Wieszcz

Upadłe Anioły

Z zainteresowaniem przeczytałem recenzję zamieszczoną w „Light” z 26 maja, dotyczącą książki noszącej powyższy tytuł; i choć być może autor tej książki kładzie zbyt duży nacisk na teorię rzeczywistego „Złotego Wieku”, to czy autor recenzji nie ma z kolei silnej skłonności ku Ewolucji i Dziedziczności?

Wiele można powiedzieć na rzecz obu teorii, a w istocie, jak ja to widzę, więcej przemawia na korzyść teorii autora książki niż recenzenta.

Ponieważ oba te nauczania ściśle należą do dziedziny światła duchowego i postępu, poniżej wyrażone poglądy mogą zainteresować lub okazać się użyteczne dla Państwa czytelników.

Przypuszczam, że (czy to z powodu dążenia do ideału, które we wszystkich epokach było głównym czynnikiem postępu, czy też z uwagi na istnienie dawnych tradycji, być może opartych na faktach) wiara w Złoty Wiek, a następnie Upadek z niego, była w każdej epoce i pośród wszystkich ludów powszechna.

Przykładami są starożytni Meksykanie, Rzymianie, Grecy i Hebrajczycy; i nie wątpię, że gdyby osoba mająca czas i odpowiednie kompetencje zajęła się wyjaśnieniem tego zagadnienia, wynikiem jej pracy byłaby przytłaczająca masa tradycji z całego świata, zawierających wiarę w pierwotny stan nieskazitelnej czystości – Złoty Wiek – w niektórych przypadkach ujęty wprost, w innych zasłonięty alegorią lub możliwy do odczytania jedynie poprzez Naukę Odpowiedniości (Science of Correspondences). A można postulować, że nie ma ani jednej baśni ludowej, tradycji czy przesądu, który mógłby istnieć bez jakiegoś źródła i podstawy w prawdzie.

Ponadto dzieła pozostawione przez wiele dawnych ludów w stopniu znacznie przewyższają – zarówno rozległością intelektu, jak i elegancją wykonania – najwyższe osiągnięcia dnia dzisiejszego. Wiele starożytnych pism hinduistycznych i buddyjskich, ba – w istocie większość pism orientalnych – przekazuje prawdy religii i filozofii, które my, nowożytni, dopiero zaczynamy pojmować, a które dziś przewyższają pospolite zachodnie rozumienie.

Można bezpiecznie powiedzieć, że wspomniane pisma, choć niewątpliwie z biegiem czasu zostały zniekształcone lub „zmaterializowane” wskutek upływu wieków i towarzyszącego temu upadku ludu, wśród którego krążyły, pierwotnie zostały napisane językiem Odpowiedniości – bo część z nich daje się stopniowo interpretować właśnie za pomocą tej Nauki. I rzeczywiście jest to znak wielkiego i mądrego narodu, że Nauka Odpowiedniości była u niego znana, ponieważ znać tę Naukę znaczy posiadać tajemnice wiedzy o prawach Ducha i o relacji zachodzącej między Duchem a Materią, co stanowi wypełnienie najtrudniejszego z nakazów: „Człowieku, poznaj samego siebie!”

A wracając na chwilę do źródeł słów: rozumiem, że niemal wszystkie dają się wyprowadzić z sanskrytu jako języka-korzenia. Lud, który posługiwał się tym językiem, musiał być właśnie takim ludem, o jakim wspomniałem – albo jego słowa przewyższałyby stan jego umysłów.

Weźmy ten bardzo powszechny przykład: słowo „człowiek” („Man”). Powiada się nam, że pochodzi ono od „Manas”, czyli „myśliciel” („thinker”). Otóż ludzie, którzy używali słowa „myśliciel” w odniesieniu do człowieka, bynajmniej nie byli dzikusami, lecz raczej rasą inteligentną i wykształconą.

W moim przekonaniu istnieje obfitość dowodów, że w najwcześniejszych czasach ludzkości na naszej ziemi istoty ludzkie były jak aniołowie, mieszkając w czystości i świetle jako emanacje Boskości.

Wiara w Złoty Wiek nie jest też niezgodna z wiarą w Ewolucję – o której, oraz o relacji człowieka do jego Stwórcy, pozwolę sobie, za Państwa zgodą, powiedzieć więcej przy nieodległej przyszłej okazji.

Na razie wystarczy stwierdzić, że Bóg, będąc doskonały, musiał na początku stworzyć swoje dzieci – Ludzkość – również doskonałą; całkowicie wolną od grzechu i obdarzoną intuicyjnym poznaniem rzeczy. Dalej: skoro Bóg jest z istoty Miłością, nie uczyniłby swych dzieci niewolnikami, lecz obdarzył je wolną wolą; nadużycie tej wolnej woli stanowiło Upadek. Od tego momentu zaczynają działać prawa Ewolucji – lub też, jak należałoby wówczas trafniej powiedzieć, prawa Dewolucji.

Największy i najbardziej oświecony jasnowidz w dziejach Zachodu, Swedenborg, którego – po zapoznaniu się z jego zdumiewającą i wspaniałą filozofią – byłoby niedorzecznością nazywać człowiekiem ulegającym halucynacjom czy oszustwu, w wielu miejscach spokojnie stwierdza, że rozmawiał z ludźmi Złotego Wieku, których nazywa „członkami najdawniejszego Kościoła”, i że byli oni właśnie takiego charakteru, jak opisano wyżej. Podaje też liczne opisy rozmów z tymi ludźmi – zawierające tak niewysłowioną mądrość, że człowiek musi przeczytać je sam, by uzyskać choćby mgliste wyobrażenie o wielkich prawdach, na których się one skupiają.

John* W. Barraclough

źródło: “FALLEN ANGELS.”; Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; Saturday, JUNE 16, 1894