Geniusz Mozarta

Geniusz Mozarta
autor: W. J. Turner

Wierzę, że istotna natura geniuszu jest zawsze taka sama, niezależnie od dziedziny, w której się przejawia. Dlatego też możemy mówić o naturze geniuszu, abstrahując od tego, czy jego obiektywna materializacja przyjmuje formę muzyki, poezji, matematyki, malarstwa czy jakiejkolwiek innej nieralistycznej abstrakcji wymyślonej przez ludzki umysł. Tę „istotę” geniuszu żywo oddaje znane powiedzenie Goethego:

„Ten wspaniały hymn Veni Creator Spiritus jest w istocie apelem do geniuszu. Dlatego przemawia on tak mocno do ludzi obdarzonych intelektem i mocą.”

Musimy jednak uważać, by odróżnić emocję — choćby była ona bardzo głęboka — wyrażoną w modlitwie: Veni Creator!, która jest wołaniem o przyjście ducha twórczego, od rzeczywistego, nieemocjonalnego działania tego ducha, kiedy już naprawdę przyjdzie i jest obecny.

W dziejach ludzkości, we wszystkich epokach, kiedy mieliśmy do czynienia z czystym pojmowaniem rzeczy, a nie jedynie filisterskim zainteresowaniem nimi, ludzie naturalnie uznawali wszelkie wyjątkowe zdolności za boskie i pochodzące ze źródła duchowego. Wyjątkowo utalentowana muzycznie siostra Mozarta, mówiąc o swoim bracie, wspomina o „talencie danym mu przez Boga”. Można to uznać za wyraz instynktownego, powszechnego przekonania, że geniusz nie tylko się rodzi, a nie powstaje wskutek pracy nad talentem, lecz wręcz posiada człowieka, a nie jest przez niego posiadany. Człowiek „opętany” działa siłą rzeczy inaczej niż rozsądnie i we własnym interesie; nigdy nie może osiągnąć tego czysto rozumowego celu samodoskonalenia, ponieważ jest kierowany przez siłę natury, a nie sam ją kontroluje. Ale ta siła, która go opanowuje, nie jest pozbawiona praw, nie jest nieodpowiedzialna; gdyby taka była, geniusz byłby tym samym, co obłęd, do którego zresztą jest przyrównywany. Czy zatem istnieje fundamentalne prawo geniuszu, a jeśli tak — jakie ono jest? Goethe być może sformułował je w słowach:

„Pierwszą i ostatnią rzeczą, jakiej wymaga się od geniusza, jest miłość prawdy.”

Ta miłość prawdy to coś zupełnie innego niż miłość prawd i trzeba ją wyraźnie od tej ostatniej odróżnić. Miłość prawd to niezbędna i użyteczna namiętność wszystkich umysłów nietwórczych do reguł, formuł, przepisów i metod, które są sprawdzone i mogą być przekazywane innym. „Prawda” „prawd” jest czysto pragmatyczna; dlatego jest ograniczona do czasu, miejsca i okoliczności, do których musi pasować, a to właśnie dopasowanie stanowi o jej prawdziwości. Czym zatem jest ta inna „prawda”, o którą pytał Platon w swoim słynnym pytaniu? Odpowiedziałbym bardzo prosto: to nie może być nic innego jak miłość Boga.

Wyjaśnienia tego sensu możemy szukać w bardzo dawnym autorytecie — Schopenhauerze. Schopenhauer stwierdził w dziele Świat jako wola i przedstawienie, że podstawowym warunkiem geniuszu jest nienormalna przewaga wrażliwości nad wolą i zdolnością reprodukcyjną. Uważam, że tutaj mamy klucz do opozycji między samoutwierdzeniem, wolą indywidualnego ego — która jest czymś nietwórczym, odtwarzającym tylko siebie — a bezinteresownością geniusza twórczego, która sama w sobie jest czystą miłością Boga. W przypadku Mozarta — a warto rozpatrzeć konkretny przypadek geniuszu — najbardziej uderzającą cechą była jego nienormalna lub ponadzwyczajna wrażliwość. Mozart w wieku czterech lat wybuchał płaczem, gdy go zbytnio chwalono. Czy można sobie wyobrazić typ, który Keats tak trafnie odróżnił od realistów czy ludzi genialnych, ale który, moim zdaniem, nie do końca szczęśliwie określił mianem „ludzi siły” — czy można wyobrazić sobie kogoś takiego, jak Edison („Geniusz to 1% inspiracji i 99% potu”) albo Marconi, który wybucha płaczem na nadmierne pochwały?

