Dodatek
Spełniając wyrażone życzenie wielu naszych prenumeratorów, z wielką przyjemnością zamieszczamy tutaj kilka starannie poświadczonych świadectw, napisanych przez osoby o nieposzlakowanej uczciwości, które z radością publikują swoje wdzięczne uznanie dla nieocenionego dobrodziejstwa, jakiego – według ich przekonania – dostąpiły dzięki praktycznemu zastosowaniu zasad nauki, której propagowaniu i objaśnianiu poświęcona jest niniejsza książka.
Spośród setek relacji nadesłanych do nas przedstawiamy czytelnikom jedynie niewielką ich część. Te, które tu publikujemy, zostały starannie wybrane jako szczególnie odpowiednie, by wywrzeć wrażenie i zainteresować przeciętnego czytelnika. Wiele innych było równie przekonujących i ważnych, lecz ponieważ nasza książka przekroczyła już pierwotnie zakładane rozmiary, musieliśmy ograniczyć się do kilku reprezentatywnych przypadków.
Przedstawiając te fakty opinii publicznej, nie zamierzamy w żaden sposób umniejszać zasłużonej sławy wielu szlachetnych i uczciwych kobiet oraz mężczyzn, którzy sumiennie i skutecznie wykonują zawód lekarza.
Twierdzimy natomiast, że bez odwoływania się do jakichkolwiek zewnętrznych środków suwerenna moc samego umysłu wystarcza do dokonania wszystkiego, a nawet więcej niż wszystko to, czego może dokonać medycyna.
Odnosząc się do lekarzy, uzdrowicieli magnetycznych i innych osób, pragniemy jasno przedstawić nasze stanowisko: uważamy, że są oni zdolni przynosić ulgę wielu cierpiącym nie tylko – ani nawet przede wszystkim – dzięki swej sztuce, lecz wskutek wywierania na pacjentów dobroczynnego wpływu w sposób, którego często sami nie rozumieją.
Zwłaszcza w Kalifornii, gdzie utrzymywaliśmy wiele przyjaznych kontaktów z wybitnymi przedstawicielami różnych szkół medycznych, napotkaliśmy liczne przykłady szerokich poglądów, tolerancji i gotowości do badania tego zagadnienia.
Aptekarze, których zajęciem jest sporządzanie leków według recept i którzy z tego względu są szczególnie zainteresowani podtrzymywaniem zewnętrznego systemu medycznego, w wielu przypadkach dobrowolnie świadczyli o skuteczności terapii umysłowej.
Pewien wysoko ceniony młody człowiek z San Francisco, czołowy aptekarz w mieście, który często uczestniczył w naszych zajęciach, był – naszym zdaniem – równie praktycznym metafizykiem, jak każdy, kto sprzeciwiałby się własnym przekonaniom, podając choćby gorącą wodę osobie cierpiącej na ostry ból, pragnącej ulgi za pomocą tak prostego i niewinnego środka.
Nietolerancja i uprzedzenia uzdrowicieli umysłowych wobec lekarzy i aptekarzy, podobnie jak bezrozumne potępianie metafizyki przez zwolenników fizycznego leczenia, są jednakowo irracjonalnymi osobliwościami umysłów skarlałych i wypaczonych.
Chociaż od wielu lat niezmiennie podtrzymujemy przyjęte stanowisko duchowe i nigdy z niego nie zrezygnujemy, a także chociaż z całą pewnością wiemy i wielokrotnie wykazaliśmy całkowitą wystarczalność niepowstrzymanego umysłu w przezwyciężaniu dolegliwości, do których nie dociera żadna medycyna, jednocześnie w pełni uznajemy konieczność i wartość prawdy odpowiednio dostosowanej do indywidualnych potrzeb, zgodnie ze zrozumieniem i przekonaniem osób działających oraz tych, nad którymi się pracuje.
Na całym świecie zawód medyczny zaczyna obecnie reprezentować prawdziwszy i szerszy eklektyzm, niż kiedykolwiek wcześniej. Dokonuje się to od czasu, gdy duchowe przebudzenie ostatnich lat zwróciło szczególną uwagę na duchowy pierwiastek w terapii i rzuciło wyzwanie współczesnemu materializmowi.
Pani Eddy z Bostonu zasługuje na nieograniczone uznanie za otwarcie przed wieloma ludźmi drzwi prowadzących ku światłu. Mówiąc to, bynajmniej nie popieramy wszystkich stanowisk zajmowanych przez tę niezwykłą kobietę, której skrajne poglądy muszą z konieczności wzbudzać ogromne kontrowersje.
