Hans Christian Andersen – duchowa intuicja

Ursula Low

Andersen jest prawdziwym poetą – interpretatorem. W jego dzienniku znajduje się zapis: „Jestem jak woda, w której wszystko się odbija”. Przywodzi to na myśl skargę Keatsa, że nie posiada własnej indywidualności.

Choć Andersen nie był „psychiczny” w zwykłym sensie tego słowa, jego duchowa intuicja otwiera drzwi do krain „baśniowości” – nawiedzająco pięknych, a zarazem swojskich, łączących dwa światy.

W jego pismach jest wiele rzeczy zgodnych z niektórymi przekazami mediumicznymi otrzymywanymi współcześnie. Spiritualistom, którzy rozumieją, że cały Wszechświat przeniknięty jest życiem, a siły poruszające naturę zakorzenione są w niewidzialnym, nietrudno uwierzyć, że te baśnie są zarysami prawdy.

Odense i przepowiednia

Hans Christian Andersen urodził się w rodzinie chłopskiej, w starożytnym mieście Odense, na wyspie Fionia. Jego życie było równie niezwykłe jak którakolwiek z jego opowieści.

Ojciec był delikatnym, młodym szewcem, matka – praczką. Andersen zakończył jednak swoje dni jako jedna z najsławniejszych postaci Europy, witana i fetowana wszędzie, gdzie tylko postawił stopę.

Był jedynakiem, uwielbianym przez rodziców. Jego ojciec, od dawna pogrążony w melancholii, zmarł, kiedy chłopiec miał jedenaście lat. Wtedy to ciężko pracującej matce przypadł obowiązek podejmowania kolejnych, daremnych prób skierowania go do jakiegoś zawodu.

Zanurzony w marzeniach, nie wykazywał pilności w szkole. Spędzał czas, bawiąc się teatrem kukiełkowym wykonanym dla niego przez ojca i układając dramatyczne dialogi dla swoich małych lalek.

Ta pasja do teatru pozostała z nim przez całe życie. W wieku czternastu lat – wbrew radom wszystkich, którzy go znali – ten niepozorny, wyrośnięty i niezgrabny chłopiec wyruszył do stolicy.

W tamtych czasach była to podróż poważna i trudna, wymagająca przeprawy przez smagane wiatrem wody Wielkiego Bełtu. Rozstał się ze zrozpaczoną matką, mając w kieszeni kilka rigsdalerów i niosąc niewielki zawiniątek z ubraniami.

Przed jego wyjazdem stara kobieta, która przepowiadała przyszłość z fusów kawy i kart, powiedziała jego matce:

– Pani syn zostanie wielkim człowiekiem, a pewnego dnia Odense zostanie iluminowane na jego cześć.

Czterdzieści lat później – w 1867 roku – przepowiednia ta spełniła się dosłownie.

Kopenhaga i walka o przetrwanie

Po przybyciu do Kopenhagi nastąpiły lata bezpośredniej, niemal codziennej walki o byt. Niedożywiony, mieszkający w pokoju, który właściwie był schowkiem, bez światła i wentylacji, został tymczasowo przyjęty na szkolenie do chóru teatralnego, a później do szkoły baletowej.

Surowa duńska zima i przeciekające buty położyły jednak kres jego śpiewaniu. Ze swoim groteskowym wyglądem, ogromnymi dłońmi i stopami, jako tancerz mógł otrzymać co najwyżej rolę trolla.

Ale już wtedy pisał. Jednym z najbardziej zdumiewających epizodów w jego karierze było dosłowne „szturmowanie” domu komandora Wulffa, duńskiego tłumacza Szekspira, zwierzchnika Akademii Marynarki Wojennej i jednego z najważniejszych ludzi w Kopenhadze.

Zdumiony lokaj wprowadził go do małego saloniku. Gdy Andersen usłyszał głosy, wszedł do sąsiedniego pokoju, gdzie komandor i jego żona jedli śniadanie. Zwrócił się do gospodarza, który zamarł ze zdumienia na widok tej dziwnej zjawy:

– Przetłumaczył pan Szekspira. Ja także go podziwiam, ale i ja napisałem tragedię. Czy mam ją panu przeczytać?

