Rozdział VIII Jasnowidzenie

Jasnowidzenie

„Modliłem się w mieście Joppa i, będąc w zachwyceniu, ujrzałem widzenie”.

Mowy, rysunki i pisma nie są jedynymi znanymi współczesnymi sposobami dochodzenia do wiedzy o wielkim świecie duchów. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie zdolności człowieka mogą zostać niejako uwznioślone, tak aby pozwalały nam uchwycić przebłyski działania tego świata w nas samych.

Ponieważ zaś moim zamiarem jest przekazać czytelnikowi to, co znalazło się w zasięgu mojego poznania, muszę w tym miejscu przytoczyć pewne opisy, które zostały spisane dokładnie tak, jak wypowiedziała je pewna dama. W owym czasie nie była nam ona znana, podobnie jak my nie byliśmy znani jej.

Od kilku lat bywała ona przedmiotem transów mesmerycznych, a podczas najgłębszego snu, czyli transu, posiadała zdolność jasnowidzenia. Miała również dar opisywania, pozostając w tym stanie, tego, co przesuwało się przed jej wewnętrznym postrzeganiem.

To, co następuje poniżej, zostało zapisane szybkim piórem bezpośrednio z jej ust, w chwili gdy wypowiadała owe słowa. Warto mieć to na uwadze podczas lektury jej relacji, ponieważ w żadnym sensie nie ponosimy za nie odpowiedzialności — ani my, ani ona — tak samo, jak nie ponosiłbym odpowiedzialności, gdybym spisywał słowa wypowiadane przez kogoś mówiącego przez sen.

Nie oznacza to jednak, że w najmniejszym stopniu się od nich odżegnuję. Przeciwnie, wyrażam całkowite przekonanie, że wszystko, o czym mówiła, widziała i słyszała w tym cudownym stanie wewnętrznym. Że zaś było to dla niej czymś najzupełniej realnym, świadczyły jej słodkie uśmiechy i piękna wymowa jej twarzy.

Tylko przy jednej okazji, gdy udzielone zostały te wizje, byłem obecny osobiście. Pozostałe zostały nam jedynie przesłane jako mogące nas zainteresować, dotyczyły bowiem stanu naszego drogiego chłopca, tak niedawno przyjętego przez tamten świat.

Nigdy nie widziała go ona za życia, lecz później rozpoznała go na portrecie fotograficznym, który jej pokazano. Wkrótce po tym, jak przestawała mówić, budziła się i wtedy nie pamiętała niczego z tego, co wypowiedziała. Powiedziała mi jednak, że niekiedy po dwóch lub trzech dniach powracało do niej jakieś niewyraźne przeczucie tego, co się wydarzyło.

Czy jednak same wizje nie pozostają w zgodzie ze wszystkim, co napisano o świecie duchów? Czy nie dają nam światła, którego nie mamy w sobie żadnego powodu odrzucać?

Wydają się nam należeć do owej starej sokratejskiej reguły „tego, co lepsze”: jaśniejszego, piękniejszego i prawdziwszego. I przenoszą nas od razu do miejsca łagodniejszego niż zimny grób.


26 sierpnia 1856 roku

„Widzę go, ale teraz jeszcze nie będę mogła z nim rozmawiać. Jest z dwoma anielskimi przewodnikami. Pouczają go, że przeszedł z ziemi do świata duchowego.

Nie może pojąć swojego odejścia z ziemi, ponieważ przewodnicy są tak podobni do jego ojca i matki — tak bardzo do nich podobni, jak tylko można”.

(Pauza).

„Zapytałam tego anioła, który był blisko mnie, jak wyglądał chłopiec, gdy po raz pierwszy przybył do świata duchów. Powiedział, że wyglądał tak, jakby odczuwał ból w szyi, w miejscu, gdzie trzymał rękę.

Teraz wygląda bardzo dobrze i sądzę, że będzie czynił szybkie postępy. Aniołowie są tak podobni do jego rodziny, że pomyślał, iż są jego rodzicami”.