Doktor Evans, ów wielkoduszny humanitarysta, którego liczne dzieła o boskich, duchowych i umysłowych sposobach uzdrawiania są uznawane za podręczniki o bezcennej wartości, uczynił również więcej, niż mogą wyrazić słowa, aby skierować nurt opinii publicznej we właściwą stronę.
Wielu innych autorów, nauczycieli i praktyków obficie rozsiewało dobre ziarno, które obecnie szczęśliwie zaczyna przynosić owoce w coraz lepszym stanie spraw na całym świecie.
Świadectwo pani C. M. Lewis
156 Warren Street, Boston
Mały chłopiec cierpiący od urodzenia na nieżyt, którego twarz była nieustannie zniekształcona, a sen zakłócany przez niemożność oddychania, został całkowicie uzdrowiony.
Pozostawał pod opieką dwóch lekarzy, lecz bez rezultatu. Jedną rękę miał pokrytą brodawkami, które nie ustępowały pod wpływem żadnego sposobu leczenia. Jednak pod działaniem promieniowania prawdy rozpłynęły się niejako w nicość, jak rosa znikająca stopniowo przed słońcem.
Przypadek ten został wyleczony trzy lata temu i poprawa utrzymała się do dziś. Wspominam o tym, ponieważ tak wiele osób twierdzi, że uzdrowienia umysłowe nie są trwałe. Wszystkie przypadki, które opiszę, pozostawały wyleczone przez rok albo dłużej.
Pewna starsza kobieta, która przez długi czas cierpiała na rwę kulszową i od ponad pięciu lat mogła leżeć tylko na jednym boku, została całkowicie wyleczona po jednym zabiegu. Obecnie może z pełną swobodą leżeć zarówno na jednym, jak i na drugim boku. W chwili pisania tych słów od uzdrowienia minęły dwa lata.
W przypadku egzemy pacjentka znajdowała się pod opieką lekarza i co trzy godziny otrzymywała morfinę. Po pierwszym zabiegu pozostawiono ją śpiącą; przespała spokojnie całą noc bez morfiny ani jakiegokolwiek innego leku.
Nastąpiło całkowite uzdrowienie, a z morfiny całkowicie zrezygnowano. Miało to miejsce ponad rok temu. Kobieta ta miała osiemdziesiąt sześć lat.
Wezwano mnie do młodego człowieka, który doznał krwotoku i cierpiał na dokuczliwy kaszel. Lekarz powiedział, że jeśli chce przeżyć zimę, musi wyjechać do Kolorado, a jeżeli pozostanie na Wschodzie, nie bierze za niego odpowiedzialności.
Pacjent szybko odpowiedział na prawdę, nie wyjeżdżając z domu, i dziś jest silny oraz zdrowy, przyjmując prawdę zamiast błędu. Został wyleczony dwa lata temu.
Trzymiesięczne niemowlę, które w krótkim czasie karmiono ośmioma różnymi rodzajami pożywienia i które przez cały dzień przed rozpoczęciem terapii wydalało krew, po pierwszym zabiegu odzyskało harmonię i zostało uzdrowione. Obecnie ma dwa lata i jest całkowicie zdrowe.
Mogłabym podać wiele dalszych przypadków, w których zostały usunięte błędy oraz miejsca, w których światło w równie rozstrzygający sposób wykazało nicość ciemności.
Interesujący przypadek
Wezwano mnie do kobiety bardzo ciężko chorej na zapalenie płuc. Obawiano się, że umrze jeszcze tego samego ranka.
Zastałam ją – mówiąc w kategoriach fizycznych – z bardzo wysoką gorączką; jej płuca były tak silnie zajęte, że oddychała jak dyszący pies.
Gorączka wkrótce zaczęła opadać, a oddech stawał się coraz swobodniejszy i głębszy pod wpływem mojej „myśli”, czyli wezwania mojego ducha, by wydostał się z fizycznych więzów i wzniósł na płaszczyznę ducha, gdzie zapalenie płuc nie istnieje.
Podczas terapii doznałam nagłego i silnego wrażenia, jakby otrzymała nakaz:
„Lecz jelita, utrzymuj je otwarte”.
Jest to stan, którego zwykły lekarz starałby się uniknąć. Ten nadciągający stan zagrożenia, w myślach pacjentki i jej opiekunów, został jednak przesłonięty; pamiętając zaś o nakazie:
„Nie gaście ducha”,
zastosowałam się do wewnętrznego przynaglenia.