Chłopiec przystąpił do czytania, odsuwając uprzejmą propozycję poczęstunku. Potem schował rękopis do kieszeni i zapytał z niepokojem:

– Czy sądzi pan, że coś ze mnie będzie?

Było to trudne pytanie, biorąc pod uwagę niedojrzałość pisarstwa, ale właśnie w ten sposób rozpoczęła się przyjaźń z rodziną Wulffów – przyjaźń, która miała przetrwać całe życie.

Późniejsze przedstawienie Andersena Jonasowi Collinowi, radcy stanu i głównemu doradcy króla, zaowocowało królewską dotacją, dzięki której Hans Christian mógł zostać wysłany do znanej szkoły w Slagelse, aby zdobyć dalsze wykształcenie, którego tak bardzo potrzebował.

Najnieszczęśliwsze lata szkolne

Lata szkolne były najnieszczęśliwszym okresem jego życia. Dyrektor szkoły, Simon Meisling, był dobrym filologiem klasycznym, lecz człowiekiem gruboskórnym i brutalnym. Z sadystyczną przyjemnością ośmieszał nowego ucznia przed całą szkołą – ucznia trzy lata młodszego, a o głowę wyższego od reszty klasy.

Czynił to mimo dobrych sprawozdań, które musiał wysyłać Collinowi. Pobudzany ambicją i niezachwianą wiarą we własne przeznaczenie, Andersen ciężko pracował.

Ten nieznośny stan rzeczy został w końcu zgłoszony przez zewnętrznego obserwatora Collinowi, jego ojcowskiemu opiekunowi, którego dom był najbliższym odpowiednikiem prawdziwego domu, jaki Andersen kiedykolwiek posiadał.

Natychmiast zabrano go ze szkoły i zorganizowano prywatne nauczanie, dzięki któremu z powodzeniem zdał egzaminy uniwersyteckie.

Od tego czasu spod jego pióra zaczęły płynąć wiersze, szkice podróżne i dramaty. W wieku dwudziestu trzech lat wystawiono jego pierwszą sztukę – lekką, zabawną wodewilową komedię. W tragedii nigdy nie miał odnieść sukcesu, lecz delikatna ironia przenika dużą część jego twórczości.

Brzydkie kaczątko staje się łabędziem

To Improwizator, w znacznej mierze autobiograficzna powieść osadzona we Włoszech, ugruntował jego pozycję w świecie literatury, gdy miał trzydzieści lat. Brzydkie kaczątko stało się łabędziem.

W tym samym czasie wydał pierwsze cztery swoje baśnie w formie broszury. Sam nie przypisywał im wielkiego znaczenia, lecz jeden z jego najbardziej przenikliwych krytyków, naukowiec Ørsted, natychmiast napisał:

– „Improwizator” uczyni pana sławnym, lecz baśnie uczynią pana nieśmiertelnym; są najdoskonalszą rzeczą, jaką pan napisał.

Przez wiele kolejnych lat, obok licznej innej działalności literackiej, baśnie płynęły szerokim strumieniem. Andersen sam mówił, że ptaki i zwierzęta – a nawet przedmioty nieożywione – opowiadają mu własne historie. Musiał tylko słuchać.

W niektórych z nich, w swój niepowtarzalny sposób, piętnował pospolitość i pretensjonalność. Najwybitniejszymi przykładami są Świniopas oraz Nowe szaty cesarza.

Jednak szczególny geniusz Andersena najpełniej ujawnia się w opowieściach dotyczących duchów natury. Królowa Śniegu i Mała syrenka ukazują wewnętrzny rozwój duszy poprzez ofiarę, a w Danii ta ostatnia uważana jest za jego arcydzieło.

Na jej pamiątkę w Kopenhadze można zobaczyć piękny posąg z brązu przedstawiający nagą młodą dziewczynę, siedzącą na niskiej skale wynurzającej się ponad wodami morskiej zatoki.