Skromność ludzi genialnych nie wynika z ignorancji. Dobrze zauważył to Unamuno, stwierdzając, że istnieje „pewna cecha wspólna wszystkim, których nazywamy geniuszami. Każdy z nich ma świadomość bycia człowiekiem odrębnym.” Skromny Mozart spokojnie informuje swojego ojca w liście z Wiednia, że arcyksiążę Maksymilian zauważył, iż taki człowiek jak on (Mozart) rodzi się na świecie nie częściej niż raz na sto lat. Jestem przekonany, że to stwierdzenie nie było dla Mozarta żadnym zaskoczeniem, bo doskonale o tym wiedział i tu właśnie leży klucz do czegoś, co mogło — i rzeczywiście wydawało się jego ojcu — dziwną, niepojętą zmianą w jego naturze.

„Jako chłopiec byłeś nadzwyczaj skromny i poważny” — skarży się Leopold w liście do syna — „ale teraz nawet żartujesz lekko, wydaje się, że twój charakter całkowicie się zmienił.”

W rzeczywistości stało się tak, że po osiągnięciu dojrzałości płciowej i zetknięciu się z resztą świata oraz z praktyką swojej sztuki wśród innych muzyków, Mozart doszedł do pełniejszej świadomości samego siebie i swoich możliwości, i poznał siebie takim, jakim był naprawdę. Nic nie mogło go przygnębić, nic nie wydawało mu się poważne w porównaniu z tą przytłaczającą tajemnicą, z której sobie zdał sprawę — że urodził się po to, by sławić Boga w muzyce. Róża musi tylko zakwitnąć, nie trzeba jej pouczać, a Mozart, w którym ta ukryta, radosna twórczość w pełni się rozwinęła, nie był w stanie traktować niczego innego poważnie.

Jednak nawet tak, ta miłość Boga jest tylko energią, sprężyną geniuszu. Możemy odkryć więcej, przyglądając się jego funkcjonowaniu. Warto w tym miejscu przypomnieć, co o geniuszu miał do powiedzenia Samuel Johnson, ze względu na jego kolosalny zdrowy rozsądek i niezwykłą przenikliwość. Johnson powiedział: „Prawdziwy geniusz to umysł o dużych, ogólnych zdolnościach, przypadkowo ukierunkowanych w określonym kierunku.” I jest to, na ile sięga, prawda. Słowa „geniusz” nie powinno się stosować do utalentowanych ludzi niższego rzędu, u których określony talent wydaje się wynikać z braku innych, potencjalnie hamujących cech, czyli raczej z minusowej niż dodatniej cechy ludzkiej natury. Właśnie to stanowi decydujący czynnik rozróżniający talent i geniusz. Prawdziwy geniusz jest zawsze człowiekiem wielkim w pełnym znaczeniu tego słowa. Jest człowiekiem wyższym, pod każdym względem przewyższającym przeciętność, człowiekiem, który obejmuje, rozumie i przewyższa większość. I jak przewyższa ich w dobroci, tak może przewyższać i w złu — „geniusz nawet,” powiedział Emerson, „jako największe dobro, jest także największym złem.”

Dlaczego zatem człowiek genialny jest zdolny zarówno do największego zła, jak i do największego dobra? Z powodu przewagi wrażliwości:

„Osoba genialna powinna poślubić osobę z charakterem” — napisał kiedyś ten osobliwy amerykański pisarz, Oliver Wendell Holmes. I choć wnioski biologiczne płynące z tego stwierdzenia mogą być wątpliwe, to jednak jest ono przydatne jako być może nie do końca świadome potwierdzenie fundamentalnej zasady geniuszu — tej, którą sformułował Schopenhauer, a którą Keats odkrył samodzielnie — że istnieje pewna przeciwstawność, odpychanie lub wręcz niezgodność między geniuszem a tym, co nazywamy „charakterem”, gdyż geniusz z samej swej natury jest niestabilny i zmienny niczym kameleon dzięki swojej nadwrażliwej uniwersalności. W tym miejscu warto przypomnieć nieświadome świadectwo Schachtnera o Mozarcie: „Wierzę, że mógłby stać się zdegenerowanym łajdakiem — był tak skłonny ulegać każdej nadarzającej się pokusie.”