Podczas następnej wizyty powiedziano mi, że pacjentka wydaliła tasiemca w dwóch częściach, który po dokładnym zmierzeniu miał siedemdziesiąt dwie stopy długości.
Powrót kobiety do zdrowia był szybki.
Panna Susie C. Clark
15 Centre Street, Cambridgeport, Massachusetts
Wśród innych przypadków, których na ogół nie uważa się za podatne na leczenie metodami umysłowymi lub duchowymi – przynajmniej przez osoby, które nie rozumieją jeszcze, że jedynie sfera fizyczna jest obszarem ograniczeń – mogę odnotować uzdrowienie kilku bardzo ciężkich nagniotków i haluksów, przypadku egzemy, dwudziestodwuletniej niestrawności oraz zapalenia otrzewnej, w którym lekarze uznali pacjentkę za umierającą.
Oddawanie moczu ustało i nie można było opróżnić pęcherza za pomocą instrumentów, mimo licznych bezskutecznych prób, które powodowały wielkie cierpienie.
Piętnaście minut po moim wejściu do pokoju mocz zaczął odpływać swobodnie, bez świadomego udziału pacjentki, a zwężenie i stan zapalny zostały usunięte.
Powrót do zdrowia nastąpił natychmiast.
Leczyłam także kobietę podczas usuwania dwóch dużych, podwójnych zębów. Nie odczuwała bólu ani żadnego nieprzyjemnego wrażenia.
Panna Susie C. Clark
15 Centre Street, Cambridgeport, Massachusetts
Uzdrowienie guza
Pewna kobieta cierpiała na guz jajnika przez niemal osiem lat. Narośl została usunięta po pięciu zabiegach, chociaż już przed piątym zabiegiem pacjentka oznajmiła, że uważa się za uzdrowioną. Guz stopniowo się zmniejszał, aż całkowicie zanikł.
Kilka miesięcy przed rozpoczęciem przeze mnie studiów nad nauką duchową spędziłam dzień lub dwa w jej domu. W tym czasie odczuła wyraźną ulgę, choć wówczas o tym nie wspomniała.
Czyż nie dowodzi to, że duchowa moc uzdrawiania działa tak naturalnie jak oddychanie, a nie jest rezultatem rozumowania umysłowego – czy to w „milczącym umyśle”, czy w formie słownego oddziaływania?
Wieczny Duch jest zawsze obecny, by uzdrawiać, jeśli człowiek żyje w świadomym urzeczywistnieniu tej prawdy.
Panna Mary E. Steingardt
1 Pearl Street, Lynn, Massachusetts
Świadectwa nadesłane przez dra i panią Congar
247 Ogden Avenue, Chicago
San Antonio, Teksas, 22 kwietnia 1884 roku
Przypadek panny Anny Phillips okazał się bezradny wobec umiejętności lekarzy, dlatego zwróciła się do nas jako do ostatniej nadziei.
Sądziła, że odziedziczyła po ojcu chorobę nerek, a ponieważ ojciec zmarł z powodu tej dolegliwości, porzuciła wszelką nadzieję na wyzdrowienie i stale obawiała się obłędu.
Przez ponad rok nie była w stanie chodzić ani wchodzić i schodzić po schodach.
Została uzdrowiona po siedmiu zabiegach, wyłącznie umysłowych i duchowych.
Panna Phillips rozgłaszała potem blisko i daleko radosną wieść o odzyskanym zdrowiu i stała się wyrazistą reklamą prawdy, widzianą i czytaną przez wszystkich.
Rosa C. Congar
San Antonio, Teksas, kwiecień 1884 roku
Przypadek pani W. N. Coffy obejmował jednocześnie dolegliwości macicy, niestrawność, zaparcia i bezczynność wątroby oraz nerek, powodujące częściową ślepotę i zawroty głowy.
Jeden zabieg wywołał wyraźną zmianę jej stanu. Po dwudziestu czterech zabiegach odzyskała pełnię zdrowia.
Trudno znaleźć przypadek bardziej złożony lub fizycznie cięższy od powyższego.
Rosa C. Congar
Galveston, Teksas, marzec 1884 roku
Pani Rickey przez rok nie była w stanie pracować ani chodzić. Cierpiała na stały ból wynikający z powikłań macicznych oraz wyczerpania nerwowego.
Do przywrócenia jej zdrowia ciała i umysłu wystarczyło osiem zabiegów.
