Elementy nauki duchowej – Siła abstrakcji

Ci, którzy są głęboko pogrążeni w abstrakcji, zostają namagnesowani przez anioły. Nie jako przyjemną fantazję, lecz raczej jako uroczystą i piękną rzeczywistość przyjmujemy i wyrażamy tę myśl. Jakaś wyższa inteligencja unosi zachwyconą duszę z dala od ziemi, zamieszkuje z nią i staje się częścią Nieskończoności.

W zaczarowanych godzinach, gdy potrafimy oddalić się od posępnej sfery grubszego życia, myślimy najgłębiej i najprawdziwiej. Dopiero gdy ziemskie dźwięki cichną, gdy ziemskie sceny bledną, a potem stają się niewidzialne, wstępujemy do najwyższego nieba myśli.

Obcowanie z naturą zewnętrzną, badanie jej wewnętrznych praw, świadomość jeszcze wyższych rzeczywistości duchowych, które nas otaczają, oraz prawdziwe uwielbienie duszy – oto przedmioty i ćwiczenia najlepiej przystosowane do wywoływania tego stanu umysłu.

Kiedy jesteśmy całkowicie pochłonięci materialnymi przedmiotami i wydarzeniami czasu, umysł zostaje spętany w swoim myśleniu. Przykuty do ziemi materialnym magnetyzmem, z trudem wznosi się ponad ciasną płaszczyznę sztucznego życia. Z tego powodu najszlachetniejsze pomniki umysłu zawsze były wydobywane ze światów niewidzialnych, gdzie – na zawsze osłonięte – znajdują się źródła jego najwyższego natchnienia.

Pewne zajęcia wymagają wielkiej koncentracji umysłu; trzeba jednak przyznać, że inne najskuteczniej wykonywane są przez tych, którzy potrafią posługiwać się pewnym rodzajem mentalnego rozproszenia. Największa intensywność i moc ujawnia się wtedy, gdy energie umysłowe skupiają się w jednym centrum.

Nie chciałbym mówić lekceważąco o żadnej klasie umysłów ani celowo pomniejszać nawet najsłabszego wysiłku, jeśli jest dobrze zamierzony. Jednak wśród tak zwanych ludzi praktycznych – ludzi, którzy wiedzą, jak zarabiać pieniądze i jak je zachować – istnieje nieprzezwyciężona skłonność do wyśmiewania jako zwykłych marzycieli wszystkich tych, którzy pielęgnują ideał przekraczający zakurzone ścieżki pospolitego życia.

Trzeba przyznać, że ludzie zajmujący się sprawami rozproszonymi i różnorodnymi – człowiek sprzedający towary czy autor krótkich wiadomości do gazety – osiągnęliby stosunkowo niewiele, gdyby oddali się głębokiej abstrakcji umysłowej. Skuteczne wykonywanie ich obowiązków zależy bowiem od łatwości, z jaką umysł przechodzi od jednego przedmiotu do drugiego.

Lecz jakkolwiek niezbędna może być ta zdolność dla ludzi świata, rzadko łączy się ona z twórczą energią uznanego geniuszu albo z rozległością prawdziwego filozofa. Klasa określana mianem ludzi praktycznych może obejmować osoby wielkich badań i starannej obserwacji; nie wyróżniają się one jednak ani intuicyjnym postrzeganiem prawdy, ani głęboką i niezależną myślą.

Ich filozofia, jeśli w ogóle ją mają, jest zazwyczaj fragmentaryczna i powierzchowna. Rzadko, a może nigdy, wchodzą w bliską komunię z ukrytymi zasadami Natury. Są głównie przygotowani do dostrzegania jej zewnętrznych przejawów, podczas gdy innym umysłom dane jest przyjmować jej najwznioślejsze wyrocznie. W ten sposób szczególną domeną jednej klasy jest obserwować i zapisywać, drugiej zaś – objawiać i tworzyć.

Do czynników rozkładających w Naturze można słusznie zaliczyć pewną klasę umysłów obdarzonych szczególnymi zdolnościami analizy i posiadających jakby dziedziczne panowanie nad wielkim królestwem rzeczy małych. Są oni często bystrymi krytykami, lecz rzadko który z nich był wielkim poetą, głębokim filozofem albo wszechstronnym historykiem.