4 września 1856 roku

„Mały chłopiec jest tutaj. Mówi, że czekał na nas siedem minut. Przyniósł różę dla swojej matki, jaśmin dla ojca i dwie małe stokrotki dla Florence; a także kawałek papieru — list — dla swojej matki.

Znalazłam go wewnątrz róży:

‘Moja najdroższa Matko,
odkryłem, że przeszedłem ze świata zewnętrznego do świata bardziej rzeczywistego i substancjalnego. Jestem bardzo szczęśliwy i będę się starał być dobry. Aniołowie są bardzo życzliwi i troszczą się o mnie we wszystkim. Nie widziałem jeszcze nieba, lecz obiecano mi, że zobaczę jakąś jego część, gdy więcej się nauczę. Ostatnia nowa szata, którą przynieśli mi aniołowie, była tuniką z aksamitu i złota.’

Przestał czytać kartkę, wyjął mi ją z ręki i powiedział, że nie wolno mi czytać dalej.

Szata oznacza pragnienie doskonalenia się. Mówi, że sądził, iż nie będę umiała jej odczytać; lecz potrafię odczytać ją z odpowiedniości jaśminu wobec Ojca. Oznacza ona wierność.

On będzie przewodnikiem swojego ojca.

Ostatnie słowa zapisane na kartce brzmiały:

‘Zostałem wezwany z ziemi, abym mógł prowadzić moich rodziców do nieba.’

Odszedł.

Anielski przewodnik, który był z nami, mówi, że chłopiec tak bardzo pragnął przesłać tę wiadomość swoim rodzicom. Próbował już przez tak wiele mediów porozumieć się z nimi”.


16 września 1856 roku

„Oto mały chłopiec. Jest z dwojgiem dzieci. Nie może do mnie mówić. Znowu podał mi kartkę.

‘Moja miłość dla moich rodziców. Powiedz im, że mam pracę do wykonania. Wczoraj przyszło do mnie dwoje małych dzieci, abym mógł je uczyć. Muszę być bardzo dobry i wiele się nauczyć, bo inaczej odejdą do lepszego nauczyciela.’

Odszedł.

Tak ostrożnie wziął te dwoje malutkich za ręce: jedno po każdej stronie — chłopca i dziewczynkę. Aniołowie mówią, że to najlepszy sposób, aby go uczyć.

Samemu sobie wydaje się bardzo zajęty, lecz w rzeczywistości nie robi nic innego, jak tylko kształci samego siebie”.


29 września

„Przewodnicy są tutaj; przyszliśmy go zobaczyć. Nie ma go tutaj, lecz musimy udać się do niego.

Jesteśmy teraz z nim. Są tutaj dwaj aniołowie, którzy go pouczają; dwoje dzieci jest nieobecnych. On posiada Słowo, lecz jest ono podzielone na cztery części: pierwsza część jest obrazowa, druga rzeźbiarska, trzecia wodna, czwarta zaś jest życiem, czyli drobnymi żywymi substancjami.

Otrzymuje pouczenie, aby mógł nauczać dzieci. Wygląda bardzo dobrze — lepiej, niż kiedykolwiek go widziałam. Jego włosy stają się białe, raczej lniane. Ma na sobie białą tunikę ze srebrnym obramowaniem; oznacza ona przyjmowanie Prawdy z Niewinności.

Pokój jest pięknie urządzony. Z jednej strony widać pole kukurydzy — nazywa się je stroną życia; jest to wschód, z którego roztacza się ten widok. Na zachodzie widać morze ze statkami. Na północy jasne światło księżyca i góry; na południu piękny ogród kwiatowy, z zachodem słońca w oddali.

W środku pokoju znajdują się dwa globusy; jest to Słowo podzielone tutaj na dwie części, przedstawione jako globusy. Widać piękne białe światło, po którym rozpoznaję, że jest to Słowo. Na globusach można dostrzec nazwy zewnętrznych ksiąg naszego Słowa, zapisane tak, jakby były nazwami krajów.

