Światło przewodnie

A GUIDING LIGHT
autor: E. A. S. Hayward, O.B.E.

Podczas podróży mojej żony i mojej do Kanady w 1932 roku (kiedy udaliśmy się do Winnipeg, aby uczestniczyć w kręgu dra Glena Hamiltona), poznaliśmy uroczą i utalentowaną szkocką dziewczynę. Jechała z krewnymi, którzy mieszkali w pobliżu rezerwatu Indian, w bardzo odległej części północnej Kolumbii Brytyjskiej. Była artystką i rzeźbiarką, a przy tym osobą niezwykle praktyczną. Odkryliśmy również, że posiada silne zdolności psychiczne. Wiele miesięcy później otrzymaliśmy od niej interesujący list opisujący niezwykłe doświadczenie natury psychicznej, którego doznała. Przytaczam jej relację w całości, w jej własnych słowach:

„Wracając pewnej grudniowej nocy, gdy śnieg leżał głęboko na okolicznych polach, z wizyty w Misji Indiańskiej, oddalonej około osiem mil od naszego miasteczka, powiedziałam do przyjaciółki prowadzącej samochód: Nie możemy zapomnieć o tej oblodzonej koleinie, którą zauważyłyśmy w drodze – jeśli w nią wpadniemy, na pewno utkwimy!

Niestety, w tamtym miejscu górska droga była bardzo wąska – i właśnie w nią wpadłyśmy. Po wielu próbach wydostania samochodu z powrotem na drogę, uznałyśmy, że jedynym sposobem uwolnienia się będzie sprowadzenie konia i łańcuchów do holowania. Bez wahania ruszyłam z powrotem do naszych przyjaciół w Misji po pomoc, zostawiając moją towarzyszkę przy samochodzie. Byłam w doskonałej formie pieszej – przywykłam do długich marszów każdego weekendu, niezależnie od pogody.

Noc zapadła już na dobre, lecz po przejściu zaledwie kilkuset jardów i po minięciu zakrętu drogi, uświadomiłam sobie obecność światła. Odwróciłam się, patrząc w górę, myśląc, że może to księżyc świeci – lecz zamiast tego poczułam na twarzy płatki śniegu, gdyż zaczynała się zamieć. Ruszyłam więc dalej, karcąc się w myślach za to, że w ogóle spodziewałam się zobaczyć księżyc przy tak gęstych śnieżnych chmurach.

Mimo to, nie przeszłam wiele dalej, kiedy ponownie stałam się świadoma światła za mną – widziałam nawet cień mojego ciała padający przede mną na śnieg. Zaczęłam czuć lekki niepokój, ale powiedziałam sobie, by nie być dziecinną – że nie ma nic, absolutnie niczego, czego trzeba by się bać. A jednak światło nie znikało. Wtedy w myślach zaprosiłam je, aby pozostało ze mną, towarzyszyło mi i chroniło mnie przed lękiem podczas tej samotnej podróży przez las. Natychmiast światło stało się jaśniejsze, tak że poczułam blask wokół mojej głowy i ramion. Nie odważyłam się tym razem odwrócić ani spojrzeć za siebie – obawiałam się, że mogłabym je stracić.

Przede mną, jak i po obu moich stronach, rozciągał się mój cień – ciemny na śniegu – tworząc kształt krzyża, z moimi stopami w miejscu przecięcia ramion. Za każdym razem, gdy koleiny w śniegu stawały się głębsze lub droga bardziej uciążliwa, światło jaśniało, wskazując mi drogę.

Gdy zbliżałam się już do wioski, gdzie były światła i ludzie – światło zniknęło.

Kiedy wróciłam z potrzebną pomocą, moja przyjaciółka okazała ogromne zdumienie moim szybkim powrotem. Wtedy zrozumiałam, że przeszłam te trzy mile do wioski znacznie szybciej niż kiedykolwiek przedtem – i to ani razu się nie poślizgnąwszy, ani nie potknąwszy.”

Nasza młoda przyjaciółka niewątpliwie została wsparta i chroniona przez to psychiczne światło podczas wędrówki przez trudny teren, w niesprzyjającej pogodzie, dodatkowo narażona na niebezpieczeństwa ze strony dzikich zwierząt – których nawet nie wspomina.

źródło: A GUIDING LIGHT; LIGHT a Journal of Psychical, Occult, and Mystical Research; January 11, 1940.