Sześć miesięcy później donosiła, że czuje się silna i zdrowa, wyrażając wielką wdzięczność za tak niezwykłą korzyść.
Rosa C. Congar
Oakland, Kalifornia, lipiec 1887 roku
Przypadek pani J. S. z New Britain w Connecticut, która przybyła do Kalifornii jako do ostatniej nadziei, dotyczył przewlekłych zaburzeń wątroby i nerek, którym towarzyszył ciężki kaszel.
Oświadczyła, że po samej rozmowie z nami poczuła się lepiej.
Po dwudziestu zabiegach była zdrowa.
Sześć miesięcy później powiedziała nam, że nie zamieniłaby uzyskanego efektu nawet na tysiąc dolarów.
Powróciła do domu w Connecticut jako silna, zdrowa kobieta w wieku sześćdziesięciu pięciu lat.
Rosa C. Congar
Przypadek Charlesa Clougha
Oakland, Kalifornia, lipiec 1886 roku
Rozpoznanie: reumatyzm trwający ponad sześć miesięcy, zaparcia oraz zaburzenia żołądka i wątroby.
Do wyjazdu do Meksyku pozostały mu tylko dwa tygodnie. Czy można mu było w tym czasie pomóc?
Dodaliśmy mu otuchy, zapewniając, że może odnieść znaczną korzyść.
Po czterech zabiegach kulawizna całkowicie ustąpiła, a pacjent oświadczył, że pod każdym względem czuje się zdrowy i może chodzić tak daleko, jak nigdy wcześniej.
Dr M. E. Congar
Przypadek Johna Meyersa
Galveston, Teksas, 5 marca 1884 roku
Rozpoznanie: obrażenia po upadku, niewydolność nerek, udar słoneczny, zaparcia, bóle reumatyczne prawego barku, przepuklina i inne dolegliwości.
Uznano go za człowieka zdolnego jedynie do złożenia do grobu. Próbował terapii umysłowej, aby sprawić przyjemność żonie.
Po dwudziestu sześciu zabiegach został uzdrowiony i dobrowolnie złożył bardzo mocne świadectwo.
Był niemieckim racjonalistą, nie posiadającym żadnej wiary, na której można byłoby oprzeć terapię, lecz po miesiącu wyglądał jak nowy człowiek.
Rosa C. Congar
San Antonio, Teksas, maj 1884 roku
Pani Mary N. przez siedem lat cierpiała na okresowe napady silnych bólów głowy i znajdowała się w stanie całkowitego wyczerpania fizycznego. Jej prawe płuco było chore, a ponadto męczył ją nieustanny kaszel oraz wiele innych dokuczliwych objawów.
Pani N. została uzdrowiona po dwunastu zabiegach przeprowadzonych wyłącznie metodami metafizycznymi. Oświadczyła, że czuje się lepiej niż przez poprzednie dwadzieścia lat.
Pani R. C. Congar
Galveston, Teksas, luty 1884 roku
Przypadek pana W. O. Rutledge’a trwał od wielu lat. Twierdził on, że w ciągu poprzednich dwudziestu lat przyjął tyle leków, iż wystarczyłoby ich do zaopatrzenia całej apteki.
Był jednak tylko cieniem dawnego siebie. Cierpiał na chorobę serca, bezczynność narządów trawiennych oraz – jak wówczas określano – „zatrucie krwi”. Nadmiernie używał także tytoniu.
Po czterdziestu pięciu zabiegach został całkowicie uzdrowiony. Podczas terapii zawsze zasypiał. Zdołał również porzucić nałóg tytoniowy.
W ciągu następnego roku otrzymaliśmy od niego wiele listów, w których niezmiennie informował, że jest silny i zdrowy.
Rosa C. Congar
Doświadczenie pani Lily D. Bothwell
San Diego, Kalifornia
W 1874 roku miałam nieszczęście skręcić prawe kolano. Skutkiem była niewielka kulawizna utrzymująca się przez sześć lub osiem tygodni, choć wówczas nie zdawałam sobie sprawy z prawdziwego znaczenia urazu.
Nie powodował on trwałych trudności. Od czasu do czasu przez kilka tygodni kulałam, kiedy wykonałam jakiś gwałtowny ruch.
Pewnego poranka w lutym 1886 roku obudziłam się i stwierdziłam, że nie mogę oprzeć ciężaru ciała na prawej stopie. Nie pojmując rzeczywistego stanu, początkowo nie potraktowałam go poważnie.