Kiedy jednak staje się z boku, w pewnej odległości, widać w obu globusach razem wspaniałą postać ludzką.

Odszedł od aniołów, aby przemówić. Przesyła miłość swoim przyjaciołom; nie może zostać, by przekazać dłuższą wiadomość”.


7 listopada

„On jest tutaj. Bardzo urósł i zupełnie zmienił się z wyglądu. Jest znacznie wyższy i wygląda bardzo pięknie. Jego włosy są całkiem jasne. Ma na sobie purpurową szatę.

Można poznać, że to on; choć tak bardzo zmienił się z wyglądu, wciąż można dostrzec dawną twarz.

Jest teraz w klasie. Ma tylko jedno dziecko do nauczania. Uczy się odpowiedniości niebiańskich społeczności. Aniołowie prowadzą klasę przez owe społeczności raz na dwanaście dni, licząc według naszych dni. Pozostają przy danej społeczności tak długo, jak mogą, aby zobaczyć, jak ona żyje.

Wczoraj przeszedł przez jedną z nich — odpowiadała ona połączeniu Czasu i Porządku. Nie może zapamiętać wszystkiego, co się tam działo.

Kiedy przybyli tam rano, przy bramie miasta spotkało ich dwóch aniołów. Było tam dwunastu chłopców. Podzielili się, a każdy anioł wziął sześciu z nich.

Przed wejściem do domu umyli ręce i stopy oraz zmienili szaty. Następnie każdy z nich miał odczytać jeden werset ze Słowa. Gdy czytali, każdy werset przybierał inną postać: niektóre stawały się kwiatami, inne owocami, jeszcze inne drogimi kamieniami.

Jego werset stał się małym pierścieniem. W kamieniu tego pierścienia mogą odczytać całą naukę potrzebną im aż do następnej wyprawy. Następnie przeszli w bardziej wewnętrzne stany, których on nie może zapamiętać. Wtedy zapewne oglądali bardziej wewnętrzne życie.

Przesyła miłość swoim rodzicom i braciom oraz mówi im, że jest bardzo szczęśliwy. Aniołowie powiadają, że gdy będzie gotów, znajdzie się blisko jednego ze swoich braci jako przewodnik.

Bardzo pragnie uczynić coś dla tych, których pozostawił na świecie.

To jest dla jego rodziców:

‘Pan jest samą dobrocią i samą prawdą, i prowadzi swoje dzieci ścieżkami, których nie znały. Jehowa wyleje swego ducha na swój lud i poprowadzi go strumieniem prawdy. Będzie błogosławił swemu ludowi i chronił go przez wszystkie pokolenia.’

Jest to część lekcji, której nauczył się wczoraj — bardziej wewnętrzna, niż mógłby ją otrzymać z tego miejsca.

Wygląda na około szesnaście lat”.


15 grudnia 1856 roku

„Moi przewodnicy są ze mną. Zaprowadzą mnie do niego.

Przeszliśmy przez park pełen jeleni i owiec. Jest pięknie zielony, jak wiosna, i przedstawia jego stan. Widzę go; jest sam. Został oddzielony od swoich towarzyszy, ponieważ aniołowie wiedzieli, że pragniemy go zobaczyć.

Na stole ma otwarty Nowy Testament; obok znajduje się podnóżek. Powtarzał właśnie Modlitwę Pańską.

Może was widzieć: ujrzał na chwilę swoją mamę i powiedział: ‘Moja własna, najdroższa mama’. Próbował jej dotknąć.

Czasami może widzieć swojego małego braciszka, którego stan niewinności jest taki, że jego wnętrze może być na pewien czas oddzielone i widziane tylko przez aniołów.

Sam wykonał mały statek. Te części statku, które zwykle robi się z żelaza, są ze srebra; liny są splecione, a żagle wykonane z niebieskiego jedwabiu. Przedstawia on doktrynę; to, że jest ze srebra, oznacza prawdę.

