, Jannet odpowiedziała: „Wiem, że był otoczony klejnotami, ponieważ miał na sobie coś, co początkowo wyglądało jak grudki czerwonej ziemi, a co — jak wiem z doświadczenia — zawsze oznacza klejnoty; potem zobaczyłam, że były to jasnoczerwone kamienie oprawione w złoto, które wraz z innymi srebrnymi ozdobami nosił wokół szyi, pasa i nadgarstków”.
Kilka dni po tej opowieści Emily C. przyjechała zatrzymać się u nas (u swoich kuzynów), oczekując przybycia męża z Indii do Southampton. Powrócił on w lepszym zdrowiu, niż można było sądzić z jego listu, a młoda żona promieniała szczęściem, widząc go pośród nas w dobrym stanie. Po chwili powiedział, gdy staliśmy wokół ognia i słuchaliśmy:
„Muszę zostawić was wszystkich na krótki czas, żeby się rozładować, bo dosłownie jestem obładowany i opasany biżuterią; mam na sobie srebrny pas wokół talii, złoty naszyjnik z karbunkułami oraz ciężkie indyjskie srebrne bransolety i obroże wokół nadgarstków i kostek”.
Wszystkie te rzeczy podarował żonie, a po kilku minutach wróciła do nas ozdobiona naszyjnikiem, bransoletami i pasem, które przed chwilą miał na sobie i przywiózł dla niej z Indii.
O.
Prawdziwej miary życia nie należy brać z wieku, lecz z czynu;
niektórzy umierają starzy w wieku czterdziestu lat, inni pozostają niemowlętami w wieku osiemdziesięciu.
źródło: CLAIRVOYANCE OF FUTURE EVENTS; LIGHT – A Journal devoted to the Highest Interests of Humanity, both Here and Hereafter, January 28,1881.