Dla tej klasy umysłów Wszechświat nie jest Jednością, lecz nieuporządkowanym nagromadzeniem oddzielnych form i odrębnych bytów, które nie pozostają ze sobą w bardzo ścisłych relacjach. Aby natomiast – jak my to pojmujemy – połączyć rozproszone elementy i ukształtować je w nowe, żywe dzieła, potrzebna jest moc o wiele wyższa.

Wystarczy zwykły student medycyny i skalpel, aby dokonać sekcji ciała, które stworzyć mógł jedynie Bóg.

Wielu naszych ludzi praktycznych wydaje się materialistami, niezależnie od tego, czym są naprawdę lub za kogo sami się uważają. Całkiem słusznie wysoko cenią uprawę ziemniaków i wzrost bawełny jako sprawy powszechnej wagi; lecz tworzenie idei i kształcenie duszy uznają za interesujące głównie dla teologów, metafizyków i bractwa marzycieli.

Ci zatwardziali utylitaryści oceniają wszystko – nie wyłączając łaski Bożej i posługi Aniołów – według zdolności do przyniesienia natychmiastowego praktycznego rezultatu, rezultatu, który można by ująć w następnym inwentarzu. Prawdziwy ogień Prometeusza jest bezwartościowy, jeśli nie zasila paliwem młyna; a Muzy, czyż nie są wszystkie głupcami, jeśli Parnas nie zostanie zamieniony w pole kukurydzy?

Takie poglądy, choć rozpowszechnione, nie mają mocy pociągnięcia tych, którzy wyróżniają się niezależną myślą i nadzmysłowymi osiągnięciami.

Człowiek o naturze intuicyjnej wolałby raczej zostać zaliczony do marzycieli, niż utracić z oczu swoją nieśmiertelność.

Nie tylko najszlachetniejsze myśli rodzą się w okresach wielkiego umysłowego oderwania, lecz umysł zyskuje wtedy głębszą świadomość swoich związków z niewidzialnym i staje się bardziej podatny na wpływ natur duchowych.

Post i asceza w istotny sposób pomagają w tym wycofaniu duszy od zmysłów. Dawni Prorocy i Widzący zwykli szukać pustkowia albo samotnej góry, kiedy pragnęli przywołać duchową obecność. Mojżesz oddalił się od bałwochwalczego tłumu na Górę, gdzie – otoczony wzniosłością Natury i majestatem Jehowy – otrzymał Prawo.

To wtedy Prorok pochylił głowę i zakrył twarz płaszczem, odgradzając od swoich zmysłów poruszające znaki burzy i ognia, aby „cichy, delikatny głos” mógł znaleźć wypowiedzenie w jego duszy.

Chrystus odnalazł na pustyni samotność i duchową siłę, których ziemskie towarzystwo nie mogło mu dać. Długotrwały post, dom na pustkowiu i milcząca łączność ze światem duchowym służyły temu, aby zmniejszyć jego podatność na zwykłe fizyczne cierpienie oraz uczynić jego silnego ducha zdolnym do przetrwania próby.

Starożytni wydają się głęboko świadomi faktu, że wycofanie się ze świata było konieczne dla najwyższych funkcji ducha oraz dla wszystkich najszlachetniejszych triumfów umysłu. Stąd Patriarchowie sadzili gaje jako miejsca kultu i woleli odprawiać swoje obrzędy religijne na szczytach wyniosłych gór.

Druidzi, otaczani największą czcią przez dawnych Brytów i Galów, poświęcali najbardziej odludne miejsca w przyrodzie celom swojej religii oraz wychowaniu młodzieży, od której wymagano, aby wycofywała się do jaskiń i najgłębszych zakątków lasu – niekiedy na okres dwudziestu lat.

Widać wyraźnie, że wszyscy oni schodzili pod cień tego samego wielkiego prawa i usiłowali ożywić oraz wzmocnić duszę, wyprowadzając ją ze scen jej ziemskiego życia.

Ponieważ umysł może rządzić rozdziałem sił życiowego ruchu, naturalne jest, że wszystkie płyny – a szczególnie owa subtelna aura, która przenika układ nerwowy i jest czynnikiem jego tajemniczych funkcji – powinny cofać się z zewnętrznych powierzchni ciała zawsze wtedy, gdy umysł jest głęboko pogrążony w abstrakcji.

Jeżeli w porządku wszechświata umysł jest wyższy od materii, mamy prawo przypuszczać, że ta ostatnia z konieczności podlega pierwszemu. To, że umysł jest siłą zawsze czynną, a materia – rozpatrywana oddzielnie – jest bezwładna i pozbawiona mocy ruchu, ukazują rozmaite zjawiska, które wypływają z ich najściślejszych relacji.