Jest list:

‘Moja najdroższa Mamo,
często tęsknię za tym, aby usiąść obok Ciebie i pocałować Twój miękki policzek, lecz Twój chłopiec jest bardzo szczęśliwy. Czasami aniołowie zabierają mnie w dół, jak gdyby po długiej drabinie — jest to prawdziwa podróż, przedstawiająca zejście ze stanu duchowego do naturalnego, i wtedy może on być obecny przy duchowej części swojej matki.

Aniołowie są bardzo dobrzy i natychmiast otrzymuję wszystko, czego pragnę. Mam małą, nową Biblię, przyniesioną mi przez świetlistego ducha, którą czytam każdego ranka i wieczoru. Jest cudowniejsza niż wasze Biblie, ponieważ ma dwa albo trzy znaczenia.’

Wygląda bardzo dobrze. Ma purpurową szatę i pas wokół bioder. Zawsze pragnie coś wykonywać. Najpiękniejszą rzeczą, jaką zrobił, jest baranek wyrzeźbiony z żywego drzewa.

Aniołowie pomogli mu ściąć drewno, a on je wyrzeźbił. Duchowe życie drzewa nie może umrzeć. Ten baranek zdaje się oddychać, tak pięknie został wyrzeźbiony; jego wełna jest miękka jak przędzone szkło.

Oznacza to:

‘Niewinność mądrości jest wielkim darem, którym nasz Ojciec Niebieski obdarza całą ludzkość; lecz ludzkość musi walczyć ze złem, przezwyciężać pokusę i kochać Jehowę, swego Stwórcę.’”

Modlitwa

„Mogę odczytać jakieś pismo:

‘Zapisuj swoje myśli w księdze, a staną się one mądrością na twoją starość. Módl się do Pana każdego poranka, a błogosławieństwo będzie z tobą.’

Pytanie: Czy możemy otrzymać krótką modlitwę dla dzieci?

Modlitwa Pańska jest modlitwą niebios, ponieważ została ułożona przez samego Pana, i żadna inna modlitwa nie ma znaczenia wewnętrznego. W każdej społeczności niebios ukazuje się ona inaczej.

Powiedział mi, że pamięta dwie zwrotki modlitwy, którą zwykł odmawiać z wami, i teraz ją powtarza:

‘Jezu, czuły Pasterzu, usłysz mnie;
pobłogosław tej nocy swoje małe jagnię;
bądź blisko mnie wśród ciemności;
czuwaj nad moim snem aż do porannego światła.

Każdego dnia Twoja ręka mnie prowadziła,
i dziękuję Ci za Twoją opiekę;
Ty mnie przyodziałeś, ogrzałeś i nakarmiłeś;
wysłuchaj mojej wieczornej modlitwy.’

Jego odejście jest wielkim błogosławieństwem. Rozstanie z nim było bardzo ciężkie, lecz jest ono jednym z wielkich miłosierdzi Opatrzności. Może stać się środkiem odrodzenia całej rodziny dzieci.

Gdybyśmy nie mieli w niebiosach żadnego obiektu, ku któremu moglibyśmy kierować nasze uczucia, zapomnielibyśmy spoglądać tam w górę. Musimy zostać odciągnięci od stworzenia ku Stwórcy.

Czasami pozwala mu się zstępować po drabinie, aby był z wami, gdy jesteście wszyscy razem.

Pytanie: Czy smuci się, że nie może być zawsze z nami?

Gdyby stało się to dla niego udręką, Pan wprowadziłby społeczność duchów dokładnie odpowiadającą waszemu stanowi. Pan troszczy się o jedno małe dziecko tak samo, jak troszczy się o całe niebiosa.

Ta sama Opatrzność kieruje wszystkimi Jego działaniami.

Odchodzi teraz — złote światło ogarnęło go. Ujrzałam aniołów formujących krąg wokół niego oraz jedenastu towarzyszy”.