Religijność Andersena

Religijne spojrzenie Andersena wyprzedzało jego epokę. Nie było ujęte w ścisłe formuły, a swoich ortodoksyjnych przyjaciół szokował przekonaniem, że religie inne niż chrześcijaństwo nie są wyłączone z miłości Wszechobejmującego Ducha.

Odrzucał też dogmaty wiecznego potępienia i zmartwychwstania ciała, które głosiły wówczas wszystkie Kościoły. Nieśmiertelność duszy jest jednak wpisana we wszystkie jego pisma.

W opowieści Dziewczyna, która podeptała chleb daje niezwykle sugestywny obraz symboliczny – psychologicznie prawdziwy – czyśćcowych warunków oczekujących duszę całkowicie egotyczną. To również przywodzi na myśl wiele nowszych nauk duchowych.

Dziewczyna z tej opowieści, imieniem Inger, po śmierci wskutek własnego egoistycznego czynu zapada się do podziemnego świata. Tam pozostaje w męce, ponura i pełna urazy, a dźwięk kochających wyrzutów matki, który do niej dociera, jedynie zatwardza jej serce.

Mijają lata. Inger słyszy, jak jej historię opowiada się małej dziewczynce, która pyta:

– Czy ona nigdy już nie wyjdzie?

– Nie, nigdy – brzmi odpowiedź.

Dziecko, głęboko poruszone, woła, że oddałoby za to wszystkie swoje lalki.

Wtedy promień czystego współczucia – wolnego od potępienia – przeszywa duszę Inger i ta chciałaby zapłakać, lecz nie może. Znów mijają długie lata. Mała dziewczynka, teraz już stara kobieta, leży na łożu śmierci, a kiedy otwierają się przed nią bramy Raju, widzi Inger uwięzioną w swoim bagnie, głęboko, głęboko pod ziemią. I znowu płacze oraz modli się za nią.

Wreszcie udręczona, uwięziona dusza widzi siebie taką, jaką była. Przytłoczona kochającym współczuciem, na które tak mało zasłużyła, otrzymuje możność uwolnienia się i ucieczki ku światłu.

Samotność poety

Mimo pomyślności późniejszych lat i licznych przyjaciół – wśród których było wiele najznamienitszych osobistości Europy – Andersen był człowiekiem samotnym.

Niezwykle podatny na uczucia, miał w swojej naturze pewien brak – być może brak pierwiastka męskiej bojowości. Kobiety, które kochał, gotowe były ofiarować mu przyjaźń, a nawet czułe przywiązanie, lecz nic więcej.

Jego miłość do Jenny Lind była najtrwalszą miłością jego życia. W Wierzbie, jednej z jego mniej znanych opowieści, przedstawiającej beznadziejną miłość mężczyzny do wielkiej śpiewaczki, odsłania się wiele z niego samego: chłopskie dzieciństwo, częste wędrówki i wewnętrzna samotność.

Znaczenie baśni Andersena dla świata trafnie wyraził Walter de la Mare – poeta składający hołd poecie:

„To właśnie te wzgardzone drobiazgi, improwizacje – wyczyny czystej natury i intuicji raczej niż sztuki – dziwne i piękne hołdy dla wszystkiego, co prawdziwe, dobre i piękne, były sezamem życia tego czarodzieja”.

* Pleasures and Speculations, Walter de la Mare


Zaiste fundamentalne znaczenie ma ta doktryna telepatii – czy nie można by powiedzieć: pierwsze prawo? – odsłonięta przed ludzkim odkryciem, która, przynajmniej w moim przekonaniu, choć działa w sferze materialnej, sama jest prawem świata duchowego albo meteterycznego.

Human Personality and Its Survival of Bodily Death, F. W. H. Myers

źródło: Hans Christian Andersen 1805 – 1875; Light – A JOURNAL OF SPIRITUALISM, PSYCHICAL, OCCULT AND MYSTICAL RESEARCH, March 1953.