Różności – osobliwe fakty

Przebywając niedawno w kręgu spirytualistów w domu pana Snidera w Greenpoint na Long Island, autor zapoznał się z następującymi osobliwymi faktami.

Pan i pani Snider stracili małą córeczkę, liczącą około sześciu lat, którą w rodzinie nazywano poufale „Gussy”.

Kilka miesięcy po jej śmierci rodzina zauważyła, że ich mała adoptowana córka, imieniem Mary, nieco ponad trzyletnia, okazywała czasem lęk przed jakimś niewidzialnym dla nich przedmiotem w pewnej części pokoju.

Gdy pytano ją, skąd bierze się jej strach, odpowiadała:

„Mamo, nie chcę tam teraz iść. Gussy jest tam ze swoimi zabawkami i nie chce, żebym je miała”.

Po krótkim oczekiwaniu, gdy jej oczy były nieruchomo utkwione w tę część pokoju, mówiła:

„Teraz mogę tam iść, mamo; Gussy już poszła”.

Prostota i niewyrafinowany charakter małego dziecka były takie, że zmuszały do przekonania, iż rzekome zjawienie musiało mieć jakąś podstawę w prawdzie, a czyny i wypowiedzi dziecka na ten temat nie były związane z żadnym zamiarem oszustwa.

Ponieważ pan i pani Snider byli oboje mediami dla dźwięków duchowych, skłoniło ich to do bezpośredniego wypytania ducha ich małej córeczki w tej sprawie.

Na ich pytania odpowiedziała, że rzeczywiście ukazywała się małej Mary przy kilku okazjach, kiedy ta mówiła o jej obecności, ponieważ nie chciała, aby Mary miała jej zabawki. Obawiała się bowiem, że je połamie albo uszkodzi.

Gdy następnie użyto alfabetu, przeliterowała – w zwykły sposób – prośbę do matki, aby ta ładnie ułożyła jej zabawki w kufrze.

Po ułożeniu ich w sposób, który matka uznała za zadowalający, zapytała córkę, czy wszystko jest dobrze.

Duch odpowiedział, że nie całkiem, i oznajmił za pomocą alfabetu, że mała Mary zabrała jej kubeczek.

Matka sądziła, że włożyła kubeczek do kufra razem z innymi rzeczami, lecz duch upierał się, że nie – i że brakujący przedmiot ma Mary.

Wezwano małą Mary i zażądano, aby oddała kubeczek. Początkowo zaprzeczyła, że go ma, lecz ponieważ duch nadal twierdził, że go zabrała, rozpoczęto poszukiwania.

Kubeczek znaleziono pod kanapą, gdzie – jak dziecko później przyznało – sama go ukryła.

Kubeczek włożono do kufra i zapytano ducha Gussy, czy wszystkie rzeczy są już tak, jak powinny.

Odpowiedziała, że jeszcze nie całkiem, ponieważ Mary ma jej małą kołyskę.

Mała Mary, będąc w sąsiednim pokoju i słysząc, co się dzieje, najpierw zawołała, że nie ma kołyski. Później jednak, wiedząc, że zostanie wykryta, natychmiast ją przyniosła.

Gdy kołyskę umieszczono w kufrze razem z innymi zabawkami, duch dziecka wyraził zadowolenie.

Tak proste zdarzenia jak powyższe – których prawdopodobnie nikt wcześniej by nie oczekiwał ani nawet nie wyobraził – dostarczają niekiedy znacznie silniejszych dowodów rzeczywistości duchowego obcowania niż zjawiska o pozornie dużo większej skali, należące do tej samej klasy fenomenów.

Inny aspekt tego przypadku daje dodatkowe potwierdzenie pewnej kwestii, która zdaje się już ustalona przez liczne inne fakty znajdujące się w mistycznych zapisach różnych epok i narodów, mianowicie: że duchy przez pewien czas po odejściu z ciała często zachowują przywiązanie do przedmiotów swojej ziemskiej własności oraz troszczą się o ich zachowanie albo sposób ich używania.


Mechaniczny test siły duchowej

Osoby najlepiej zaznajomione z Manifestacjami Duchowymi wiedzą, że stoły albo inne meble bywają czasem przez niewidzialną siłę – która twierdzi, że jest duchowa – czynione pozornie bardzo lekkimi albo bardzo ciężkimi.

W niektórych umysłach pojawiło się jednak pytanie, czy to pozornie zwiększone albo zmniejszone ciążenie przedmiotu poddanego eksperymentowi nie wynika z jakiegoś psychologicznego wpływu wywieranego na osoby, które go podnoszą albo próbują podnieść.

Autor, w towarzystwie kilku przyjaciół, niedawno sprawdził tę kwestię w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do poprawnej odpowiedzi.

Krąg pań i panów zebrał się w moim domu. Dwie panie, które były mediami do „przechyleń”, położyły lekko palce na stoliku do pisania, osobliwie skonstruowanym z podstawą i filarem. Duchy wkrótce przewróciły go na podłogę.

Następnie poproszono duchy, aby uczyniły blok, czyli jego dolną część, „ciężkim”, podczas gdy palce mediów spoczywały lekko na blacie stołu. Stół został wtedy ustawiony niemal pionowo, i to w taki sposób, że media przez nacisk nie mogły w żaden sposób wpłynąć na ciężar podstawy.

Każda osoba w pokoju spróbowała potem podnieść dolną część stołu. Wszystkim udało się to łatwo, z wyjątkiem jednej pani, która nie mogła oderwać jej od podłogi, dopóki duchy jej na to nie pozwoliły.

Aby upewnić się ponad wszelką wątpliwość, czy stół naprawdę stał się dla niej cięższy niż dla innych, czy też kontakt z nim odbierał jej siłę mięśniową – jak w procesie psychologicznym – sprowadziłem wagę sprężynową, zdolną ważyć do dwudziestu czterech funtów, i zahaczyłem ją pod podstawą stołu, gdy ten leżał na podłodze.

Następnie, chwytając za pierścień albo uchwyt wagi, pewien pan uniósł podstawę stołu z podłogi za pomocą haka. Zaobserwowano wówczas, że ważyła ona dokładnie dwanaście funtów.

Wspomniana wcześniej pani wzięła następnie pierścień wagi i, unosząc w dokładnie ten sam sposób jak ów pan, podniosła podstawę stołu około cala nad podłogę. Wtedy wskaźnik wagi pokazał dwadzieścia dwa funty – albo odrobinę mniej.

Po tym, jak osoby obecne w pokoju dokładnie to zaobserwowały, wagę ponownie podano do rąk mężczyzny. Wskazany ciężar wynosił wtedy znów dwanaście funtów, jak poprzednio.

Następnie wagę przekazano ponownie pani, a ciężar znów wzrósł do dwudziestu dwóch funtów, tak jak w poprzedniej próbie.

I tak zmieniano kolejno między panią a panem kilka razy, aż nie mogło już pozostać żadnej wątpliwości co do różnicy ciężaru.

Zebrani jednomyślnie przyjęli wniosek, z którym czytelnik niewątpliwie się zgodzi: że martwa waga nie mogła kłamać ani nawet zostać „psychologizowana”. Tym samym niewidzialna siła została niezbicie potwierdzona przez test mechaniczny.

F.

źródło: Miscellaneous;  „The Shekinah”. Edited by S.B.Brittan. Vol.I-III New York, 1853.