14 stycznia 1857 roku

„Mogę wejść do jego ogrodu i zobaczyć, czy jest tam jakiś podobny kwiat.

Oto jeden nieco do niego podobny; lecz zamiast jednego są trzy. Oto misa czystej wody. Kwiaty są podlewane z góry, nie z dołu. Są trzy razem.

Kwiat w pełnym rozkwicie odpowiada życiu człowieka: naturalnemu, duchowemu i wewnętrznie duchowemu. Woda pośrodku odpowiada prawdzie trzeciego stopnia i jest dostarczana przez Pana dla tego, co naturalne, tak samo jak dla pozostałych.

Nigdy nie widzi się tego kwiatu dwa razy takim samym. Jest to kwiat życia w jego ogrodzie. W kielichu tego kwiatu zawsze znajduje lekcję dnia, której ma się nauczyć.

Nie potrafił powiedzieć, w jaki sposób te lekcje są przynoszone, lecz są one zapewniane przez Pana, który troszczy się o małe dzieci tak samo jak o wszystkich innych.

Idzie z nami do przewodników, do innej części ogrodu. Wygląda bardzo dobrze; jego szata jest bardzo głęboko niebieska.

Scena jest bardzo wspaniała. Gdy przeszliśmy ponad dwiema górami i stanęliśmy na trzeciej, dwunastu aniołów zaczęło dąć w trąby. Dźwięk był tak głośny, że przypominał grzmot, lecz był muzyczny.

Słyszę tylko, jak pod koniec cichnie:

‘Powstań, człowieku, i stań na swoim miejscu!
Spójrz ku Jehowie i przejdź obok, Jego sługo.
Wejdź do Jego świątyni i pochyl się przed Jego tronem.
Wołaj głośno i nie powstrzymuj się,
bo Jehowa jest bardzo potężny.
Uklęknij, aby przyjąć Jego błogosławieństwa.’

Nie potrafiłam powtórzyć wszystkich słów, które nadeszły, lecz te były ostatnimi, jakie usłyszałam. Były jak grzmot — muzyczny grzmot.


Łza

Opuściliśmy go i idziemy kawałek z przewodnikami, aby spotkać go ponownie. Siedzi z trojgiem dzieci.

Przed nami otworzyła się gwiazda, a światło nas przyciągnęło. Zostaliśmy uniesieni, jak gdyby z góry do gwiazdy, i ujrzeliśmy, jakby niebiosa się otworzyły — podobne do tęczy.

Z początku wyglądało to tak, jakby padał bardzo ulewny deszcz. Deszcz odpowiada boskiej prawdzie zstępującej z bardziej wewnętrznego nieba. Prawda ta nie była nowa, lecz jakby odbita. Wszystko było znane Panu.

Umysł musi zostać ukształtowany tak, aby przyjąć prawdę — nie prawda dla umysłu.

W tej tęczowej sferze znajdowało się dwanaście zastępów aniołów. Przestrzeń jest tak ogromna. Każdy zastęp posiadał Słowo w innej postaci.

Z góry ukazała się postać ręki, z okiem pośrodku dłoni. Przedstawiało to Opatrzność rządzącą wewnętrzną mocą w sferach.

Z oka zdawała się spadać łza, która natychmiast krystalizowała się i stawała się częścią Słowa. W najmniejszym stopniu nie potrafię zrozumieć jej, gdy spadała. Mogę ją odczuć, lecz nie sposób znaleźć słów, aby dać wam pojąć choćby najmniejszą część. Nie znajduję dość słów.

Oko przedstawia Opatrzność. Łza z tego oka byłaby pierwszym wewnętrznym objawieniem odkupienia — opadnięciem do świata naturalnego.

Łza byłaby współczuciem, które przyodziałoby się, aby działać, i ostatecznie stałoby się dzieckiem narodzonym na świecie.

Wszyscy aniołowie przyjmują ją różnie, każda społeczność zgodnie ze swoim własnym stanem.