W rzeczywistości człowiek genialny powstrzymywany jest od zła przez siłę owego tajemniczego przyciągania, które możemy odnaleźć jako symbol w micie o dobrych i złych aniołach — z jednej strony Michał i jego towarzysze, którzy pozostali wierni, z drugiej Szatan i jego stronnicy, którzy zamiast miłować Boga, zwrócili się ku nienawiści do Niego, bo bardziej pokochali samych siebie. Znamienne jest, że żaden poeta nie zdołał oddać przeciwieństwa Szatana tak wyraziście, jak Milton przedstawił samego Szatana; aby jednak to uczynić, należałoby jasno ukazać, że Michał (przyjmując go jako przeciwieństwo) zawierał w sobie wszystkie potencjały Szatana. Innymi słowy, jeśli poeta chce stworzyć przekonujący symbol dobra, musi sprawić, by zawierał on w sobie także zło — rozumieć je, przyswajać i pochłaniać.

Człowiek genialny jest zarówno człowiekiem dobra, jak i zła — i to właśnie tłumaczy, dlaczego Mozart, który napisał Czarodziejski flet, Mszę c-moll, Requiem, Ave Verum i wiele innych utworów przepełnionych najczystszą, jednokierunkową ekstazą, stworzył również Don Giovanniego, Così fan tutte, Wesele Figara oraz inne dzieła, w których obecne są zarówno elementy ciemności, jak i światła.

Ale ponad tym wszystkim, człowiek genialny nie tylko posiada umysł o szerszych, bardziej ogólnych zdolnościach, ale także jako fundament ma żywotność fizyczną znacznie przewyższającą normę. Nie wiemy dokładnie, co oznacza „żywotność”, ale możemy ją wyczuć — i czujemy ją w dziełach wszystkich ludzi genialnych. Ta dodatkowa żywotność może być powiązana z ich podwójnym intelektem — który Schopenhauer uważał za jedną z głównych cech geniuszu. Istnieje bowiem normalna świadomość, funkcjonująca w życiu celowo dla zwykłych praktycznych celów jednostki w jej otoczeniu i jako istoty społecznej, oraz świadomość dodatkowa, która dominuje i zawsze zajmuje się ogółami, tworząc syntezę, która nie ma żadnego praktycznego znaczenia i jest dla geniusza jako człowieka raczej przeszkodą niż pomocą. W miarę jak człowiek genialny się starzeje, zaczyna dostrzegać, że jego geniusz jest tylko przeszkodą i utrudnieniem dla jego sukcesu jako jednostki dążącej do typowych celów człowieka — bogactwa i bezpieczeństwa w społeczeństwie innych ludzi, nie wspominając już o osobistym szczęściu i spokoju w relacjach międzyludzkich.

Pozostaje jeszcze jeden aspekt, do którego odniosę się tylko najkrócej: wierzę, że intelektualnie wszyscy ludzie genialni są hermafrodytyczni. W jaki sposób do tego dochodzi i jaka jest szczególna natura tej syntezy elementów męskich i żeńskich — nie chcę tego w tej chwili omawiać; chciałbym jednak jasno zaznaczyć, że nie ma to absolutnie nic wspólnego z homoseksualizmem. Mozart (i, o ile nam wiadomo, także Szekspir) był namiętnie zakochany w kobietach i nie przejawiał ani fizycznie, ani psychicznie żadnych cech właściwych obu główny  klas homoseksualistów. Niemniej jednak w intelekcie Mozarta występuje bardzo uderzająca dwoistość, podobnie jak u Szekspira, i to właśnie nadaje jego twórczości niezwykłą wszechstronność.

źródło: THE GENIUS OF MOZART by W. J. Turner; The Modern Mystic April – May  1937.

;