Dopiero trzeciego dnia zauważyłam, że cała kończyna traci siłę. Dwóch chirurgów stwierdziło, że w stawie znajduje się „płyn”.
Noga stawała się coraz słabsza, aż wreszcie zaczęła zanikać.
Przez trzy miesiące głębokiego cierpienia psychicznego i fizycznego pozostawałam pod opieką bardzo zdolnego chirurga, lecz wszystkie jego wysiłki okazywały się bezskuteczne.
Przypadek był dla niego zagadką. Osłabienie nogi stało się tak znaczne, że dniem i nocą musiałam opierać ją na poduszce.
Pewna kobieta zapytała mnie któregoś dnia, dlaczego nie spróbuję leczenia umysłowego. Odpowiedziałam, że nic o nim nie wiem.
Opowiedziała mi wówczas o metafizyczce, którą uważała za bardzo skuteczną, i – używając dawnego określenia – jako ostatnią deskę ratunku posłałam po nią.
Przez tydzień poddawała mnie zabiegom, lecz bez widocznego wpływu na ciało.
Kilka godzin po siódmym zabiegu siedziałam sama w pokoju i czytałam w książce dra Evansa Primitive Mind Cure rozdział o sztuce zapominania o chorobie.
Kule leżały obok mnie. Nie opierałam stopy na podłodze, a pod kolanem znajdowała się poduszka.
Tak głęboko pogrążyłam się w lekturze dotyczącej iluzji własnego „ja”, że nagle uświadomiłam sobie, iż stoję po przeciwnej stronie pokoju i że przeszłam tam z własnej woli, bez pomocy przyjaznych kul, które nadal stały przy pustym krześle.
Byłam ogromnie poruszona. Przez godzinę lub dłużej chodziłam, na przemian płacząc i śmiejąc się.
Kiedy członkowie mojej rodziny wrócili i zobaczyli, co się wydarzyło, doświadczyli podobnego wzburzenia emocjonalnego.
Następnego ranka metafizyczka przyszła jak zwykle. Ona również była głęboko poruszona, gdy ujrzała cudowny rezultat, jaki został osiągnięty.
Przypominało to jeden z tak zwanych cudów dawnych czasów – tak niezwykłe były skutki.
Zawsze będę wspominać tę drogą panią, panią Shields z Berkeley w Kalifornii, z wdzięcznością i miłością. Uważam jej pracę za jedno z największych osiągnięć nauki duchowej.
Od chwili, gdy zaczęłam chodzić, nigdy nie odczułam w kolanie żadnego osłabienia.
Cykl dwudziestu jeden zabiegów całkowicie mnie uzdrowił.
Kilka tygodni później pan Colville przybył do Oakland i otworzył klasę nauki duchowej. Pragnąc oświecenia, dołączyłam do niej.
Po szóstej lekcji miałam nieszczęście poślizgnąć się na chodniku i ponownie skręcić kolano. Spuchło ono i stało się bezużyteczne.
Znów musiałam posługiwać się kulami.
Byłam załamana, że przez własną nieostrożność mogłam ponownie sprowadzić na siebie ten nieszczęsny stan.
Następnego ranka uczestniczyłam w zajęciach. Po wykładzie opowiedziałam o swoim przypadku i poprosiłam klasę o wspólne oddziaływanie.
Pan Colville powiedział:
„Wysłuchaliście relacji tej pani. Skoncentrujcie teraz na niej myśl, że nie jest kulawa i że może chodzić”.
Kulawizna ustąpiła natychmiast. Wstałam i zaczęłam chodzić.
Mąż zaniósł moje kule do domu i od tamtej pory nie używałam ich ani nigdy więcej nie kulałam.
Nota
Opisane tutaj wydarzenie miało miejsce na terenach wystawowych nad jeziorem Merritt w Oakland w Kalifornii, w czerwcu 1886 roku. Było obserwowane przez około dwieście osób.
Uwaga historyczna
Relacje te pochodzą z końca XIX wieku i mają charakter osobistych świadectw zwolenników terapii metafizycznej. Nie zawierają współczesnej dokumentacji medycznej ani niezależnej weryfikacji i powinny być traktowane jako materiał do historii ruchu mental healing, a nie jako dowód klinicznej skuteczności opisanych praktyk.
źródło: Apendix; Spiritual Therapeutics; or, Divine Science Applied to Moral, Mental and Physical Harmony by W. J. Colville,Dodatkowy tekst: Unscientific Science – wykład dr Anny Kingsford, Chicago, Educator Publishing Company, 1888