Era duchowa

Przez S. B. Brittana

Najwspanialsze dzieła sztuki i najpotężniejsze osiągnięcia nauki stoją widzialnie przed nami i są wymownymi świadkami siły ludzkiego wysiłku.

Jednak przewaga Umysłu nad grubszymi pierwiastkami oraz przystosowanie czynników materialnych do fizycznych interesów i dążeń człowieka zbyt często służyły temu, by osłabiać wiarę w Boga i duszę, a także wzbudzać bezbożną i nierozumną ufność w rzeczy ziemskie oraz ludzkie osiągnięcia.

Człowiek nie mógł utracić z oczu swego związku z niższymi królestwami – związku tak bliskiego i oczywistego, jaki istnieje między nimi. I choć jego najszlachetniejsze zdobycze znajdują się głównie w tej dziedzinie, mogą one jednak powstrzymywać jego wyższe dążenia i czynić jego myśli materialnymi.

W istocie jest to jedynie naturalny rezultat zbyt ścisłego związku ze światem zewnętrznym.

Oczarowane ziemskimi przedmiotami i przyjemnościami, liczne szlachetne umysły przestały odczuwać obecność Świata Duchowego albo wierzyć w jego istnienie. W ten sposób ludzie starzeli się, stawali się niedbali i posępni.

Jakże bowiem mieliby przejawiać pierwiastki boskiego życia, skoro nie uznawali żadnych rzeczywistych relacji poza tymi, które łączą nas z przedmiotami zmysłów?

Tak więc Chrystus nieśmiertelnej nadziei i miłości został ubiczowany i ukrzyżowany, a wielki obraz martwej wiary został zamknięty w sercach ludzi i czczony w świątyniach poświęconych Duchowi Świętemu.

Ale teraz wkraczamy w Nową Erę dziejów świata.

Otwiera się przed nami kolejny okres ludzkiego rozwoju, wraz ze swymi cudownymi objawieniami. Nowa sfera myśli i szersza scena działania wzywają nas do poświęcenia naszych sił.

Dawne systemy, które usuwały Nieskończone na niewyobrażalną odległość od czciciela, pozostawiając między Bogiem a ludzkością bezmierną przestrzeń, bez żadnych pośrednich stopni bytu, czyniły z życia duchowego człowieka jedynie ideał umysłu – ogromną i niezaludnioną samotnię po stronie ducha.

Człowiek nie odczuwał już obecności swego duchowego brata przy domowym ognisku. A czując, że stoi samotnie na samym skraju owej wielkiej przepaści w królestwach życia, napełniał się mrocznymi rozmyślaniami i zwracał ku ziemskiej stronie swojej natury, gdzie jedynie mógł wyobrazić sobie bliskie i uchwytne relacje.

Prawdą jest, że człowiek nie został całkowicie opuszczony i pozostawiony swemu pełzaniu po ziemi.

Gdy dusza była odciągana od sfery życia zmysłowego, Aniołowie przechodzili przed nim w snach i nocnych wizjach, a przez napływ wzniosłych myśli oraz ukazywanie obrazów usiłowali obudzić go do świadomości jego duchowych związków.

Wreszcie letargiczny czar zostaje przełamany, a niepożądana myśl, że jesteśmy oddzieleni od Boskiej obecności, traci swoje panowanie nad umysłem.

Idea, że Świat Duchowy znajduje się daleko, prawdopodobnie zginie w świtającym świetle Nowej Ery.

Współczesne objawienia zapewniają nas – jeśli wcześniej nie byliśmy o tym przekonani – że istnieje królestwo, z którym duch ludzki utrzymuje bliskie i wieczne relacje.

Już teraz mieszkamy w świecie niewidzialnych przyczyn, gdzie bezpostaciowe zastępy przychodzą i odchodzą, czuwają nad nami, gdy śpimy lub czuwamy.

Tutaj możemy badać wyższe zdolności i powinowactwa natury ludzkiej oraz odnajdywać pierwiastki, które karmią naszą wiarę i udzielają człowiekowi wewnętrznemu boskiego impulsu.

Duch natchnienia nie jest sparaliżowany i nie może zostać zamknięty w zniszczonych kronikach oraz ruinach świątyń opowiedzianej przeszłości.

Porusza się niewidzialnie pośród pokoleń śmiertelnych ludzi, aby poskromić pysznych i zadufanych w sobie, a pokornych wynieść do wspólnoty z aniołami.

Poświęca nowe ołtarze w mieszkaniach ubogich i uniżonych oraz rozpala nieśmiertelne ognie, które ogrzeją serca milionów i rozproszą ostatnie cienie gasnącej nocy.

Wraz z tym nieustannym natchnieniem, tym napływem miłości i mądrości, życie staje się znaczące i doniosłe. Droga ludzkiego obowiązku staje się jasna i piękna.

I pojmujemy wreszcie, że najgłębsza dusza naprawdę jest świątynią żywego Boga.

Wzniosła i uroczysta myśl!

Przyjaciele Nauki Duchowej! Gratulujemy wam znaków obietnicy, które towarzyszą nadejściu Nowego Roku. Dla was naprawdę nadszedł poranek Zmartwychwstania!

Kamień został już odtoczony od drzwi grobu, w którym tak wielu opłakiwało swoje pogrzebane nadzieje.

