Jasnowidzenie a substancje lecznicze

Do Redaktora „Light”

Szanowny Panie,

W ostatnim numerze „Light” zwracacie Państwo uwagę na działanie narkotyków w rozwijaniu wizji duchowych, i wspominacie o poglądach, jakie wyraziłem w mojej książce „Theosophy and the Higher Life” na temat pytania: „Czy użycie środków znieczulających może dowieść istnienia duszy?”

Madame Blavatsky w ostatnim numerze „The Theosophist” przedrukowała cały mój rozdział poświęcony temu zagadnieniu, uznając go za bardzo ważny.

Kwestionuje ona jednak moją oryginalność, jak się zdaje, na tej podstawie, że od tysięcy lat Orientaliści, używając haszyszu czy soku z somy, nauczają, iż dzięki tym substancjom można osiągnąć wizje Niebios.

Oczywiście ta idea jest mi doskonale znana, lecz to, co uważam za oryginalne w moim podejściu, to fakt, że – o ile mi wiadomo – jako pierwszy zilustrowałem i, jak sądzę, systematycznie wykazałem, iż wdychanie środków znieczulających działa podobnie jak tonięcie – wypycha oddech z ciała, a tym samym wypędza duszę.

Siny, niebieskawy odcień twarzy u osób pod wpływem podtlenku azotu wygląda dokładnie tak, jak u ludzi, którzy niemal utonęli, a skutki psychiczne są często identyczne.

Człowiek prawie utoniony widzi nagle w jednej chwili przeszłość, teraźniejszość i przyszłość swojego życia, jakby znalazł się w wieczności – i osoba pod wpływem podtlenku azotu często przeżywa dokładnie to samo, co potwierdzają liczne przykłady w mojej książce.

Działanie środków odurzających (anodyn), takich jak haszysz czy sok z somy, przyjmowanych doustnie, wydaje się jakby nadludzko pobudzać wyobraźnię, czyli zdolność tworzenia obrazów. Natomiast działanie środków znieczulających wdychanych do płuc zdaje się rzeczywiście oddzielać duszę od ciała, a dusza oddzielona – jest jasnowidząca.

Co do zjawisk ogólnie uznawanych za „wizje okultystyczne”, wydaje mi się, że można je podzielić na następujące rodzaje:

1. Niezwykle wrażliwa organizacja mózgu może – że tak powiem – nieświadomie współdrgać z inną, i w ten sposób, na zasadzie sympatii, „uczuciem z bliskości”, odczuwać lub poznawać myśli tamtego mózgu.
2. Umysł lub wola osoby wrażliwej, działając jako siła na eteryczne medium przenikające wszystkie substancje, może przekazywać wibracje – jak w fotofonie – i uzyskać reakcję tych wibracji w innym mózgu, a przez to poznać czyjeś myśli lub stan ciała.
3. Dusza jasnowidza, będąc w transie i niezależna od materii gęstej, może przenikać każdą materię i „czytać rzeczy jak w otwartej księdze”.
4. Istoty duchowe, czyli dusze oddzielone od ciała przez śmierć, mogą przekazywać – słowami niesłyszalnymi dla innych, wizjami lub wrażeniami – dokładny stan rzeczy ukrytych przed okiem cielesnym.

Dlatego, choć jasnowidzenie zazwyczaj osiągają jedynie osoby w stanie transu, inni wrażliwi ludzie otrzymują podobne wizje pozornie w stanie zupełnie normalnym.

Nie ma dziedziny filozofii duchowej bardziej interesującej niż jasnowidzenie, ponieważ nie tylko diagnoza chorób – często wymykająca się umiejętnościom najbardziej doświadczonych lekarzy – może być w ten sposób objawiona, lecz samo jasnowidzenie, ukazując, że człowiek potrafi widzieć, czuć, słyszeć, smakować i odczuwać niezależnie od narządów zmysłów, dowodzi, że jest on istotą duchową, zdolną do inteligentnego, osobowego istnienia także po śmierci ciała.

Ostatnio spotkałem dwa bardzo ważne i interesujące przypadki ukazujące wartość jasnowidzenia w odkrywaniu i leczeniu trudnych do rozpoznania chorób.

Pierwszy przypadek.
Pewna pani, Pani M.-, moja pacjentka, przez 20 lat cierpiała z powodu dolegliwości w jamie brzusznej. Lekarze twierdzili, że to guz. Żaden środek nie przynosił trwałej ulgi, poza magnetyzmem doktora Macka.

Jednego dnia inna kobieta – pani B.-, osoba prosta, prawdomówna, pobożna i współczująca, usiadła na krześle, które właśnie opuściła pani M.-. Natychmiast zawołała:
„Ktoś, kto tu siedział, ma tasiemca!”

Po przedstawieniu obu pań, pani B.- dotknęła miejsca rzekomego guza i powiedziała:
„To nie guz. To zwinięty tasiemiec w workowatej jamie jelita.”

Pani M.- poddała się leczeniu odrobaczającemu i w ciągu kilku dni wydaliła tasiemca długości około 50 stóp. „Guz” natychmiast i na zawsze zniknął.

Drugi przypadek.
Bliski przyjaciel przez trzy lata cierpiał na bóle w klatce piersiowej i plecach. Lekarze podejrzewali wadę zastawek serca. Żaden lek nie pomagał. Poznawszy panią D.-, zaprosiłem ją do rozmowy z chorym.

Dotknęła jego pleców i powiedziała później:
„Widzę wszystko. Ma brzydką, czarnawą kulę na naczyniu za sercem. Przesuwa serce trochę z miejsca, uciska nerwy, skąd ból. Skacze – wygląda, jakby mogła pęknąć i go zabić. Jedyna pomoc – to odpoczynek.”

Natychmiast napisałem do lekarza:
„To mała tętniakowata zmiana na zstępującej aorcie. Przesuwa serce, uciska nerwy międzyżebrowe – stąd bóle. Jutro idziecie do doktora A. B. C. Pokażcie mu moją diagnozę.”

Nie wspomniałem ani słowem o jasnowidzeniu.

Słynny chirurg potwierdził diagnozę. Inny znakomity lekarz – również. Obaj zalecili jedyne lekarstwo: całkowity odpoczynek.

Po pięciu tygodniach – wszelki ból i bezsenność zniknęły.


Na koniec chcę dodać: choć zachęcam materialistów do badań nad działaniem anestetyków na duszę, ostrzegam spirytystów – nie jest to właściwa droga do świata duchowego.

Dusza wypędzona na siłę może trafić jedynie w sfery pełne fałszu, nieczystości i niebezpieczeństw. Jedyna pewna droga do komunii z aniołami wiedzie przez życie pełne czystości, wyrzeczenia i świętości.

Z poważaniem,
George Wyld, M.D.

źródło: “Clairvoyance in Relation to Medicinal Substances”; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; March 5,1881.