Między nami pojawiła się chmura i wracamy ku górze. Nie możemy pozostać tutaj bardzo długo.

To dziwne. Wróciłam do niego, a on powiedział, że próbował odnaleźć kryształy w wodzie i znalazł jeden dokładnie odpowiadający temu, który przed chwilą widziałam, choć nie tak wewnętrzny.

Zapytałam go, co w nim widział, a on odpowiedział:

‘Małego anioła, a w ręku anioła napis: Jestem twoim przyjacielem.’

Chociaż pozostawiono go tutaj, przez cały czas był pouczany — na tyle, na ile mógł przyjąć — przez społeczność, w której przebywał”.


Rzeczywiste wizje

Nie muszę chyba mówić, jak bardzo niechętnie wydałbym na temat tych wizji transowych tak niezadowalający sąd, by nazwać je „złudzeniami”. Chciałbym bowiem wiedzieć, co właściwie znaczy słowo „złudzenie”, gdy używa się go w takim sensie.

Z pewnością nie oznacza ono, że umysłowi widzącej osoby nie została przedstawiona rzeczywista wizja. Jeśli zaś była to rzeczywista wizja, należy ją osądzać według objawienia, które zawiera.

Czy sądząc ją w ten sposób, nie znajdujemy w tych opisach spójności i piękna? Czy nie wydają się one posiadać pewnej inteligencji i proroczego tchnienia, jakby były odbiciem tego, co widziane — niczym w zwierciadle — mniej lub bardziej niewyraźnie, zależnie od naszych różnych sposobów patrzenia?

Że dama ta nie ulegała złudzeniu, nie była obłąkana ani dotknięta niczym innym, co można by uznać za stan chorobliwy, mogę osobiście poświadczyć przynajmniej w odniesieniu do jednej z tych wizji.

Wiem jednak, że modą obecnego czasu jest przypisywać wszystkie zjawiska duchowe jakiejś formie obłędu, podczas gdy niezdrowość leży wyłącznie w niedowierzaniu im.


Sokrates jako obłąkany

Wierzymy, że Sokrates przez dwa tysiące dwieście lat zachowywał opinię człowieka zdrowego na umyśle. Jednak pewien uczony Francuz opublikował niedawno obszerne dzieło, dowodząc, że był on szalony i że gdyby żył obecnie, należałoby go umieścić w zakładzie dla obłąkanych.

A dlaczego, jak sądzicie?

Ten surowy karciciel występku i nieugięty wróg niesprawiedliwości; ten żywy wyrzut wobec nieczystości i straszliwy przeciwnik zaciemniania rady słowami pozbawionymi wiedzy — sam bywał niekiedy przedmiotem pewnego rodzaju transu albo stanu wewnętrznego.

Co więcej, stale towarzyszyło mu to, co znane było jako jego duch opiekuńczy albo przewodni. Miał też przekonanie o szczególnej misji religijnej, która — jak mówił — została mu „nakazana przez Bóstwo, przez wyrocznie, przez sny i przez każdy sposób, w jaki jakikolwiek inny boski dekret kiedykolwiek nakazywał człowiekowi coś uczynić”.

Gdzie indziej mówi o tym, że był:

„poruszany przez pewien boski i duchowy wpływ, który rozpoczął się we mnie od dzieciństwa, będąc rodzajem głosu; gdy jest obecny, zawsze odwraca mnie od tego, co mam zamiar uczynić, lecz nigdy mnie do niczego nie nakłania”.

M. Lelut uważa, że „rzeczywiste szaleństwo” Sokratesa rozpoczęło się podczas oblężenia Potidai, w którym Sokrates brał udział i gdzie przeżył trans albo stan oderwania. Relację o tym podaje Alkibiades w „Uczcie”:

„Gdy rozmyślał nad pewnym zagadnieniem, stał od świtu, badając je. Nadeszło południe i niektórzy ludzie zauważyli go, dziwiąc się, że Sokrates stoi od rana, rozmyślając nad czymś. Wreszcie, gdy nastał wieczór, pewni jońscy żołnierze wynieśli swoje posłania i częściowo spali na chłodzie, częściowo zaś czuwali, aby zobaczyć, czy będzie stał tam przez całą noc. I stał aż do chwili, gdy ukazał się świt i wzeszło słońce; po czym odszedł, najpierw odmówiwszy modlitwę do słońca”.