W minionym roku wielkie rzesze usłyszały, jak gdyby głos anioła, wzywający je ze śmierci niewiary ku żywej świadomości życia nieśmiertelnego.

Aniołowie są teraz ich towarzyszami, przychodzącymi, aby łagodzić surowość zewnętrznego istnienia. Blady żałobnik, który słyszał pieśń pogrzebową dla zmarłych w każdym przelatującym powiewie i który dziko, z głębi swego bólu, wypytywał milczące gwiazdy o jakąś wieść od nieobecnych i utraconych, czuje teraz, że przedmioty jego oddania nie są ani utracone, ani nieobecne.

Dla jego przebudzonej świadomości i oświeconego widzenia są one zawsze obecne i stoją przed nim bez zasłony, w pięknie swego wzniosłego stanu.

Nie z daleka przemawiają teraz do niego. Sama świątynia jego ziemskiego domu zostaje uświęcona ich obecnością i posługą.

Seraficzne palce dotykają strun śmiertelnego życia, tak długo i tak szorstko szarpanych przez każdą burzę namiętności, a złote struny zaczynają drżeć muzyką niebiańskich sfer.

Dla tysięcy ludzi życie ma teraz nowe, głębsze i świętsze znaczenie. Dziś po świecie rozlewa się fala światła i natchnienia, a duchy przebudzonych i odkupionych, piękne w sferze boskich działań, przechodzą przed nami.

Świat, w którym dusza wewnętrzna ma jeszcze urzeczywistnić swoje dążenia, ukazuje się odzyskanemu widzeniu człowieka.

Jeszcze raz Widzący i Prorocy spoglądają w otwarte niebiosa i zdumiewają się światłem, jak gdyby na firmamencie nagle ukazała się wielka kula, przed której wschodzącą wspaniałością gwiazdy mogłyby się cofnąć, a słońce opóźnić swoje przyjście.

Wejdź duchowo do biednego jeńca i podziel z nim jego samotny los – tam, gdzie noc pozostaje nieprzerwana, a ciemność rozpościera swe sobolowe skrzydła nad wszystkimi godzinami jego czuwania, podczas gdy lata mijają wolno i niezliczenie.

Otwórz drzwi więzienia i uwolnij pojmanego. Niech słońce świeci nad nim, niech wolne górskie powietrze owiewa jego policzek, niech muzyka ptaków i woń kwiatów znów zachwycą jego zmysły.

A głęboka radość odzyskanej wolności zaświadczy nam wszystkim, jak wdzięczne dla tęskniącej duszy – pośród jej ciemności i uwięzienia – jest duchowe światło, wolność i natchnienie Dnia Dzisiejszego.

Nie jest to jednak wyłącznie czas gratulacji. Jest to okazja szczególnej odpowiedzialności oraz czas poważnej refleksji i samobadania.

Gdy dawne fundamenty zostają zachwiane przez siłę nowych idei, a rewolucja w umysłach ludzi i instytucjach narodu staje się nieunikniona, ci, którzy pozostają w bliskiej relacji z ruchem, potrzebują wielkiej roztropności i mądrości.

Nawet najmędrsze rady, jeśli nie zostaną uświęcone najlepszym przykładem, nie powstrzymają całkowicie bezmyślnych w godzinie ich uniesienia.

Każdej rewolucji – czy to w politycznych, społecznych, czy religijnych ideach i systemach starego świata – towarzyszą dzikie przykłady wielkiej przesady i szaleństwa.

Nawet najświętsza sprawa nie może mieć nadziei, że będzie wolna od takich nieszczęsnych przejawów ludzkiej pochopności i słabości.

Nie wszyscy ludzie są filozofami. Tysiące tych, których nie porusza przemyślane i rozumne przekonanie, i tak odgrywa swoją rolę w codziennych sprawach świata – a działać muszą. Jeśli zaś działanie nie jest wynikiem spokojnej refleksji i dalekowzrocznej inteligencji, może stać się owocem ślepego impulsu albo nagłego kaprysu.

Roczniki historii oszpecone są licznymi przykładami tego rodzaju, w których najnikczemniejsze namiętności wymykały się spod kontroli, a szaleńcy domagali się rozgrzeszenia dla swej lekkomyślności i samozatracenia w nadużywanych imionach Wolności i Reformy.

Niech więc przyjaciele wielkiego ruchu duchowego, który przyciąga teraz uwagę cywilizowanego świata, rozważą te sprawy i mądrze wykorzystają doświadczenie przeszłości, abyśmy mogli uniknąć skutków błędnego kierunku, fanatyzmu i namiętności, a zostać napełnieni duchem mądrości – który jest duchem Boga.


Nota redakcyjna z numeru

Portret. – Byliśmy zawiedzeni, że nie udało nam się uzyskać na czas do obecnego numeru szkicu biograficznego pewnego wybitnego przyjaciela mieszkającego z dala od Nowego Jorku, którego portret zamierzaliśmy opublikować w styczniowym numerze.

Portret dołączony do tego numeru został w tej nagłej sytuacji zamieszczony zastępczo, aby dotrzymać naszej obietnicy dostarczania jednego portretu co miesiąc.

Został rytowany przez Ritchiego na podstawie dagerotypu oraz rysunku kredką autorstwa panny Annette Bishop i – jako okaz sztuki – nie wymaga przeprosin.

źródło: The Spiritual Era; „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.