W miarę więc, jak umysł pogrąża się w abstrakcji, ośrodek czucia musi wycofywać się z krańców nerwów, a naturalna wrażliwość narządów zostaje czasowo zawieszona.

Nie jesteśmy jednak zmuszeni ograniczać się do argumentu a priori dla zilustrowania tej tezy. Fakty, uchwytne dla zmysłów, dostępne obserwacji wszystkich, prowadzą do tego samego ogólnego wniosku.

Wiadomo dobrze, że ilekroć zostaje wywołany stan umysłowej abstrakcji, służy on stępieniu wrażliwości na ból i zmniejszeniu świadomości niebezpieczeństwa. Kiedy wszystkie moce duszy są pochłonięte jakimś jednym wielkim przedmiotem lub ideą, nie pozostaje już miejsca na wtargnięcie myśli czy celów mniejszej wagi.

Wtedy ziemia i czas, wraz ze swoimi złoconymi skarbami i pustymi zaszczytami, zostają pominięte, a w naszym przemienieniu zapominamy, że jesteśmy śmiertelni.

Nie trzeba przytaczać wielkiej liczby faktów w tym związku. Ilustracje tej zasady rozsiane są po całej historii. Męczennicy Wolności i Religii, których okrzyki zwycięstwa i pieśni triumfu wznosiły się ponad zgiełk wojny albo rozbrzmiewały pośród trzaskających chrustów na stosie, pokazują – niezależnie od materialnego niebezpieczeństwa – jak prawie niewrażliwy na ból staje się człowiek, gdy dusza zostaje rozpalona świętym entuzjazmem, a wszystkie jej moce poświęcone świętej sprawie.

Ale nie tylko w takich dążeniach ludzie doświadczają tego osłabienia zewnętrznych zmysłów. Wszystkie osoby o nawykach skupienia są świadome podobnej utraty fizycznej wrażliwości zawsze wtedy, gdy umysł jest głęboko zajęty.

Niektórzy ludzie posiadają tę moc abstrakcji w stopniu bardzo niezwykłym, a osoby należące do tej klasy często bardzo wyróżniały się śmiałością i oryginalnością myśli.

Pan A. J. Davis od dawna przywykł ćwiczyć tę zdolność. Gdy zatraca się w swoich wewnętrznych medytacjach, staje się zewnętrznie niewrażliwy – przynajmniej pozornie –

tak że nawet gdy zwraca się do niego najbardziej stanowczym głosem, pozostaje niewzruszony.

Charles W. Lawrence posiada taką władzę nad czynnikiem czucia we własnym ciele, że samą siłą woli potrafi wywołać chwilowy paraliż, a następnie, na pewien czas, uczynić się niewrażliwym na ból.

Pewien dżentelmen, znany wielu naszym czytelnikom, doświadczył kilkakrotnie – przemawiając do audytorium – niezwykłego przyspieszenia władz swego umysłu, któremu towarzyszyła odpowiadająca mu utrata czucia. Wówczas wszystkie postacie osób i innych przedmiotów znajdujących się w zasięgu jego wzroku stopniowo ulegały zatarciu.

Pod wpływem tego stanu traci on wszelką świadomość czasu i miejsca, a mówi z o wiele większą niż zwykle łatwością i mocą.

To, że abstrakcja umysłowa zmniejsza wrażliwość fizyczną, czyni umysł obojętnym wobec przedmiotów zewnętrznych, a nawet nieczułym na ciało, zostało mocno ukazane w przypadku Archimedesa z Syrakuz, do którego już się odwoływaliśmy.

Kiedy jego rodzinne miasto zostało oblężone i zdobyte przez Rzymian, ich dowódca, Metellus, pragnął ocalić życie tego wybitnego człowieka. Lecz w samym środku zamętu pewien żołnierz wszedł do jego mieszkania i przyłożył mu do gardła lśniący miecz.

Wielki geometra był zajęty rozwiązaniem problemu i tak głęboko pochłonięty, że pozostał spokojny i niewzruszony wobec bliskiej perspektywy śmierci.

„Zaczekaj – powiedział – jeszcze tylko chwilę, a mój dowód będzie ukończony!”