Innym razem Sokrates mówi:

„Bądźcie pewni, że słyszę te rzeczy tak, jak czciciele Kybele zdają się słyszeć flety, a dźwięk tych słów rozbrzmiewa w moim uchu i czyni mnie niezdolnym do słyszenia czegokolwiek innego”.

Wspomina także o pewnej mocy mesmerycznej, którą posiadał. W rozmowie z jednym ze swoich uczniów ten mówi mu, że gdy znajdował się z nim w tym samym pokoju i miał wzrok utkwiony w nim, najprędzej postępował w wiedzy, a „najbardziej zwłaszcza wtedy, gdy siedziałem blisko ciebie i dotykałem cię” — był to przypadek prawdziwej mocy duchowej.

Można by przytoczyć niezliczone przykłady różnych przejawów tej wewnętrznej świadomości i wizji. Jednak dla takich ludzi jak M. Lelut stanowiłyby one tylko dodatkowe podstawy dla teorii obłędu, za pomocą której uczeni wyjaśniają „wizje”.


Justinus Kerner

Justinus Kerner, we wstępie do „Jasnowidzącej z Prevorst”, w części zatytułowanej „Ujawnienia dotyczące wewnętrznego życia człowieka”, mówi o życiu zewnętrznym jako pozostającym pod panowaniem mózgu, podczas gdy życie wewnętrzne mieszka w okolicy serca, w sferze życia wrażliwego, w układzie współczulnym i zwojowym.

Na mocy tego życia wewnętrznego człowiek pozostaje związany wiecznym połączeniem, od którego ta zewnętrzna egzystencja uwalnia go jedynie pozornie.

To właśnie ta tajemna, niewidzialna więź z tym, co duchowe i wieczne, łączy człowieka z tamtym światem i prowadzi go ku niemu.

Im bardziej, pośród zgiełku świata i zamętu istnienia, daje o sobie znać owo życie wewnętrzne — im bardziej łagodne głosy w nas zagłuszają głośną muzykę świata — tym większy mamy dług wobec ducha, który nas prowadzi.

Lecz jeśli porywa cię nurt życia światowego i szukasz jedynie tego, co do niego należy, uwierz, drogi czytelniku, że kiedyś nadejdzie godzina — i oby Bóg sprawił, by nie była to twoja ostatnia godzina! — godzina smutku i łez.

Godzina, w której będziesz stał przy łożu śmierci ukochanej osoby albo ze szczytu ziemskiego szczęścia zostaniesz strącony w głębie skruchy i wstydu, opuszczony i samotny. Wtedy twoje życie wewnętrzne powstanie przed tobą, ponownie obejmując cię swoją sferą.

To życie, które od dzieciństwa było przed tobą ukryte, a którego przebłyski nawiedzały cię jedynie w snach — snach, których nie umiałeś odczytać.

Ukochany czytelniku, jakże wielu tego doświadczyło!

Przy łożu jednego z takich ludzi stałem kiedyś, a on, z rzężeniem śmierci w gardle, powiedział do mnie:

‘Czuję, że to życie przeszło z mojego mózgu do okolicy nadbrzusza. Nie mam już świadomości mojego mózgu; nie czuję już moich ramion ani stóp; lecz widzę rzeczy niewypowiedziane — rzeczy, w które nigdy nie wierzyłem. Istnieje inny świat.’

I mówiąc to, skonał”.

źródło: Chapter VIII. Clairvoyance from Spirit Drawings: A Personal Narrative, William Martin Wilkinson wydana w Londynie przez Chapman&Hall w 1858 r.