Duch Rudolfa Valentino

Niezwykła opowieść o nawiedzeniach w „Falcon Lair”, domu Rudolfa Valentino, po śmierci słynnego gwiazdora filmowego, została opisana w sierpniowym numerze Scenario, amerykańskiego magazynu filmowego, przez G. A. Mindszentego, który w tamtym czasie był aktorem w Hollywood. Jak podano w przedruku w sierpniowym wydaniu Era z dnia 8 sierpnia, Mindszenty został poproszony przez wykonawcę testamentu Valentino, aby zamieszkał w domu i czuwał nad jego cennym wyposażeniem.

Zakłócenia zaczęły się natychmiast. Dzwonki telefoniczne dzwoniły bez przyczyny dniem i nocą w całym domu. Zamknięte na klucz drzwi same się otwierały i zamykały. Słychać było kroki w ogrodzie i na schodach. W garażu, gdzie Valentino trzymał swoje trzy samochody i często pracował przy stole warsztatowym, słychać było stukanie młotka oraz odgłosy narzędzi.

Najciekawsza część tej historii dotyczy „Maca”, stajennego Valentino. Zobaczył on ducha Valentino i złożył Mindszentemu następujące pisemne oświadczenie:

„Niżej podpisany oświadcza na swoje słowo honoru, że poniższe zdarzenia miały miejsce, gdy był on w pełni władz umysłowych, oraz że jest abstynentem. Było około godziny jedenastej w nocy, gdy zgasiłem światło elektryczne w moim pokoju, który oddzielony był od stajni jeszcze jednym małym pomieszczeniem. Zgasiłem niedopałek papierosa w popielniczce i odwróciłem się twarzą do ściany, gotów zasnąć.

Usłyszałem, jak ktoś klepie po szyi jednego z koni. W następnej sekundzie wyskoczyłem z łóżka obiema stopami naraz. Byłem zdecydowany złapać intruza i wyszedłem boso, aby nie robić hałasu.

Ostrożnie otworzyłem drzwi mojego pokoju i przeszedłem przez małe pomieszczenie oddzielające mój pokój od stajni. Drzwi prowadzące do stajni były uchylone, tak że miałem na nią wyraźny widok. Dokładnie tak, jak się spodziewałem, przy trzecim boksie, w którym stał ulubiony koń Valentino – ‘Firefly’ – stał mężczyzna. Krzyknąłem do nieznajomego: ‘Czego tu chcesz?’, lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Mężczyzna pozostał nieruchomy w blasku księżyca zalewającym stajnię. Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, zęby zaczęły mi szczękać. Rozpoznałem, że tajemniczy przybysz był podobny do Valentino.

Przez kilka sekund obaj pozostawaliśmy zupełnie bez ruchu, lecz mnie wydawało się to wiecznością. W tym czasie miałem doskonałą okazję przyjrzeć się zjawi, która miała na sobie wysokie czarne buty jeździeckie i białe bryczesy. Zdziwiło mnie, że twarz wyglądała na nieogoloną. Nie wiedziałem, co robić. Dziwna postać zaczęła cofać się, lecz w sposób przypominający unoszenie się. Wycofała się ze stajni i bez wydania najmniejszego dźwięku przesuwała się po żwirowej ścieżce na podwórzu stajennym.

Czułem, jak włosy stają mi dęba, i byłem sparaliżowany strachem, ponieważ żaden z dziewięciu psów w swoich budach nie zaszczekał ani nie uczynił najmniejszego zamieszania. Mój przerażenie niemal osiągnęło granice wytrzymałości, gdy uświadomiłem sobie, że stoję twarzą w twarz z duchem – postać zniknęła bowiem w litej ceglanej ścianie.

Sekundę później podbiegłem do boksu, w którym stał ‘Firefly’. Otworzyłem drzwi i zapaliłem światło. Piękny czarny koń stał skulony, z podwiniętym ogonem i pianą na pysku. Z ogromnym trudem uspokoiłem roztrzęsione zwierzę i byłem bardzo zdumiony, że pozostałe trzy konie zachowywały się zupełnie spokojnie.

Jestem gotów w każdej chwili przysiąc, że wszystko to jest absolutnie prawdziwe.”

Pan Mindszenty kontynuuje:

„Kiedy skończyłem czytać te słowa, uderzyło mnie podobieństwo opisu Valentino do tego, co sam widziałem na seansie spirytystycznym – zwłaszcza że Mac, stajenny, również odniósł wrażenie, iż twarz Valentino była nieogolona. Postanowiłem spędzić następną noc razem z Macem w stajni, aby być może być świadkiem kolejnego zjawiska. Siedzieliśmy tam całą noc, owinięci w koce, lecz nic się nie wydarzyło poza pewnymi stuknięciami, które – rzecz jasna – można było wyjaśnić na różne sposoby.

Podczas tej nocy słuchałem opowieści Maca, który powiedział mi, że gdy Valentino zmarł, był zatrudniony w klubie jeździeckim. Pewnej nocy śniło mu się, że niesie trumnę na pogrzebie Valentino, i obudził się zlany potem. Następnego ranka przeczytał w gazecie, że Valentino nie żyje.”

źródło: RUDOLF VALENTINO’S GHOST;   Light on Spiritualism and Psychical Research, August 17, 1934.