Lecz żołnierz, zobaczywszy skrzynię, w której Archimedes trzymał swoje przyrządy, i wyobraziwszy sobie, że zawiera złoto, nie zdołał oprzeć się pokusie i zabił go na miejscu.

Na zakończenie muszę krótko powiedzieć o niebezpieczeństwach związanych z używaniem tej siły. Choć właściwe przestrzeganie omawianej zasady może przynieść duszy boskie ożywienie, historia odnotowała wiele smutnych przykładów jej wypaczenia ku celom najbardziej bolesnym i zgubnym.

Tak wielka jest władza umysłu nad ciałem, że pewne części organizmu zwierzęcego mogą zostać niekiedy sparaliżowane przez jego działanie. Stałe ćwiczenie umysłu bez udziału zmysłów nie tylko zmierza do wycofania krążącego medium układu nerwowego z powierzchni zewnętrznych, lecz także z konieczności czyni zdrowie i życie ciała niepewnymi.

Intensywna myśl, jeśli trwa zbyt długo, może spowodować nadmierne skierowanie sił życiowych i płynów ku mózgowi, a tym samym wywołać przekrwienie albo pewne rozstrojenie władz. Stany umysłu i ciała, które powodują czasowe zawieszenie czucia, mogą – jeśli zostaną znacznie przedłużone – uniemożliwić przywrócenie funkcji fizycznych.

Znaliśmy kilku autorów, którzy – jak sądzimy – przedwcześnie utracili słuch właśnie z tej przyczyny.

Istnieją jednak inne niebezpieczeństwa, nie mniej zgubne dla osobistej użyteczności, a o wiele bardziej niszczące dla interesów społeczeństwa. Ta skłonność do wycofywania się ze świata skłoniła wielu do zaniedbania zwykłych obowiązków życia.

Niemało osób uległo pokusie ucieczki od cywilizowanego społeczeństwa i spędziło życie w jaskiniach oraz górach, z dala od cierpień, którym nie miały męstwa stawić czoła. Jest to chorobliwe wyobcowanie rozumu, połączone z niezdrowym wstrętem do życia i wszelkich spraw doczesnych, które prowadzi do takich skrajności.

Ani Natura, ani duch Boskiej mądrości nie mogą być bodźcem do działania wtedy, gdy ludzie w ten sposób lekceważą swoje związki z tym światem i z pogardą traktują dary Boga oraz błogosławieństwa ziemi.

Asceza, która panowała we wczesnym Kościele, oraz cielesne udręki, jakie ludzie w różnych epokach dobrowolnie znosili, świadczą o tym, jak smutno mogą zostać wypaczone najszlachetniejsze siły i przywileje człowieka.

Pomyślmy o starym Rogerze Baconie, anachorecie. Przez dwa lata mieszkał w dziurze pod ścianą kościoła, a w końcu własnymi paznokciami wykopał sobie grób – wszystko po to, aby móc uciec od świata i ukazać swoją pogardę dla fizycznego cierpienia!

A Symeon Słupnik, wyróżniający się wśród ascetów jako słynny święty z kolumny – jakimż był męczennikiem!*

Być może nie ma już wielu takich jak oni, lecz wciąż żyje w ciele wielu ofiar własnej melancholii – ludzi, których wstręt do tego pracującego świata wypływa z umiłowania bezczynności i

upodobania do marzycielstwa; dusz obdarzonych, których misją nie jest praca – obdarzonych wizjami w fotelach, wizjami wygody projektowanymi z ich własnych mózgów – i które, gdyby sądzić tylko po ich użyteczności, mogłyby równie dobrze pójść za przykładem angielskiego mnicha.

Niech każdy przyjaciel postępu strzeże się fanatyzmu i mądrze korzysta ze swoich władz, aby jego dzieło mogło zostać dokonane, a świat stał się lepszy dzięki temu, że żył.

* Symeon Słupnik pochodził z Syrii. Żył przez trzydzieści siedem lat na szczycie kolumny, stopniowo zwiększając jej wysokość w miarę jak ciało jego chudło, a dusza – jak sądzono – ulegała wysubtelnieniu. Osiągnąwszy tę wzniosłość cielesną i duchową, zdobył wielką sławę jako wyrocznia i stał się głową sekty, której dzieje można wyraźnie prześledzić przez ponad pięćset lat.

źródło:  Elements of Spiritual Science. Chapter VIII POWER OF ABSTRACTION By S. B. Brittan;   „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.